Szukaj na tym blogu

czwartek, 31 grudnia 2020

 


Na nadchodzący Nowy 2021 rok życzę wszystkim: pomyślności, potęgi miłości, siły młodości, samych spokojnych dni i mnóstwo cudownych i wzniosłych chwil. Bo mimo wszystko warto wierzyć, że to co najlepsze dopiero przed nami. Wszystkiego dobrego. Pozdrawiam.

                                    P  a  p  k  i  n

czwartek, 24 grudnia 2020


                                     Boże Narodzenie AD 2020...

Niech Bóg miłością Wasze dusze napełnia, Niech Duch Święty swą rolę wypełnia, a Jezusek maleńki dziś narodzony rozkołysze wszystkie szczęścia dzwony. Niech te Święta będą dla Ciebie, dla mnie wyjątkowe - pełne ciepła radości i miłości...
Dziwne mamy to Boże Narodzenie u schyłku 2020 roku - Święta bez śniegu i mrozu. Ale przesłanie tych Świąt jest niezmienne...Znaleźliśmy się w trudnych czasach. Stwórzmy sobie w miarę skromnych możliwości to Betlejem w naszych sercach, jeśli znajdziemy w nich miejsce na dobro i miłość. 

Oby Święta były wyjątkowymi dniami w roku, a choinka rozświeciła blaskiem. Niech się wszystkim jak najlepiej powodzi i niech służy Wam szczęście w każdej godzinie. Niech pod choinkę Mikołaj orzyniesie worek pełen szczęścia i pociechy dla serca.Przekażmy sobie znak pokoju.

Niech te Święta będą radością dla całego świata mimo trudnych dla nas czasów. Radosnych i błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim i każdemu z osobna..."Bóg się rodzi moc truchleje..." Pozdrawiam
                                        P  a  p  k  i  n
 

środa, 23 grudnia 2020

 


                              Tuż przed Wigilią...

"Szedł w noc grudniową i gdy na Ziemi, na śniegu białym ślad pozostawił - to świat na moment przystanął w biegu. A On stał cicho i błogosławił...Jest taka noc, na którą czekam i za którą tęsknię od dziecka. Jest taki wyjątkowy wieczór w roku, gdy wszyscy gromadzą się przy wspólnym stole. Jest taki wieczór, kiedy milkną wszystkie spory...

Wieczór, gdy łamiemy opłatek, składamy życzenia...To wyjątkowa noc, jedyna, niepowtarzalna...NOC BOŻEGO NARODZENIA! 2020 lat temu, gdzieś na końcu świata lub jego początku, urodził się człowiek, który dał ludziom wiarę, nadzieję i miłość. Nie ma drugiej osoby na naszej planecie, której urodziny tak chętnie i bezdyskusyjnie obchodzimy. Pokolenia ludzi przez dwa tysiące lat kultywowało to zdarzenie, a teraz i my na tę noc oczekujemy. Szykujemy nasze domy i serca - szczerze się cieszymy i przez krótką chwilę marzymy, kochamy, potrafimy wybaczać...Wracamy myślami do wspomnień, a w większości z nas dzień ten kojarzy sie z dobrocią, jednością i prawdziwą radością. Ileż to choinek widziałem w swoim życiu, a każda zawsze tak samo cieszy.

 Otwieramy serca i nie mamy na ten dzień okolicznościowych regułek. Każde życzenia są dla kogoś ważne, każde słowa niosą zdrowie, pomyślność i spełnienie marzeń...Tak bardzo bym chciał, żeby każda następna Wigilia trwała zawsze i koniecznie we wszystkich z nas, razem z nami, wśród nas, w jednym gronie, nie tak jak to się dzieje od kilku już lat - osobno. Czego wszystkim życzę z całego serca.
Pozdrawiam
                                   P  a  p  k  i  n



poniedziałek, 21 grudnia 2020



                                                P  r  e  z  e  n  t....

Piszę te słowa z uśmiechem bo wiadomo, że myśl zawartą w  tekście można potraktować z przymróżeniem oka. Jednak prawdą jest główny nurt samej myśli. Cóż - jak zawsze stwierdzam, wszystko wokół nas zmienia się - czas, obyczaje, nawet my sami. 

Wierzymy lub nie (ta wiara skończyła się zapewne w latach dorastania), ale cóż w tym złego, że nawet dziś nadal wierzymy w tego co był i nadal podsuwa nam choćby mały prezencik pod poduszkę, do buta czy też pod choinkę.Wspominam wszystko z przymrożeniem oka i wielkim sentymentem nawet, jeśli sam położę prezent pod choinkę dla samego siebie. Bo ten brodaty jegomość jakoś mnie omija i nawet wiem dlaczego....To już ostatnie dni przed Wigilią, którą spędzę sam i nie robię z tego żadnego "hallo." Mimo wszystko optymistycznie patrzę w przyszłość.
Pozdrawiam.
                                  P  a  p  k  i  n
  

piątek, 18 grudnia 2020

 Na nadchodzący weekend wszystkim życzę zdrowia i spokoju. Pozdrawiam.


                                 P  a  p  k  i  n

poniedziałek, 14 grudnia 2020

 

                          14 grudnia (dzisiaj)...

Życie potrafi zaskakiwać, płatać figle, zmieniać wcześniej wytoczony szlak. Potrafi zadziwić, rozśmieszyć, doprowadzić do łez. Potrafi załamać, zmotywować do walki. Nigdy nie wiadomo co nas czeka, co się stanie. Niczego nie można być pewnym, ani też nikogo...Nic w życiu nie jest na zawsze i nie jest tylko nasze. Prędzej czy później za wszystko trzeba będzie zapłacić - zakażdy uśmiech, za każdą łzę, za każde wypowiedziane słowo, za każde kłamstwo i za każdą chwilę uniesienia...Człowiek, który wczoraj był przyjacielem, jutro może okazać się wrogiem, az ten który był wrogiem, może okazać się najlepszym przyjacielem - najbliższą osobą. Wszystko w życiu zmienia się z minuty na minutę. Nasze relacje z innymi, nasze marzenia, nasze postanowienia, nasze myśli i pragnienia. My się zmieniamy, dojrzewamy, nabieramy doświadczenia madrości życiowej , uczymy się na błędach - ważne tylko, by pozostać sobą, by żyć w zgodzie ze samym sobą, ze swoim sumieniem. Ważne, by bez cienia wstydu móc spojrzeć każdego ranka w lustro, by móc uśmiechnąć się do swojego odbicia...Życie - jakże potrafi nas zaskakiwać...!

