Szukaj na tym blogu

sobota, 28 kwietnia 2018

             M  a  j  o  w  y    w  e  e  k  e  n  d...

Urokliwa dziś pogoda...Wyrażam nadzieję, że cały długi majowy weekend taki będzie. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć wszystkim udanego wypoczynku w to wyjątkowe wolne od pracy (może nie wszyscy, ale jednak).
Można cofnąć się wstecz, do lat młodości, kiedy majówki miały nadzwyczajny charakter. Życzę więc wszystkim pogody, tej duchowej również, zadowolenia z osiągniętych celów - wszystkiego dobrego.
Życzę samych szczęśliwości. Pozdrawiam.

                                                                   P  a  p  k  i  n

czwartek, 26 kwietnia 2018

        Nic - tylko położyć się do trumny...

W tym kraju (czasami) nie da się już żyć...W tym świecie nie da się już żyć...Jakby nie patrzeć - kłopoty zatruwają nam umysł, decyzje, które zapadają poza naszymi uczuciami, swawola różnych pseudo, a w tym wszystkim nasza niemoc. Sensacja goni sensację...Przeżywaliśmy batalie pseudo ekologów (terrorystów) w sprawie Puszczy Białowieskiej i co z tego wynikło - nico! Wygrali eko-terroryści i Unia Europejska. Kiedy kornik drukarz zje ja do reszty, kto się upomni o nas? Nasi rządzący, zresztą we wszystkich innych sprawach, zrobieni są miękkim dydkiem i ulegają co raz przed kolejnym żądaniem narzucanym nam przez europejski dyktat. Kilka lat temu trwała batalia o obwodnicę Augustowa. Uległa ona żabkom i innym insektom. Aktualnym tematem jest dziś okupacja sejmu przez rozwydrzone paniusie z niepełnosprawnymi dziećmi. Nie mam nic przeciwko niepełnosprawnym osobom, ale skąd stać taką pyskatą blondi na markowy telefon i wakacje pod palmami? Do sejmu wpuszczone zostały przez osobę, która na wiecach i marszach czarnych wdów deklarują zabijanie dzieci nienarodzonych i upośledzonych. Obecny przykład z Anglii chyba nie podlega dyskusji - czarne wdowy i feministki milczą? No pewnie - używać ile się da, a potem skrobanka... Sędzia gej i zwolennik aborcji skazał dziecko na śmierć. Takich i podobnych przykładów można mnożyć - ocieramy się o nie każdego dnia. Ale mam inny problem, którego nie rozumiem..Niech mi ktoś wytłumaczy i wreszcie powie (oczekuję tego w komentarzach), co mam zrobić? Poddać się głupiźnie władców Europy i zgodzić na ich bezczelność wobec społeczeństw Europy. Jak mam zrozumieć to, że jak nie zaakceptuję ich żądań, zostanę pozbawiony dostępu do poczty elektronicznej, komunikatorów (Fb, czy messenger i innych). Dlaczego ktoś chce mnie zamknąć w domu Big Brothera wbrew mojej woli? Ktoś mi podpowiedział, że to pozwoli na lepszą ochronę moich danych osobowych. Guzik prawda - ustawa w Polsce obowiązująca przynosi więcej szkody niż pożytku. Trudnię się Genealogią i wiem ile nerwów kosztuje walka w urzędach..."Informujemy, że od dnia 25 maja 2018 roku, ulega zmianie nasz regulamin świadczenia usług. Zmiany te wynikają z konieczności dostosowania naszych działań oraz dokumentacji do wymagań europejskiego Rozporządzenia o Ochronie danych Osobowych (RODO), które będzie stosowane od 25 maja 2018 roku. Nie wprowadzamy żadnych istotnych zmian dotyczących usług oraz funkcjonowania konta. Modyfikacje regulaminu są związane przede wszystkim z dostosowaniem zasad przetwarzania danych osobowych do wymogów RODO..." Pytam się - jakim prawem i co to oznacza, bo jeśli nie zaakceptuję tego wymogu, stanę się kimś z epoki kamienia łupanego, pozbawionego wszelkiego kontaktu z innymi ludźmi, czyli skazuje się mnie na śmierć i to dosłownie, jak tego niewinnego chłopca w Anglii. Jak mam się zachować w tej sytuacji? Doprawdy - nie pozostaje nic, jak tylko położyć się w trumnie i zdechnąć, bo ten świat stał się już niemożliwy pod każdym względem...
Miłego dnia życzę.
                                                                   P  a  p  k  i  n
     

wtorek, 24 kwietnia 2018

         Takie sobie myślątka - zapiski rozsypane....

