Szukaj na tym blogu

środa, 30 maja 2018

                                        Tryptyk III

Wiem, że to śmieszne, bo lato jest blisko, a w sercu moim zima i święta za pasem, cóż więc zatem znajdziesz dziś w moim zeszycie - no właśnie - cóż znajdziesz...zaraz zobaczycie!Tak dawniej bywało w rodzinnym mym domu, a jak tam było...? Ech - może jednak nie mówić nikomu...?

W tę noc grudniową, gdy zima panuje,
taka myśl Papkinowi po głowie się snuje...
Dawno temu, gdy wszyscy przy stole siadali,
ciotki klotki, wujowie i inni z kadzieli
Ci, co niegdyś z nami tu bywali
i co już odeszli w zapomnienia dali - 
snując kolędę "Bóg się rodzi w żłobie,"
kochajmy się wszyscy w zdrowiu i chorobie...
Życzeń potoki słów zewsząd płynęły,
dorośli i dzieci do siebie je słali,
a gdy wieczerzy godzina wybiła
żegnając się w imię Ojca i Syna,
najstarszy z rodu przemowę wygłasza
i do wieczerzy wszystkich nas zaprasza...
"Rozsiądźcie się wygodnie,
gdzie komu przypadnie - 
niech miłość i szczęście,
wszystkich Was ogarnie...."
Zatem, gdy już wszyscy do stołu zasiedli,
opłatkiem się podzielili, wieczerzy pojedli
przyszedł czas na kolędowanie
w ten świąteczny wieczór,
w tym rodzinnym stanie...
Pasterka o północy w Kościele Wojskowym - 
stanęli żołnierze w szeregu szykownym,
a gdy organy wesoło zagrały:
"Bóg się rodzi" - tej nocy i senne świtanie.
Bo gdy sen wszystkich i zmęczenie zmorzył,
gospodarz jako ostatni swą głowę ułożył
na poduszce, co się ostała na jego kanapie
zasnął - do południa na swym łóżku chrapie....
Tak to świętowano kiedyś w rodzinnym nastroju,
życząc sobie wzajemnie, miłości i...pokoju.
                                      (27 kwietnia 1987)
Wszystkim życzę udanego świętowania Bożego Ciała.
Pozdrawiam.

                                                                P  a  p  k  i  n
  

wtorek, 29 maja 2018

               Idioci na drogach, czyli portret                                 kierowcy debilnego...

Każdego dnia trwa ognista debata, jakie najgłupsze rzeczy wyczyniają kierowcy na drogach. Każdego dnia ten bardzo ponętny i życiowy temat przelewa się jak żółć z góry na dół organizmu. Dlatego też pofolguję sobie i wypiszę najbardziej debilne rzeczy, jakich doświadczam idąc ulicą. Ich kolejność jest przypadkowa...Wyprzedzanie na drugiego lub trzeciego przy dojeżdżaniu do wzniesienia, gdy trzy, cztery samochody plus tir jadą sobie przepisową szybkością. Taki przypadek zaobserwowałem na podjeździe "góry niebyleckiej." Ale idiota w oplu kadecie lub golfie (model przedpotopowy) potrafi (obwodnica bieszczadzka). Jazda slalomem po jednopasmowej, aby zyskać 15 sekund cennego czasu, który straci się na najbliższych światłach. Wersja raczej hardcorowa - slalom na drodze, gdzie w jednej dziurze e jezdni można schować czołg, armię z terakoty albo dwóch dorodnych Amerykanów...Jazda bez świateł stopu. Kierowca jadący z tyłu ma kupę uciechy ze zgadywaniem, kiedy powinien hamować, żeby tego osła dardanelskiego nie stuknąć...Jazda na zapalonych przeciwmgielnych w piękne słoneczne dni (nagminne)...Parkowanie gdzie popadnie: na chodnikach, ścieżkach rowerowych, na trawnikach i w innych miejscach niedozwolonych (plaga dnia codziennego)...Nie używanie kierunkowskazów bądź używanie ich na odwrót...Nagminne używanie sygnałów dźwiękowych w miastach bez specjalnego uzasadnienia (nagminne)...Zajmowanie trzech miejsc parkingowych, uprzednio ustawiwszy się eleganckim zygzakiem...Ignorowanie znaków stopu i ustąp pierwszeństwa. Nie zatrzymywanie się przed przejściem dla pieszych, gdy inny kierowca elegancko wpuszcza przyszłe ofiary wypadku na jezdnię (nagminne)...Jazda po pasach dla pieszych w czasie, gdy piesi mają zielone światło (nagminne)...Stanie na awaryjnych światłach w różnych dziwnych miejscach (codzienność)...Przejeżdżanie na czerwonym (notoryczne zachowania)...Rozmawianie przez komórkę w czasie jazdy, grzebanie w torebce, szukanie czegoś na tylnym siedzeniu przy równoczesnym prowadzeniu samochodu (nagminne)...Jazda z dużą prędkością w mieście (nagminne)...Nie wpuszczanie pieszych na przejścia, zajmowanie pasów dla pieszych w czasie stania w korkach (nagminne).... Muszę urwać tę listę w tym miejscu, bo byłaby długa i krew mnie zalewa, gdy sobie przypomnę co niektóre sytuacje, które dzieją się każdego dnia i o każdej porze. Podejrzewam, że co miesiąc powinienem robić wykaz rozmaitych kretynizmów, ponieważ kreatywność kierowców nie ma granic. A przecież nie wspomniałem o pladze kierowców alkoholików, o których mówi się każdego dnia i przy każdej okazji - nie pomoże! Głupota jest wieczna!
Życzę udanego i bezpiecznego dnia. Pozdrawiam.