Pozdrawiam
                                P  a  p  k  i  n

 

piątek, 11 grudnia 2020


                               A  d  w  e  n  t...

Od lat nie obchodzę Świąt Bożego Narodzenia w sposób, jak bywało to niegdyś...Czasy się zmieniają, a obecne "tradycje" nie mają nic wspólnego z tym z przed wielu lat. Mam przed oczyma tamten świat - obraz tego prawdziwego, rodzinnego Bożego Narodzenia...Aż trudno uwierzyć, że nie ma prawdziwej zimy, śnieżnej z potężnymi mrozami, zasp, kuligów...tego, co było darem tamtych czasów. 

  Widzę przed sobą rodzinę siedzącą przy wspólnym stole, kolędowanie, Pasterka, a potem miły sen w otoczeniu Aniołków, prezentów - skromnych, ale cieszących...To już nie wróci. Dzisiejsze pokolenie zatraciło wszelką tradycję, a pseudo ekolodzy chcą nam dyktować, co mamy spożywać lub nie. Skoro nie chcą rybki (karpia), od wieków uczestniczącego w głównym daniu wigilijnym - niech jedzą ślimaki...Przeżywajmy ten czas Adwentu zgodnie ze swoimi uczuciami. 


Pozdrawiam,

                                                 P  a  p  k  i  n
 

czwartek, 10 grudnia 2020

 Panie Boże, Twojemu Miłosierdziu zawierzam siebie i moją rodzinę. Chroń nas Panie przed skutkami pandemii, a chorych pociesz i obdarz darem dostąpienia uzdrowienia...

poniedziałek, 7 grudnia 2020

 

                 J e s t e m  -  

                 j  e  s  z  c  z  e   ż  y  j  ę !!

środa, 18 listopada 2020

 

                      Ja to mam..."szczęście...."

I stało się...dorwałem "wirusa!" Tak myślę i oby nie!! Koronawirus dotarł w moją okolicę. Niechcący miałem kontakt z osobą (córką - mowa o niej w notce poniżej), a która objawowo może być zakażona. Dzisiaj wykonywała test wraz z moją wnuczką. Jeśli okaże się wynikiem dodatnim będę musiał przejść kwarantannę. Oznacza to być zamkniętym w domu bez możliwości wystawiania głowy poza mieszkanie. Kwarantanna to dla mnie żadna nowość - ja i tak całe dni spędzam w domu, żadna więc "kara." Jedynie to muszę zastanowić się, co z zakupami - żyć bowiem jakoś muszę (?) Ale jak widać, coś w tej mojej ostrożności coś za szwankowało, może przez nieostrożność? Poprzednia notka sama (chyba) mówi za siebie. 
Zdrowia życzę, pozdrawiam.
                                                           P  a  p  k  i  n

wtorek, 17 listopada 2020

 Zbuntowałem się (totalnie)....

Tak bardzo chciałbym napisać coś zabawnego, optymistycznego, ale wydarzenia w moim kraju skutecznie wybijają mi z głowy wszelkie myśli w pozytywnym sensie. Bo ciągle zadaje sobie pytanie "co dzieje się z naszą Ojczyzną...Do cholery! Ja chcę wiedzieć, że politycy, że rządzący są normalnymi ludźmi. Można się porządnie zrzygać z tego co wyprawia się w kraju, gdy patrzę na te chciwe, pazerne i zwulgaryzowane dzieciaki na ulicach. Zabierałem już głos na ten temat, ale to co mnie bulwersuje, o czym teraz się dowiaduję - wywołuje we mnie chorobliwą złość. Niech szlag trafi tych, którzy nie potrafią rozwiązać problem raz a dobrze i stanowczo...Rozwydrzone dziewice, aby nie użyć dosadniejszego określenia, wulgarne dzieciaki urządzające burdy na ulicach (walczą o lepszą przyszłość) - jak określiła to moja wnuczka (lat 16), zakłócające porządek publiczny, znieważające miejsca kultu religijnego...i to wszystko ma być okay? Tak - buntuję się nie tylko z tego powodu. Bo to co najbardziej bulwersuje, to zachowania osób, które do tej pory mieniły się przyjaciółmi, a co ważne - najbliższymi z rodziny. Bo jak dowiaduję się, że matka (moja córka) daje przyzwolenie na uczestniczenie w tych burdach swojej córce (wnuczce), namaszcza ją, a mnie zwraca uwagę, że się wtrącam, to jak mam się zachować? Kiedy moja bratanica udostępnia filmik na Fb z przemarszu rozhisteryzowanej młodzieży używającej wulgaryzmów, podpisuje filmik słowami BRAWO! Trudno być bezczynnym, kiedy osoba z rodziny mająca 78 lat popiera aborcję. To dlaczego wcześniej nie wyskrobała swojej  dwójki dzieci - dziś już dorosłych mających własne rodziny? Moja rozmowa z wnuczka trwała bardzo krótko. Próbowałem wytłumaczyć co oznacza ta ich "walka o lepszą przyszłość," na którą powołuje się 16-latka nie znająca życia. "Plujesz na PiS, trzymając nos w książkach i kajetach od którego Twoja matka bierze pieniądze na Ciebie (nie mylić z ze zdrową krytyką). Przyjdzie PO z Lewakami i Polska będzie krainą moczem i gównem płynąca, a Ty zarabiać będziesz 3,5 zł/h. Znowu będą Polakom z powodu biedy zabierali dzieci, tylko że tym razem oddadzą je pederastom, Ty natomiast będziesz biła brawo, kiedy uchwalą ustawę, która pozwoli dokonać eutanazji Twoich rodziców..."Walczysz" o to, aby jak było w latach 2005-2015 zagraniczne firmy wyprowadziły z Polski 540 mld złotych, mafia Vatowska wyprowadziła z budżetu państwa ponad 210 mld złotych. Znowu zmarnowanych zostaną miliardy, których nie da się policzyć. Jesteście manipulowane przez cwaniaków i zdrajców Ojczyzny. To, że Polska jeszcze jakoś funkcjonuje to jakiś cud! Mogę się nie zgadzać z tym rządem w wielu kwestiach, ale jest to rząd, który przynajmniej próbuje coś dla nas wszystkich zrobić. Pomyśl, jak bogatym krajem moglibyśmy być, gdyby nie ci złodzieje z PO i PSL-u, którzy dziś mają tyle do powiedzenia, a którzy okradali nas przez osiem lat swoich rządów. Dziś do nich dołączają potomkowie zdrajców komunistycznych..." Konsekwencja mojej rozmowy z wnuczka było oskarżenie mnie nazwanie jej "dziwką" - słowem użytym w innej konfiguracji określenia. Ona nie rozumie, że przez osiem lat ci, którzy dziś tak plują na nasz kraj, kradli, likwidowali szpitale, zlikwidowali 1146 szkół, żłobków, przedszkoli, zwolnili z pracy 47 tysięcy nauczycieli, sprzedawali leki za granicę, a teraz udają świętych, ci POsrani bandyci. Najwyższy czas, aby takim błaznom, jak ten pachołek o wyglądzie Lenina zajął się wreszcie sejm i cofną mandat osła...Bo ta wieża Babel jaka jest dziś Bruksela jeszcze runie, bo Polska nie będzie lennem. Postawimy ponad Unię własne prawa SUWERENNE! 
Niestety, Ci moi (nie)przyjaciele tego nie rozumieją. Czy czuję się przez to "samotnym"? Nie sądzę - przynajmniej moja okrężnica powoli zacznie się regenerować, choć do całkowitego spokoju chyba jeszcze daleko. Musze pojechać do jakiejś puszczy, aby nic nie widzieć, nie słyszeć i oczywiście mieć wszystko w d...pie!
Pozdrawiam.
                                                                       P  a  p  k  i  n  

