Szukaj na tym blogu

piątek, 26 lutego 2021

                     Krótka historia wieloletnich                                                     przyjaźni...


Historia przyjaźni i znajomości z "Kaśką Litwinką" - Łemką, którą nie dotknęła akcja Wisła, u której w okolicy Wetliny spędzała swoje wolne chwile  cała nasza grupa. Teraz spotykamy się już tylko nad Jej mogiłą, w pobliżu domu w którym mieszkała (to był też nasz dom)....
Bo tutaj chciała być pochowana...A sama chatka podstarzała, leciwa z racji wieku stoi jeszcze, choć od wielu lat tuż obok na gruncie jej posesji znajduje się mogiła Marii. Syn jej - Marian - dziś emerytowany lesniczy pobudował domek w samej Wetlinie, gdzie bywam wsłuchując się w ciszę. Bo tu jak w bajce i aż zrozumieć trudno, że są jeszcze takie miejsca na świecie jak to...Jedna z wielu historii wędrówek po Bieszczadach.
"Gwarno" zawsze tu było
przez te wszystkie lata,
przyjeżdżaliśmy grupą,
zawsze w środku lata.
Tu spędzaliśmy chwile
zbierając malinki,
na dzikim zagonie,
u "Kaśki Litwinki...." 

Życzę pogody ducha, większej wiary w siebie, uśmiechu i jak zwykle dobrego humoru i wypoczynku..

Pozdrawiam.
                                             P  a  p  k  i  n

wtorek, 23 lutego 2021

 


                                   Tak sobie myślę...(?)

Powoli - szkoda, że tak późno dochodzę do wniosku, że wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na nią. Znam to uczucie, pokonując strome ściany (wzniesienia) , często porośnięte gęstą, czasem trudną do przebycia plątaniną krzaków...Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego człowieka z góry...(dwa pojęcia różniące się od siebie...choć mające coś wspólnego...) wówczas, gdy chce się pomóc, aby się podniósł...Jest tyle rzeczy, których mógłbym się jeszcze nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one mogą przydać, gdyż kiedy włożą mnie do trumny, nie będę już żył (?) Tak, tak - plącze mi się to pieroństwo po głowie i nie wiem dlaczego...Tak więc wszelkie wysiłki w celu podołania swoich ewentualnych "postanowień," już w chwili obecnej  skazane są na niepowodzenie, w najgorszym przypadku nie doprowadzenie ich realizacji do końca tak, jakbym sobie życzył. Oczywiście - w tej chwili mówię o bzdurach, ale czy jak sie nad tym zastanowić, to nie można mieć wrażenia, że tak właściwie może się stać w każdej chwili, nawet w czasie przedzierania się przez gąszcze bieszczadzkich kniei - w tej chwili, jak i w każdej - tajemniczej i niespodziewanej? 
No cóż - wszystko jest możliwe! 
Pozdrawiam, życząc spokojnego tygodnia wyczekując na wiosnę, bo być może nadejdzie szybciej niż myślimy. Oby!
Wszystkiego dobrego

                                                            P   a   p   k   i   n    

sobota, 20 lutego 2021

                   Wolna sobota z Papkinem...

Usiadłem w oknie, jak kot na parapecie patrząc na pełzające samochody. Ruch o tej porze jest znikomy, ale już w godzinach szczytu - znaczny. Dla mnie bez różnicy, bo nie mam wpływu na to co dzieje się za oknami. Ilekroć nie spojrzę w okno, widok ten sam..Przyzwyczajony jestem do miastowego zgiełku, tu odpocząć się nie da - odpoczywam w Bieszczadach regenerując umysł i wszystkie swoje członki..."Rzuć wszystko i wyjedź w Bieszczady" - hasło, to od dłuższego czasu stało się tak modne, że pojawia się w przestrzeni bardzo często. Idąc tokiem mojego myślenia, kto wie, czy aby nie mają racji Ci, którzy hasło to lansują, niezależnie, czy mówią to poważnie, czy tylko tak sobie? Co prawda nie utożsamiam się do niego ponieważ od lat jest ono moją dewizą, od czasów, kiedy nikomu do głowy słowa te nie przychodziły. A jednak prawdą jest i tego należy się trzymać. Jedni "rzucają" na czas jakiś (urlop, wczasy) swoje domowe pielesze i ruszają na podbój bieszczadzkich szlaków, ciesząc się wolnością  i beztroską chwili. Inni mnie podobni wędrują dzikimi ostępami, z dala od hałaśliwych szlaków - tam szukając w odosobnieniu natchnienia i wypoczynku...
Z okna widać świat dnia co dziennego, świat daleki od ideału, zgiełk i "przepychanki" w korkach szczytowych godzin. Jak kot siedzę na parapecie i myślę, że tylko chwile dzielą mnie od pierwszego kroku, który skieruje mnie do krainy spokoju, tam, gdzie czuję się najlepiej. A miałem zrezygnować (?) "Kocie" siedzący spokojnie w oknie, patrzący na świat z tego ruchliwego miejsca - wyczekuj na promienie słońca, które wysuszą Twoje szlaki, abyś mógł swobodnie poruszać się po bezdrożach tego pięknego zakątka, jakim są Bieszczady...
Pozdrawiam życząc udanego wypoczynku.
 