                                                                      P  a  p  k  i  n
       

niedziela, 27 maja 2018

Niedziela - pierwszy dzień tygodnia. Życzę wszystkim, aby nadchodzący tydzień obfitował radością i spełnieniem, aby był udanym pod każdym względem. Serdecznie pozdrawiam.


                                                                  P   a   p   k   i   n


piątek, 25 maja 2018

      Jutro święto naszych Mam - 

                                           czyli Dzień Matki...

Im więcej przybywa mi lat, tym częściej o nich myślę - tak na prawdę każdego dnia. Wspominam wszystko to, co nas łączyło, smuciło, a chwilami dzieliło, bo i takie sytuacje choć krótko trwałe, czasami się zdarzały...Ale wspominam przede wszystkim chwile, kiedy byliśmy radośni, uśmiechnięci, nasze rozmowy przy kawie - tej używki stanowiącej dla nas coś w rodzaju święta...Zawsze byliśmy blisko siebie wzajemnie się uzupełniając..Wspominam to jakby w liczbie mnogiej, bo mam na myśli nie tylko moją Mamę, ale także moją żonę - matkę moich dzieci...Ech! To były czasy...Teraz obie jesteście gdzieś tam...Odwiedzam Was regularnie i czynie to często, nie od święta, bo nasze dzieci są jakby nieobecne z różnych powodów.
Kocham Was, bo Wy nadal żyjecie w moim sercu...
Wszystkim Mamom w Dniu ich Święta, życzę radości na co dzień oraz pociechy z dzieci. Pozdrawiam.

                                                                   P  a  p  k  i  n
 

wtorek, 22 maja 2018

                    Co się dzieje z moją klasą...?