piątek, 13 listopada 2020

 

Miałem fajny sen...Śniła mi się zima, taka prawdziwa, z puchowym śniegiem jaką pamiętam z młodszych lat. Było by super, gdyby można było powtórzyć zimy z lat dziecięcych...A dziś piątek w dodatku trzynasty. Nie robi na mnie większego wrażenia - nie jestem przesądny, ani strachliwy. Na nadchodzący wypoczynek sobotnio niedzielny , który rozpoczyna się w piątkowe popołudnie
wszystkim życzę udanego, bez niepotrzebnego stresu, w zdrowiu i w dobrym humorze.
Pozdrawiam.
                                              P  a  p  k  i  n
                           



poniedziałek, 9 listopada 2020

                   K i ń c z y k   B u k o w s k i... 


Gdybym mógł być,
(jak nie mogę) - tam,
gdzie taka cisza,
gdzie nie drgnie powietrze
i być może tylko szum w uszach
zakłóca martwą ciszę...(?)
                                    Gdybym miał powitać znowu
                                    ten szczyt, po którym wiatr hula,
                                    śnieg oczy przysłania - 
                                    huraganowa biała pustynia...
                                              **
Jak do tej pory nie miałem specjalnych trudności w osiągnięciu szczytu Kińczyka...Byłem trzykrotnie - dwa wejścia letnie, w tym jedno "nielegalne" czyli bez pozwolenia i jedno wejście zimowe. Właśnie złożyłem dwie prośby na wejście - do Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Wetlinie oraz w Dyrekcji BPN - u. Straż Graniczna nie czyni specjalnych trudności w wydaniu zezwolenia na pobyt w strefie granicznej, problem czyni Dyrekcja Parku Narodowego. Staram się być wyrozumiałym, bo też faktem jest, że gdyby każdy zechciał wejść w ten rejon Bieszczad, zdeptany by został jak inne szlaki turystyczne...Na Kińczyk Bukowski (1251 m npm) nie prowadzi żaden szlak turystyczny, to miejsce odosobnione, dzikie i puste, a na szczyt prowadzi bezleśna rynna, po której poruszają się (rzadko) patrole graniczne, wilki i inne zwierzaki. Z uwagi na bezludny teren, aby tam dotrzeć, trzeba kondycji, determinacji i...odwagi, ale jest świetnie...
Zimową porą jest to lodowa pustynia, zadymki śnieżne, huraganowy wiatr zasypuje śniegiem oczy...A dzisiaj właśnie w Woli Michowej było -7 stopni mrozu, może to być dobra prognoza na śnieżną zimę w tym rejonie Polski. Wielką przyjemnością jest zjazd na nartach w cieniu  (być może) czarnej plamy (watahy) wilków...(?) Na takie (nie) spotkanie też trzeba być przygotowanym. Już na samym szczycie trzeba też się liczyć z obecnością ukraińskich pograniczników. Ponieważ to odległa, bezludna kraina, obojętnie od której strony się wejdzie (z tego co wiem, obecnie szlak przez Tarnicę i Halicz jest zamknięty z powodu prac przy znakowaniu i remoncie), najdogodniejszym dojściem jest od strony Wołosatego szlakiem pod Rozsypańcem, dalej przez przełęcz i Połoninę Bukowską. Mam nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie, nawet pandemia nie "obrzydzi" mi tej przyjemności, choć na ta chwilę czuję się jakby w "zawieszeniu."
Pozdrawiam.
                                                       P  a  p  k  i  n   
 




sobota, 7 listopada 2020

                                            Wolne soboty...

Wolna sobota - jak to brzmi dumnie - dzień o który walczyły miliony ludzi pracy - duma i satysfakcja po ich uzyskaniu (wywalczeniu). To było doprawdy "coś." Jako przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" miałem okazję być na bieżąco z wszystkimi sprawami, o które Związek walczył. Dzisiaj zagadnienie "wolnej soboty" zeszło na plan dalszy i w zasadzie nikt podobnej nazwy nie wymienia, no może w Polskim Radio jest audycja poranna o tej nazwie. Określenie to rozmyło się pośród innych spraw, jakże często nieistotnych. Zmienił się pogląd, a przepisy uległy dewaluacji. Przestano uważać ten dzień jako coś dla indywidualnego człowieka, obrócono w pył istotę znaczenia. Szkoda, bo w ten sposób ludzie sami się zniewolili uznając, że pogoń za pieniądzem ważniejszy jest od ich wypoczynku, bycia z rodziną, poświęcenia czasu wolnego dla dzieci...Takie obrazki widać na każdym kroku - dzieci pozostają pod opieką starszego dziecka, a w tym czasie rodzić nabija kasę. Praca sprowadziła się do "niewolnictwa" i uzależnienia, ale często też poprzez wymuszanie przez pracodawcę pracy na okrągło. Przykre to i smutne, bo jak powróci się do czasów walki o wolne soboty - ile entuzjazmu, radości było - to dziś uważam, że cała ta walka była darmowa mając na uwadze, że za tą i inne idee ginęli ludzie. 
Dzisiaj nie ma pojęcia wolnej soboty czy "po piątku," dzisiaj nazywa się to "weekendem" - słowem nie polskim, zaczerpniętym z obcego nazewnictwa. 
Nazewnictwo to określam polskimi słowami znaczącymi końcem tygodnia rozpoczynającego się od piątkowego wieczora do niedzielnej nocy. Dni wolne od pracy lub nauki, przeznaczone na wypoczynek. Tak wiec życzę udanego wypoczynku w zdrowiu. Niech się wszystkim darzy.

