Szukaj na tym blogu

piątek, 28 lutego 2020

                        Żegnaj "Kusy...."

Był dobrym człowiekiem i to się liczy, pogodnym, wesołym, zawsze w humorze. Świetnym aktorem zapamiętanym chyba w najbardziej kultowym jako "Kusy" w serialu "Ranczo...." Wszystkie celebryckie słowa, jakie by nie były są bez znaczenia. Żegnaj Kusy i odpoczywaj w pokoju w świecie wolnym od kłamstw i blichtru.
Panie Jezu Chryste - Boski Zbawicielu, jedyne światło, które nie zna zmierzchu, bądź dla tej duszy odpocznieniem, pozwól oglądać chwały Twej Majestat...

                                                  P  a  p  k  i  n

środa, 26 lutego 2020

                Mówię nie ekologicznej                                     propagandzie...

"Eko handel w klimatyzowanej hali siedem dni w tygodniu, a dla klientów duży parking..." Taki tekst przeczytałem ostatnio w jednej z gazet. A może przestalibyśmy sobie mydlić oczy tym pseudo ekologicznym mydełkiem? W ofercie omawianego przez gazetę marketu mają być dostępne naturalne produkty, od żywności poprzez rękodzieła aż do ekologicznych materiałów budowlanych. Całość natomiast serwowana prosto z mających się kojarzyć z miłością do natki natury drewnianych stoisk, coś na wzór utworzonego ekologicznego grajdołka na rzeszowskim zielonym rynku. Tu oczywiście usytuowanych w ciasnej hali,
dzięki której nabywcom nie będzie straszny deszcz, czy śnieg, ani też globalne ocieplenie. A po udanych eko zakupach, będzie można udać się do eko baru, (?) żeby w "miłej" rynkowej atmosferze spożyć eko ciasteczko (tak, tak - w barze ciasteczko)...Mam serdecznie dość eko propagandy i handlowej nowomowy. Mam dość zaglądania mi do garów, bo w swoich gotuję zupę pomidorową z przecieru, który mogę sam sobie zrobić w domu i to własnoręcznie, a nie z eko pomidorów i proszę, aby nikt nie próbował wmawiać mi, że jest inaczej...Market z lokalnymi produktami od również lokalnych producentów (?) - nie musi mieć łatki "Eko," żeby mnie zniechęcił do kupowania warzyw na obiad. Targowisko oddalone o kilka minut od domu zwane "zielonym rynkiem" uważam za równie ekologiczne, może nawet bardziej, co te odległe markety. Bardziej, bo przynajmniej nikt nie stwarza sztucznej atmosfery, która wszędobylska jest w marketach. Jeśli deszcz pada, to pada i się moknie, a to jest urok - taki mamy klimat...Nie dajmy się więc zwariować i wciągać w ten ekologiczny, zgłupiały wir. Jabłko zerwane z drzewa w sadzie gdzieś na wsi, marchewka wykopana  w ogródku straganowej przekupki, a nawet szczypiorek - wszystko to samo zakupione w markecie, może się nie różnić niczym (może tylko jakością, bo co natura, to natura), może jedynie tym, że ktoś przypiął tym produktom łatkę "Eko" i jakiś tam certyfikat. Ludzie - spadnijcie z obłoków...! Pozdrawiam.
                                                           P  a  p  k  i  n      
   

sobota, 22 lutego 2020

                             J e s t e m   s t ą d....


Z krainy pól zielonych, na których kłaniają się łany złotych zbóż.  Ze wzniesień zalesionych nad którymi słońce rozpościera swoje złote promienie...
                                       
Jestem stąd...Z krainy spokoju, gdzie życie toczy się w zaciszu ludzkich serc...Z zielonych wzgórz nad Soliną, z Bieszczad i Pogórza, gdzie serpentyny wiją się w Górach Słonnych, z doliny Sanu wijącego się jak błękitna wstążka... 
Jestem stąd...Z miasta spokoju i młodości, gdzie ulice toną w kwiecistych klombach, mnóstwem zieleni, a fontanny dają ulgę w letniej spiekocie. Gdzie nigdzie w Europie nie ma podobnego wystroju architektonicznego jakim jest okrągła kładka dla pieszych na osi wschodu i zachodu, a na południe wiedzie wygodna trasa Via Carpatia. Jestem z miasta, które jest moją Małą Ojczyzną - miasta nad Wisłokiem. Rzeszów - miasto uśmiechu i radości, gospodarowane z rozmachem i mądrością....
Wszystkim życzę udanego weekendu, uśmiechu i radości. Pozdrawiam.
                                                 P   a   p   k   i   n

czwartek, 20 lutego 2020

                               Miotło - histeria...