Kiedyś wypowiadałem się na temat twórczości Jacka Kaczmarskiego i jego śpiewanej poezji. Ceniłem go nie tylko za patriotyczne utwory oddające prawdę czasów, a także te, które specjalnie przypadły mi do gustu. Jedną z takich była piosenka zatytułowana: "Co się stało z naszą klasą." I można by powiedzieć, że inspiracją dzisiejszego dnia mógł być właśnie ten utwór. Mógłby, gdyby nie zdarzenie...ale o tym na końcu. Rzecz o dawnych, dobrych czasach, tak odległych, że dziś wydaje mi się, że było to tak dawno i daleko.... Tak myślę sobie, że to własnie tekst tej piosenki oddaje wszystko to, co chciałbym powiedzieć, może nie cały tekst, a jej fragment - ten ostatni i dlatego nim się posłużę, oddając hołd kolejnej osobie, która właśnie odeszła. Stanowiliśmy jedną całość - w klasie, na boisku, na obozach harcerskich...
                          W dół, na bok, wzwyż, ku słońcu,
                          na stracenie, w prawo, w lewo...
                          Kto pamięta, że to w końcu
                          jedno i to samo drzewo...?! 
To była wyjątkowa klasa - nie dlatego, abyśmy czymkolwiek się wyróżniali od innych. Wyjątkowa również, ponieważ ja sam czułem się wyjątkowym, jako jednym z uczniów tej klasy (?) Tak, tak - jest w tym troszkę przesady, ponieważ mówiąc o sobie (a to jest wielce trudne), zapewne byłem podobny do innych pod względem rezolutności. Ale jest coś, co rzeczywiście wyróżniało naszą klasę. Zebrała się w niej śmietanka osób, która wyróżniała się pomysłowością, uduchowieniem itp. Wyjątkową też mieliśmy panią wychowawczynię - Marię Potępową - kobietę troskliwą, jak nikt inny, o wielkim sercu, która miała ogromny wpływ na naszą psychikę. Jej słowa zawsze były dla nas "rozkazem" i przede wszystkim czymś świętym. Nie ma obecnie podobnych autorytetów....Gdzie wszyscy jesteście Wy, którzy powoli opuszczacie ten ziemski padół płaczu? Już w najbliższy piątek pożegnamy kolejnego budrysa nasze klasy. Powoli wykruszamy się. Żegnaj kolego i przyjacielu...

                                                                               P  a  p  k  i  n
 

piątek, 18 maja 2018

                                Tryptyk, część III

Jak nie wiesz co zrobić, gdy nie masz wyjścia - zaufaj samemu sobie, bo nikt inny Ci nie pomoże (cenne dewiza). Masz wiarę, to będziesz żył, nie masz jej - już poległeś. Jesteś tylko zwykłym śmiertelnikiem...Nie odważysz się przeciwstawić, bo nie masz wiary, a to ona czyni Cię wolnym. Dlaczego nie możesz dokonać czegoś wielkiego? Boją się tylko głupcy - nie próbują i się poddają...Chcę Ci przekazać prawdę o tym całym świecie niedorzeczności i sprzeczności, gdzie zwycięża tylko upór i wiara we własne siły - to ona buduje wszystko. Chcesz być dobrym człowiekiem - przestań, wyrzeknij się zła, nie poddawaj się. Ono opęta Cię tak szybko. Jest jak mgła. która otacza cały Twój świat. Jest jak ciemność bez nadziei światła...I jeszcze jedno Ci powiem - jak masz postąpić. Wstań, otrząśnij się, zacznij walczyć o wartości tego świata. Niech dobroć i miłość kieruje Twoim sercem. Niech je przepełni wiara, niech chęć życia pokaże, że jesteś człowiekiem o wielkim sercu i szacunku dla innych i do samego siebie. Wiara pokaże, że jesteś na prawdę kimś - nie tchórzem, nie śmiertelnikiem...Pokaż, że potrafisz być kimś. Zrób to, o czym myślałeś od wielu już lat...
                    Pamiętać chwile zapisane gdzieś na ławce,
                               chodnikowego szumu butów,
                    zakotwiczone na dnie czarnej kawy smaku,
                                  delikatny zapach perfum
                                    otulony barwami snu.
                                   Porannej rosy chłodu,
                                         uśmiechu serca
                                 i jednego muśnięcia ust...
                                    (Lubaczów, 1973 r.)
To jest klasyka polskiej muzyki.
Nikt, kto nie żył w tamtych czasach nie doświadczył tych emocji. Dziś nam trudno wrócić do tych czasów. 
My nigdy nie wyrzekliśmy się tej muzyki - my nią żyliśmy przez lata i tak pozostanie.



Tym się różnimy od nowego pokolenia, zwłaszcza tego XXI wieku.To nowe pokolenie przechodzi od A do Z przez moment, bez zastanowienia. A ja kocham tą muzykę i gdy umrę nadal będę ją kochał. Dzisiaj pseudo artyści bazują na kiczu i chłamie, a durni ludzie tego słuchają...Pozdrawiam rocznik 1954.

