Szukaj na tym blogu

piątek, 28 sierpnia 2020

Kończą się wakacje, to ostatnie już cztery dni. Kto może niech korzysta z dobrodziejstwa słońca i letniej kanikuły. Wszystkim już tradycyjnie życzę udanego weekendu, dobrego samopoczucia i...zdrowia przede wszystkim. Pozdrawiam.

                                 P   a   p   k   i  n

czwartek, 27 sierpnia 2020

                                (Wielki) mały powrót... 

Noc pełna jest poruszających się światełek...Wszystko co żyje, budzi się o zmroku - gwiazdy na niebie, cykady, chrabąszcze i inne świecące stworzenie. Wszedłem w ten świat wolny od wszelkich naleciałości ludzkich intryg, w świat spokoju, uniesienia. Każda z tych gwiazd na niebie ma swojego Archanioła i tak jak każdy człowiek mający swojego Anioła - tu w Bieszczadach podobno zielonego...(?) Ziemia natomiast Cherubina...Myślę jednak, że nie jestem godnym takich możnych panów. Dzisiejszej nocy, tej ostatniej na tym pustkowiu jestem tutaj, aby raz jeszcze podziwiać rozgwieżdżone niebo, bo z nastaniem świtu zejdę w dolinę i udam się do zatłoczonego miasta, aby przezimować...Wędrowałem od gwiazdy do gwiazdy, aby "wyżebrać" u nich odrobinę ich radości, a jedną z nich zdjąłem z nieboskłonu i zabieram ze sobą, aby porą zimową płonęła w moim domu i oświetlała mroki nocy zimowej...Kiedy wiele lat temu próbowałem stać się bieszczadnikiem (o dziwo, nawet mi się udawało) - zrezygnowałem z przyczyn niezależnych ode mnie - zapisałem w swoim pamiętniku słowa, które do dziś pozostają aktualne: "Mój przyjacielu, który mieszkasz o dwa dni drogi stąd, każdego ranka stań pewnie na nogach i poczuj jak ziemia daje energię i siłę..." Bo ja do dziś wstaję co rano pewnie na nogi. Gdyby było inaczej, to bym się chyba przewrócił i zamiast energii, jedynie co bym czuł, to chłód podłogi i myśl w głowie - "ja chcę jeszcze spać...!" Wielce szanowny Papkinie - nie rozumiem, dlaczego tak się "użalasz" nad sobą? I co z tego, że jesteś dziś zmęczony (to naturalne), bo "pracowałeś" przez dzień cały przemierzając całe kilometry po tej pięknej bieszczadzkiej kniei, od wczesnego świtu do teraz - do tej gwieździstej nocy i to nie w byle jakim otoczeniu? Kińczyk Bukowski, ten niby nieosiągalny, a jednak...! A pod moją czaszką przesuwają się szeregi małych literek, które tworzą ten wpis.
Jedna za drugą, jak legiony natarczywych owadów szeleszczących niemal dosłownie, tworzą zdania banalne, nonsensowne, połączone kładkami myślników i odgrodzone wykrzyknikami. A potem i te literki zapewne znikną - pozostaną tylko owady: mrówki, koniki polne i pchły skaczące z rządka na rządek...I tak powoli, po cichu nadejdzie łagodny chaos snu. Kontury się zamarzą, z mrówek pozostaną motyle, migotliwe ptaszki i nocne ćmy...Tak zapewne usnę nad tym pisaniem, już nie przy kaganku lecz przy słabo świecącej się latarki...I ta ciemna włochata ćma kołująca wokół błędnego światełka. Puchacz już mnie nie obudzi i sam będę czuwał, aby nie nie zaspać...(?) w taki to sposób dotrwam świtu. A jutro zejdę w dolinę i powolnym krokiem wrócę...! Czy uda mi się ponownie zaaklimatyzować? 
Moje serce zostało w Bieszczadach,
w leśnych duktach, na połoninie,
gdzie wiatr halny śpiewa melodię
i gdzie strumień wartko płynie.
Moje serce zostało w Bieszczadach,
w leśnej ciszy i gwarnej Solinie,
w śpiewie ptaka co echem niesie,
gdzie nie liczą się godziny.
W kniei głuchej, w puszczy bukowej,
na bezdrożu w ciszy zamkniętej,
w blasku słońca z potokiem rozmawiam - 
serce moje w Bieszczadach zostawiam...
                               (Papkin, maj 2012 r)

Pozdrawiam życząc spokoju i dobrego samopoczucia.