                                         P   a   p   k   i   n                       
 

czwartek, 18 lutego 2021

                        Z cyklu: Przeminęło z wiatrem - 

                            "Stare Podpromie...."
Po drugiej stronie ulicy Podpromie, vis a vis starej Serwówki, na zakolu ulicy prowadzącej do krypy (promu) pana Stanisława Nitki, stał drewniany dom, którego właścicielem był emerytowany wykładowca akademicki, pan Tadeusz Szeliga. Dom zapewne zwyczajny, jak każdy inny, choć niezwykły...Od ulicy otoczony parkanem i żywopłotem od wewnątrz. Przy samym wejściu na posesję okazałe krzewy bzu, stanowiące barierę ochronną przed kurzem. Ulica bowiem w porze letniej i suchej zamieniała się w tumany kurzu...To co znajdowało się już wewnątrz, było okazem mozolnej, wieloletniej pracy i pieczołowitości samego gospodarza. "Tajemniczy ogród," który zawsze był obiektem ciekawości nie tylko nas dzieci, które skupiały swoją uwagą prędzej na owocach, które podkradaliśmy, ale zapewne także innych. Nie mniej jak sadzę, nie było wielu ciekawskich ze strony sąsiadów, gdyż każdy wiedział, jakie "cuda" kryje ogród urządzony w starym korycie rzeki "Wisłok." Czasy były na tyle spokojne (według naszego mniemania) i każdy mieszkaniec patrzył raczej na czubek własnego nosa...
"Wtedy tajemniczy ogród migotał światłami, 
a ciemne płotu sztachety w barwach tonęły kwiatach. Anioły krążyły pomiędzy drzewami,
przybywszy do niego z nieziemskiego świata..."
Ogród pana Szeligi wyjątkowy był pod każdym względem.
Na jego temat odnosiłem się wiele razy w akapitach rodzinnej historii z tamtych lat. Jak wspomniałem, urządzony był w starym korycie Wisłoka, pieczołowicie zadbany, do którego schodziło się drewnianymi schodami
mijając okazałą studnię, aż na samo "dno," a zwieńczeniem tego "wysiłku" była altana w otoczeniu krzewów i klombów kwiatowych. Było to miejsce tajemnicze i "trudno dostępne" ponieważ każde zejście i w ogóle wejście na posesję było łatwo zauważalne, a każdy intruz był wyłapywany. Wspomniana studnia strzegła wejścia do ogrodu. Sam pan profesor z laska w ręce, chadzał po posesji lub siedział na werandzie od strony ogrodu, werandy, która obfitowała w girlandy kwiatów i zieleni...Nasza "banda" dzieciarni obecna była wszędzie - w okolicznych ogrodach, na drzewach i w drodze nad rzekę. Odwiedzaliśmy pana Nitkę, który przewoził nas i innych mieszkańców na Drabiniankę - wioskę po prawej stronie Wisłoka (dziś dzielnica miasta). Były to beztroskie wspaniałe lata...Dziś stojąc na placu po Serwówce lub w nieistniejących ogrodach, trudno doszukać się dawnych czasów i tego, co się tam znajdowało. Dzisiejsze pokolenie nie ma pojęcia, jak tamten świat wyglądał. Tylko wspomnienia pozostały, które można przywołać będąc w tamtej okolicy...
Pozdrawiam.
                                   P  a  p  k  i  n   



wtorek, 16 lutego 2021

                                       Środa Popielcowa...

