Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 30 września 2019

                                  Kontrowersje...

Jakież to moje (nie) szczęście, że zawsze muszę włożyć  kij w mrowisko i wymusić odbicie pałeczki przez kogoś, kto do końca nie zrozumiał moich słów, a która za chwilę skutkuje niesmakiem...Szukając klipu muzycznego do kolejnej notki, które i tak nie zawsze mają coś wspólnego z treścią, natknąłem się na wykonawcę, którego od dawna nie słuchałem (nie wiem dlaczego) oraz na utwór w Jego wykonaniu. Chodzi o Muńka Staszczyka, który w tym utworze mnie "zaskoczył." Być może utwór ten ma już swoją "przeszłość" (słuchałem go po raz pierwszy), nie mniej w pierwszej chwili wzbudził we mnie pewną kontrowersję...Nie znam się na wielu rzeczach (sprawach), ale cóż - chyba podzielę opinię osób się wypowiadających i powiem, że obleciał mnie niepokój, aby nie powiedzieć strach. Nie mniej utwór ten dedykuję tym, którzy mnie tu odwiedzają (i nie tylko tym) życząc udanego tygodnia. Rzuca się on bowiem melodyjnie w nasze otoczenie, a co ważne - w tak falujących ludzkich ramion, na swój sposób uspokaja - powiedziałbym złudnie.Bo jeśli ktoś oddał duszę diabłu, to wcześniej, czy później dług ten trzeba będzie spłacić...Niech każdy sam odpowie sobie na pytanie, jakie przesłanie niesie ten utwór.


Wcześniej, jak wspomniałem, zapoznałem się z opiniami innych słuchaczy, tych pozytywnych (była ich większość), jak również negatywnych, a nawet skrajnie negatywnych. Ta ostatnia grupa wypowiadających się była (jest) z pod znaku tych, którym jak widać belzebub jest bliższy niż sam Bóg. Odpowiedziałem jednemu tymi oto słowami: "Najwyraźniej nie zrozumiałeś przesłania, jakie niosą słowa zawarte w utworze." Czy coś złego napisałem? Facebook też by mnie zaraz zablokował, jak czyni to notorycznie i regularnie, ale tu czegoś takiego (na szczęście) nie było - była za to szybka odpowiedź: "Widzisz - już sam odpowiedziałeś sobie na swoje pytanie." Cóż - pytania nie zadawałem lecz zasugerowałem delikwentowi jego płytkie myślenie. Teraz widzę, że niepotrzebnie się wtrąciłem. Skoro mu (im) odpowiada hulaszcze życie w rytmie "hulaj dusza piekła nie ma z belzebubem pod rękę," jego (ich) sprawa. A mój punkt widzenia? Utwór mówi o dzisiejszych, fałszywych relacjach człowieka z Bogiem, który nawet mówiąc o Bogu, kieruje się w rzeczywistości w stronę szatana...Nawet chwilowe tragedie człowieka są dopuszczane nie przez Boga lecz szatana, a to tylko po to, by człowiek opacznie odczytał ich pochodzenie i szybko pojął, że to jest kolejny dopust Boży i po to, właśnie od Niego odszedł. Tytuł jest dwuznaczny i tak do końca mi się nie podoba w swym przesłaniu i  pokazuje w pełni i to do samego końca, że szatan jest jednak najmocniejszy i człowiek powinien z nim trzymać, bo to jest ta właściwa droga. Bóg nie reaguje i nic nie może chyba, że każdy ma iść "pod prąd" tym niby "mądrościom" zawartym w tekście piosenki, wtedy to co innego - nic bardziej mylnego! Bóg chce reagować, ale człowiek korzystając z wszystkich "przyjemności," generalnie robi swoje z tym szatańskim pomiotem. W tym przypadku jest to apel, by wreszcie się OBUDZIŁ!  Tekst utworu jest trudny i co wtedy z tymi, którzy go odczytają i przyjmą bezpośrednio? Obawiam się, że w większości tak będzie, nawet jestem tego pewien...Wszystkich serdecznie pozdrawiam.