                                                               P  a  p  k  i  n   
                      

czwartek, 20 sierpnia 2020

                                 Rozstajne drogi...

Włóczykij Papkin obudził się wczesnym świtem - może niepotrzebnie, swój tobołek miał spakowany już z wieczora i praktycznie gotowy był do wyjścia...Nie mniej, sama myśl, że jest zmuszony opuścić swoje miejsce, nie pozwalała mu spać spokojnie. Toteż dzisiejsze wczesne wstanie było wybawieniem po nie przespanej nocy...Otworzył szeroko drzwi i spokojnym wzrokiem objął drogę przechodzącą obok domu prowadzącą w głąb lasu - drogę, którą tyle razy przemierzał, a dziś zapewne postawi tu ostatni krok. Uda się zapewne poza linię lasu, gdzieś za horyzont, który wyłoni się przed oczyma, które poprowadzą go przed siebie...Teraz stanął na progu bezradny, obojętny, choć wyraźnie spokojny - świt bowiem uspokoił nocny niepokój. Schylił się i sięgnął po tobołek leżący tuż przy progu, przerzucił go przez ramię i zrobiwszy pierwszy krok, znalazł się przed domem. Nie czuł 
jego ciężaru - cała jego zawartość skrywa w sercu, bo to bagaż uczuć gromadzonych przez ostatnie lata. Wszystko skrywa w swoim wnętrzu, bo przyjaźnie są dla Papkina wszystkim co ma, a myślowe "obciążenia" gdzieś się ulotniły. Nie zadaje sobie pytania - "co jest, co spotka za horyzontem, za zakrętem drogi, za ścianą lasu." Pytanie, które często mu towarzyszyło, a dziś, czy ma jakiś sens...?  Jak nigdy spojrzał do tyłu zostawiając otwarte drzwi tak, jakby miał tu wrócić...(?) Na karcie kalendarza zawieszonego na ścianie pozostawił te słowa: "Dziękuję za obecność, za ciepłe słowa, przychylność i cierpliwość. Jeśli słowem lub czynem uraziłem - przepraszam." A teraz - komu w drogę, temu czas - bywajcie!
                                   "O słońce -
                          wyjdę ci naprzeciw.
                       Oświetlaj moją drogę - 
                          mój nowy dzień..." 
Pozdrawiam.
                                              P   a   p   k   i   n   

wtorek, 18 sierpnia 2020

                          Ostatnie dni wakacji...

Zauważam, że mnie nie widać - tak wykazuje statystyka i to mnie niepokoi, choć z góry byłem na to przygotowany. Można zauważyć, że częstotliwość nowych postów jest wiele mniejsza niż wcześniej. Ja także nie czuję się "komfortowo" z ewentualną decyzją "zaniechania" i bycia na blogerze. Sam jestem ciekawy, co będzie już za kilka dni, kiedy nadal nie będę mógł uruchomić nowego, podobno zmodyfikowanego blogera. Na dziś dzień pozostaję w "zawieszeniu i niepewności...Co do wakacji, to nawet cieszy mnie, że niebawem rozpocznie się nauka w szkołach. Może co niektórym młokosom odechce się łażenia w kolorowych pochodach, bo nic nie robienie daje swój upust, wzmaga arogancję i pewność siebie, bo odpowiedzialne czynniki, zbytnio bawią się z tą całą gangreną, która nas toczy. Dzicz i rozwydrzenie ma swoje granice i oby nie trzeba było sięgać do bardziej drastycznych sposobów eliminacji tych zjawisk...Miłego tygodnia życzę, pozdrawiam.

                                                                        P  a  p  k  i  n

piątek, 14 sierpnia 2020

                         Pozostaje (nie) smak....

Na początku tegorocznego sezonu planowałem dwie piesze wędrówki: - szlakiem na pograniczu Beskidu Niskiego i Bieszczad oraz wejście na Kińczyk Bukowski. Pierwszą wyprawę zrealizowałem, do tej drugiej przygotowywałem się długo, a to ze względu na oczekiwanie na zezwolenie BPN-u na poruszanie się po terenie przygranicznym tegoż parku. Niestety - jak mogłem przewidzieć, zgody nie otrzymałem w przeciwieństwie do Oddziału Bieszczadzkiej Straży Granicznej, która stosowne zezwolenie wystawiła mi niemal od ręki. Mógłbym się przesmyknąć bez tego zezwolenia, ale teren jest otwarty i zawsze ktoś by mnie zauważył, trudno też przewidzieć, czy na ścieżce, która służy wyłącznie straży granicznej, nie spotkał bym dygnitarza Parku Narodowego (?) To pogrzebało wszystkie moje wysiłki. Ale co się odwlecze, to nie uciecze...Teraz wykombinuje coś innego. Mamy weekend i świetną pogodę. Cieszmy się, bo to już połowa sierpnia, a jak wiadomo, zbliżamy się ku jesieni. Powodzenia i dobrego wypoczynku życzę. Pozdrawiam.
                                              P   a   p   k   i   n 

wtorek, 11 sierpnia 2020

                                       Czas burzy...