Serdecznie pozdrawiam. Zapraszam na kawę.
                                                   P  a  p  k  i  n

    


czwartek, 5 listopada 2020

 


Na dziś chwila wspomnień i refleksji, czyli... ciołkom z ulicy...

My, urodzeni w 50, 60, 70 latach - wszyscy byliśmy wychowani przez rodziców patologicznych. Na szczęście nasi rodzice nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami - my także nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz dziecięcy wiek. Wszyscy należeliśmy do osiedlowej bandy i mogliśmy bawić się na licznych budowach jakie trwały wokół nas. Mama nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola, a rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju - uznawali, że wystarczy jak zaczniemy uczyć się od zerówki. Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał, czy nie jesteśmy spoceni. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą i przeziębieniem służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy ba to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się, że zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Latem jeździliśmy rowerami ("pożyczałem stary rower od wujka") nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli - nikt się nie utopił. Dorośli nie wiedzieli do
czego służą kaski i ochraniacze - siniaki i zadrapania były zupełnie normalnym zjawiskiem. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, często nas goniła z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć - rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień dobry i nosić za nią zakupy. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia i pisać bezbłędnie - wszelkie wybryki były karane przez nauczycieli i nikt z nas nie miał o to żalu. Nikt z nas nie miał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i innych dys... Nikt nie odprowadzał nas do szkoły i nikt nie uczył bezpiecznego zachowania się na ulicy - sami dbaliśmy o własne bezpieczeństwo. Jak ktoś się skaleczył to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę z rzeki, ciepłe mleko prosto od krowy lub kozy, kranówkę, czasem syropy na alkoholu za śmietnikiem, żeby mama nie widziała. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem, a centrum zabaw był podwórkowy trzepak. Bawiliśmy się w klasy, podchody, w chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę. Skakaliśmy z balkonu na kupę piachu i gralismy w nogę, w cymbergaja i inne. W wannie lub w drewnianej bali kapało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Jedynym czasem przed telewizorem była dobranocka, na przykład "Jacek i Agatka." Nie wszyscy pokończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani...My - dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak nas należy dobrze wychować, a dziś wiemy, że wychowali nas na porządnych ludzi. Każdy, kto pamięta tamte czasy wie, jaką patologią cechuje się dzisiejsza młodzież, co widać na ulicach.

                                                           P  a  p  k  i  n
                                         (rocznik pierwszej połowy XX wieku)


poniedziałek, 2 listopada 2020

 


                  Pamięci tych, którzy odeszli...

Prosimy Cię Panie, okaż wiekuiste miłosierdzie duszom sług i służebnic swoich, aby na wieki cieszyły się owocami wyznawanej wiary i pokładanej w Tobie nadziei. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen. 

sobota, 31 października 2020

                 Histeria zdziczałych dziwek... 

Ostatnie dni ukazały prawdziwy stan wychowawczo edukacyjny młodzieży. Rozwydrzone gnojstwo bierze górę nad rozsądkiem. Tak - gówno mamy do gadania, gówno mają do gadania wartości takie, jak logika, fakty, nauka, merytoryka. Żyjemy w kraju, gdzie debata publiczna charakteryzuje się rozhisteryzowaniem, rozemocjonowaniem, agresją i chamstwem. Gdzie banda (nie nazwę tego inaczej) chuliganek, robi na ulicach co chce, a służby nie reagują (policjanci stoją jak kołki i patrzą na ten spęd rozwydrzonych dziwek). Nie lepiej postępują prowodyrki wykrzykując obelżywe wyzwiska. Gdzie w sejmie banda podstarzałych histeryczek może odwalać cyrki godne parlamentu w krajach bałkańskich albo w złotych czasach na Ukrainie i nie ma kto zaprowadzić należytego porządku przy milczącej większości parlamentarnej i rządu. Ja mogę mieć wiele pretensji do rządzących, choćby za ich zbyt wygórowaną tolerancją na ekscesy opozycji i nie tylko, ale jest to rząd, który chce coś zrobić (dalsza dyskusja w temacie, to osobny rozdział)...Nigdy chyba w historii nowoczesnej nie mieliśmy tak dobitnego przykładu, że "słabej" płci wolno więcej (a może przede wszystkim) więcej złego. I one śmią rzucać z mównicy sejmowej hasła o kraju "nieprzyjaznym kobietom" i "piekle kobiet?" W kraju matriarchalnym, w kraju w którym mamy jeden z najmniejszych odsetków gwałtów i przemocy domowej wobec kobiet, gdzie prawo i administracja na każdym kroku sprzyja kobietom (sprawy rozwodowe - taki najbardziej wyświechtany przykład). I z tego co widzę, naprawdę nie wiele osób to dostrzega, a ten kto dostrzega, często narażony jest na ostracyzm...Jak widzę tych małolatów, którzy dobrze się bawią nie wiedząc, że są manipulowani przez tych, którzy z ukrycia sterują całą tą bandą, a w rzeczywistości chcą obalić ten rząd, to mój organizm zaczyna się buntować. Bo ten rząd stoi kością w gardle nie od dziś wszystkim tym, którzy wcześniej rozsprzedali kraj, zlikwidowali zakłady pracy, wyrzucili ludzi za granicę za chlebem. To ci co szczują na Polskę w Brukseli i robią burdy na ulicach naszych miast. Bo ten rząd dobrze sobie radzi i nie daje się czerwonym paranoikom z Brukseli ujarzmić - więc trzeba pożytecznych idiotów z Polski wykorzystać do rozsadzania kraju. Wykorzystuje się też rozwydrzoną młodzież (w wielu przypadkach dzieci) do wywoływania burd i wykrzykiwania wulgaryzmów. To też świadczy o ich rodzicach, wychowaniu. Te ostatnie wydarzenia jasno świadczą o stanie świadomości (także jej braku) i...zbydlęceniu. 