                                                                 P  a  p  k  i  n
       

piątek, 27 września 2019

Kocham jesień, tą z deszczem i mgłą,
płaczące drzewa, mokrą trawę,
spadające liście.
Jesień bez słońca i błękitu nieba - 
pajęczynę w kroplach deszczu
rozpiętą między źdźbłami traw,
taką smutną - po wczorajszym dniu...
Spokojnego, jesiennego weekendu wszystkim życzę. I nie smutajcie się - jutro będzie lepiej.
Pozdrawiam.

                                                             P  a  p  k  i  n

czwartek, 26 września 2019

Jest taki ból o którym lepiej nie mówić, bowiem najlepiej wyraża go milczenie...
Bartkowi - mojemu przyjacielowi i jego Tacie, wyrazy głębokiego współczucia po nieoczekiwanym odejściu Jego Mamy i żony, tą drogą składam.

środa, 25 września 2019

Chwila refleksji - miejsce tak odludne...

...Pod niebem było jeszcze ciemno, choć pod chmurami wstawało słońce...Zbladł nieco blask gwiazd, choć wyraźnie świeciła Jutrzenka nad skłonem nieba, a świt wkradał się powoli w świat połonin - to był niezwykły widok...Kocham chwile, gdy mam szeroko otwarte oczy z podziwu, gdy oglądam świat tak piękny, pełen romantyzmu w naturalnej poświacie, a chwilę później ostry blask promieni słońca...Czerń dolin czasem mgiełką spowitych, ciepłym wiatrem i tą przenikającą ciszę...Poranny, orzeźwiający chłód, czasem sztywne dłonie i rozgrzewkę podskakującego faceta. Tu nikt mnie nie widzi, nie słyszy - tylko ja i...Bieszczady. Jaśniejący świt na wschodzie i czerń zachodu...Czarno zielona trawa, ostra, inna niż ta gdzieś tam, kołysząca się na wetrze jak fale oceanu...i drzewa otulone mrokiem, majaczące blaskiem świtu. A dalej - tu na szczycie Kińczyka (1251 m npm) będącego poza zasięgiem szlaków turystycznych - czuję zapach Gorgonów, tych dalekich, choć tak bliskich...Wpadam w nostalgię i drżę z chłodu, która jest oczekiwana zawsze w sytuacji, kiedy wpadam w stan tęsknoty "przygnieciony" wspomnieniami. Za dużo myślę, a przy okazji jestem świadkiem wschodu
słońca, tego wyczekiwanego, bo własnie po to tu przybyłem. Kińczyk - miejsce odległe, choć w zasięgu ręki, a zarazem takie samotne. Tu zawsze tak było odkąd pamiętam, miejsce do którego nie prowadzą utarte szlaki graniczące z Połoniną Bukowską, miejsce dla tych, którzy "uciekają" przed gwarem świata. I tylko wilk wtóruje melodię, którą znam i jest mi tak bliska...Pożegnanie lata, które własnie odeszło. Ostatnie spojrzenie z tego poziomu na otaczający mnie świat przyrody. Bo od teraz będzie tylko krótka jesień, a zaraz po niej biała zima z wiatrem sztormowym i zimnym jak na  lodowej pustyni. Niewykluczone, że już w październiku spadnie śnieg...Dopóki stąpał będę po ziemi, będę tu wracał. Tego bowiem nie da się opisać , to trzeba zobaczyć, przeżyć. Najpiękniejsze miejsce na ziemi. Kto nigdy tu nie był ten nie zrozumie. Bieszczady to inny świat, oby zostały jak najdłużej z dala od cywilizacji, która zmieniła by ten skarb...W tym sezonie żegnam się z Bieszczadami. Przed nami długa zima, która zaraz nadejdzie, co wcale nie oznacza, że nie będzie wspomnień.

Do wiosny...Bywajcie!
Pozdrawiam.
                                                  P  a  p  k  i  n  

piątek, 20 września 2019

                                Gdzie ten świat...