Z dniem dzisiejszym żegnamy się z Karnawałem (ostatki) - jutro środa Popielcowa - dzień pokuty, rozpoczynająca ważny okres Wielkiego Postu. Popielec niesie nam uspokojenie, wyciszenie, zastanowienie się nad swoim życiem. W tym dniu wierni przyjmują na swoją głowę popiół - znak podjęcia wielkopostnej pokuty i nawrócenia. Kościół w tym dniu przypomina słowa wszystkim nam znane: "Pamiętaj człowiecze, że prochem jesteś i w proch sie obrócisz..." Wspominałem cytując te słowa dwa dni wcześniej czyniąc "streszczenie" dni poprzedzających...Trudne czasy w jakich żyjemy nastrajają nas do przemyśleń i pokuty. Popiół - symbol powrotu do ziemi z której narodził się człowiek - symbol śmierci znamionuje rzeczywistość alternatywną. Popiół wyrażał zarówno dawniej jak też dzisiaj, znikomość rzeczy, pokorę i pokutę, przypominając o nieuchronności śmierci, o naszym przemijaniu. Wraz z jutrzejszą Środą Popielcową wchodzimy w okres Wielkiego Postu, który dla nas chrześcijan jest czasem duchowego przygotowania do godnego uczestnictwa w wielkim święcie Zmartwychwstania Pańskiego...
Życzę duchowego uczestnictwa w tym dniu i w całym okresie wielkopostnym i wysłuchania (być może) kontrowersyjnego utworu Jacka Kaczmarskiego, który znalazłem w Internecie, akurat na ten okres. 
Pozdrawiam
                                              P  a  p  k  i  n
 

sobota, 13 lutego 2021

 


                     Wolna sobota u Papkina...

Zastanawiałem się, czym mógłbym zająć się w nadchodzącym po piątku, czym zainteresować tych, którzy zechcą odwiedzić mnie w tych dniach? W zasadzie nic specjalnego do głowy mi nie przychodzi, ale...Mamy pierwszą dekadę lutego z głowy, czyli poza sobą. Weszliśmy w "trudne" dni, jak określam nadchodzący czas. Przeszliśmy przez tłusty czwartek, obfitujący w jakąś histerię kolejkową. Jak widziałem te tłumy przed cukierniami, odechciało mi się wszystkiego. Rozumiem - tradycja, ale do licha bez przesady - paczka można kupić sobie bez kolejki przez cały rok, jakiego się chce i za każdą cenę. Gdyby mogli, pobiliby się, bo ktoś niechcący  wszedł komuś przed siebie lub stanął za jego plecami...I tak wszystko kręciło się pod jedno dyktando...Jutro Walentynki, a ja sie zastanawiam, jak to jest, że zakochani jesteśmy tylko w ten jeden dzień i czy aby faktycznie jesteśmy zakochani...? Być może, ale jak się widzi te "drapaki" zwane kobietami na ich spędach, to człowiekowi odechciewa się wszystkiego, nawet tego zakochania. A w ogóle uważam, że wszystkie te uczucia są jakieś sztuczne, takie plastikowe, jakby na pokaz - wielka miłość, a za moment rozstanie. Ale niech sobie każdy z osobna rozważy tę kwestię we własnym sumieniu...Co nas jeszcze czeka...? Ostatki, czyli połowa lutego i zaraz Popielec. A jeszcze kilka dni temu świeciła jeszcze choinka (?) Nie nacieszyliśmy się zbytnio Karnawałem, bo odniosłem wrażenie, że go w ogóle nie było. Ale kiedyś za moich młodych lat, Karnawał to było coś! W restauracjach grały orkiestry (grały cały rok) i inne zespoły muzyczne. Na sam odgłos i w takt muzyki można było tańczyć nawet na ulicy, co zresztą się czyniło. A panie w szpilkach na wysokich obcasach, w przewiewnych sukienkach, bawiły w tańcach facetów, a kelnerzy uganiali się pomiędzy stolikami. My gówniarstwo byliśmy tylko świadkami ówczesnych czasów...O Walentynkach mowy nie było, to przyszło znacznie później i jest to "wyrób" zachodni...Ostatki mijały o północy, bo chwilę później był już Popielec. Wszystko cichło, nastawała cisza, a Ci, którzy tańcowali i nie tylko, kilka godzin później pochylali głowy, by w pokorze przyjąć popiół na głowę z formułką: "Z prochu jesteś...." Jakie to wszystko kuriozalne, bo wtedy nikomu do głowy nie przyszło, że za parę lat (?) stanie się to namacalnym faktem. W ziemi proces ten trochę trwa, ale wystarczą dwie godziny i w zasadzie pozostaje z nas kupka prochu...Tak i dziś żyjemy w tej smutnej rzeczywistości. Ale chyba się nieco zagalopowałem, bo mimo wszystko świat trwa, życie toczy się dalej a my cieszymy się tymi ostatkami, bo nawet zatwardziali ateiści, co do czego mają prawo -  też w jakiś sposób respektują te "restrykcje" tradycji katolickiej. Co Papkin zamierza robić? Chyba nic specjalnego. Jeszcze parę miesięcy temu zarzekałem się, że zlikwiduję sprzęt i wszystko co do tej pory służyło mi do moich wędrówek. Zrehabilituję go, sprawdzę, naprawię i nadal służył mi będzie gdzieś w głuchych ostępach, na dalekich szlakach moich wędrówek - daleko od ludzi, od rozhisteryzowanych dziwaków na ulicach, od tej dziczy - jak najdalej...! Wiosna nadejdzie szybko, to już tylko chwila i będzie można cieszyć się "wolnością" na łonie natury...
Życzę pomyślności , zdrowia, udanych wypoczynków tak, jak to sobie każdy zaplanował. 
Pozdrawiam
                                             P  a  p  k  i  n