                                                         P  a  p  k  i  n           

poniedziałek, 26 października 2020

                                         Wartość sumienia...

Kilka dni temu zmarł aktor teatralny i radiowy - Wojciech Pszoniak. Jak to bywa w takich smutnych przypadkach, odezwały się głosy wyrażające żal z odejścia znanego i cenionego aktora i...celebryty. Posypały się pochwały za aktorstwo i umiejętności z zawodem związane. Przyznam, że niezbyt pamiętam aktorstwo zmarłego, choć śledziłem kariery wielu ludzi z aktorstwem związanych. Ale w mojej pamięci utkwiła mi jedna rola pana Pszoniaka - wykrzywiona twarz  w geście pogardy, zachowanie tego człowieka, pogardy dla Polski, szydzenia z nas Polaków, opluwanie mojej (naszej) Ojczyzny, a ta rola ukazywana była na portalach społecznościowych. Podobni celebryci byli i nadal są aktywni w ceremoniach (nie) bycia Polakami i doprawdy nie wiem, czym się tacy ludzie kierują. Może mi się nie podobać to i tamto, ale Polska dla mnie jest świętością. Nie życzę sobie, aby ludzie podobni do Hołdysa, Maleńczuka, Manna, Preis, Kory,Olbrychskiego i innych, obrażali mnie i większość społeczeństwa tylko dlatego, że wszystko im wolno (?) i że moje zdanie różni się od ich zdania i myślenia. Znam i znałem wielu wybitnych ludzi, którzy swoje rzemiosło zawodowe wykonywali perfekcyjnie, ale żaden z nich nie gardził innym człowiekiem i taką podłością jak  czynił to pan Pszoniak i jemu podobni. Ci nasi znajomi, którzy odeszli, pozostawili po sobie w mojej pamięci DOBRO, bo na pozostawioną po sobie pamięć pracuje się całe życie, nie tylko na deskach teatru czy scenie muzycznej...
Pozdrawiam.
                                                      P  a  p  k  i  n     

piątek, 23 października 2020

 



Roztropności, wytrwałości, powagi w tych ciężkich czasach, a przede wszystkim zdrowia na ten weekend i pozostały czas życzy wszystkim...

                                                            P  a  p  k  i  n

                                            P  o  z  d  r  a  w  i  a  m

czwartek, 22 października 2020

 

                                   Hallo, hallo...

Aż strach pomyśleć co będzie, kiedy wykręcę numer do Bartka. Zastanawia mnie Jego milczenie i choć nie sądzę, aby "zagubił" numer mojego telefonu, to jednak jest coś w tym milczeniu dziwne, tajemnicze i niepodobne do Niego. A rzecz dotyczy nowej lokalizacji Bartka czyli pobyt w DPS. Z jednej strony to o tyle dobrze, że ma tam stałą, całodobową opiekę, choć kierowanie się decyzją pójścia do takiego ośrodka podyktowana była zgoła innymi względami (temat szerszy do omówienia). Ten "strach" wybrania numeru Bartka jest tym bardziej uzasadniony, że On sam gdyby chciał, już dawno skontaktował by się ze mną, no chyba, że i Jego odczucia są nietypowe w tej nowej rzeczywistości lub jakieś inne...(?) Drugą sprawą jest też (być może) rozkład zajęć, gdzie są inne zasady dyktowania prywatności. Wiadomo, że DPS to nie dom rodzinny, gdzie jest swoboda i...prywatna prywatność. Tu zawsze wiedziałem, kiedy i co w danej chwili Bartek robi. Niestety - taki ośrodek ma swoje wymogi, a ile w nim prywatności - nie wiem...Zadzwonię - upewnię się, bo też myślę, że nawet pewna izolacja w czasie pandemii istnieje, ale chyba rozmowa telefoniczna w niczym nie przeszkadza...(?) Z drżącą ręką wykręcam numer - czy jednak odezwie się ten, który jest Jego właścicielem?
Pozdrawiam.
                                                          P  a  p  k  i  n  

poniedziałek, 19 października 2020

                                               Skutki "izolacji..."

W ostatnim czasie moje życie i chyba nie tylko moje, przypomina nieobliczalny brak uporządkowanego nieładu. "Miotam" się w poczuciu bezradności, jaka mnie otacza, nie mogę wymyślić kolejnego dnia w swoim życiowym spisie wydarzeń, bo co rusz wszystkie one obierają inną ścieżkę. Fakt, że to co w ogóle dzieje się w moim i zapewne nas wszystkich otoczeniu, budzi nie tylko obawy, strach, ale też niemoc wobec tych zdarzeń. Nawet teraz dzieje się podobnie, bo myśli też chwilami odmawiają posłuszeństwa. Są też momenty, kiedy taki stan mnie cieszy ponieważ czego nie dotknę, czego nie zobaczę, czy też wymyślę - tak na prawdę jest moje, własne, przejrzyste, co wychodzi w prostej linii z mojej głębi...Wiem - często może być niezrozumiałe dla innych, także "kłócące" się z odczuciami, ale cóż...(?) Jak wiadomo nie od dziś - "jestem często nieprzewidywalny, czasem też nieobliczalny, a nawet niewyobrażalny" - tak to kiedyś określił jeden z moich kolegów szkolnych przed wielu laty i ten stan jakoś się nie zmienił - jestem po prostu sobą...! Chwilowa niedyspozycja nie musi zaraz oznaczać siedzenia na laurach, przeciwnie - to może być czas przemyślenia lub tworzenie nowego materiału...Tak to u mnie jest, co uważam za normalne, ale brak zrozumienia jest w tym układzie  jak najbardziej na miejscu...Pomijając jednak wszystkie za i przeciw obawiam się, że dalsza "eskalacja" takich stanów, może prowadzić do "zgłupienia" lub nawet "zwariowania" mimo mojego optymistycznego stanu. Pozdrawiam.

