Szukaj na tym blogu

środa, 30 września 2020

 

                                Maseczkowy "horror (?)..." 

Nie wiem dlaczego, kiedy chcę napisać kilka słów w sprawach ogólniejszej natury, w tym przypadku o zarazie, która toczy nasz, zdawało by się - spokój, zawsze znajdzie się świrus, który burzy rzeczywistość swoim durnowatym "przemyśleniem" lub jego brakiem. Zmusza mnie to do niepotrzebnego stresu, który i tak toczy moją biedną okrężnicę z innych powodów. Nie ukrywam więc, że tym obecnym powodem są ludzie, do których nie dociera żaden argument. To, że w stolicy już któryś raz eksplodowało szambo, jest okay i żaden eko terrorysta ani słowa nie piśnie, ale covid - co to jest i dlaczego każą nosić nam maseczki...? - to przecież zamach na naszą wolność! A ja się pytam: "skąd bierze się ten zamiar świrusów negowania wszystkiego, co zalecane jest przez ludzi znających się, nie tylko u nas w kraju?Wedle jakich, trudno zrozumiałych wzorców i wiedzy lansowana jest teza, że ten wirus nie istnieje, a Ci co zmarli (są miliony na całym świecie), jest wymysłem polityków? "Imidżyści" (?) słynący z durnowatych pomysłów, rozwydrzanych gnojków, którym się wydaje, że mogą wszystko w imię "swoich racji," ten żelazny "elektorat" całej reszty durniów  i nieudaczników, zachowujących się jak nienormalni (szczekający na ulicach Warszawy),, podobno wykształciuchów, którym może się tylko wydaje, że są kimś, których żadne choróbsko nie dotknie. Kawiarniani inteligenci nie umiejący myśleć swoimi szarymi komórkami. Takie świrowanie szkodzi całej reszcie ludzkiej populacji, a im samym wydaje się, że takimi zachowaniami doznają większej popularności. BO tylko w taki sposób próbują się dowartościować Ci, którzy na co dzień są nieudacznikami. Tym delikwentom nikt nie nakazuje (jedynie zaleca) noszenia maseczek - ich sprawa. Ale jeśli taki gnojek kichnie lub obsmarka się w moim pobliżu - dostanie w pysk. Sam muszę zadbać o swoje bezpieczeństwo skoro wokół mam ludzi nieodpowiedzialnych. Bo jak dopadnie (nie daj Boże) takiego delikwenta to pieroństwo i zmuszony zostanie do podłączenie pod respirator, kiedy będzie musiał walczyć o każdy oddech - może wtedy dotrze do jego mózgownicy to, że maseczka, to był luksus...I oby nikt nie musiał zarzucać mi szukanie dziury w całym, bo nie jestem zdolny do jakichkolwiek konstruktywnych rad. Pan Bóg dał wszystkim rozum, więc nim się kierujcie wedle swojego uznania.
Pozdrawiam.
                                                            P  a  p  k  i  n                                           

sobota, 26 września 2020

 

Na sobotę i niedzielę życzę wszystkim Anioła Nadziei, który napełni Was siłą ciągłego spodziewania się dobra. Anioła Miłości, który odkryje pokłady uczuć tkwiących w Waszej głębi...Życzę także Anioła Entuzjazmu byście potrafili biec przed siebie i darować ten entuzjazm innym ludziom. Życzę też Anioła Wiary w sensie tego, co każdego z Was spotka, co będziecie przeżywać. Życzę również Anioła Radości i Spokoju, który zawsze mieszkał w Was będzie. Chciałbym oraz życzę wszystkim nieustającej obecności Waszego Anioła Stróża, który tuli Was swoimi skrzydłami. A wszystko po to, abyście przezywali radość ze spotkania z drugim człowiekiem - takiej radości, jaka ogarnia nas po przypadkowym spotkaniu z człowiekiem gdzieś na szlaku, w głuszy, gdzie byśmy się nie spodziewali takiego spotkania...Radości i wiary życzę - dziękuję. Miłego weekendu. Pozdrawiam.