Ilekroć staję na rozdrożu, wtapiam się w historię Barbarossy (1478-1546) - admirała osmańskiego, słynnego kapera tureckiego, a zarazem najsłynniejszego okrutnego pirata, jaki grasował na morzu Śródziemnym w XVI wieku, w służbie Selima I Groźnego i Sulejmana Wspaniałego. Myślę też, że na takie zgryzoty, historia państwa osmańskiego, jest dobrą nie tylko lekturą - poprawia nie tylko humor, ale odwraca naszą uwagę codziennych spraw. Może dziwne to skojarzenie, bo co mają wspólnego nasze dzienne sprawy z historią Osmanów? Z całą stanowczością stwierdzam, że nic wspólnego nie mają - to indywidualne skojarzenia, ale warto przy okazji zgłębić jakąś tajemnicę, bądź, co bądź ciekawą pod względem historycznym tym bardziej, że czasy te szły równolegle z historia naszego państwa, a nawet poprawnych relacji z państwem osmańskim. Każda bowiem okazja jest godna przemyślenia, choćby wtopienie się w historię Mojżesza i Hyzyra. Ale te i inne propozycje niech będą decyzją każdego z Was... Serdecznie pozdrawiam.

                                                                    P  a  p  k  i  n
    

sobota, 21 kwietnia 2018

Szczęście jest ulotne - pojawia się, błyśnie i gaśnie...Życzę wszystkim, aby zaświeciło dla Was i pozostało jak najdłużej, a może na zawsze...

Wszystkim życzę udanego i pomyślnego weekendu. Pozdrawiam.

                                            P  a  p  k  i  n


czwartek, 19 kwietnia 2018

KAŻDA PRÓBA PROFILOWANIA OBSZARU ZABUDOWY PROWADZI DO WYNATURZEŃ. TO GETTA DLA BOGATYCH, ZAMKNIĘTYCH I..."SZCZĘŚLIWYCH" - MONITOROWANYCH OSIEDLI MIESZKALNYCH....

Byłem dziś na zamkniętym osiedlu otoczonym murem, które powstało po byłej jednostce wojskowej. Coraz więcej takich osiedli - smętnych, pustych, smutnych, bez wyrazu. Rosną jak grzyby po deszczu ogrodzone, a może odgrodzone od cywilizacji, tak zwane "zamknięte osiedla." 
Domy za płotem i place zabaw dla dzieci, na które aby wejść, trzeba znać kod, przypominające spacerniaki z furtkami otwieranymi specjalnym kodem. Trudno się na ich teren dostać, choć mnie się udało, bo akurat furtka była otwarta (?) Utrudniona i ekonomicznie ryzykowna działalność handlowa. Poza jakaś galerią, w której same pustki i kiczowate wystroje wnętrz - nic ciekawego. Wara wszystkim "tu od tej strony płotu." Sito ograniczające dostęp do osiedla eliminujące przechodzących czy spacerujących. Udało  mi się przejść przez to osiedle, puste o tej porze poza parkującymi samochodami, których tu mnóstwo. 
Mało ludzi, za to ochroniarze lustrujący mnie przez całą drogę przejścia, jakbym był jakimś przestępcą... Żeby odwiedzić kogoś ze znajomych, należy zameldować się u ochroniarza, a samochód pozostawić na zewnątrz lub na specjalnym parkingu dla gości. To musi być okropnie upokarzające dla takich osób, a już dla mnie na pewno. Jako mieszkaniec z poza takiego osiedla, czuję się co najmniej nieswojo, nawet jako gość, bo idąc wewnętrznym chodnikiem czuję lustrujące mnie oczy mijających mieszkańców lub ochroniarzy, którzy widzą w mojej osobie "obcego," potencjalnego złoczyńcę - może nawet barbarzyńcę?  Osobiście nie chciałbym mieszkać w takim getcie - to nie dla mnie wątpliwe luksusy bycia ubezwłasnowolnionym i poddanym kontroli. Zawsze ceniłem sobie wolność i nigdy z niej nie zrezygnuję.
Smętne i smutne osiedla, na których nic się nie dzieje prócz wysokich cen czynszowych, bo ochrona kosztuje, narzucona zresztą przez deweloperów - złodziei i kombinatorów. A ludzie - cóż, niech płacą za ten luksus. Z tych osiedli dzieci dowożone są do elitarnych, prywatnych szkół i jest wielce prawdopodobne, że ukształtują się w charakterach "patrzenia z góry" na dzieci z typowych blokowisk. To może być powód do jakiejś tam wrogości. Podobnie ma się sprawa do koloni domków jednorodzinnych (znam takie osiedle), gdzie zamieszkuje bogata elita miasta. Tu to już wręcz widać, kto jest kim. A na dodatek kłócą się ze sobą o każdy centymetr ziemi, o igiełkę z drzewa, która spadnie sąsiadowi albo o płot, przez który ktoś obok nie ma nawiewu powietrza. "Dzień dobry panie inżynierze, panie doktorze, panie mecenasie itp." Okropne czasy i...ludzie.
Pozdrawiam wszystkich mieszkających normalnie.

                                                                      P  a  p  k  i  n
    

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

            Może to dobra zmiana planów...?