                                                      P   a   p   k   i   n 

piątek, 16 października 2020



Zwlokłem się dzisiaj z wyrka, jak zwykle do dnia, bo o tej porze (piąta rano) czuję się wyspany. Czynności poranka zawsze te same (tym razem z dodatkiem "prochów," bo łeb mi huczy i nie wiem dlaczego) - może w związku z pogodą? A za chwilę będzie kawa - zawsze aromatyczna, pita dialektycznym sposobem. To stały rytuał...Czuję się z tym bólem głowy, jakbym miał kaca. Świat kręci się wokół mojej głowy, ale mimo wszystko jakoś błogo na duszy. Zastanawiam się co teraz robią Ci, którzy mnie tu odwiedzają, czy też boli Was głowa, w ten ponury i słotny dzień? Co ciekawego, czy też tacy marudni jesteście jak ja? Bo póki co, jakoś palce kiepsko po klawiaturze biegają. A pytam nie bez powodu, gdyż dwa tygodnie mija, jak mój kolega i przyjaciel z sąsiedztwa znalazł swoje miejsce w DPS-ie i jakby słuch po nim zaginął. Czy używanie telefonu w takim ośrodku jest zakazane w związku z pandemią? A może "zgubił" mój numer...? A wczoraj udałem się z rana do sklepu, bo zachciało mi się bułki na późne śniadanie. Zapytano mnie, czy jestem seniorem, bo pod maseczką trudno rozpoznać...Ciekawe, że pani ekspedientka nie chciała nawet spojrzeć na mój dowód, który z żartu jej przedstawiłem...Nie obsłużono mnie...W innym sklepie tuż obok kupiłem dwie bułeczki, masło i całą resztę - fajnie - gratulacje dla pani z za

lady. Życzę wszystkim pogody ducha i udanego weekendu, gdyż dziś już piątek i weekendu początek...Życzę też dużo słoneczka - już jesiennego i oczywiście żadnego choróbstwa. A tych, którzy zechcą dłużej ze mną pobyć, zapraszam na filiżankę pachnącej kawy - właśnie takiej, jak na tą chwilę wygląda.


Mam nadzieję, że po kawie ból głowy minie, a dzień oraz cały weekend będą udane. Pozdrawiam.


                                              P   a   p   k   i   n


  

poniedziałek, 12 października 2020

 

                                       Kayente...

Rok przestępny zawsze miał na mnie złowieszczy wpływ. W takim roku zmarła moja pierwsza dziewczyna, potem moja żona...Rok obecny również jest takim rokiem. W kwietniu zmarł mój brat, a wczoraj otrzymałem wiadomość o zgonie mojego przyjaciela z dalekiego stanu Arizona...Trudno sobie wyobrazić, jak bardzo tęsknię do chwili, kiedy rozpocząłem tą wielką podróż mojego życia - jedynej, a zarazem ostatniej, którą odbyłem cztery lata temu, dzięki między innymi właśnie Jemu. Ten właśnie miesiąc pobytu na tym pustkowiu nauczył mnie wiele i utwierdził w przekonaniu, że Indianie Ameryki nadal kultywują swoje historyczne tradycje swoich przodków...Wspominam swój pobyt w Arizonie dziś szczególnie, w Rezerwacie Indian Nawaho, na pustyni Monument Valley, w Kayente czy Window Rock - stolicy prowincji. Wspominam właśnie dziś, kiedy mój przyjaciel i przewodnik po tamtym terenie odszedł do Krainy wiecznych łowów.Tę regułkę On sam powtarzał mimo, że urodził się już w nowych czasach i tak jak wielu z nich po dzień dzisiejszy kultywują obyczaje przodków. Ta święta ziemia Nawaho przyjmie Go do siebie...Moją relację można przeczytać w cyklu notek zamieszczonych na blogu pod datą 8 lutego 2017 roku. Jest dla mnie przykrą sprawą odejście człowieka, któremu zawdzięczam troskę, opiekę i przewodnictwo, poznanie tamtego środowiska, Monument Valley, która leży na terenie Rezerwatu. Wracam myślami do Arizony, do Valley Canion i wspominam, wszystko z tymi miejscami związane, kiedy "błąkałem" się pomiędzy czerwonymi skałami szukając Indiańskiej Księżniczki...Niech duch Manitu ma Cię w swojej opiece...
                                                               P  a  p  k  i  n

piątek, 9 października 2020

 

                   Jesiennie i...pandemicznie...

Nie mam dziś odpowiedniego nastroju i chodzę z "owiniętą" głową, jakby w turbanie podobny do hindusa...W rzeczy samej miniony tydzień przyniósł nam wiele zmian i strachu z powodu nasilania się wirusa...Jesień depresjonuje - przynajmniej mnie tak, jakby wszystko sprzężyło się przeciwko mnie, choć myślę, że wobec większości osób w moim wieku. Prosty komunikat, aby pozostać w domach budzi moje poruszenie. Ale w przeciwieństwie do innych zdań w tej kwestii - jestem "posłuszny" i respektuję zalecenia, choćby dla samego siebie...Może sam zadałem sobie również odrobinę tego nastroju i to własnie dzisiaj, bo własnie mija szósty miesiąc od zgonu mojego brata...uległem także atmosferze deszczowej aury (?) A może tylko tak mi się wydaje? No nie wiem...Przemęczę ten dzisiejszy piątek wychodząc nawet na zewnątrz, może nie dorwie mnie wirusowa gangrena? Zrobię małe zakupy, aby weekend mieć wolny pod tym względem. A wieczorem zrobię sobie ciepłą kąpiel z dodatkiem odprężającego zielska na poprawę humoru i kondycji. 

Zdejmę ten "turban" i wskoczę do wanny...
Już jesień i mglisto na dworze,
nie jestem w nastroju i humorze
i jakoś tak smutno na duszy,
że żadna siła nie ruszy,
nie wyrwie z domowych pieleszy...
Siedzę więc w swoim domku
i na ulicy nie moknę,
deszcz dzwoni rzęsiście po szybach,
a ja w fotelu się kiwam
i myśli w sobie zbieram...
Bo gdy za oknem jesień króluje
i chłodne dni zwiastuje,
mglisto, szaruga na świecie,
można tylko marzyć o lecie...

Pogody ducha życzę na nadchodzący weekend - zdrowia przede wszystkim. Oczywiście również uśmiechu od ucha do ucha, bo właśnie o to chodzi, by być wesołym na co dzień pomimo pluchy na świecie...

 Wszystkiego dobrego. Pozdrawiam.
                                                            P   a   p   k   i   n

poniedziałek, 5 października 2020

 

                                 Masz talent...

