Szukaj na tym blogu

środa, 18 listopada 2020

 

                      Ja to mam..."szczęście...."

I stało się...dorwałem "wirusa!" Tak myślę i oby nie!! Koronawirus dotarł w moją okolicę. Niechcący miałem kontakt z osobą (córką - mowa o niej w notce poniżej), a która objawowo może być zakażona. Dzisiaj wykonywała test wraz z moją wnuczką. Jeśli okaże się wynikiem dodatnim będę musiał przejść kwarantannę. Oznacza to być zamkniętym w domu bez możliwości wystawiania głowy poza mieszkanie. Kwarantanna to dla mnie żadna nowość - ja i tak całe dni spędzam w domu, żadna więc "kara." Jedynie to muszę zastanowić się, co z zakupami - żyć bowiem jakoś muszę (?) Ale jak widać, coś w tej mojej ostrożności coś za szwankowało, może przez nieostrożność? Poprzednia notka sama (chyba) mówi za siebie. 
Zdrowia życzę, pozdrawiam.
                                                           P  a  p  k  i  n

wtorek, 17 listopada 2020

 Zbuntowałem się (totalnie)....

Tak bardzo chciałbym napisać coś zabawnego, optymistycznego, ale wydarzenia w moim kraju skutecznie wybijają mi z głowy wszelkie myśli w pozytywnym sensie. Bo ciągle zadaje sobie pytanie "co dzieje się z naszą Ojczyzną...Do cholery! Ja chcę wiedzieć, że politycy, że rządzący są normalnymi ludźmi. Można się porządnie zrzygać z tego co wyprawia się w kraju, gdy patrzę na te chciwe, pazerne i zwulgaryzowane dzieciaki na ulicach. Zabierałem już głos na ten temat, ale to co mnie bulwersuje, o czym teraz się dowiaduję - wywołuje we mnie chorobliwą złość. Niech szlag trafi tych, którzy nie potrafią rozwiązać problem raz a dobrze i stanowczo...Rozwydrzone dziewice, aby nie użyć dosadniejszego określenia, wulgarne dzieciaki urządzające burdy na ulicach (walczą o lepszą przyszłość) - jak określiła to moja wnuczka (lat 16), zakłócające porządek publiczny, znieważające miejsca kultu religijnego...i to wszystko ma być okay? Tak - buntuję się nie tylko z tego powodu. Bo to co najbardziej bulwersuje, to zachowania osób, które do tej pory mieniły się przyjaciółmi, a co ważne - najbliższymi z rodziny. Bo jak dowiaduję się, że matka (moja córka) daje przyzwolenie na uczestniczenie w tych burdach swojej córce (wnuczce), namaszcza ją, a mnie zwraca uwagę, że się wtrącam, to jak mam się zachować? Kiedy moja bratanica udostępnia filmik na Fb z przemarszu rozhisteryzowanej młodzieży używającej wulgaryzmów, podpisuje filmik słowami BRAWO! Trudno być bezczynnym, kiedy osoba z rodziny mająca 78 lat popiera aborcję. To dlaczego wcześniej nie wyskrobała swojej  dwójki dzieci - dziś już dorosłych mających własne rodziny? Moja rozmowa z wnuczka trwała bardzo krótko. Próbowałem wytłumaczyć co oznacza ta ich "walka o lepszą przyszłość," na którą powołuje się 16-latka nie znająca życia. "Plujesz na PiS, trzymając nos w książkach i kajetach od którego Twoja matka bierze pieniądze na Ciebie (nie mylić z ze zdrową krytyką). Przyjdzie PO z Lewakami i Polska będzie krainą moczem i gównem płynąca, a Ty zarabiać będziesz 3,5 zł/h. Znowu będą Polakom z powodu biedy zabierali dzieci, tylko że tym razem oddadzą je pederastom, Ty natomiast będziesz biła brawo, kiedy uchwalą ustawę, która pozwoli dokonać eutanazji Twoich rodziców..."Walczysz" o to, aby jak było w latach 2005-2015 zagraniczne firmy wyprowadziły z Polski 540 mld złotych, mafia Vatowska wyprowadziła z budżetu państwa ponad 210 mld złotych. Znowu zmarnowanych zostaną miliardy, których nie da się policzyć. Jesteście manipulowane przez cwaniaków i zdrajców Ojczyzny. To, że Polska jeszcze jakoś funkcjonuje to jakiś cud! Mogę się nie zgadzać z tym rządem w wielu kwestiach, ale jest to rząd, który przynajmniej próbuje coś dla nas wszystkich zrobić. Pomyśl, jak bogatym krajem moglibyśmy być, gdyby nie ci złodzieje z PO i PSL-u, którzy dziś mają tyle do powiedzenia, a którzy okradali nas przez osiem lat swoich rządów. Dziś do nich dołączają potomkowie zdrajców komunistycznych..." Konsekwencja mojej rozmowy z wnuczka było oskarżenie mnie nazwanie jej "dziwką" - słowem użytym w innej konfiguracji określenia. Ona nie rozumie, że przez osiem lat ci, którzy dziś tak plują na nasz kraj, kradli, likwidowali szpitale, zlikwidowali 1146 szkół, żłobków, przedszkoli, zwolnili z pracy 47 tysięcy nauczycieli, sprzedawali leki za granicę, a teraz udają świętych, ci POsrani bandyci. Najwyższy czas, aby takim błaznom, jak ten pachołek o wyglądzie Lenina zajął się wreszcie sejm i cofną mandat osła...Bo ta wieża Babel jaka jest dziś Bruksela jeszcze runie, bo Polska nie będzie lennem. Postawimy ponad Unię własne prawa SUWERENNE! 
Niestety, Ci moi (nie)przyjaciele tego nie rozumieją. Czy czuję się przez to "samotnym"? Nie sądzę - przynajmniej moja okrężnica powoli zacznie się regenerować, choć do całkowitego spokoju chyba jeszcze daleko. Musze pojechać do jakiejś puszczy, aby nic nie widzieć, nie słyszeć i oczywiście mieć wszystko w d...pie!
Pozdrawiam.
                                                                       P  a  p  k  i  n  