Kiedy udaję się w to miejsce, zastanawiam się co zastanę i czy nie będę musiał "bać" się i brać nogi w...zapas? Zawsze istnieje jakaś niewiadoma, choć wiadoma...(?) Ale czasem muszę zmierzyć się z sytuacją, z wyzwaniem jakie mnie czekać może. A później wypatruję chwili, kiedy mogę wyjść, co przynosi ulgę i ucieczkę od stresu...Podobno nikt z nas nie jest w stu procentach zdrowy w sensie psychicznym. Skoro tak to oznaczało by , że mamy jakiś uszczerbek, który powoduje, że nie można określić nas jako normalnych. Być może jest to tylko ogólne stwierdzenie pewnego faktu, bo również pewne czynności, które są jakby normalnym zachowaniem, nie mniej przynoszą w naszym otoczeniu "koszmar" i mają związek z tym stwierdzeniem "niepoczytalności" w sensie uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Oczywiście, jest to raczej powód do śmiechu z głupoty, która temu "ktosiowi" nakazuje lansować taki punkt widzenia, bo o samym odczuciu chyba nie ma mowy. Jest jednak coś, do czego nawet ja sam mógłbym się przyczepić, zgodnie z powiedzeniem: "przyczepił się jak rzep psiego ogona." Rzecz dotyczy "pracoholiczki," która mnie po prostu wkurza. Nazywam ją "miotło-maniaczką" - uczuloną na ciągłe zamiatanie, nawet kilka razy w ciągu dnia (miotła zawsze jest pod ręką). Jest to na tyle niepokojące, że wraz z tą czynnością usłyszeć można wiązki narzekań, stękań, wszelkich innych utykań. Nie wspomnę już o atmosferze psychicznego znęcania się nad osobami, które miały to "szczęście"  być w tym czasie w pobliżu (mam na myśli domowników). Na punkcie czystości - również tej wydumanej - ma fioła. Owszem, ktoś powie, że słuszne jest dbanie o czystość, ale bez przesady, bo ile razy dziennie można "tańczyć" z miotłą w dłoni i wiadrem wody? Ta przesada jest już urojeniem, a co gorsze - obrywa się wszystkim, a atmosfera jest nie do zniesienia. Trzeba "fruwać," pilnować, aby żadne ździebełko, ziarnko piasku czy czegoś innego nie znalazło się na podłodze. Prawdą jest, że każda osoba winna mieć na uwadze dbanie o czystość środowiska, w którym przebywa, ale nie dajmy się zwariować...!
Spokojnego dnia życzę, jak najmniej stresów. Pozdrawiam.

                                                                        P  a  p  k  i  n 

wtorek, 18 lutego 2020

                                                   Gdynia Oksywie....

Chciałbym na chwilę powrócić do mojej poprzedniej podróży do Gdyni. Jechałem tam również na grób Anny Przybylskiej, której w dalszym ciągu jestem fanem. Na grobie Ani zawsze są kwiaty i palące się znicze, mimo upływu czasu zawsze ktoś jest tam obecny. 
Osobiście staram się omijać dzień rocznicy ze względu na to, aby nie przeszkadzać ewentualnej obecności w tym miejscu kogoś z rodziny...Dwa lata temu wpisałem w pamiętnik, a kilka dni temu powtórzyłem te słowa pod filmikiem poświęconym pamięci Ani: 
"Zawsze byłem Twoim fanem śledząc karierę , zmagania z przeciwnościami. Jestem obcym człowiekiem, tak jak wielu z nas, nie mniej smutek i żal nadal pozostaje nieukojony. Odwiedzam Twój grób na Oksywiu i zawsze kiedy tam jadę, są to chwile z jednej strony miłe, ale przede wszystkim są to chwile zadumy i modlitwy. Myślę, że kiedyś wszyscy tam się spotkamy - Ty i Twoi fani. Spoczywaj w otoczeniu Aniołów..."
                                          P  a  p  k  i  n

sobota, 15 lutego 2020

                              Lodowa pustynia...

Wdrapałem się na wierzchołek wysokiego brzegu rzeki Solinki w arcy niesprzyjających warunkach...Wiało niemiłosiernie, a śnieg zacinał po twarzy pędzony wiatrem. Miejsce, które latem jest całkiem przyjemne, dziś jest tak niegościnne, że tylko głupiec odważy się wejść tu w takich warunkach...Prawda, nie byłem przygotowany i nie miałem zamiaru na taką "wycieczkę" zaledwie kilkanaście kroków od domu, w którym się zatrzymałem. Skoro jednak tu się znalazłem, dlaczego by nie skorzystać i poczuć prawdziwej zimy?  A ja doskonale wiem, co o tej porze roku może mnie spotkać tym bardziej, że natrafiłem na wiatr o huraganowej skali. Oberwało mi się, nie powiem, ale to już inna materia...W tej zadymce widziałem tylko zarys ściany lasu i niczego więcej. Jak szybko się wdrapałem, tak też zszedłem, a raczej zsunąłem się z wysokiego brzegu prosto nad samą wodę - dobrze, że zatrzymałem się na samym skraju wody...Ale jedno jest pewne - w Bieszczadach zima, nie mniej wiosna coraz bliżej i trudno nie oprzeć się pokusie, aby do niej się przygotowywać, bo u mnie ona już jest!