Choroba, jaka dopadła mnie w Niedzielę Palmową, przykuła mnie do łóżka na dwa tygodnie, a jeszcze potem przez wiele dni nie mogłem dojść do siebie, to efekty leczenia mnie witaminą "C" i tabletkami do ssania na ból gardła. Zepsułem sobie żołądek środkami przeciw gorączkowymi, a to wszystko zaowocowało  awanturą w przychodni, czego wyrazem jest notka (tuż) poniżej....No dobrze - choroba, chorobą, ale jednak coś się we mnie załamało, odeszła mi ochota na wyzwania związane z corocznymi wędrówkami po kniejach i lasach. Nie mniej odpuszczam sobie obcowanie z przyrodą i tym razem wędrował będę po miejskich dżunglach, biorąc na "tapetę" jedno z dwóch rodzinnych miast, czyli królewskie miasto Kraków. Jest tam dużo nie tylko do zwiedzania, ale też do zrobienia. Pośród wielu pięknych miejsc w tym mieście, jest Wzgórze Wawelskie. To święte miejsce Polaków. Tutaj bowiem bije serce kraju - nie w Warszawie, jak to inni by chcieli. A wielki poeta , malarz, dramaturg - Stanisław Wyspiański pisał o Katedrze Wawelskiej: - "Gdyby mój naród nie miał historii pisanej, to każdy kamień Wawelu mógłby mówić o dziejach polskich - tu wszystko jest Polską. To również nekropolie polskich władców. Istnieje nawet pogląd, iż dopóki stolicą był Kraków, dopóty w mojej Ojczyźnie wszystko działo się dobrze..." I jak pisze w swojej książce jej autor opisujący wydarzenia związane z otwarciem grobów: króla Kazimierza Jagiellończyka i jego żony, królowej Elżbiety Rakuszanki w latach 1972 / 1973: "Niektórzy wierzą, że pomiędzy Katedrą królów, a Zamkiem Królewskim, znajduje się jeden z siedmiu kamieni - czakramów, wedle religii wschodu rozrzuconych po świecie. Miejsc, w którym jest taki "kamień szczęśliwy," nie tylko nigdy nic nie ulegnie zagładzie, ale tworzy rodzaj genius loci. Tam rodzą się niezwykłe talenty, szkoły naukowe, bije zdrój wszelkich działań. Trudno zaprzeczyć - to Kraków własnie dał światu Mikołaja Kopernika i papieża Jana Pawła II. To miasto obu ich ukształtowało...." Nie będę odnosił się do tragicznych zgonów badaczy związanych z otwarciem wspomnianych grobów, bo nie takie są moje intencje. W historii Katedry Wawelskiej każdy może znaleźć choćby wzmiankę na ten temat. Dopowiem tylko, że badacze zmarli w krótkich odstępach czasu zarażeni mikrobem Aspergillus flavus - kropidlak żółty, który znaleziono w grobowcu polskiego króla - to bardzo groźny, występujący niestety powszechnie (grobowiec jest tylko szczególnym przypadkiem ekologicznym)....Ale Kraków, to nie tylko Wawel i wszystko z nim związane. Na Rakowickim cmentarzu spoczywają szczątki moich przodków. W grobowcu wybudowanym w 1883 roku (rok urodzenia mojej Babci), spoczywa brat ojca mojej Babci - Marceli (aptekarz) i jego żona, stryjenka Babci - Waleria oraz ich synowie: Jacek z żoną Joanną oraz Marceli (junior). Nieopodal okazały grobowiec Anczyców. Córka Marcelego i Walerii, również Waleria (juniorka), żona Wacława Anczyca - rodzice mjr.Władysława, rozstrzelanego przez NKWD w Starobielsku 5 kwietnia 1940 roku i pochowanego w Piatichatkach koło Charkowa.
( na powyższym zdjęciu Władysław Anczyc, strzałką oznaczona moja Mama i stojąca Bronisława Stachiewicz - żona artysty malarza Piotra Stachiewicza. Zdjęcie z roku 1938 w Krakowie). Kilka kroków dalej pochowana jest moja koleżanka z klasy, która tragicznie zginęła w wieku 16 lat. Cmentarz Rakowicki, to jeden wielki zabytek, na którym pochowani są inni członkowie rodziny. Ale szczególnym pietyzmem darzę cmentarz w Woli Duchackiej w Krakowie. To tam znajduje się ziemny grobowiec protoplastów rodziny, który zamierzam uporządkować i odnowić. Grób pochodzi z roku 1759, a pochowani są tam m.in. Weronika i Werner, to od nich rozpoczęła się polska saga rodu.
Jednak Kraków, to nie wszystko. Jeśli czas sprzyjał mi będzie, odwiedzę także Podhale - Nowy Targ, Groń i Zakopane, gdzie rozlokowana jest rodzina. Myślę, że czasu mi starczy na odwiedzenie miejsca pochowku mojego wujka w Rabce. 
Zmiany, które zaplanowałem będą również miały w sobie wędrówki, choć nie te, o których do tej pory mówiłem.
Życzę udanego tygodnia.

                                                                    P  a  p  k  i  n


sobota, 14 kwietnia 2018

Spokojnego i udanego weekendu życzę wszystkim mnie odwiedzającym. Pozdrawiam...