piątek, 13 listopada 2020

 

Miałem fajny sen...Śniła mi się zima, taka prawdziwa, z puchowym śniegiem jaką pamiętam z młodszych lat. Było by super, gdyby można było powtórzyć zimy z lat dziecięcych...A dziś piątek w dodatku trzynasty. Nie robi na mnie większego wrażenia - nie jestem przesądny, ani strachliwy. Na nadchodzący wypoczynek sobotnio niedzielny , który rozpoczyna się w piątkowe popołudnie
wszystkim życzę udanego, bez niepotrzebnego stresu, w zdrowiu i w dobrym humorze.
Pozdrawiam.
                                              P  a  p  k  i  n
                           



poniedziałek, 9 listopada 2020

                   K i ń c z y k   B u k o w s k i... 


Gdybym mógł być,
(jak nie mogę) - tam,
gdzie taka cisza,
gdzie nie drgnie powietrze
i być może tylko szum w uszach
zakłóca martwą ciszę...(?)
                                    Gdybym miał powitać znowu
                                    ten szczyt, po którym wiatr hula,
                                    śnieg oczy przysłania - 
                                    huraganowa biała pustynia...
                                              **
Jak do tej pory nie miałem specjalnych trudności w osiągnięciu szczytu Kińczyka...Byłem trzykrotnie - dwa wejścia letnie, w tym jedno "nielegalne" czyli bez pozwolenia i jedno wejście zimowe. Właśnie złożyłem dwie prośby na wejście - do Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Wetlinie oraz w Dyrekcji BPN - u. Straż Graniczna nie czyni specjalnych trudności w wydaniu zezwolenia na pobyt w strefie granicznej, problem czyni Dyrekcja Parku Narodowego. Staram się być wyrozumiałym, bo też faktem jest, że gdyby każdy zechciał wejść w ten rejon Bieszczad, zdeptany by został jak inne szlaki turystyczne...Na Kińczyk Bukowski (1251 m npm) nie prowadzi żaden szlak turystyczny, to miejsce odosobnione, dzikie i puste, a na szczyt prowadzi bezleśna rynna, po której poruszają się (rzadko) patrole graniczne, wilki i inne zwierzaki. Z uwagi na bezludny teren, aby tam dotrzeć, trzeba kondycji, determinacji i...odwagi, ale jest świetnie...
Zimową porą jest to lodowa pustynia, zadymki śnieżne, huraganowy wiatr zasypuje śniegiem oczy...A dzisiaj właśnie w Woli Michowej było -7 stopni mrozu, może to być dobra prognoza na śnieżną zimę w tym rejonie Polski. Wielką przyjemnością jest zjazd na nartach w cieniu  (być może) czarnej plamy (watahy) wilków...(?) Na takie (nie) spotkanie też trzeba być przygotowanym. Już na samym szczycie trzeba też się liczyć z obecnością ukraińskich pograniczników. Ponieważ to odległa, bezludna kraina, obojętnie od której strony się wejdzie (z tego co wiem, obecnie szlak przez Tarnicę i Halicz jest zamknięty z powodu prac przy znakowaniu i remoncie), najdogodniejszym dojściem jest od strony Wołosatego szlakiem pod Rozsypańcem, dalej przez przełęcz i Połoninę Bukowską. Mam nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie, nawet pandemia nie "obrzydzi" mi tej przyjemności, choć na ta chwilę czuję się jakby w "zawieszeniu."
Pozdrawiam.
                                                       P  a  p  k  i  n   
 




sobota, 7 listopada 2020

                                            Wolne soboty...