Zagonieni codziennością nie mamy czasu nawet na  krótką chwilę, zatrzymać się, zastanowić, na zadumę...Ale są takie chwile, które cofają nas wstecz do "utraconych chwil," do czasów z lat młodzieńczych, do beztroski...Należę do tych osób, które bardzo często cofają się do tyłu wspominając stare dobre czasy, kiedy nie miało się specjalnych obowiązków - no, może szkoła, która była przymusem, a dziś wspominana za najlepszy okres w życiu. Szalone lata sześćdziesiąte, czas młodości, do którego często wracam. I można by wymieniać  wszystkie atuty tamtych czasów, bo czasy obecne mają się nijak do tych minionych. To był inny świat, inna moda, świat wesoły przepełniony prawdziwym uśmiechem, nie sztucznym jak dziś. I będę się spierał co do tego, że obecne czasy są lepsze - nic podobnego! Pozdrawiam wszystkich z mojego rocznika.
PS.
Nie będzie mnie przez cały weekend. Udaję się na Kińczyk. Może uda mi się zobaczyć wschód słońca - już jesienną porą. Bywajcie!
                                                           P  a  p  k  i  n 

wtorek, 17 września 2019

                  Nie przenoście nam niczego...

Jakiś czas temu natchnąłem się przez przypadek na utwór, który żywcem przypomina ten z przed lat. Czytając wypowiedzi można by pomyśleć, że jest to plagiat starego utworu - "Nie przenoście nam stolicy do Krakowa." Analizując powyższe uważam, że to żaden plagiat lecz okazanie uczuć autora słów tekstowych do regionu, z którego się wywodzi. Ileż to innych utworów "kopiowanych" jest dziś w nowej aranżacji, odświeżanych w innym wykonaniu. Można tu wspomnieć o Ani Rusowicz, która lansuje stary utwór - "Iść zawsze iść w stronę słońca." A swoją drogą doceniając uczucia autora, w moim mniemaniu - fikcji literackiej (tak to odbieram), nie chciałbym, aby cokolwiek, choćby stolicy nie przenoszono, ani do Krakowa, ani gdzieś indziej, a już na pewno nie w Bieszczady. Ten region niech żyje swoją atmosferą, a nie 

zgnilizną Warszawki. Bo jeśli już coś przenieść, to ciszę, spokój i inną, jakże inną mentalność ludzi, swojską, nieprzeciętną, niespotykaną w innych regionach naszego kraju. Gdyby nawet nikt nie chciał zgodzić się z tą tezą, to przynajmniej warto podziwiać nieprzeciętne widoki. Nie mniej posłuchać warto i niech na tym pozostanie. Dobrego tygodnia życzę. Pozdrawiam.
                                               P   a   p   k   i   n  

sobota, 14 września 2019

Wykreślić ze świata przyjaźń...
To jakby zgasić słońce na niebie,
gdyż niczym lepszym ani piękniejszym
nie obdarzyli nas bogowie....
Przyjaźń to piękny kwiat,
przyjaźń otacza świat,
przyjaźń osusza łzy,
przyjaźń to ja i Ty...
Nie ten przyjaciel, co w pogoni chwili
swą życzliwością życie Ci umili,
lecz ten, co w klęsce, samotnej godzinie,
sztandar miłości nad głową rozwinie...

Życzę udanego, letniego, choć już jesiennego weekendu, uśmiechu, wypoczynku. Pozdrawiam.

                                                                  P  a  p  k  i  n

czwartek, 12 września 2019

                        Obcy - chwila zadumy...

