Szukaj na tym blogu

wtorek, 30 czerwca 2020

                      L  u  ź  n  y   t  y  d  z  i  e  ń...

Przysiądź się do mnie i do mojego 'kółeczka." Opowiedz coś o sobie, o swoich spostrzeżeniach, smutku lub radości, spojrzeniach na otaczające się wokół Ciebie wydarzeniach. Powiedz, jak masz na imię i kim jesteś, abym i ja dowiedział się, kto odwiedza mojego bloga, a zarazem ten mój "pokój zwierzeń." Dlaczego pytam? Pytam dlatego, że wielu mnie czyta - pokazuje to licznik, ale namacalnych "odwiedzin" jest znacznie mniej...Jeśli Cię znam, to dobrze, jeśli nie - przepraszam, nic tu bowiem nie jest obowiązujące. Powiedz cokolwiek chcesz powiedzieć, odnieść się do treści danego zagadnienia, które w danej chwili prezentuję. Będzie to forma poznania Ciebie  jakby na nowo. Zapraszam i pozdrawiam życząc udanego tygodnia.

                                               P   a   p   k   i   n

piątek, 26 czerwca 2020


...I wszyscy doczekaliśmy się końca roku szkolnego. Wybierającym się na zasłużony wypoczynek życzę, aby zaplanowane wojaże były udane przy znakomitej pogodzie. A wszystkim bez wyjątku udanego i pomyślnego weekendu.
Pozdrawiam.
                                         P   a   p   k   i   n

poniedziałek, 22 czerwca 2020

                      Widok po wyjściu z lasu...

                               (refleksja skromnej wyprawy)
Bywają w świecie miejsca tajemnicze, trudno dostępne...Skupiska zaczarowanych drzew o dziwnych kształtach - karłowate, pokręcone zagajniki, głębokie jary i gęste lasy, gdzie czuje się obecność czegoś metafizycznego, zgrozy, którą przeżyłem, czegoś, czego nie potrafi się zamknąć prostym zdaniem. Bo nawet, jeśli zna się odpowiednie słowo, to nie wypowiada się go na głos, tylko przemierza to tajemnicze miejsce w ciszy, napawając się niezwykłością tego miejsca...Rozproszona mgła przedziera się przez zwarte korony drzew, aby po chwili ustąpić miejsca przebłyskom słońca, które i tak znikają pod chmurami...Na soczyście zielonych młodych sosnowych pędach błyszczą srebrzyste resztki rosy i wyglądają, jak cenne diamenty mieniące się paletą jaskrawych barw...
I ten widok, który zakłócił ciszę tego miejsca...Szkoda też, że do domu daleko i chyba już nie ten czas (zbyt późno) - wzięło by się tego specyfiku (wspominam młode sosnowe pędy), z których powstał by idealny kordiał leku na zimowe dolegliwości gastryczne...Przemyć zaspaną poranną twarz, strzepać z rzęs błyszczące krople i poczuć się choć raz w życiu, jak leśny krasnoludek...Odrzucić ciężkie obuwie, które przyczepione do nóg, niosą mnie po tych "nieprzyjaznych" leśnych miejscach, biec bez obawy, że sosnowe igły boleśnie poranią skórę, że rozrzucone bezwładnie szyszki wbijać się będą w stopy...Albo, że może jakiś wąż przyczai się na mojej 
drodze lub jakieś inne licho stanie tuż obok mnie...(?) Zrywać kunsztownie plecione pajęczyny, nie martwiąc się, że lepić się mogą do twarzy, do włosów, iść tylko przed siebie - biec na spotkanie z bieszczadzkimi Aniołami, bo po tym lesie co rano bezszelestnie spacerują zastępy Aniołów...
Bo kiedy wydaje Ci się, że już widzisz koniec jednego ze skrzydeł, kiedy biegniesz co tchu w nadziei, że uda Ci się wyrwać jedno z piór tak zwyczajnie, by mieć choć jeden w życiu talizman, to nagle wzdrygasz się stojąc pośrodku starego, zagubionego w głębokim lesie cmentarza...Tutaj zastępy Aniołów pochylają się nad zarośniętymi kurhanami, skrzydłami omiatają nadmiar igliwia, szyszek, usuwają opadłe gałęzie...a Tobie nie pozostaje nic innego, tylko pokornie uklęknąć i szeptem odmówić modlitwę "Wieczne odpoczywanie..."
Gdy już wyjdziesz z tego lasu, Twoim oczom ukaże się taki
oto widok. Ale żeby go zobaczyć, musisz ponieść trudy walki z samym sobą, niekoniecznie z przyrodą. Ale na to pytanie sam musisz sobie odpowiedzieć...Znam taki cmentarz, takie leśne ostępy, po których Aniołowie spacerują każdego rana...Cisza, a wokół tylko ściana lasu. Czasem wiatr zawodzi w koronach drzew. I tylko pamięć ożywia mogiły modlitwa i zapalony znicz...
P   o   z   d   r   a   w   i   a   m.
                                                                          P  a  p  k  i  n




sobota, 20 czerwca 2020

                               W  r  ó  c  i  ł  e  m ....