Wolna sobota - jak to brzmi dumnie - dzień o który walczyły miliony ludzi pracy - duma i satysfakcja po ich uzyskaniu (wywalczeniu). To było doprawdy "coś." Jako przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" miałem okazję być na bieżąco z wszystkimi sprawami, o które Związek walczył. Dzisiaj zagadnienie "wolnej soboty" zeszło na plan dalszy i w zasadzie nikt podobnej nazwy nie wymienia, no może w Polskim Radio jest audycja poranna o tej nazwie. Określenie to rozmyło się pośród innych spraw, jakże często nieistotnych. Zmienił się pogląd, a przepisy uległy dewaluacji. Przestano uważać ten dzień jako coś dla indywidualnego człowieka, obrócono w pył istotę znaczenia. Szkoda, bo w ten sposób ludzie sami się zniewolili uznając, że pogoń za pieniądzem ważniejszy jest od ich wypoczynku, bycia z rodziną, poświęcenia czasu wolnego dla dzieci...Takie obrazki widać na każdym kroku - dzieci pozostają pod opieką starszego dziecka, a w tym czasie rodzić nabija kasę. Praca sprowadziła się do "niewolnictwa" i uzależnienia, ale często też poprzez wymuszanie przez pracodawcę pracy na okrągło. Przykre to i smutne, bo jak powróci się do czasów walki o wolne soboty - ile entuzjazmu, radości było - to dziś uważam, że cała ta walka była darmowa mając na uwadze, że za tą i inne idee ginęli ludzie. 
Dzisiaj nie ma pojęcia wolnej soboty czy "po piątku," dzisiaj nazywa się to "weekendem" - słowem nie polskim, zaczerpniętym z obcego nazewnictwa. 
Nazewnictwo to określam polskimi słowami znaczącymi końcem tygodnia rozpoczynającego się od piątkowego wieczora do niedzielnej nocy. Dni wolne od pracy lub nauki, przeznaczone na wypoczynek. Tak wiec życzę udanego wypoczynku w zdrowiu. Niech się wszystkim darzy.

Serdecznie pozdrawiam. Zapraszam na kawę.
                                                   P  a  p  k  i  n

    


czwartek, 5 listopada 2020

 


Na dziś chwila wspomnień i refleksji, czyli... ciołkom z ulicy...

My, urodzeni w 50, 60, 70 latach - wszyscy byliśmy wychowani przez rodziców patologicznych. Na szczęście nasi rodzice nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami - my także nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz dziecięcy wiek. Wszyscy należeliśmy do osiedlowej bandy i mogliśmy bawić się na licznych budowach jakie trwały wokół nas. Mama nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola, a rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju - uznawali, że wystarczy jak zaczniemy uczyć się od zerówki. Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał, czy nie jesteśmy spoceni. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą i przeziębieniem służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy ba to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się, że zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Latem jeździliśmy rowerami ("pożyczałem stary rower od wujka") nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli - nikt się nie utopił. Dorośli nie wiedzieli do
czego służą kaski i ochraniacze - siniaki i zadrapania były zupełnie normalnym zjawiskiem. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, często nas goniła z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć - rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień dobry i nosić za nią zakupy. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia i pisać bezbłędnie - wszelkie wybryki były karane przez nauczycieli i nikt z nas nie miał o to żalu. Nikt z nas nie miał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i innych dys... Nikt nie odprowadzał nas do szkoły i nikt nie uczył bezpiecznego zachowania się na ulicy - sami dbaliśmy o własne bezpieczeństwo. Jak ktoś się skaleczył to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę z rzeki, ciepłe mleko prosto od krowy lub kozy, kranówkę, czasem syropy na alkoholu za śmietnikiem, żeby mama nie widziała. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem, a centrum zabaw był podwórkowy trzepak. Bawiliśmy się w klasy, podchody, w chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę. Skakaliśmy z balkonu na kupę piachu i gralismy w nogę, w cymbergaja i inne. W wannie lub w drewnianej bali kapało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Jedynym czasem przed telewizorem była dobranocka, na przykład "Jacek i Agatka." Nie wszyscy pokończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani...My - dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak nas należy dobrze wychować, a dziś wiemy, że wychowali nas na porządnych ludzi. Każdy, kto pamięta tamte czasy wie, jaką patologią cechuje się dzisiejsza młodzież, co widać na ulicach.

                                                           P  a  p  k  i  n
                                         (rocznik pierwszej połowy XX wieku)


poniedziałek, 2 listopada 2020

 


                  Pamięci tych, którzy odeszli...

Prosimy Cię Panie, okaż wiekuiste miłosierdzie duszom sług i służebnic swoich, aby na wieki cieszyły się owocami wyznawanej wiary i pokładanej w Tobie nadziei. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.