                                                      P  a  p  k  i  n

czwartek, 12 kwietnia 2018

                                Umoralnienie...

                     i bezstresowe wychowanie...
Mam swoje lata i przyznam się, że bardzo często nie potrafię odnaleźć się w dzisiejszej rzeczywistości..."Ocalałem prowadzony na "rzeź." Szukam nauczyciela i mistrza. Niech przywróci mi wzrok, słuch, mowę...Niech raz jeszcze nazwie rzeczy i pojęcia - niech oddzieli światło od ciemności, bo już sam nie wiem, co się tak na prawdę dzieje w obrębie młodej generacji. Czuję, że tych młodszych o wiele lat od siebie najzwyczajniej w świecie nie rozumiem. Patrząc na młodzież, uświadamiam sobie dobitnie, ze tak na prawdę dzieli nas przepaść pokoleniowa. Nigdy w życiu nie spodziewałem się tak radykalnych zmian na przestrzeni kilkudziesięciu lat. A one jednak zachodzą i wcale nie zmierzają w dobrym kierunku, zresztą jak wszystko w naszym świecie...Niektórzy mogą mi w związku z tym (natworzyło się obrońców praw wszelkich co niemiara), zarzucić "strojenie się w piórka" wyblakłego autorytetu, który wynosi się na pozłacane piedestały, choć tak na prawdę znajduję się po tej samej stronie barykady. Cóż - ich prawo! Nie zamierzam nikogo przekabacać choćby z tej przyczyny, że jednostka w tym świecie nie liczy się wcale lub tylko nieco. Daję jedynie wyraz temu, że tak zwyczajnie, po ludzku nie zgadzam się na dyktat młodzieży, która wyprawia co się jej żywnie podoba, zgodnie z wyimaginowaną tezą: - "hulaj dusza, piekła nie ma, bo chroni nas...ustawa!" Temat ten przewija się często w moich wypowiedziach...Oto kilka przykładów. Mój mały wnuczek (lat 7) posługuje się sformułowaniami rodem nauczycielki feministki (jestem tym przerażony). Każde słowo, choćby w dobrej wierze wypowiedziane, zwrócenie uwagi itp kończy się "odpaleniem granatnika" przez tego małego człowieczka. Zachowanie jego budzi moje obawy...W Nowym Koniku pod Sulejówkiem znaleziono zasztyletowaną 15-latkę. Pojechała na wycieczkę wraz z koleżanką i jej trzema znajomymi. Nie wiedziała, że ma do czynienia z bardzo wrażliwymi i delikatnymi osobami, które można łatwo dotknąć. Jak głupia pipa wdała się w kłótnię z 17-latkiem, ten zaś nie mając zielonego pojęcia o subtelnych środkach perswazji, wyciągnął nóż i zadźgał nastolatkę niczym burego wieprza. Całe towarzystwo odeszło w stronę zachodzącego księżyca, a dziewczyna wsiąkła w ziemię jednocząc się z "Matką naturą..." Nóż w ogóle staje się ulubionym rekwizytem młodych bandytów. Może wyciągam zbyt daleko idące wnioski, ale jeśli zachowanie mojego wnuka będzie takie, jakie jest, to zaczynam się bać...(może tego nie dożyję?) Albo inny przykład z Warszawy, gdzie zbuntowany nastolatek czynnie protestował koszem na śmieci przeciwko tramwajom niespełniającym wymogów Unii Europejskiej. Sam jeden buntował się przeciwko miastu, które niszczy jednostkę, sprowadza ją do roli szarego, bezimiennego śmiecia, potulnie godzącego się z narzuconymi regułami. Niestety, interweniujący policjant po służbie nie zrozumiał jak widać buntowniczego gestu 17-letniego bandyty i musiał być odprowadzony na...cmentarz. No cóż, w końcu był bohaterem tragicznym... Czy to przypadek, że w krótkim czasie dostajemy na medialnej tacy dwie informacje o skandalicznych zabójstwach w biały dzień? Obu dopuścili się zwyrodniali nastolatkowie, dla których zabić człowieka, to mniej niż splunąć! Nie wiem, czy działają pod wpływem impulsu, czy z zimną krwią? Raczej obstawiam to drugie, bo skoro noszą ze sobą nóż, to znaczy, że dopuszczają do siebie myśl o jego użyciu. Konkludując - mamy do czynienia z jakąś rozwiązłością moralną...Przykład młodocianych zabójców jest skrajny i radykalny - nie da