Komu by się chciało...? Znam ludzi, podobnych "wariatów" jakim sam jestem. Ale znam też takich, co to tylko wypominać potrafią, psioczyć, odradzać i licho wie co jeszcze. Czy mają rację? Otóż nie...! Bo "babranie" się w błocie, trudności w przejściu nawet kilka kroków lub nie możność przejścia szlakiem, który chwilę temu był udrożniony...Mimo wszystko tym wszystkim sceptykom życzę wytrwałości i przełamania swoich słabości. Żyje się raz, jak mówi piosenka i trzeba je pchać do przodu nie oglądając się za siebie,nawet po tym błocie na szlaku. 
Cofnięcie się do tyłu, to dopiero "klęska...." Krótka refleksja następnym razem. A dziś miłego weekendu życzę i dobrego przeżywania dzisiejszego dnia, ostatniego wiosennego, bo lato przyjdzie dziś o godzinie 23:43. I nie martwcie się deszczem i grzmotem, to naturalne zjawisko, choć niekoniecznie bezpieczne. Bywajcie...!
Pozdrawiam
                                                                    P  a  p  k  i  n

sobota, 13 czerwca 2020

                                 W drogę czas...

Nadeszło lato - można zaryzykować to stwierdzenie...Burzowe i deszczowe dni, nawałnice - może wreszcie mamy za sobą? Temperatury letnie, choć "niebezpieczne" z powodu wzmiankowanych zjawisk, które mogą nas spotkać gdzieś na odludziu. Ryzykujemy, bo tylko to nam pozostaje...Nie wspomniałem w ostatnim czasie o tym, kiedy na chwilę zboczyłem na zarośniętą ścieżkę, którą
często przemierzałem - to normalka w świecie przyrody. Ale jest też "nowość. Na innej "ścieżce, a raczej dróżce, po której mógłby już przemieścić się wóz drabiniasty, stanęła tablica z napisem: "Uwaga niedźwiedzie>" Przyznam, że ciekawe, choć żadne zaskoczenie. Czyżby misie opanowały tereny, które do tej pory były domeną człowieka? Zawsze mam na uwadze ewentualne spotkanie, choć nie chciał bym tego - po prostu już nie żyję...(?) I wcale nie ukrywam, że boję się tego! Ale wystarczy taką tablicę zostawić gdzieś w tyle za sobą i iść dalej do celu lub bez celu, bo i tak się też zdarza...
Póki co, mam "wylądować" w Komańczy, a co dalej - zobaczy się. Pozdrawiam i życzę udanego tygodnia.
                                                  P  a  p  k  i  n                                                                          

wtorek, 9 czerwca 2020

                               N  a  w  a ł  n  i  c  a ....

8 kwietnia 2014 roku napisałem: "Mrówki słyszałem dziś, jak przyłożyłem ucho do zeschłej trawy, bo z tej perspektywy patrzyłem na kwiaty..." Podobnie wyglądało to teraz - patrzyłem (tylko chwilę) na żółte kwiaty nie przykładając ucha do trawy. Nie było czasu, bo jakiś instynkt pchał mnie do przodu...Niby wiosna, ale bliżej lata, a tu nadal chłodno, mokro i burzowo...Nie zazdroszczę tym, 
co "błądzą" dziś po szlakach, zapewne błotnistych, a w wielu przypadkach bez szansy przejścia, trudnych z powodu pogody. Bo ta nie wybiera...A mnie się udało wejść, ale tylko kilka kroków, tak z brzegu pod małe sosenki, w tą trawę falującą jak ocean...i tyle było przygody. Potem było już tylko gorzej...Jakie to "szczęście," że zaplanowałem wyłącznie rekonesans. Czy było to jakieś przeczucie, intuicja, która coś tam podpowiadała...Wyjście w góry w taka pogodę, to nie tylko głupota, ale jak powiedziałem - może nic czegoś takiego nie zapowiadało...? Wyjazd z Soliny był trudnością - szpaler samochodów ciągnął się do krzyżówki w Bóbrce. Co niektórzy wykorzystali znajomość terenu i skierowali się przez Łobozew, Ustianową do Ustrzyk Dolnych. Nawałnica z deszczem i gradem szybko zamieniły drogę w rwący potok...Dziś już po wszystkim, ale zapowiadane są dalsze opady, nawet z trąbą powietrzną - nie zazdroszczę podróżnikom...
Pozostają wyłącznie zdjęcia i uzbrojenie się w cierpliwość. Teraz tylko czekać na stabilizację pogodową i...w drogę!
Dobrego tygodnia życzę. Pozdrawiam.
                                                                            P  a  p  k  i  n