Jolka, Jolka pamiętasz lato bez snu,
gdy pisałaś "tak mi źle, urwij się choćby raz,
coś ze mną zrób, nie zostawiaj tu samej, o nie."
Żebrząc wciąż o benzynę gnałem przez noc,
silnik rzęził ostatkiem sił,
aby móc znowu w Tobie śmiać się i kląć,
wszystko było tak proste w te dni.
Dziecko spało pod ścianą, czujne jak ptak,
niechaj Bóg wyprostuje mu sny!
Powiedziałem, że nigdy, że nigdy aż tak
słodkie były, jak krew Twoje łzy...
                                Emigrowałem z objęć Twych nad ranem,
                                dzień mnie wyganiał, nocą znów wracałem,
                                dane nam było, słońca zaćmienie,
                                następne będzie, może za sto lat...

Milego i spokojnego weekendu wszystkim życzę.

                                                         P  a  p  k  i  n

                                                                     

czwartek, 17 maja 2018

                        Holokaust, którego nie uznano...

Pytanie - gdzie się podziały miliony Indian... Pamiętacie państwo moją relację z podróży za Ocean 2 lipca 2016 roku? Na blogu zamieściłem krótkie relacje (4-5-8 lutego oraz 1 marca 2017 r.) Relacje i opisy traktowałem z lekkim przymróżeniem oka. Gdyby jednak zagłębić się w to, co kryje się niby pod "sielankową atmosferą" i życiu ludzi, którzy mnie gościli, okazało by się, że tak sielankowo nie jest. I nie chodzi mi o samą relację, czy opis lotu za Ocean. Mając na względzie wszelkie pomówienia dotyczące "polskiego antysemityzmu" - przypomnijmy sobie ten, który w świadomości ludzi na całym świecie, albo nie istnieje, albo jest mniej znany (?)Skoro amerykańscy żydzi tak skrzętnie atakuje mój kraj, to przypomnijmy sobie ten "nieznany" holokaust wykonany rękami amerykańskiej społeczności...Misję "krzewienia cywilizacji," jakiej podjęli się w Ameryce Północnej Europejczycy, zapisała się na kartach dziejów wyjątkowo krwawo. Ofiary wśród Indian do dziś liczy się w milionach, a skalę ludobójstwa określa się mianem holokaustu. 29 listopada 1864 roku, 700 żołnierzy pod dowództwem pułkownika Johna Chiviantona otworzyło ogień do bezbronnych i zaskoczonych Indian. 200 osobowa grupa Czejenów i Apaczów, głównie dzieci, kobiet i starców, nie miała żadnych szans, gdyż w obozowisku 
nad strumieniem Soud Creek znajdowali się tylko Ci, którzy nie byli zdolni polować na bizony. Rannych i żyjących Indian, żołnierze dobijali szablami. Wiele zwłok oskalpowano, obcięto palce, nosy, uszy, a nawet jądra. Kobietom w ciąży wycinano z brzuchów płody. Masakra ta uznana została za jedną z najbardziej barbarzyńskich czynów amerykańskich żołnierzy. To nie była jedyna w historii rzeź Indian. Należy przypomnieć masakrę nad Wounded Knee, gdzie zginął m.in. wódź Lakotów - Wielka Stopa. W historii relacji amerykańsko-indiańskich jest wiele niechlubnych rozdziałów, które splamiły honor "cywilizowanych białych." Śmierć czterech tysięcy Czirokezów w czasie przesiedleń plemion południowych do Oklahomy w latach 30-tych XIX wieku, albo rzezie Indian dokonane przez słynnego już amerykańskiego podpułkownika Georga Custera. Podobnych aktów zbrodni można mnożyć. Według szacunków, do końca XIX wieku, 95% populacji Indian zniknęło z powierzchni ziemi, a oszacowano je na 15-20 milionów tubylców. Co się z nimi stało? Czy można tu mówić o ludobójstwie lub wręcz holokauście? 