się ukryć. Tymczasem to, co wyrabia polska młodzież, nieraz przybiera rysy groteskowe. Parę dni temu przechodząc obok Gimnazjum, zostałem opluty przez grupę rozwydrzonej młodzieży okupującej chodnik. W ogóle przejść tam nie można, bo człowieka bierze obrzydzenie - tak opluty jest ten fragment chodnika - podobno publicznego....Albo spójrzmy choćby na "gwiazdy" polskiego Internetu. Rzadko, ale czasem wejdę na jakiś czat i mam okazję poczytać opinie takich wymądrzałych małolatów, którzy są głupsi niż moja szczoteczka do sedesu. Piszą jakimś pokemonowym pismem: "Wczoraj brat zaprezentował mi na YouTubie lunetkę (polecam wszystkim, którzy są ciekawi nowego wzorca męskości - współczesny facet jest fanem Dody, farbuje włosy, maluje oczy i ma taki pedalski głos, że ziemia jęczy.") A bohaterki "Galerianek"? Pisałem już na ten temat, więc nie będę się powtarzał. Faktem jest, że ulice "zaludniają" puste, wymalowane laleczki emanujące albo śmiesznym witalizmem, albo stylizowaną dekadencją i pragnieniem śmierci. Jaki cyrk, takie małpy! Wiem, jak to zabrzmi, ale muszę to napisać w takim kształcie - za moich czasów jeszcze się nie pozwalało na wszystko jak dzisiaj. Może na moim poglądzie zaważyła specyfika szkół, dom których uczęszczałem (podstawówka 7-klasowa, czy 5-letnie technikum). W szkołach tych postrach siał Dyrektor i poszczególni nauczyciele. Człowiek obrywał piórnikiem po łapach lub wielkim cyrklem. A spróbował byś się poskarżyć w domu...? Wspominam to dziś z wielką czułością przywołując ich nazwiska, które do dziś pamiętam. Czuwali Oni nad naszym dochodzeniem w dorosłość. Krążyli po korytarzach, jak ruski czołg pancerny i wyłapywali wszelkie odstępstwa od regulaminu. Jak trzeba było - lali po łapach drewnianym piórnikiem, listwą lub czymkolwiek i nikt z nas nie miał z tego tytułu pretensji. Dziś uderzyć nie wolno, bo to dopiero zbrodnia...! Gruntownie lustrowali damskie twarze w poszukiwaniu jakiegokolwiek śladu makijażu. Emocji było co nie miara, a dziś - panienki chodzą ubrane do Gimnazjum jak do burdelu (rewia mody), bo gdyby weszły do szkoły moich czasów, pewnie pomyślały by, że trafiły do klasztoru cnotek - niewydymek... Nauczyciela taksowali wzrokiem ubiór i zakazywali noszenia garderoby zbyt fikuśnej, przeźroczystej i wyzywającej. Na dywaniku w gabinecie Dyrektora był większy ruch niż w centrum Rzymu w godzinach szczytu. Szkoły, a szczególnie Licea, były nasiąknięte konserwatyzmem mimo komunistycznych czasów. Spływał on po ścianach, unosił się w powietrzu, wrzynał się w ciało i umysł szaraczków. Na porządku dziennym były zespoły wychowawcze, zdarzały się zawieszenia w prawach ucznia, surowo tępiono palenie i picie, zresztą były to jakieś odosobnione przypadki...Trzymano nas ostro za pysk! I na prawdę nie wiem, jakimi słowami mam wyrazić swoją wdzięczność moim nauczycielom i przełożonym. cały aparat pedagogiczny stał na straży naszego profilowania moralnego. I choć nauczyciele stosowali niejednokrotnie represyjne metody, to najlepsze, co mogło mi się w życiu trafić....Nie zamierzam bronić praw młodzieży do wolności. Wychowanie zbyt pobłażliwe, bezstresowe, przyodziane w szumne hasła demokratyzacji i liberalizacji - już dawno wymknęło się z pod kontroli. Współcześni 15-16-17-latki z chocholim uśmiechem na bezczelnych twarzach, terroryzują dorosłych, przekonani o swojej bezkarności. Uzurpują sobie wszystkie możliwe prawa, zamykając (umalowane) oczy do normy, reguły, obowiązki - to jest dla wapniaków. Dzisiaj życie, to jedna wielka zabawa - nie ma śmierci, są papierosy, szampan, piwo i wóda, które leją się ciurkiem, gra zwariowana muzyka, wokół feeria świateł i barw...
Boję się o mojego wnuka, bo to mały, domowy terrorysta...