Natchniony weekendową lekcją języka polskiego w...telewizji postanowiłem, że napiszę coś nawiązującego do minionych godzin. Talent - czyli dar, który otrzymujemy od Pana Boga zaraz po urodzeniu...Przez długi czas pielęgnujemy go, aż w końcu zdobywamy dzięki niemu sławę, pieniądze, a często fanów. Czy to talent plastyczny, czy umiejętność wspaniałego grania w tenisa - trzeba go rozwijać, choćby nie wiem co się działo. Można mieć też talent do pisania wierszy, a wtedy zdobędzie się zapewne "armię" wiernych czytelników, których komentarze będzie można brać naprawdę na serio...Jeśli talentem jest pasja chodzenia (wędrowania) po trudnych wertepach - miejscach odosobnionych, dzikich w samotności, to myślę, że tak jest, bo czuję się wolnym człowiekiem - może czasem ponad stan, ale nigdy nie przekroczyłem granicy stanu krytycznego, choćby pod względem bezpieczeństwa swojego czy innych osób...W końcu to my decydujemy, jak przeżyjemy nasze życie, więc bądźmy jego kowalem...
Rozwijajmy się i rozwijajmy swoje talenty. Oczywiście - każdy z nas posiada coś co można nazwać "talentem," choćby do...przeszkadzania sobie wzajemnie: na lekcjach w szkole lub innym. Jeśli kochamy to co robimy, to nie wolno nam z tego rezygnować, no chyba, że godzi to w zasady dobrego wychowania.
A tak na cały nadchodzący tydzień życzę: 
gorącej filiżanki kawy, którą ktoś dla Was zrobi. Nieoczekiwanego telefony od bliskiej osoby, zielonych świateł na drodze do pracy lub szkoły, najkrótszej kolejki nie tylko w sklepie i ulubionej w radio piosenki. Życzę też dni pełnych szczęścia i powodzenia w perfekcyjnych dawkach, które dadzą radosne poczucie, że życie uśmiecha się do Was, obejmuje i przygarnia. Życzę też optymizmu, spokoju, radości i szczęśliwości.
Pozdrawiam.
                                                       P  a  p  k  i  n 
 

piątek, 2 października 2020

 

Miłego weekendu...

Radujcie się i weselcie wszyscy, którzy tu wchodzicie...Popołudniowy piątek, sobotę i niedzielę spędźcie w największym rozkwicie. Pozdrawiam. 

                             P  a  p  k  i  n
 

środa, 30 września 2020

 

                                Maseczkowy "horror (?)..." 

Nie wiem dlaczego, kiedy chcę napisać kilka słów w sprawach ogólniejszej natury, w tym przypadku o zarazie, która toczy nasz, zdawało by się - spokój, zawsze znajdzie się świrus, który burzy rzeczywistość swoim durnowatym "przemyśleniem" lub jego brakiem. Zmusza mnie to do niepotrzebnego stresu, który i tak toczy moją biedną okrężnicę z innych powodów. Nie ukrywam więc, że tym obecnym powodem są ludzie, do których nie dociera żaden argument. To, że w stolicy już któryś raz eksplodowało szambo, jest okay i żaden eko terrorysta ani słowa nie piśnie, ale covid - co to jest i dlaczego każą nosić nam maseczki...? - to przecież zamach na naszą wolność! A ja się pytam: "skąd bierze się ten zamiar świrusów negowania wszystkiego, co zalecane jest przez ludzi znających się, nie tylko u nas w kraju?Wedle jakich, trudno zrozumiałych wzorców i wiedzy lansowana jest teza, że ten wirus nie istnieje, a Ci co zmarli (są miliony na całym świecie), jest wymysłem polityków? "Imidżyści" (?) słynący z durnowatych pomysłów, rozwydrzanych gnojków, którym się wydaje, że mogą wszystko w imię "swoich racji," ten żelazny "elektorat" całej reszty durniów  i nieudaczników, zachowujących się jak nienormalni (szczekający na ulicach Warszawy),, podobno wykształciuchów, którym może się tylko wydaje, że są kimś, których żadne choróbsko nie dotknie. Kawiarniani inteligenci nie umiejący myśleć swoimi szarymi komórkami. Takie świrowanie szkodzi całej reszcie ludzkiej populacji, a im samym wydaje się, że takimi zachowaniami doznają większej popularności. BO tylko w taki sposób próbują się dowartościować Ci, którzy na co dzień są nieudacznikami. Tym delikwentom nikt nie nakazuje (jedynie zaleca) noszenia maseczek - ich sprawa. Ale jeśli taki gnojek kichnie lub obsmarka się w moim pobliżu - dostanie w pysk. Sam muszę zadbać o swoje bezpieczeństwo skoro wokół mam ludzi nieodpowiedzialnych. Bo jak dopadnie (nie daj Boże) takiego delikwenta to pieroństwo i zmuszony zostanie do podłączenie pod respirator, kiedy będzie musiał walczyć o każdy oddech - może wtedy dotrze do jego mózgownicy to, że maseczka, to był luksus...I oby nikt nie musiał zarzucać mi szukanie dziury w całym, bo nie jestem zdolny do jakichkolwiek konstruktywnych rad. Pan Bóg dał wszystkim rozum, więc nim się kierujcie wedle swojego uznania.
Pozdrawiam.
                                                            P  a  p  k  i  n                                           

sobota, 26 września 2020

 

Na sobotę i niedzielę życzę wszystkim Anioła Nadziei, który napełni Was siłą ciągłego spodziewania się dobra. Anioła Miłości, który odkryje pokłady uczuć tkwiących w Waszej głębi...Życzę także Anioła Entuzjazmu byście potrafili biec przed siebie i darować ten entuzjazm innym ludziom. Życzę też Anioła Wiary w sensie tego, co każdego z Was spotka, co będziecie przeżywać. Życzę również Anioła Radości i Spokoju, który zawsze mieszkał w Was będzie. Chciałbym oraz życzę wszystkim nieustającej obecności Waszego Anioła Stróża, który tuli Was swoimi skrzydłami. A wszystko po to, abyście przezywali radość ze spotkania z drugim człowiekiem - takiej radości, jaka ogarnia nas po przypadkowym spotkaniu z człowiekiem gdzieś na szlaku, w głuszy, gdzie byśmy się nie spodziewali takiego spotkania...Radości i wiary życzę - dziękuję. Miłego weekendu. Pozdrawiam.

                                         P  a  p  k  i  n


środa, 23 września 2020

 

                                   Tu jestem...