Można posikać się z "radości," bo człowieka czasem szlag trafia , jak widzi (co gorsze, sam doświadczam takiego uczucia)... "Bawimy się w życie," które czasem nam się upadla...Jeśli pamięć mnie nie myli, to raz już coś podobnego przerabiałem lat temu...kilka. Wraca to łajno jak bumerang i nijak to zatrzymać. "Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz co dostaniesz" - tym stwierdzeniem określiłem wówczas zaistniałą sytuację. Nadal jak widać jestem obcym (dosłownie)dla niektórych i przez to miałbym się frustrować? Jestem typem samotnika, nie straszne są mi odosobnienia, również te z definicji przymusu lub z...musu (?) "Idzie obcy" i ich spotyka. Twarze posępne w geście złości i zaciśniętych ust. Jeśli wyraz ich twarzy ma mnie odstraszyć lub co najmniej spowodować obejście ich o kilometr dalej, to są w błędzie. Ale wyczuwam wrogość (nawet jeśli tak nie jest, to zawsze jestem przygotowany na najgorsze - łatwiej mi później przełknąć tę gorzką pigułkę)..."Obcy," na którego nikt nie zwraca uwagi, a jeśli już, to mrukiem pod nosem...Taki rozbiegany dzień, czasem mokry od deszczu, innym razem ciepły słoneczny...i te dzieci rozbiegane, jakby nie dostrzegały człowieka - tego najbliższego... (?)  Czy znają go ? Jest "obcy," do którego podejść nie mogą. Ale ten "obcy" ma własny sposób na życie, wypracowany przez lata. Wykształcił sobie tą cechę osobowości, właśnie dzięki nim i ich postawie - tym, którzy chcieliby go nie dostrzegać. Ten "obcy" czeka cierpliwie - dzień po dniu, może łudzi się nadzieją, która podobno umiera jako ostatnia, a wraz z nią ostatni dech..."Obcy" idzie przed siebie mimo wszystko z głową uniesioną tam, gdzie prowadzą go jego ścieżki wydeptane jego nogą, gdzieś za horyzont, pod kopułę nieba, a może jeszcze dalej....I zapewne tylko słowa  po nim jakiś ślad zostawią - ulotne, czasem nie warte powtórzenia. Z odejściem "obcego"  odejdzie także słowo. Pozostanie we wspomnieniach tych, którzy mienili się jego przyjaciółmi, może w pamiętnikach, jeśli mijający czas ich nie zatrze....i pamięć tych ostatnich..."Umarł ostatni człowiek, który wierzył, że świat jest piękny - że miłość jest wieczna, a radość życia warunkiem istnienia...Po tym co najważniejsze pozostało tylko kilka słów w cytowanym powyżej pamiętniku - jakieś fotografie, przeważnie plenerowe lub te osobiste z twarzą "obcego," którego już nie ma. I nic więcej i zbyt wiele..." Takich sytuacji mamy wiele każdego dnia, na każdym kroku. Czy idzie temu zaradzić...?
Pozdrawiam.
                                                                     P   a   p   k   i   n
  

wtorek, 10 września 2019

                              Deszczowe klimaty...

Jest taki czas, dzień, chwila, kiedy człowiekowi opadają ręce. Nic się nie chce, staje się apatyczny, znużony - taki nijaki...W taki dzień, kiedy jestem gdzieś w plenerze, siłą rzeczy wiadomo, że muszę zdać się wyłącznie na siebie, skupić na uwadze wokół tego co robię, jak robię, choć również wtedy można pokusić się na małe lenistwo - bo cóż ma do roboty? W końcu, gdy pada deszcz, mżawka, wilgoć wdziera się za kołnierz, jest mglisto, zimno - można z namiotu nosa nie wytykać, usiąść przy tlącym się tuż obok ognisku, albo w pelerynce na grzbiecie i kaloszach pochodzić po lesie lub po ścieżce, która gdzieś prowadzi - mimo wszystko spędzić ten czas w miarę dobrze, bo czasu ma się sporo...Jest klawo, bo to (nie) typowe sytuacje...Ale dziś, tu w mieście tak nieciekawym w czasie jesiennej mżawki, zgniłego powietrza, to zgoła widok nie ciekawy. Brak zajęcia (gdybym chciał, to bym go sobie znalazł) - nawet z lenistwa bywa męczący. W głowie też pustka - tak na prawdę umysłowe zniewolenie. Cóż - czasem to dobra sprawa, takie zniewolenie aurą za oknami, gdy po szybach spływają krople deszczowych łez. Ale czy to oznacza przymusowe siedzenie w domu? Nie, to nie mój styl. Parasol w dłonie i w drogę, choćby kilka kroków po mokrym trotuarze - do sklepiku po masełko, chlebuś nasz powszedni, a może nawet piwko?  Cóż, to wszystko dla dodania otuchy nawet samemu siebie...Tak więc nie zamartwiajcie się zbytnio, taki to już czas przez który trzeba jakoś przejść. Ale słonko jeszcze zaświeci i będzie super. No to co - idziemy w plener! Miłego dzionka wszystkim życzę. Trzymajcie się - do następnego...Pozdrawiam.
                                                        P  a  p  k  i  n

sobota, 7 września 2019

                                  Leśna Droga...