PS.
Pamiętne lata 70-te XX wieku. Czesław Niemen (Wydrzycki), długie włosy, które też nosiłem i spodnie "dzwony..." i ta muzyka. Najpłodniejsze lata pod tym względem...

czwartek, 11 lutego 2021


                                                  "Teleranka" brak...

Zastrajkowały media głównego nurtu, czyli cała szczujnia. Włączam komputer, a moim oczom ukazuje się czarny ekran WP, gdyż jest ustawiona jako strona startowa . Aby wejść na pocztę, nie było już mowy. Musiałem uzyć "podstępu," aby w ogóle z kompa skorzystać. "ale błoga cisza," jak wielu określało tą ciszę. Ustał 24-godzinny jazgot, szczujnia TVN-wska przestała ogłupiać ludzi...Zastanawiam sie tylko, kto mi zwróci pieniądze za niemożność oglądania programów, za które płacę abonament na cyfrowym Polsacie? Kończy mi sie co prawda okres abonencki w maju i mam wątpliwości co do jego przydłużenia, bo niby za co? Za jedenaście kanałów włoskich (nie wiem po co?), pięć kanałów rosyjsko języcznych (wystarczył by jeden), dwa koreańskie, cztery arabskie w tym dwie stacje Aljazyra, Azerbejdżański, gdzie cały niemal czas mówi się o wojnie z Armenią. Po drodze od początku umowy zniknęły cztery kanały stając się niedostępnymi i nie wiem z jakiego powodu? A płacę za to co w umowie...Co chcieli udowodnić wszyscy ci wyłączający programy? Wprowadzenie podatku jest czymś normalnym. Podatek od reklam, a nie od kneblowania ust potentatom medialnym. Sprawa jest dopiero w fazie projektowania. Nie może być tak, że wielkie zagraniczne koncerny mające krociowe zyski transferują je poza granicę naszego kraju...A tak, zamiast programów mieliśmy informacje o tym, że w tym miejscu miał być Twój ulubiony program. K...wa, zarozumialcy i bufoni - nigdzie tam nie mam swojego ulubionego programu. Oni myślą, że 100% Polaków kocha tę szczujnię! TVN - wyłączcie się na Amen!
Pozdrawiam.
                                                 P  a  p  k  i  n

środa, 10 lutego 2021

 

        Minęło i więcej nie wróci - rozważania...