                                                              P  a  p  k  i  n
      

wtorek, 10 kwietnia 2018

List do tragicznie zmarłego Prezydenta RP, prof. Lecha Kaczyńskiego, zamieszczonego w moim pamiętniku w dniu 17 kwietnia 2010 roku.

Szanowny Panie Prezydencie.
Uprzejmie donoszę, że wiosnę mamy pogodną i ciepłą. Czasem pokropi lekki deszczyk, ale to dobre dla przyrody, bo zieleń coraz śmielsza i coraz bardziej widoczna...Minął już pierwszy szok po tym, co stało się pod Smoleńskiem, ale ludzie jacyś zamyśleni, zapłakani, spokojniejsi jakby....Przed Pana pałacem tłumy ludzi płyną nieprzerwanym strumieniem. Przyjeżdżają do Warszawy częstokroć z daleka, aby pokłonić się przed pana trumną. Śpieszę donieść, że byłby Pan Panie Prezydencie zdziwiony ogromem dobrych i serdecznych słów na Pana temat i Pani Marii. Wobec tej bezprzykładnej tragedii, wielu Pana najzacieklejszych przeciwników lub nawet wrogów bije się w piersi żałując tego, co powiedzieli o Panu wcześniej. Zna Pan Polaków dobrze i wie Pan doskonale, ze wobec narodowej tragedii potrafią się zjednoczyć i złagodzić wcześniejsze animozje. Nie wiem, jak długo będzie to trwało, ale potrafił Pan sprawić, ze ludzie stali się odrobinę lepsi dla siebie, trochę bardziej wstrzemięźliwi w swoich wypowiedziach...Szkoda Panie Prezydencie, ze dopiero po Pana tragicznej śmierci, społeczeństwo dowiaduje się więcej o Pana życiu prywatnym i społecznym....Pragnę również donieść Panu Prezydentowi, że głowy wielu państw wspominają Pana, jako człowieka mądrego, ciepłego, dowcipnego. Wszyscy podkreślają Pana głęboki patriotyzm i wiedzę historyczną - może Pan Panie Prezydencie odetchnąć z ulgą...Prawda o zbrodni katyńskiej została szeroko upubliczniona na całym świecie - to ogromna, niestety zasługa tej bezprzykładnej tragedii. W wielu państwach ogłoszono żałobę narodową, ale jednego zrozumieć nie potrafię - dlaczego na Pana Pogrzeb przybył tylko jeden Prezydent państwa, który okrężnymi trasami doleciał i wylądował w Krakowie. Był nim Prezydent Gruzji - reszcie przeszkodził jakiś pył wulkaniczny....Ale my Polacy jesteśmy tu na miejscu przy Panu - to dowód Pana klasy i szacunku jakim Pana obdarza Polska. Jednak w Internecie i nie tylko pojawiają się zdania, które by Pana nie ucieszyły. Jest w tym kraju grupa ludzi pozbawiona jakichkolwiek skrupułów i choćby najmniejszych oznak kultury. Oni nie potrafią się identyfikować ze swoim krajem i uszanować majestatu śmierci. Wierzę w to, że ich śmierć nie przywiedzie na ich grób najmniejszej liczby żałobników - nie zasługują na to. To ludzie bez wyrazu, którzy nie mają szacunku nawet dla siebie...Chcę również poinformować Pana, że na czas żałoby zmieniła się muzyka prezentowana w radiach - dużo dobrych ballad rockowych i klasycznej, szlachetnej odmiany popu. Na koniec mojego listu do Pana Panie Prezydencie, pragnę dla Pana i Pani Prezydentowej przekazać głębokie wyrazy szacunku od tych, dla których losy tego państwa nie są obojętne. Myślę, że Pan - wybitny historyk, spotkał już tam w Niebie tych, których życiorysy i dokonania były inspiracją dla Pana w pracy i w życiu. Nie byłem w stanie być na Pana i Pana małżonki pogrzebie. Ale wybieram się na Wawel w najbliższym czasie i będę przy każdej okazji Pana odwiedzał tak, jak to czynię przyjeżdżając bądź co bądź do swojego rodzinnego miasta...
Z wyrazami szacunku.

                                                                          ..................
          

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

            Sobota...10 kwietnia 2010 roku...

Tragedia bez precedensu - sobota - czarny dzień dla Polski... Prezydent RP, prof. Lech Kaczyński, Jego małżonka - Maria
i najwyższe osoby w państwie nie żyją. Rządowy samolot lecący na uroczystości 70-rocznicy zbrodni katyńskiej, rozbił się przed lotniskiem w Smoleńsku, około 20 kilometrów od Katynia....Aż trudno uwierzyć - Polski Prezydent, prof. Lech Kaczyński z małżonką, ostatni Prezydent RP na uchodźstwie - strażnik ciągłości Państwa Polskiego, elity armii polskiej, urzędnicy państwowi najwyższej rangi, biskup polowy WP, znaczący posłowie....Dlaczego...? Czyżby spóźniony "załącznik" do Katynia...? Mieli celebrować pamięć ofiar polskiej elity, którą wymordowano 70 lat temu...Przez całe pokolenia nie wolno było tego oficjalnie czynić . Przez dziesiątki lat kłamano lub próbowano zatopić w niepamięci  tych, którzy w katyńskim lesie zginęli, bo byli Polakami. Teraz można, ale tego pamiętnego dnia widzieliśmy bratanie się polskiego premiera z wywodzącym się z NKWD prezydentem Rosji - Putinem, w dniu tej potwornej "katastrofy." Niezbadane są wyroki Boskie, dziwne są i trudne do zrozumienia. A może Prezydent Polski w ten sposób właśnie  - swoją śmiercią najgłośniej wykrzyczał prawdę o Katyniu? Wszak nie tylko Sowieci i ich nadwiślańskie pachołki przez 50 lat kłamały i próbowały wymusić milczenie w tej kwestii? Żyrowali monstrualne kłamstwo o tej koszmarnej zbrodni masowej oraz bronili dostępu do prawdy o niej. I może właśnie dlatego ta tragedia, którą mam nadzieję wyjaśni raport Komisji Smoleńskiej - będzie zbiorowym krzykiem prawdy również o Katyniu....? Dziś po ośmiu latach od tej tragedii wiemy więcej. Przez lata próbowano zagłuszyć pamięć, obelżywie kłamiąc, zakłócając oficjalne uroczystości smoleńskie przez oszołomów i wrogów Polski, wyzywać Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, mnożyć teorie, które miały zadać kłam ich narracji.  Dziś - mam nadzieję, dowiemy się całej prawdy - tego spisku i wypowiedzeniu Polsce wojny. A wątpliwości jest znacznie więcej. Sprawcy i współsprawcy, kryją się dziś za europejskimi urzędami. Zamach wykonany precyzyjnie przy pomocy polskich elit...
Prawdę mając na ustach, a kłamstwo w kieszeni,
będąc zgodni ze stadem, z rozumem w konflikcie,
dzisiaj lekko pobledli i trochę strapieni,
jeśli chcecie coś zrobić, to przynajmniej milczcie...!
Nie trzeba nam łez Waszych, komplementów spóźnionych,
Waszej czarnej powagi - szkoda słów, nie ma co,
dzisiaj chcemy zapomnieć wszystkie Wasze androny,
Wasze żarty i kpiny, wylewane jady.
Bo pamięta poeta, zapamięta też naród
Wasze jady sączone bez ustanku, dzień w dzień,
bez szacunku dla funkcji, dla symbolu sztandaru - 
karlejecie pętaki - 
rośnie zaś Jego cień. (....)