                                         P  a  p  k  i  n


środa, 23 września 2020

 

                                   Tu jestem...

Na blogu jestem (?) - Właśnie...! Nie ważne ile mam lat - tutaj mogę być kim tylko zapragnę. Mogę wszystko, jednak tak jak w życiu, tak w tym miejscu najlepiej wychodzi mi być sobą...I swoją drogą robię swoje, a ludzie niech miech mówią co chcą. Nie wiem dlaczego muszę zawsze o tym przypominać, powtarzać się, wałkować temat od początku. A wszystko prze perturbacje związane z przejściem na nowego fejsa. Prawda - miałem obawy i to spore, które wprowadzały mnie w niepewność i tylko jedna osoba podnosiła mnie na duchu, gdyż byłem bliski rezygnacji..."Atak" był spory, podobny do tego, jak próba wyperswadowania mi samotnych wycieczek po bieszczadzkich bezdrożach. Wszystkim im mówię: - zakończyłem sezon, choć nie mogę obiecać, że zimą też mnie coś porwie i wyląduję na "lodowej pustyni," choćby na Kińczyku - ze mną nigdy nie jest tak do końca. Ale "dziś" jestem poza Bieszczadami, to mogę obiecać...Ale może to dobrze, może tak powinno być, kiedy "zasmakuje" się odrobiny adrenaliny niepewności (?) Piszę tego bloga, który tak na dobrą sprawę jest troszkę dziwny, ale cóż - być może tutaj leczę swoje własne myśli luźno wyrażane, siebie i cały wokół mnie świat...Zastanawiałem się, jak rozpocząć dzisiejszy tekst, bop cały sezon, to opisy i wrażenia z moich wędrówek. Z drugiej strony sezon zakończony i należało by dla wytchnienia zająć się innymi tematami. Ale wiedząc z praktyki - ludzie nie lubią, gdy im się wciska inne tematy, choćby "skrzywienia" polityczne. Ja sam też tego nie lubię, ale czasem jest coś "ciekawego," z czym warto się zapoznać...Tak więc z dwojga złego wyszło "nic" i będzie tak jak będzie, czyli po normalnemu.

 Tutaj można napisać wszystko, oby tylko było w normie. Czasem trzeba się wyżalić (to całkiem normalne i jak najbardziej właściwe dla tego miejsca. Można napisać nawet to, co słowem nie da się komuś w realu przekazać. Słowo napisane pozostawia swój ślad na długie lata, aby świat dostrzegał w którymś momencie to, co cechuje daną osobę w tym czasie, czyli po latach powie ktoś: "wiele lat temu..." Ile charyzmy, serca, miłości tkwi w człowieku, bo dzisiejszy świat jest okrutny i trzeba pokazać, że człowiek to nie materia, tylko istota myśląca. Bo choć świat tworzą ludzie, to należy wszystkim te wartości powtarzać, aż do skutku...Życie ludzkie w większości przypadków nie składa się z samo siebie. W każdym człowieku znajduje się wiele pustych szczelin, które wypełniają najbliżsi nam ludzie. Dla jednych będzie to matka, albo siostra, żona, ojciec, dzieci - dla innych: chłopak, dziewczyna, przyjaciele, tak jak dla mnie ten, którego już w nadchodzący piątek "pożegnam," a który z uwagi na sytuację życiową "odchodzi" do DPS-u. I choć bywa, że ludzkie drogi rozchodzą się i łączą później z innymi, jak pociągowe tory, to pozostawionej po poprzednikach pustki nie zastąpi nikt inny...Tworzymy z tymi osobami nasz prywatny świat, codziennie dobudowując coś nowego. Ściany pokrywamy myślami, w szafie tworzymy wspomnienia, na oknach zamiast uniwersalnych firanek wieszamy radość, a w sercach gościmy miłość. Śmiejmy się razem i cieszmy z codziennych sukcesów. Wszystko to takie bajeczne...aż do dnia, w którym dostrzeżemy smutek w oczach naszych ukochanych. I pomimo, że milczą, doskonale wiemy, że chcą nam coś powiedzieć. Rodzi się też jedna z najgorszych opcji - bezradność i myśl, że nie zawsze możemy pomóc. Ale wytrwajmy nawet najgorsze chwile, bo jesteśmy...Właśnie my!