"...Położyłem się w trawie wysokiej, nie koszonej od długiego czasu - wątpię, czy w ogóle ktoś tu z kosą dociera...na szczycie niewielkiego wzniesienia stanowiącego wierzchołek Fortu, tuż nad Drogą Rokardową i patrząc w kierunku Rajska, wytężałem wzrok na otaczającą mnie rzeczywistość, mając w swych rozważaniach miniony świat...Kraków i tradycje rodzinne szeroko opisywane w rodzinnych kronikach. Mając ze sobą tylko plecak z zawartością butelki wody i brudnopisu - próbowałem cofnąć się wstecz do minionej epoki (tu rozważam rok 1758), ale także tych współczesnych, tak niedawnych, świeżych...Przymknąłem oczy, odpoczywając myślałem co przyjdzie mi do głowy i jak to pogodzić - wszystkie opisy z kronik i teraźniejszość. Czułem się swobodnie , a błogi spokój odradzał mnie i przywracał naturze. Czas podróży (w końcu to tylko nieco ponad dwie godziny drogi) spędzony w pociągu, nie miał żadnego znaczenia - słyszałem jedynie swój wewnętrzny głos zachęcający mnie do spokojnego myślenia i czując uczucie wyluzowania I skłania do refleksji...Tętniące wokół mnie życie miasta nie miało żadnego wpływu na moje myślenie. Mimo wszystko panował tu "spokój" i tylko od czasu do czasu  dochodził mnie odgłos przejeżdżającego w oddali samochodu... Jakże tu wszystko się zmieniło od ostatniego mojego pobytu - jakże zmieniło się na przestrzeni lat, które upłynęły od czasów świetności tego miejsca (?) i można było by tak powtarzać aż do znudzenia...Bo człowieka ciągnie do tych powtórek...
                                     (Kraków, lato 1998)

Pozdrawiam życząc udanego tygodnia.
                                                            P  a  p  k  i  n
  

poniedziałek, 8 lutego 2021


                      Dzisiaj będę "złośliwy...."

Często spotykam się ze stwierdzeniem, że "ktoś ocenia książkę po okładce, wcale wcześniej jej nie czytając..." Kiedyś było mi to obojętne, ale to sie zmieniło praktycznie wiele lat temu, gdy ludzie zaczęli mnie tak oceniać. Nie znają, a swoje wiedzą! Bywa to irytujące i być może stąd rodzi sie moja frustracja...Wydaje mi się, że każdy z nas spotkał się  z taką sytuacją i nie jest to ani szczególnie miłe, ani fajne. Bywa krzywdzące zwłaszcza jeśli ktoś ma taki charakter, że wszystkim sie przejmuje. Ja do takich ludzi już teraz należę. Co prawda, nie zależy mi na tym, co o mnie inni myślą, gdyż krytyka jest jest potrzebna, zwłaszcza uzasadniona, ale nie wyssana z palca. Teraz mam takie coś, że olewam wszystko - dosłownie, choć na opini mi zależy. Bo jaki jest sens przejmowania sie głupotą ludzką? Żaden! Więc czy warto? Nie ma to najmniejszego sensu. Mam taki charakter, że nie jestem bardzo ufny co do wielkich przyjaźni (sprawdziło się to w czasie choroby na covid), które kończą się praktycznie niczym - głucha cisza i konia z rzędu, o co własciwie chodzi? W jakiejś mierze jestem skryty, nie zdradzam wszystkich swoich sekretów, bo uważam, że są to moje prywatne sprawy, a o pewnych rzeczach po prostu się nie mówi (taka postawa też jest zarzewiem nieporozumień)...Potrzeba bardzo dużo czasu, aby się ze mną oswoić (mówię o współczesnych przyjaźniach). Czasem tego czasu potrzeba wiele zanim się przełamię, czasem nie każdemu starcza do mnie cierpliwości - niektórzy chcą czegoś za nic...Nie staram sie też na odbudowę tego, co inni zerwali ze mną, nie wracam do starych dziejów ludzkich - Oni mnie po prostu nie poptrafili uszanować, obmawiając nie znając prawdy, a ja brzydzę się czymś takim i n ie wchodzę w żadne intrygi. Dla takich ludzi teraz jestem już niemiły, a nawet chamski, w zależności od natrętnych sytuacji. Taka jest moja natura . Mam poczucie tego, ze to "odpycha" (czasem) ode mnie ludzi, a poza tym połowa z nich chce się przypodobać, czyli są to tacy fałszywi przyjaciele - dziękuję, nie chcę! Oni nie są mi już potrzebni i na pewno o ich względy zabiegać nie zamierzam. Jestem po prostu sobą!
Serdecznie pozdrawiam życząc udanego tygodnia.