Na kolana łajdaki, sypać popiół na głowę,
Jego wielkość doceni 
lud w mądrości zbiorowej,
dziś możecie Go uczcić tylko wstydu minutą,
niczym więcej i...wieczną pokutą...!
(fragment utworu "Zjadliwym mediom" z kwietnia 2010 roku (nie znam autora).

                                                              P  a  p  k  i  n
        

piątek, 6 kwietnia 2018

           (Chyba) zapomniana przysięga...

"Przyjmując ze czcią i głęboką wdzięcznością nadany mi stopień lekarza i pojmując cała wagę związanych z nim obowiązków, przyrzekam i ślubuję, ze w ciągu całego życia będę spełniał wszystkie prawem nałożone obowiązki, strzegł godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamię, mając na celu wyłącznie ich dobro, że nie nadużyję ich zaufania i że zachowam w tajemnicy to wszystko, o czym się dowiem w związku z wykonywaniem zawodu. Przyrzekam i ślubuję, że do kolegów lekarzy będę się zawsze odnosił z koleżeńska życzliwością jednak bezstronnie, mając dobro chorych mi powierzonych przede wszystkim na względzie. Przyrzekam i ślubuję wreszcie, że będę się stale doskonalił w naukach lekarskich i że ze wszystkich sił starał przyczynić do ich rozkwitu i że podam zawsze bez zwłoki do wiadomości świata naukowego wszystko to, co udało mi się wynaleźć lub udoskonalić..."
Piszę dziś o rym w kontekście tego, co spotkało mnie w ostatnich dniach. Już w Niedzielę Palmową wieczorem poczułem się źle na tyle, że z niewiadomych powodów zaczęła wzrastać  temperatura, a ból gardła dawał się we znaki...W poniedziałkowy poranek (godzina 8:00) udałem się do swojego lekarza rodzinnego. Oczywiście - nie pierwszy to raz odesłany zostałem z kwitkiem, a znając mnie personel przychodni (lekarz prowadzi prywatną praktykę) wie, że Papkin "nachodzi" pana doktora tylko wtedy, gdy jest to rzeczywiście konieczne, czyli raz do roku. Podobnie było to we wspomniany poniedziałek 26 marca br. Wchodzącemu do przychodni pacjentowi, rzuca się w oczy duży plakat o treści: "Popieram strajk Lekarzy Rezydentów..." Jak widać, pan doktor popiera tych, którzy ledwo opuścili Uczelnie Medyczne, nie nauczyli się do końca zawodu (tu trzeba mieć choćby kilkuletni staż pracy w zawodzie), ale już strajkują i żądają podwyżek płac.... Puk, puk - wchodzę i mówię, co mnie sprowadza, jakie mam objawy i dolegliwości. Pan doktor posłuchał, postukał i...zapisał: "Silny kaszel, ból gardła, ból głowy, ból mięśni, katar...Nad polami płucnymi szmer pęcherzykowy obustronnie prawidłowy, HR 80 miarowa, tony czyste, gardło zaczerwienione, migdałki niepowiększone, bez nalotu, temperatura 39,9 st. Zalecenia: Proszę wykupić witaminę "C"  oraz tabletki do ssania na gardło (kupiłem Strepsils - w sumie wziąłem 5 tabletek bo nie było sensy brać więcej - nic nie pomagało). Przez cały ten czas, aż do 3 kwietnia walczyłem z temperaturą zużywając 2,5 opakowania Apapu i Ibupronu, w sumie około 25 tabletek tego świństwa. Dopiero dziś mój żołądek powoli zaczyna w miarę funkcjonować, choć zastanawiam się nad stanem swojej wątroby (?)...Dziś byłem "podziękować" panu doktorowi i..."uderzyłem" z grubej rury. "Dziękuję panu za niezwykłą troskę i leczenie witaminą "C." Jeśli tak ma wyglądać dbałość o pacjenta, to tylko pogratulować. Wspiera pan nierobów w postaci Rezydentów, o czym świadczy plakat poparcia w centralnym punkcie reprezentacyjnego miejsca na ścianie, a jest pan taki sam w swojej idiotycznej praktyce...." Wychodząc - zerwałem wspomniany plakat mówiąc, że nadaje się pan wyłącznie do łopaty, a nie do leczenia ludzi. Rozważam zmianę lekarza rodzinnego, bo ten ma u mnie grubą krechę...
"Przyjmując ze czcią i głęboką godnością nadany mi stopień lekarza i pojmując całą uwagę związanych z nimi obowiązków przyrzekam i ślubuję. że w ciągu całego życia będę spełniał wszystkie prawem nałożone obowiązki (...) będę pomagał cierpiącym zwracającym się do mnie o pomoc, mając na celu wyłącznie ich dobro...?"
Piękne słowa...Cóż z tego, skoro tak bezmyślnie wypowiadane...
Oczywiście -  notkę skróciłem, bo nie chciałem rozpisywać się podając więcej szczegółów, choć może byłoby to warte. Zaoszczędzę tym samym sobie i innym zgryzoty.
Zdrowia życzę chroniąc się od takich konowałów. 
pozdrawiam.