Bo takie hasło ostatnio pojawia się coraz częściej w naszej polskiej przestrzeni. Bo ludobójstwo czy holokaust jest terminem oznaczającym celową i zaplanowaną eksterminacją narodu lub rasy. Sprawcy wszystkich tych rzezi zazwyczaj pozostawali bezkarni, choć domagano się osadzenia zbrodni dokonanych przez płk. Chivingtona i podpułkownika Custera. Żaden z nich nie stanął przed ławą przysięgłych. Warto o tym pamiętać właśnie dziś, kiedy Departament Stanu USA i środowiska żydowskie w Ameryce, zarzucają Polakom to, co nigdy prawdą nie było (tu pomijam inne, choćby bezprawne roszczenia majątkowe). Dziś nadal populacja Indian zamknięta jest w ponad 300 Rezerwatach, gdzie szerzy się alkoholizm, narkomania i przestępczość - to plaga w Rezerwatach współczesnych Indian. Warto, aby nasi przyjaciele zza Oceanu, przy okazji oskarżania nas o coś tak haniebnego pamiętali, co zrobili ponad wiek temu u siebie...
Wszystkim życzę miłego dnia pomimo, że jest mokry i pochmurny. Pozdrawiam.

                                                                   P  a  p  k  i  n    
                                                 

środa, 16 maja 2018

Całkiem na poważnie uważam, że Polacy są niekulturalni. Ten brak kultury osobistej najczęściej przejawia się w ordynarnym sposobie bycia: rzucanie śmieci gdzie popadnie - to tylko takie znamienne spostrzeżenie. Młodzież uważa, że to normalka, ale kto uczy jej tej normalki? Kto uczy młodzież ordynarności, niechlujstwa, gnojstwa? Bardzo dużo wędruję szlakami, którymi podążają różni ludzie - młodzież, dorośli...Pięknie i kolorowo wyglądają sznury ludzi. Mijając ich można usłyszeć steki ordynarnych wyrazów, przekleństw. Tak - nawet w takich miejscach...W życiu codziennym często jak widzę, naruszane są zasady dobrego wychowania (czy w ogóle ktoś uczy ich tych zasad?). Dzieci na podwórku posługują się wulgaryzmami, co drugie słowo to k...wa. Pod szkołami podobnie. Naplute, że nieprzyjemnie przejść...Ale dlaczego ja się dziwię - dorośli,  posługują się podobnie. Śmiecenie w miejscach publicznych, głośne rozmowy przez komórkę i co pół słowa k...wa, aby udowodnić nie wiadomo komu, jacy to jesteśmy ważni. Nie ustępowanie miejsca starszym w środkach komunikacji, brak szacunku dla starszych osób, brak kurtuazji mężczyzn do kobiet. Wystarczy wejść na jakiś czat w Internecie - tam to widać brak inteligencji i kultury - analfabetyzm językowy, nieznajomość ortografii, obycia itp...Wkurza mnie to, że wielu facetów traktuje kobiety jak rzeczy. Zero szacunku. Dla panów liczy się tylko seks, poniżanie, traktowanie kobiety jak potencjalną dziwkę. Jakby tego mało było, czaty opanowane zostały przez przeróżnej maści seksualnych dewiatów, polujących na naiwne młode dziewczyny. A przecież każdy człowiek ma swoją godność, ma prawo bycia sobą, ubierać się jak chce (niekoniecznie do "obowiązującej" mody), ma prawo do swojej intymności. Panowie! Przestańcie się wreszcie idiotycznie zachowywać...! 

Wracając do początku...Należało by zastanowić się, do kogo należy proces i obowiązek wychowywania dzieci i młodzieży. Ogólnie mówi się, ze szkoła. To bzdura...! Owszem, ale gdzie są kochani rodzice? Zapewne umywają ręce, bo co tam...Od czego jest szkoła! Szkoła moi kochani jest od edukacji i przede wszystkim od tego, Wy natomiast macie zakichany obowiązek wychowania swoich dzieci, również w duchu patriotycznym i nie zwalanie swoich obowiązków na innych...Jak reagować na ordynarne zachowanie się małolata, który maniakalnie kurwuje, nawet w obecności dorosłych? Walić po pysku? Nie, nie - przecież chroni ich ustawa, im wolno wszystko, Tobie już nie! A może by tak szanownym rodzicom - za przeproszeniem, dupę skopać i nauczyć rozumu? Może wreszcie zacząć edukację własnie od nich...? Zacznijmy wreszcie coś robić w tym kierunku, bo za chwilę nie będziemy w stanie opanować tego chaosu. A może już nie potrafimy...? 