                                                 P   a   p   k   i   n

piątek, 5 lutego 2021

 


Jeśli dziś piątek, to zbliżamy się do wolnej soboty oraz niedzieli. Wszystkim życzę udanego wypoczynku, zdrowia i uśmiechu. Zapraszam też na kawę.


Pozdrawiam

                                          P  a  p  k  i  n

czwartek, 4 lutego 2021

                       Takie sobie myślątka....

Czy dziś w dobie plastikowego świata, człowieka ogarniętego machiną korzyści, zagonionego (w większości na własne życzenie), zmęczonego (także z nic nie robienia), wiecznie czegoś niemającego (choć już brak szuflad) i kart bankowych, dbającego wyłącznie o siebie, swoje racje i potrzeby, nienawidzącego wszystkiego i wszystkich, którzy nie odpowiadają jego zachciankom...Czy w tym wszystkim jest jakieś miejsce dla sumienia, zadumy, przemyśleń, wspomnień o tym, co było dawno temu i nie odpowiadało dzisiejszemu zezwierzęceniu (niestety, ale taki dziś świat)...A może wszystkie te wartości poszły sobie w siną dal nikomu nie potrzebne...? Bo czy dziś sumienie może być przydatne w tym pustym, pełnym obłudy i zakłamaniu świecie...? 
Motto, które (być może) będzie mi przyświecało w najbliższym czasie, choćby z powodu tzw. "martwego sezonu," jakim jest pora zimowa. I w tym miejscu nie zgodzę się ze słowami mojej przedmówczyni (nie będę tych słów cytował), że wspomnienia - powrót do starych dziejów - czasów, jest nie dobrym pomysłem. A ja pytam - dlaczego? 
Na ile uda mi się zrealizować zamierzenia, o których trudno pisać, gdyż bardzo często dotykają prywatności, aby się nie powtarzać, ale z kolei ich opis pozwala nazywać rzeczy po imieniu i może (tak - może) świadczy o dojrzałości nie tylko autora, ale również czytających, myśli, porównań, choć nie wszyscy zaraz muszą zgadzać sie z jego "wynurzeniami." A zatem, nie kończę tego cyklu, który od czasu do czasu sie pojawia na blogu i myślę, że będzie można wywnioskować, co tak naprawdę autorowi chodziło (czasem to zagadka), czym sie kierował, na co zwracał uwagę, co go interesowało i jaki był świat o którym pisze. Bo kiedy skończy się ten cykl będę mógł odejść na zasłużoną emeryturę...Każda notka z tego cyklu sygnalizowana będzie tym tytułem i znakiem: 
                               Przeminęło z...wiatrem.
Pomyślności życzę, pozdrawiam

                                                P  a  p  k  i  n                           


                            


                                          



wtorek, 2 lutego 2021

                                   Dzicz i rozwydrzenie...