piątek, 5 czerwca 2020

                                     Kolejki czar...

Wyjeżdżam na rekonesans, tak dla przyjemności. Pokonam dużą pętlę od Zagórza przez Huzele, Baligród, Cisną, Wetlinę, Ustrzyki Górne i Dolne, Lesko, Zagórz. Wycieczka po zimowej przerwie. Udanego weekendu życzę, pozdrawiam.

P  a  p  k  i  n

wtorek, 2 czerwca 2020

           Włóczęga, czyli klamka zapadła...

Te Bieszczady przenikam wzrokiem, myślą i czynem, przemierzam krokiem powolnym lecz stanowczym. I tak do przodu, bez oglądania się za siebie nawet wtedy, gdy za plecami liść zaszeleści czy inne licho, które "straszy," a nawet bawi...W taki to sposób trafiam na zarośnięty stary zapomniany cmentarz, na którym są, albo nie ma wypisanych tablic. Najbardziej przejmujący finał takich "odwiedzin" jest myśl o tych, których skrywają mogiły - zapomniani świadkowie dawnych czasów. Wyjmuję wtedy z woreczka kamyczki, które kładę na mogiłach, z niektórych wyrywam zielsko zostawiając paprocie - to one upiększają wszystko co wokół. Te kamyczki, to dowód pamięci od tego, co często przez przypadek nachodzi takie miejsca, z którego trudno się oddalić bez zadumy. Cerekwisko w Balnicy, do którego w tym roku się udam...
Włóczęga pośród olch, ciernistych krzaków, które kłują ręce, to kolce dzikich krzewów - strażników takich nekropoli. Gdzieś w pobliżu musiała być wioska, jakieś domostwa, tu żyli niegdyś ludzie. Można się natknąć na pozostałości fundamentów, zbutwiałych bali ścian domostw...i te dzikie sady. Można się posilić wyjątkowo słodką czereśnią. Ale to też niebezpieczne miejsca, gdzie pod nogami prócz żmij, czają się zarośnięte studnie, ziemianki i inne niebezpieczne miejsca. Cmentarze, które rzewnie wspominam, też "zwiedzać" trzeba ostrożnie. Zdarzyło mi się kiedyś wpaść do dołka zapadniętej mogiły...I to mówienie do siebie, to coś naturalnego w miejscach tak odosobnionych. Przynajmniej z tą myślą i cichymi słowami wypowiadającymi w duchu, człowiek nie czuje się sam. Ale jedno jest pewne - obcuję z duchami tych ludzi, którzy tu spoczywają. Czuję je, choć nie widzę, ale czasem...mam wrażenie, że jednak są widoczne. "Strach" ma wielkie oczy, jak sobie zrobię problem, bo tak czasem bywa. Tu ze wszystkim jest się samemu i trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność. Może sam pcham się w "kłopoty," które zresztą bardzo lubię, jest to zabawne (czasem), ale też głupie...Siadam na pieńku, czy na kępie trawy, którą wcześniej dobrze spenetruję (fizycznie), rozmyślam i mam pełną głowę myśli, a także brak odpowiedzi na pewne pytania, które sobie zadaję. Specjalnie o odpowiedzi nie dbam - nie jestem tu, aby rozwiązywać zagadki. Ale odchodzę z "bólem głowy," bo nic mądrego tu nie wymyślę. Zostawiam tą głuchą ciszę do następnego razu jeśli znowu tu trafią. Ba takie miejsca są najwspanialszą 
przygodą w moich wędrówkach...I to jest takim miejscem, o którym wspominam teraz i kiedyś opisałem na tym blogu. Wystarczy się nieco cofnąć...Przedzierając się dzikim ostępem (nie szlakiem) pośród lasów, w paśmie granicznym gdzieś pod Balnicą... 
Tak więc sprawa się "rypła" - decyzja zapadła. Ty także rzuć wszystko i jedź w Bieszczady.
Pozdrawiam.
                                                      P  a  p  k  i  n