                                                             P  a  p  k  i  n

wtorek, 3 kwietnia 2018

Po świątecznym "obżarstwie," jakie zapewne nie jeden z nas zafundował sobie - czas na pewną refleksję zwłaszcza, że zainspirowała mnie pewna reklama. Osobiście reklamom nie jestem skłonny wierzyć, bo to zdrowsze i nie powoduje wrzodów na żołądku. A przy okazji naszło mnie na inszy język, ot tak dla odmiany...

                      "Czyszczenie...zębów..."

Jeno nie tak dalsze, jak wczoraj widział ja w telewizyji reklamę, coby jegomość prezentował pastę do zębów inszą co ja stosuję, coby miała wszyćkie zalety, których insze nie posiadają. Ano...jakom myślił, żem się z tematu zębów wreszcie wczorajszą reklamą wywinął, tom właśnie poznał moc sklerosis pospolitej, dla której przyczyny żem był ze szczętem przypomniał o dawnych sposobów zębów czyszczenia. Jako, że nie wspomniał żem  o tym w historyji o naszym rodzie - bądź co bądź zacnej...Takoj o wszyćkich pierdołach nie sposób pisać, bo po cóż, skoro wszyćkim wiadomo o takowych, czy inszych sposobach higieniji gęby... Otóż najdawniejszy ślad tego w Sumerze mamy, jakie trzy tysiące lat przed Chrystusem, że wykałaczek używano. Podobnie i w Rzymie czyniono, a nawet takoż powszechny był to obyczaj, że Rzymianie swoiste "zestawy kieszonkowe" nosząc, o których nam zapewne jeszcze rozprawiać przyjdzie, w nich za nader ważne własnie wykałaczki mieli. Alić za rzymskich czasów jeszcze i co inszego wykoncypowano. Owóż właśnie Rzymianie umyślili zęby czyścić proszkiem ku temu sporządzanym i czymś, co by włosie miało - wypisz, wymaluj nasze szczoteczki przypominać by mogło. Na to jednak przyszłoż czekać przeszło tysiąc lat i takoż nie u nas to wydumano, jeno chińczyków koncepcik...Rzymianom jeszcze i tę krzywdę prawdziwie trzebaż uczynić - zasług część z onego proszku do zębów czyszczenia odbierając, a to dla tej przyczyny, że czyniono go z takowych materiałów, które jako szmergiel trąc, czyściły najrychlej...To, że za tą przyczyną i szkliwo z zębów ścierano biedacy nie wiedzieli...Takoż i ja pamiętam będąc mały brzdąc, jakoby taki proszek był w użyciu kiejdyś był ja małym budrysem. Próbował ja tegoż specyjału, który miętą juchcił i w jęzor paliło cyjankiem jakowym, jeśli nie inszą trucizną. Aliści takoj dzisiok mamy różne pasty, te gorsze i lepsze zapowiadane w reklamach, które i takoż gówno są warte, bo obciachowane w telewizyji...A ja kupuję takowe, jakie mnie odpowiadają i nikt niczego podduchać mi nie musi. Jestem znawcą takowoż produktów, które mi najodpowiedniejsze są i takowe wybieram dla moich starych i zdartych czasem kłów...Bywajcie w zdrowiu i nie wierzcie reklamom...
Zawsze Wasz....

                                       P  a  p  k  i  n