Mógłbym nie pisać na temat, mógłbym pominąć milczeniem, ale jeśli coś dotyka mojej osoby, mojej rodziny, trudno przemilczeć. Próbuję pytać różnych ludzi, co mam zrobić w takiej sytuacji, "użalam" się szukając znaleźć spokój duszy.
I co mam zrobić, jak się zachować, bo niemoc jest najgorszą rzeczą, jaka mnie dotyka...
"...Wielu ludziom, którzy w życiu codziennym są nieudacznikami lub głupimi małolatami, wydaje się, że mogą w imie swoich urojonych i buńczucznych ambicji, obrażać innych tak słownie, jak też czynem. Swoim zachowaniem próbują się dowartościować, rozładowując w ten sposób własna frustrację oraz bezmyślność. Jest w nich dużo złości, nienawiści oraz lęku. Mają niską samoocenę i nie mają poczucia sprawności, szacunku do siebie. (kto ceni samego siebie, nie zniża się do zachowań uwłaczających swojej godności)..."
Ten wstęp, jeśli tak go nazwać można, próbuje przedstawić to co robi to rozwydrzenie i bandytyzm na ulicach miast. Na lemparcich burdach najgłośniej domagają się prawa do aborcji lesbijki, geje, podstarzali impotenci, czy też panie, które już dawno zostały prababkami...To co najbardziej bulwersuje, że tą dzicz stanowią również młode osoby - dzieci w przedziale wiekowym małolatów, które o życiu nic nie wiedzą, ale wykrzykują hasła wypowiadane przez inicjatorkę tego spędu - lempaciarę : "hej, hej, hej, aborcja jest okey.." Nie zawaham sie powiedzieć, że tak krzyczą młode dziwki w takt słów powtarzanych przez prowodyrkę, a która powinna natychmiast być aresztowana za podjudzanie i dawanie złego przykłady młodym ludziom oraz za wywoływanie burd na ulicach. Według niej, ma to być chaos, zwątpienie, ma być niezadowolenie ze wszystkiego, burdy pod siedzibami partii rządzącej, pod Trybunałem Konstytucyjnym, pod prywatnymi domami polityków. Ma być podjudzanie, zastraszanie, szczucie, nagłaśnianie, robienie igły z widły, wzbudzać agresję, zastraszać innych, którym nie po drodze z tą dziczą, nieustannie ośmieszać, szerzyć pogardę dla polskości, tradycji, wiary i historii Polski, narodowych bohaterów, wychowywanie młodzieży w poczuciu niechęci do  patriotyzmu - bo dla tych wrzeszczących zadymiarzy patriotyzm to obciach. Należy propagować kłamstwa, pomówienia, wpędzanie ich przeciwników w poczucie niskiej pewności siebie...Jaki poziom intelektualny prezentują swoja osobą? To dzięki tej sytuacji mamy okazję sie przekonać, jaka rośnie nam młodzież i co prezentuje swoją kulturą (jej brakiem). Pustogłowie ograniczone, zasilikowane pudła  i młode dziwki, które oprócz na pamięć wykutych przekleństw, nie sklecą ani jednego sensownego zdania...
Dlaczego jestem tak rozżalony? Próbowałem rozmowy z wnuczką (16 lat), która oznajmiła mi, że One "walczą o lepszą przyszłość. Jaka przyszłość - pytam. O taką, ze w pewnym momencie skażecie swoich rodziców na eutanazję...? Brak słów! Jeśli jej matka przyklaskuje jej poczynaniom, zezwala na udział w tej hucpie, to ja czuję się bezsilny i nie potrafię się odnaleźć. Żadne tłumaczenie, że "dewastacja przestrzeni publicznej , czy przekleństwa - to nie jest walka o prawa kobiet. Walka kobiet winna mieć miejsce na uczelniach (w tym momencie jesteś za smarkata i powinnaś zając sie nauką, zdobycie zawodu, aby móc w życiu egzystować), w pracy poprzez rzetelność, w zaciszu domowym poprzez samorealizację, przez instytucjonalną ochronę przed przemocą fizyczną czy seksualną. Kłamstwem wiec jest, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego zupełnie zabrania wykonywania aborcji - jest ona w dalszym ciągu dopuszczona w przypadku ciąży zagrażającej życiu matki, oraz w wyniku gwałtu...Czego można oczekiwać  po takich pseudo kobietach, które w kupie czują się raźniej...?  (w tym miejscu zostałem nazwany starym dziadem)...Przytoczyłem także artykuł 38 obowiązującej Konstytucji RP z zapytaniem, czy chociaż raz przeczytałaś przepisy Ustawy Zasadniczej...cisza!
Może przesadziłem z tym zdaniem, ale nerwy mnie poniosły: "Widziałem na wczorajszym "proteście" kobiet to co tam wyprawiano - burdy i wykrzykiwanie rozwścieczonych małolatów, rozbijanie witryn przez bojówkarzy, oblewanie policjantów czerwoną farbą, choć Oni stali jak przysłowiowe kołki bez żadnej reakcji, to histeryczne rozwydrzenie. I wiem, że większym problemem dla Was (Twoim także) będzie znalezienie faceta niż usuniecie ciąży..."
Przepraszam, że się uniosłem. Bo żeby przeciwstawić się tej dziczy, trzeba być twardym, charyzmatycznym, niezwykle inteligentnym. Niestety, to co widać po zachowaniach polityków, nadmierną tolerancję, albo nic nie robienie - jest wręcz karygodne. I daleko im do choćby Viktora Orbana. Nie wolno nam Polakom dopuścić do tego, aby ta banda zdrajców i zadymiarzy kiedykolwiek przejęla władzę w Polsce, bo to byłby koniec naszego istnienia jako suwerennego państwa. Co do prywatności, zerwałem wszelkie relacje z tymi osobami.

                                                  P   a   p   k   i   n