Krótkotrwała tropikalna burza z nisko zawieszonymi chmurami...Czasem człowiek się boi, chociaż nie wiadomo dlaczego. Ale to odruch i respektowanie swojego bezpieczeństwa...Przyjdzie taka i zaraz sobie pójdzie gdzieś przed siebie, a może za siebie...? Z czasem się rozładuje, często gruchnie grzmotem, że aż strach. Tu w Bieszczadach są okropne burze - przeżyłem ich kilka i naprawdę trzeba wiedzieć, co i jak...echem odbijające się po lesie. A echo niesie ten grzmot daleko w góry. Jeśli dopadnie Cię takie "coś," gdzieś pośrodku połoniny, no to bratku masz przechlapane - nie byle jaki kłopot...Ech, jaka to "przygoda" leżeć tak na mokrej trawie płasko, w jakimś zagłębieniu czekając, aż to pieroństwo odejdzie w dal...i od razu nie wstawaj, bo piorun bywa rychliwy...(?) Będzie co opowiadać o strachu, który przykuł Cię do matki ziemi. Wrócisz obdarzony doświadczeniem, a to przyda Ci się na przyszłość. Bo życie uczy i doświadcza, to też ukazuje drogę po której idziesz przed siebie...i tak od początku, aż po sam koniec...Burza - jakie to wspaniałe zjawisko, jakie przeżycie, choć niebezpieczne.
Dużo słońca życzę, pozdrawiam.
                                                                  P  a  p  k  i  n

piątek, 7 sierpnia 2020

                                 Słodkie lenistwo...

Można powiedzieć, że nie ma nic wspanialszego niż słodkie lenistwo...Leniuchuję z dwóch powodów: 1-nie muszę intensywnie myśleć, co napisać, jaka ma być i o czym kolejna notka na blogu. Spowodowane jest to niepewnością, co będzie, kiedy blogspot przeistoczy się w nową wersję, której w żaden sposób nie mogę uruchomić na nowym fajsie, bo dotychczasowa "licencja" właśnie się kończy. 2-bo kawę mogę wypić o każdej porze dnia, nie trzeba wcześniej iść spać, bo dni mimo wszystko są jeszcze długie, choć krótsze (dziś o godzinę i czterdzieści minut). Bo nic mnie nie goni, mam mnóstwo czasu, a po 24 sierpnia wybieram się na dłuższą wędrówkę, bo nie muszę nic robić w kwestii 1-szej, a śniadanie może być o której wyjdzie - obiad natomiast też sam się przypomni w którymś miejscu. To co mogło by mnie "męczyć," poranny komar, który bzykał niemiłosiernie nad moją głową przez całą noc. To jedyny szkopuł , bo chronicznie nie cierpię komarów - mógłbym je bezlitośnie wybić. Ktoś mi kiedyś mówił, że one (komarzyce)-czują mój lęk przed nimi i dlatego mnie gryzą. Próbowałem kiedyś je rozpracować psychologicznie mówiąc sobie, że mam je głęboko w....Niestety - terapia na komary nie działa, kiepsko działają spraye i...zaklęcia. Takie jest życie i nic nie poradzę. Komar też żyjątko, tylko dlaczego akurat mnie muszą atakować...? Skoro weekend, to niech będzie weekendowo z komarami w tle. Dużo słońca życzę (jest upalnie), zdrowia i dobrego samopoczucia.
Pozdrawiam.
                                                            P   a   p   k   i   n
 

środa, 5 sierpnia 2020

                     Czy Papkin musi odejść...?