Na blogu jestem (?) - Właśnie...! Nie ważne ile mam lat - tutaj mogę być kim tylko zapragnę. Mogę wszystko, jednak tak jak w życiu, tak w tym miejscu najlepiej wychodzi mi być sobą...I swoją drogą robię swoje, a ludzie niech miech mówią co chcą. Nie wiem dlaczego muszę zawsze o tym przypominać, powtarzać się, wałkować temat od początku. A wszystko prze perturbacje związane z przejściem na nowego fejsa. Prawda - miałem obawy i to spore, które wprowadzały mnie w niepewność i tylko jedna osoba podnosiła mnie na duchu, gdyż byłem bliski rezygnacji..."Atak" był spory, podobny do tego, jak próba wyperswadowania mi samotnych wycieczek po bieszczadzkich bezdrożach. Wszystkim im mówię: - zakończyłem sezon, choć nie mogę obiecać, że zimą też mnie coś porwie i wyląduję na "lodowej pustyni," choćby na Kińczyku - ze mną nigdy nie jest tak do końca. Ale "dziś" jestem poza Bieszczadami, to mogę obiecać...Ale może to dobrze, może tak powinno być, kiedy "zasmakuje" się odrobiny adrenaliny niepewności (?) Piszę tego bloga, który tak na dobrą sprawę jest troszkę dziwny, ale cóż - być może tutaj leczę swoje własne myśli luźno wyrażane, siebie i cały wokół mnie świat...Zastanawiałem się, jak rozpocząć dzisiejszy tekst, bop cały sezon, to opisy i wrażenia z moich wędrówek. Z drugiej strony sezon zakończony i należało by dla wytchnienia zająć się innymi tematami. Ale wiedząc z praktyki - ludzie nie lubią, gdy im się wciska inne tematy, choćby "skrzywienia" polityczne. Ja sam też tego nie lubię, ale czasem jest coś "ciekawego," z czym warto się zapoznać...Tak więc z dwojga złego wyszło "nic" i będzie tak jak będzie, czyli po normalnemu.

 Tutaj można napisać wszystko, oby tylko było w normie. Czasem trzeba się wyżalić (to całkiem normalne i jak najbardziej właściwe dla tego miejsca. Można napisać nawet to, co słowem nie da się komuś w realu przekazać. Słowo napisane pozostawia swój ślad na długie lata, aby świat dostrzegał w którymś momencie to, co cechuje daną osobę w tym czasie, czyli po latach powie ktoś: "wiele lat temu..." Ile charyzmy, serca, miłości tkwi w człowieku, bo dzisiejszy świat jest okrutny i trzeba pokazać, że człowiek to nie materia, tylko istota myśląca. Bo choć świat tworzą ludzie, to należy wszystkim te wartości powtarzać, aż do skutku...Życie ludzkie w większości przypadków nie składa się z samo siebie. W każdym człowieku znajduje się wiele pustych szczelin, które wypełniają najbliżsi nam ludzie. Dla jednych będzie to matka, albo siostra, żona, ojciec, dzieci - dla innych: chłopak, dziewczyna, przyjaciele, tak jak dla mnie ten, którego już w nadchodzący piątek "pożegnam," a który z uwagi na sytuację życiową "odchodzi" do DPS-u. I choć bywa, że ludzkie drogi rozchodzą się i łączą później z innymi, jak pociągowe tory, to pozostawionej po poprzednikach pustki nie zastąpi nikt inny...Tworzymy z tymi osobami nasz prywatny świat, codziennie dobudowując coś nowego. Ściany pokrywamy myślami, w szafie tworzymy wspomnienia, na oknach zamiast uniwersalnych firanek wieszamy radość, a w sercach gościmy miłość. Śmiejmy się razem i cieszmy z codziennych sukcesów. Wszystko to takie bajeczne...aż do dnia, w którym dostrzeżemy smutek w oczach naszych ukochanych. I pomimo, że milczą, doskonale wiemy, że chcą nam coś powiedzieć. Rodzi się też jedna z najgorszych opcji - bezradność i myśl, że nie zawsze możemy pomóc. Ale wytrwajmy nawet najgorsze chwile, bo jesteśmy...Właśnie my!

  I tak to dokonałem zamiany tradycyjnych tematów na coś, co powinny "dominować" w tym jesienno-zimowym okresie, aż do wiosny, choć niekoniecznie tylko i wyłącznie. Wszystkim życzę pogody ducha i "kąpieli" w jesiennym już słonku. Pozdrawiam.

                                   P   a   p   k   i   n

poniedziałek, 21 września 2020

                             Lata jest mi szkoda...

Dzisiaj ostatni dzień lata...Nadchodzący tydzień zamierzam poświęcić na grzybobranie. I choć nie jestem specjalnym entuzjastą grzybów, to jednak służą mi one w małej ilości do urozmaicenia potraw. A do lasu zabieram tylko plecak, w którym mam jedzenie, picie i nożyk. Telefon wyciszam, bo w lesie czas mam wyłącznie dla siebie...Co znajdę będzie w koszyczku i nie chodzi mi o typowe wytężanie wzroku przykutego do ściółki leśnej, to przede wszystkim obcowanie z przyrodą i oderwanie się od codzienności...W lesie nie potrafię się zagubić, zresztą są naturalne znaki jak mech na drzewach, słońce i inny azymut, reszta to kwestia orientacji, jeśli ktoś podobny do mnie ma "radar" w głowie. Jeśli ktokolwiek wybiera się to uważajcie, nie wszyscy mogą polegać na sobie jak ja. Wypada mi tylko życzyć dużych zbiorów prawdziwych czyli jadalnych grzybków. Muchomorki są piękne dla oka i służą innym zwierzętom czy robaczkom - niech cieszą nasz widok. Radości życzę i pozdrawiam.
                                                            P  a  p  k  i  n
 

środa, 16 września 2020

                                    16 września...

Podróże, wędrówki opisywane przez ostatnie cztery lata - myśli, rozterki i radości...które trwają tylko chwilę, zostają w człowieku na całe życie, także moja obecność na blogu...To wszystko rozwija, kształci, uczy odwagi, samodzielności, respektu, potęguje refleks i orientację. Stawiam krok po kroku z myślą, że każdy kroczek opiszę, podzielę się z innymi wrażeniami, co też zawsze czynię...Cel ten (mam taka nadzieję), pozwoli mi przetrwać nadchodzący okres jesienno-zimowy, chlapy, mgliste dzionki. Wiosną natomiast z cała pewnością znowu ruszę tam, gdzie mnie oczy poniosą tak, jak to mówią: "Papkin znowu wyruszył..." Ale już bez słowa, także tego pisanego. To natomiast co było tu czytane, odda atmosferę tego, co będzie z wiosną, latem i wszystkim innym.
Pozdrawiam.
                                          P   a   p   k   i   n