  I tak to dokonałem zamiany tradycyjnych tematów na coś, co powinny "dominować" w tym jesienno-zimowym okresie, aż do wiosny, choć niekoniecznie tylko i wyłącznie. Wszystkim życzę pogody ducha i "kąpieli" w jesiennym już słonku. Pozdrawiam.

                                   P   a   p   k   i   n

poniedziałek, 21 września 2020

                             Lata jest mi szkoda...

Dzisiaj ostatni dzień lata...Nadchodzący tydzień zamierzam poświęcić na grzybobranie. I choć nie jestem specjalnym entuzjastą grzybów, to jednak służą mi one w małej ilości do urozmaicenia potraw. A do lasu zabieram tylko plecak, w którym mam jedzenie, picie i nożyk. Telefon wyciszam, bo w lesie czas mam wyłącznie dla siebie...Co znajdę będzie w koszyczku i nie chodzi mi o typowe wytężanie wzroku przykutego do ściółki leśnej, to przede wszystkim obcowanie z przyrodą i oderwanie się od codzienności...W lesie nie potrafię się zagubić, zresztą są naturalne znaki jak mech na drzewach, słońce i inny azymut, reszta to kwestia orientacji, jeśli ktoś podobny do mnie ma "radar" w głowie. Jeśli ktokolwiek wybiera się to uważajcie, nie wszyscy mogą polegać na sobie jak ja. Wypada mi tylko życzyć dużych zbiorów prawdziwych czyli jadalnych grzybków. Muchomorki są piękne dla oka i służą innym zwierzętom czy robaczkom - niech cieszą nasz widok. Radości życzę i pozdrawiam.
                                                            P  a  p  k  i  n
 

środa, 16 września 2020

                                    16 września...

Podróże, wędrówki opisywane przez ostatnie cztery lata - myśli, rozterki i radości...które trwają tylko chwilę, zostają w człowieku na całe życie, także moja obecność na blogu...To wszystko rozwija, kształci, uczy odwagi, samodzielności, respektu, potęguje refleks i orientację. Stawiam krok po kroku z myślą, że każdy kroczek opiszę, podzielę się z innymi wrażeniami, co też zawsze czynię...Cel ten (mam taka nadzieję), pozwoli mi przetrwać nadchodzący okres jesienno-zimowy, chlapy, mgliste dzionki. Wiosną natomiast z cała pewnością znowu ruszę tam, gdzie mnie oczy poniosą tak, jak to mówią: "Papkin znowu wyruszył..." Ale już bez słowa, także tego pisanego. To natomiast co było tu czytane, odda atmosferę tego, co będzie z wiosną, latem i wszystkim innym.
Pozdrawiam.
                                          P   a   p   k   i   n

czwartek, 10 września 2020

                              10 września 2020...

Znam ludzi, którzy niczym się nie przejmują...Rozmawiam z nimi i często dziwi mnie ich postawa. Dochodzę też do wniosku, że być może mają rację, nie trapią ich rozterki, mają wszystko w nosie...Ze mną jest inaczej. "Boli" mnie to, że za kilka dni nie będę w stanie dalej prowadzić bloga. Nie wiem dlaczego na nowym fejsie nie jestem w stanie odtworzyć klipu muzycznego czy powiększenia zdjęcia, grafiki i tego co zamieszczam, nie znam przyczyny, dlaczego tak się dzieje choć wiem, że inni nie maja tego problemu - może musiał bym założyć nowego bloga...? Spróbuję! Czy to coś da? Wielka szkoda i nie mam na to wpływu...Ale może dzięki temu, miał będę więcej czasu dla siebie, gdyż opracowanie notki wymaga czasu, choć w wielu przypadkach powstaje ona na kolanie. trzeba będzie się oswoić z nową rzeczywistością, chociaż wcale mi to nie pasuje...Dołączam klip muzyczny na dalszy dzień tygodnia, od jutra można powiedzieć już weekendowo - klip, który już załączałem, a który jakoś mi się podoba. Życzę spokojnego nadchodzącego weekendu, pozdrawiam.
                                             P   a   p   k   i   n

środa, 2 września 2020

                                        Po sezonie...