Pozdrawiam.

                                                                      P  a  p  k  i  n

   

poniedziałek, 14 maja 2018

                             Tryptyk, część III....

To co jest we mnie...znajdziesz tutaj. Nie oceniaj mnie pochopnie po czynach, przez skorupę przez życie narosłą trudno dotrzeć do prawdziwego poznania. Może Tobie się uda...? Najlepiej jest milczeć, zapomnieć, nie wracać do przeszłości - wciąż staram się leczyć z różnym skutkiem. Może nie będzie tak źle? W końcu pustkę da się zapełnić, przywołać, odzyskać barwy i smak - okrzepnąć...Życie jest niewyczerpane, ale też nie da się go zastąpić. A tęsknota jest tym, czego nie da się ugasić. Tak jak wiary, nadziei i miłości nie da się nasycić. Obumierasz, gdy na nic nie czekasz, żyjesz, dopóki dążysz... Nie śpiesz się, nie musisz uśmiechać się na trzy - cztery. Czas Twój jest i ten wycinek świata należy do Ciebie. Przyjaciele czekają obok, wszyscy Aniołowie, których Bóg wysłał, by czuwali nad Tobą - są na wyciągnięcie ręki. Zobaczysz ich, gdy już zdołasz podnieść głowę, gdy przestanie być tak ciemno. Wtedy rozjaśnią i ogrzeją Twoje serce...Nie śpiesz się, kiedy ból przepali Cię do końca - rany nie będą już jątrzyć....Nadzieja - takie nic, które jest wszystkim, które utrzymuje przez życie, gdy brak siły do walki...
Ten krótki fragment z III tomu - osobisty, poświęcony najbliższej mi osobie. Spełniam tym samym prośbę kilkoro ludzi, którzy wszcześniej zapoznali się z treścią całości. Będą przerywnikiem wstawianym pomiędzy poszczególne notki...
               Idę sam ulicą pogrążony w ciemności,
               milczący z twarzą zakrytą - 
               niewidoczny.
               Zamknięte oczy kryją obrazy przeszłych dni...
               Ciągle słyszę Jej głos,
               czuję ciepło Jej ciała
               i Jej słodki oddech - 
               tonę w Jej ramionach ostatni już raz...
Idę drżący, idealnie doskonały,
idę gdzieś w nieznany mi świat...
                                                         (czerwiec 1995)
                                                            P  a  p  k  i  n



piątek, 11 maja 2018

                           "Józef  Wspaniały..."

Mam sąsiada..."Józef Wspaniały," jak go nazywam. Myśliciel, konstruktor, otwarty dla innych, wesoły człowiek. W ogóle - rodzina bardzo mi bliska...Kiedy mówimy o innych, zawsze zwracamy uwagę na cechy charakteru, witalność itp. Nie...! Ja pomijam w tym miejscu wszelkie postawy strukturalne. Są to ludzie bardzo przychylni, życzliwi, uczynni. Jestem pełen podziwu dla ich postawy, zaangażowania, samozaparcia. troskliwości, a już zwłaszcza troski nad Bartkiem - ich synem. "Józef Wspaniały" skonstruował dźwig...Skromny, do niczego się nie przyznając myślał, myślał...wymyślił coś, co z łatwością pozwala na podniesienie, bądź co bądź sporej wagi żywego ciała swojego syna Bartka z...łóżka na wózek i odwrotnie. Takie operacje przeprowadzane w przeszłości kilka razy dziennie, wymagały sporego wysiłku, powodując angażowanie drugiej osoby, która nie zawsze mogła być pod ręką. Obecnie wystarczy niewielki wysiłek i...po wszystkim. Bardzo pomysłowe urządzenie....Widziałem, zapoznałem się z obsługą tego urządzenia i oceniam je jako coś wspaniałego. Proste urządzenie,
dające satysfakcję obsługującemu oraz samej osobie korzystającej z tego patentu. Dźwig wywołuje odgłos, który pozwala na określenie "statusu" Bartka. Teraz już wiem, czy Bartek jeszcze śpi sobie smacznie snem zmęczonego internauty, czy już siedzi przed monitorem i dostaje "króliczych oczu." Winda w dół - Bartek w dół, winda do góry - Bartek do góry. Odgłos windy potęguje się w miarę zwiększania się dźwigającego ciężaru, bo ściany mają uszy...Rano - wiadomo - jedziemy w górę, czyli czas pobudki, wieczorem na odwrót, choć w ciągu dnia trzeba kilka chwil poobiedniej sjesty, wpływającej kojąco na organizm...I tak żyjemy w cieniu dźwigu, Bartka i samego konstruktora - "Józefa Wspaniałego..." Jakże wielu naszym rodakom brakuje podobnej determinacji...Ocho! Winda, winda jedzie do góry...Patrzę na zegar - siódma dwadzieścia, piątek...Wstaje nowy dzień...
  Dziś piątek, jakby początek weekendu, a wraz z nim chwila wytchnienia od zajęć i zasłużony wypoczynek. Życzę wszystkim samych wspaniałości. Pozdrawiam.