Jak ten czas pędzi do przodu...To już cztery lata, jak znalazłem się na blogspocie (17 sierpnia 2016 r.), choć ciągle zadawałem sobie pytanie: "jak długo uda mi się utrzymać na tej witrynie...?" Pytanie było i jest konsekwencją poprzedniego bloga na "Netlogu," który potraktował jego uczestników podobnie, jak chce (takie odnoszę wrażenie) to zrobić obecny Administrator...Zawsze, co widać od początku, każdą niemal notkę okraszam zdjęciem, rysunkiem, co być może daje lepszy efekt wizualny dla czytającego, jak też klipy muzyczne, nie mające nic wspólnego z treścią wpisu, ale mogą mieć poczucie dobrej atmosfery, zwłaszcza na czas weekendów. Blog, który prowadzę porusza różnorodność tematów, często spraw osobistych, których nie skrywam i traktuję je jako internetowy pamiętnik...Do dziś odwiedziło mnie 14 845 osób za co bardzo dziękuję, także za komentarze i oceny tak na blogu, jak również poza nim, choćby na poczcie meilowej. Są to myśli z głębi serca płynące, osobiste zwierzenia, opisy itp. Dziękuję także za mnóstwo kondolencji w związku ze zgonem mojego brata. Tutaj też rozważam swoje radości i zmartwienia, obawy będące wynikiem relacji, konfliktów i innych dziejących się obok mnie...Zawsze byłem i jestem tym, kim każdy człowiek chce być i powinien - zwykłą, (nie) zwykłą osobą chodzącą własnymi ścieżkami - jestem po prostu sobą, choć taką granicą pomiędzy szaleństwem (trudne wyprawy w terenie, ryzyko itp), a rozsądkiem, pomiędzy fantazją, a strachem (ja także odczuwam strach), choć podobno się nie boję, między energią i niebytem...Z bólem piszę te słowa, bo jak wspomniałem w poprzednim wpisie - boję się, że mogą to być ostatnie kontakty słowem pisane i nie tylko, bo Administracja blogspotu chce nam zaserwować coś, czego nie chcę akceptować chyba, że ja czegoś nie rozumiem (?) Wypróbowałem nową witrynę i powiem tak: kiepsko to widzę, nie są aktywne klipy i zdjęcia, słowem klapa na całego. To "nowe" psuje wszystko, całą pracę...Gdzieś na początku zamieściłem takie słowa: "Wkraczasz w progi mojego świata...Rozsiądź się wygodnie i posłuchaj słów, które płyną do Ciebie z wnętrza mojego serca. Wsłuchaj się w ciszę, a usłyszysz jego bicie..." Tak było na początku, a co pozostaje mi teraz? Moją frustrację niech zastąpią słowa utworu SDM-u, słowa, które zrozumiałem po latach, a który to utwór powtarzam ponownie: "Może się spotkamy znów po kilku latach, może właśnie tutaj lub na końcu świata..." Bo jeśli nie tutaj, to może ktoś spotka mnie na dzikich ścieżkach bieszczadzkich kniei...Teraz czuję się przygnębiony, a najgorszą jest niemoc...Pożyjemy, zobaczymy, co będzie po 24 sierpnia. 
Spokoju wszystkim życzę, pozdrawiam.

                                                            P   a   p   k   i   n

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

                            Wszyscy moi przyjaciele...

Obawiam się, że może to być jeden z ostatnich wpisów na tym blogu. Obawiałem się takiego obrotu sprawy od momentu, kiedy Administrator zamieścił informację o "modernizacji" tej witryny. Zgodnie z zaleceniami, wypróbowałem ten niby "nowy" trend, jaki chce nam zaserwować już od 14 sierpnia i stwierdziłem, że: - nie ma on nic wspólnego z dotychczasowym, przeciwnie, jest oporny, a co gorsze, nie można odtworzyć choćby klipów muzycznych, czy powiększyć wklejone zdjęcie czy obraz. W swojej informacji, Administracja pisze m.inn: "Prosimy o wyrażanie wszelkich problemów krytycznych..." Pytanie, gdzie znajduje się opcja kontaktu i czy uwzględniane będę wszelkie krytyki? To chowanie głowy w piasek. Kilka lat temu przeżyłem podobną modernizację podobnego portalu o nazwie "Netlog," gdzie przez wygórowane ambicje Administratorów utraciłem cenny materiał, zresztą nie tylko ja, przez co wszyscy utraciliśmy kontakty miedzy sobą. Zastanawiam się, po co to wszystko i czemu ma służyć? Te kilka dni jeszcze wytrzymam na dotychczasowej witrynie. Jeśli blog pozostanie (nie) aktywny, choćby w przedziale wyżej wspomnianym - zrezygnuję z dalszego prowadzenia bloga. Nikt, nawet Administrator nie będzie mi narzucał czegoś, co można porównać do totalnej klapy oprogramowania pod nazwą Westa, a to zdaje się być porównywalne. 
Pozdrawiam.
                                                            P  a  p  k  i  n