"...Chodziłem zieloną doliną pośród wzgórz, nad nieboskłonem błękitnego nieba, gdzie górskie potoki płyną, a dalej taka cisza, aż strach, gdy nie śpiewa żaden ptak...Cisza wszędzie, że w uszach dzwoni, choć nic nie dzwoni chyba, że telefon zepsuje mi humor...Nawet wiatr gałęzi nie porusza - taka pustka...Jak ja to lubię, jak idę w zadumie i tak naprawdę nie wiem co myślę i czy w ogóle myślę (?) Nie wiem, gdzie nogi mnie niosą, tak od samego rana - boso (?) po trawie skroplonej rosą...Szedłem - czy w mojej głowie myśli się tłoczyły (?) może tylko mrówki w wielkim kopcu, a zapach niósł igliwiem i zielnikiem, którego nigdzie do doznasz...Dalej była łąka zdobiona żółtym kwieciem i to bagienko w które wpadłem po kolana, a wszystko w słońcu skąpane - tak szedłem od wczesnego rana...A dalej tam, gdzie na wzgórzu pod niebiesko-błękitnym niebem biała chmurka, taka samotna na tym bezkresie - och, ależ ty jesteś miła, jak pięknie się rozwijasz, a wiatr zapewne wysoko zmieni chmurkę w oko "cyklonu" na niebie 
- wierzę, wierzę w siebie i siły moje witalne...Wchodziłem na wyżyny tej górskiej cichej doliny, która przede mną się roztaczała, a ścieżka nigdy nie zbaczała i jak pamiętam - zawsze wspina się w górę, zatacza krąg za tą chmurę, zza której nic już nie ma prócz błękitnego nieba...Po chwili dolina znika, a ponad wzniesieniami, jak słońce za górami, ukazuje niebieskie oblicze...Póki co, zieloną doliną chodziłem, w dzikim Moczarnym byłem, by dojść do celu w...Wetlinie...A wieczorami po całodziennej piechurze mrok rozpościera się nad wzgórzami i nad drogą Wetlińską. O takiej porze także można powędrować, co czyniłem, obrać kierunek gdzieś w mrok, by zasmakować nocnego życia tak, jak smakuje się szlachetny trunek, małymi łyczkami, a w chwili nagłego zachwytu, można sobie podarować większy haust...Patrząc uśmiechnięty w górę, aż czasem szyja boli - rozgwieżdżone niebo , jakiego nigdzie dojrzeć nie sposób. Miliony gwiazd, które obserwuję (amatorów tego zjawiska jest więcej) - tutejszych i przyjezdnych. Ta piękna iluzja wlewa się przez moje oczy wprost do serca kaskadami odcieni czerni i blasku gwiazd. W tym zjawiskowym widowisku trudno zachować spokój, właściwie cały drżę, jak szczęśliwiec, który znalazł na Mlecznej Drodze zaproszenie na najpiękniejszy spektakl..."  Bieszczady - kraina spokoju i szczęścia takiego, jakie sam stworzyć sobie możesz. Nie na gwarnych szlakach, lecz w ciszy daleko od ludzi i od cywilizowanego świata. Tych kilka krótkich słów obrazuje cały ogrom wrażeń, jakich doświadczam w czasie wędrówek...Ten sezon zakończony. Za deszczem i mgłą czeka jesień. Czas szybko mija i zima nas zaskoczy. A potem oby do wiosny. A zatem bywajcie! Do następnego sezonu...
Pozdrawiam.
                                                             P  a  p  k  i  n