                                                                P  a  p  k  i  n

środa, 9 maja 2018

                       Człowiek jest postacią tragiczną...

W czarnej pustce za szybą zjawia się i znika,
jakby zarys postaci w sukience dziewczęcej,
śnieżnobiałej, wysoko świeczkę trzyma w ręce,
na twarz jej bladą pada poświata płomyka.
                         Wyraz pięknej twarzyczki pamięci umyka - 
                         niewzruszonej, kamiennej, jakby nigdy więcej
                         nie mogło poruszyć już duszy dziewczęcej,
                         ni spojrzenia wyzwolić z migotu płomyka.
Kim jest wid śnieżnobiały, co w ciemności stoi,
świeczkę w ręku trzymając - nie pytaj mnie, nie wiem,
kim jest, na kogo czeka i czego się boi
i jak tu spędzać teraz te puste wieczory?
Jej postać ciemność skrywa za każdym powiewem,
może to nowy koszmar w sercu mym się roi,
może to tylko zwidy - nie pytaj mnie, nie wiem,
wielka niewiadoma miedzy ziemią, a niebem...

P.S
Śmierć bliskiej osoby zawsze będzie bolała, bez względu na to w co wierzysz. Może będziesz rozpaczać i rwać włosy z głowy. Może, gdy zamknął trumnę na cmentarzu, wrócisz do domu, do pracy i będziesz płakać w samotności, bez łez...bo jesteś twardy. Może będziesz pić wino lub inny trunek i tańczył przy grobie, jak robią to Cyganie. Może po jakimś czasie uśmiechniesz się na widok motyla, bo pomyślisz, że może ten ktoś tak teraz żyje? Ale zawsze będzie bolało, bez względu na to, kim jesteś i w jakiej kulturze żyjesz. Bo ten ból jest po prostu ludzki...

                                                             P  a  p  k  i  n

poniedziałek, 7 maja 2018

                      Weekend w...lesie.


Troszkę sobie pochodziłem, ścieżkami po lesie.
świergot ptaków i kukanie zewsząd głosy niesie.
                      Jaki spokój, jaka cisza, ani żywej duszy,
                      dobrze tutaj odpoczywać - nikt głowy nie suszy. 
Bo gdy wrócisz już do miasta, do krainy złego,
znowu krzyki, awantury, jeden na drugiego...
Odpoczywam poza domem, na łonie natury,
nawet wtedy, gdy z tej chmurki deszcz popada z góry.
                             Dzisiaj ciepło i słonecznie, idę środkiem lasu,
                             nie oglądam się za siebie, szkoda na to czasu.
Oby dłużej, jak najdłużej pobyć w takim lesie,
tu skowronek nie zaśpiewa, ale echo niesie.
Roje ważek i owadów tłumnie w niebo leci,
"mówi dziadek do obrazu" - brzuchomówcą jestem...
Sami zresztą zobaczycie, jak pięknie jest w lesie,
miękko stąpam w lekkich butach po tej leśnej ścieżce....
                                                                  ((4 maja 2018)
Życzę udanego tygodnia. Pozdrawiam.