Życzę udanego weekendu. Pozdrawiam.

                                                        P   a   p   k   i   n

piątek, 7 lutego 2020

                             I znowu weekend...

Wieczorami jest chłodno, ale w domu ciepełko...Płonie ognisko w...kominku i jest klawo...Wybieram się w Bieszczady - tam króluje zima. Na nizinach jest 20 centymetrów śniegu, w wysokich partiach, na połoninach, na Tarnicy leży dwa metry śniegu i wciąż sypie. Szlaki zapewne nie przetarte i możliwość lawin - trzeba uważać...Nie zamierzam pnąc się na połoniny, nie ten czas dla mnie, nie jestem przygotowany, ale tak dla rozruszania się nieco, popatrzyć na prawdziwą zimę na jej schyłku...Widziałem już kwiatki, które zapewne przezimowały przykryte kołderką z liści. Miejmy nadzieję na wczesną wiosnę, jak będzie - zobaczymy!  W związku z rozpoczynającym się weekendem życzę samych przyjemności, wypoczynku, dużo uśmiechu, dobrego samopoczucia. Pozdrawiam.
Bawcie się dobrze.
                                                    P  a  p  k  i  n

środa, 5 lutego 2020

                      Myśli, myślątka - słowa...

Nad swoimi myślami (w pełni) nie potrafimy panować, możemy tylko ukierunkować je na pewne tory, które chcemy, aby nimi podążały. Inaczej jest ze słowami, nad którymi (teoretycznie) w pełni panujemy, oczywiście wyłączając sytuacje, w których zniewoleni zostajemy przez emocje będące jedną z największych sił, a przybierającą pozytywne lecz również negatywne zabarwienie. W złości, we wzburzeniu, w odwecie, w sadystycznej satysfakcji (tak, tak -to się często zdarza), z zazdrości - w takich sytuacjach słowa stają się śmiercionośną bronią niosącą cierpienie, smutek, a nawet rozpacz - słowo bardziej boli niż czyn...Z miłości, w imię przyjaźni, z podziwu, ze szczęścia, w chwilowym przypływie radości, z nadzieją - słowa stają się niezwykle pięknym skarbem, a ich wielka moc i pozytywna energia rozpromienia nie tylko naszą twarz, ale również serca i duszę bliskich nam ludzi. Nie wszystkie słowa rozpływają się w nicość z biegiem płynącego czasu. Czasami jedno wypowiedziane słowo, może w nas żyć przez miesiące, lata, a nawet całe życie. Słowa mają wielką moc - oczywiście nie wszystkie...
Pozdrawiam życząc udanego dnia...

                                               P   a   p   k   i   n

   

poniedziałek, 3 lutego 2020

                      Czy będzie jeszcze zima...?

Zapewne nie ma sensu wypowiadać się na temat czegoś na co nie mamy wpływu. Mówienie o tym z upartą naiwnością, że coś się zmieni, nie ma sensu. A mówię o zimie, a może o jej braku. Trzeba sobie uzmysłowić, że będą nas czekały tylko trzy pory roku, z ta najdłuższą - jesienią....Świat całkiem już zszedł na psy. Nie te czasy, a zimy były srogie i jakoś nikt nie narzekał. Dziś tylko słyszę słowa: "jak to dobrze, że zimy nie ma, że ciepło itd..." Mamy już drugi miesiąc Nowego Roku, czyli luty, to miesiąc, który był apogeum zimy w dawnych czasach - zaspy śnieżne i trzaskające mrozy... Ale dziś mamy wiosnę, tylko patrzeć, jak przylecą klekoty, bo dzikie kaczki fruwają w swoich kluczach przez całą tą śmieszną zimę...Dni pochmurne albo słoneczne, tak na przemian i...szare, brudne trawniki, bo brudu na nich więcej niż zieleni. Dni są dłuższe, to widać, ale cóż z tego skoro zimowa pora zatraca się, aż w końcu zniknie całkowicie. Podobnie było w roku ubiegłym i wcześniejszych latach. a ja liczyłem po cichu, że tegoroczna zima da nam odrobinę radości, choć zima w mieście do najładniejszej nie należy. Ale zawsze to coś niż nic, jak jest obecnie...Nie będę więcej o tym pisał, bo mnie to mierzi. Nie ma zimy i jej nie będzie, wiosna w lutym i ciepło wszędzie. Prognozy mówią już o wczesnej wiośnie, jeśli to prawda, to mi na dłoni kaktus wyrośnie. I choć jak słyszę w radio, kwiatki gdzieś tam kwitną, to taką mamy zimę - Polską - aksamitną!
Udanego tygodnia życzę. Pozdrawiam.

                                              P  a  p  k  i  n