Leśna droga zapomniana - zarasta lasem, trawą...Chodziłem nią czasem - ile lat minęło, gdy byłem tu ostatnio? Idę po niej wieczorem, jak dziś, po latach, z rana czasem...Prowadzi mnie w głąb zielonego lasu, gdzie spotkałem sarnę, kiedyś nawet wilka...A tuż za nim zarośnięte pola...Kiedy żołnierz orał ziemię, tę trudną - bieszczadzką, a przed pługiem kroczył zmęczony koń...
"Męczę" się idąc zarośnięta starą drogą pamiętająca stare czasy z przed lat. "Męczy" mnie zaskoczenie szmeru za krzakiem - małym strachem, a kozik za pasem aż nęci - weź mnie do ręki z samoobrony chęci...? Droga leśna przez ludzi zapomniana, była kiedyś leśnym traktem uczęszczana na skróty tam, gdzie żadne buty nie chodziły prócz wojskowych (?) Tędy szli panowie w mundurach wlecząc za sobą błotnistą wówczas drogą  sprzęt, a furmanki ciągły konie. Teraz wszystko tu zapomniane, porośnięte lasem i tylko puszczyk zdradza swoją obecność. Zamarło życie dawnych czasów i tylko ta droga, której jeszcze ślady dojrzeć można - pozostała. Pytanie, jak długo jeszcze? Może prawdą jest, że jestem tu po raz ostatni, może tylko przypadkiem, bo tu pustka już, cisza i nic więcej...Ten las szykuje się do zimowego snu....
Chłodny i dżdżysty weekend...Mimo wszystko bądźcie dobrej myśli, jeszcze wszystko przed nami. Miłego wypoczynku życzę, uśmiechu i zdrowia przede wszystkim. Pozdrawiam.
                                               P  a  p  k  i  n 

środa, 4 września 2019


                               Zwiastun jesieni...

Zimno i mokro! Przez niemal cała noc walczyłem z chłodem. Zgrabiałymi rękami próbowałem rozpalić ogień, aby się ogrzać i przygotować posiłek - na poranną toaletę zawsze przyjdzie czas - nawet wieczorem można zmienić swoje oblicze...Tu na skraju las, gdzie jestem, poranna mgła wyziębiła wszystko dookoła. Odniosłem wrażenie, że na termometrze, którego nie mam, a szkoda, mogło być w granicach dolnej kreski (?) ale nic mi nie wiadomo co do przewidywanych prognoz. Nie ma się co dziwić - nawet w pełni lata zdarzył się przypadek zamarznięcia studenta pod Tarnicą...Wrzesień - miesiąc kasztanów i..."produkcji" ludzików - taką jesienną atmosferę pamiętam z lat szkolnych. Najpiękniejszy miesiąc w roku przydłużenia lata. Widok czerwieniących się jarzębin i te echa, własnie tu - rykowisko godowe jeleni, danieli...Warto być tu o tej porze roku, aby wsłuchać się w ten otaczający nas świat przyrody, gdy ptaki umilkły, ale inni mieszkańcy tej krainy ożywiają przyrodę. I oczywiście kolorowe drzewa mieniące się w promieniach porannego słońca. Wkrótce szron spowije trawy i drzewa, spadnie pierwszy śnieg i pokryje białą pierzyną cały ten świat, utulając snem zimowym wszystko dookoła. Nastanie cisza, która potrwa do czasu topnienia śniegu. A potem znowu pojawią się pierwsze kwiatki oznajmiające nadejście wiosny...Póki co mamy początek jesieni. Pozdrawiam i życzę udanych wojaży.

                                                                       P  a  p  k  i  n