                                                                             P  a  p  k  i  n

piątek, 4 maja 2018

      Taka moja refleksja na weekend....
Zapewne niektórzy chcieliby mnie nazwać "śmierdzącym leniem..." (?) Piszę tak, bo postanowiłem bardziej niż do tej pory (?) aktywnie uczestniczyć w..."rozrywkach życia." Ale czy jestem w stanie zmienić poglądy moich ewentualnych "opiniodawców."? 
Niedawno odkryłem, że mój brak ochoty i siły na pewne rzeczy, nie bierze się z tego, że jestem "przemęczony" (no niby do cholery czym?), tylko z mojego czasowego rozleniwienia (efekt długiego weekendu), choć ma to szersze podłoże...To tak, jak człowiek jest chory i musi leżeć w łóżku, a potem okazuje się, że ma jeszcze mniej sił niż przedtem - czyli "łóżko wyciąga..."(?) Dzisiaj życzę sobie wytrwania w tych postanowieniach na nadchodzący weekend, czyli - wstawać o wschodzie słońca i każdego dnia przejeżdżać kilka kilometrów (więcej niż do tej pory) na moim wehikule, czyli gdzie oczy poniosą...Udanego weekendu wszystkim życzę. Bawcie się dobrze przy pięknej pogodzie. Pozdrawiam.
                                                                   P  a  p  k  i  n

wtorek, 1 maja 2018

                Co ma piernik do wiatraka....?

Nie milknął echa nominacji kandydatów na prezydentów miast...Nie, nie - nie zamierzam w tym miejscu bawić się polityką, której na co dzień mamy powyżej uszu. Zajmę się raczej sprawą kultury i obyczajowości i zganianiem snobizmu. Ktoś tu komuś próbuje dogadywać bo myśli, że jest lepszy od tego drugiego. I przyjdzie czas na omówienie tego zagadnienia...Dziś jednak o czymś tak podobnym, co miało miejsce lat temu sporo i nadal jest aktualne. Powiem tak...lubię coś zachować, schować, zakamuflować (jak kto woli), a potem jest dobrym tematem do wykorzystania - tak było i jest w tym przypadku. Zachowałem oryginał, tu przedstawiam kopię...Nie miałem zbytniej ochoty na zabieranie głosu w sprawie, ale należę do ludzi, którzy mieszkają w tym kraju i żadne miasto nie powinno być dla nikogo obce, podobnie jak Warszawa. Po przeczytaniu poniższego artykułu (21 stycznia 2005 roku) w gazecie wyborczej (czyt. "gównianej" w dodatku dla Poznania, miałem dłuższy przestój na przeanalizowanie. tak minęło około trzech miesięcy, aż do śmierci naszego papieża Jana Pawła II. Moja osobowość pod wpływem tego wydarzenia, zmieniła się diametralnie. Unikałem więc większych sporów, próbując poprawić swoje postępowanie, relacji z ludźmi i otoczeniem, nie oglądając się na innych. To postanowienia indywidualne...Nie mają jednak nic wspólnego ze zjawiskami, które mogą oburzać. Podobnych głosów słyszę więcej i z tego powodu nie zamierzam milczeć. Bo taki pseudo redaktorzyna piszący wtedy ten artykuł, zasługuje jedynie na dobre lanie - wiadomo gdzie...Co można odpowiedzieć takiemu snobowi, pyszałkowi i rasiście zarazem? Że jest butny, bo gdyby mógł, to chętnie zbratał by się z Niemcami (jest taki artykuł w moim posiadaniu). W tym przypadku poznański snobie, który obrażasz - zobacz, jak ludzie żyję w miejscach, które "opluwasz." Może się czegoś od nich nauczysz? Bo wtedy zachowałeś się jak prowincjonalny kundel. Dziś te same cechy charakteru zauważam u niejakiego Trzaskowskiego...Nie zamierzam przepisywać wspomnianego artykułu, bo szkoda zdrowia. Kopiuję go zgodnie z oryginałem. Życzę spokoju i wytrwania. Pozdrawiam.
                                                                      P  a  p  k  i  n