Szukaj na tym blogu

niedziela, 29 grudnia 2019

              Sylwester z muzyką country....

Minął rok...Przeminęła wiosna i lato, potem jesień, ostatnio nawet Boże Narodzenie. Mamy jesień zamiast zimy, bardziej może jakiś monsun, który z zimą nie ma nic wspólnego...Nadal pozostajemy w atmosferze świąteczno-noworocznej, a od Sylwestra dzielą nas już godziny...
Wszyscy, którzy w noc sylwestrową 2018/2019 zadali sobie trudu postanowień noworocznych, być może je spełnili - tak myślę. Co jednak jeśli nie...?!  Wiele lat temu w podobną noc postanowiłem, że rzucę palenie. Rzuciłem bez żadnych wspomagaczy. Nie palę już tyle lat, że zatraciłem ich liczenia...
 Będąc w urzędzie, złożyłem życzenia pani, która mnie obsługiwała. Speszyłem się kiedy po złożeniu życzeń ta dopowiedziała , aby spełniły się i wypełniły wszystkie Jej postanowienia...
Jak wspomniałem - do końca starego roku dzielą nas godziny. Niech ostatnie dni przed Sylwestrem upływają nam wszystkim w atmosferze radości i dobrego samopoczucia w takt muzyki...
Bawcie się dobrze, a nawet świetnie. Cieszcie się i radujcie. Ja natomiast udaję się do Zakopanego na sylwestrowe widowisko i zabawę przy wielkiej scenie na Równi Krupowej.
Szczęścia i wszelkiej pomyślności, zdrowia i spełnienia wszystkich marzeń i postanowień. Uśmiechu i dobrego samopoczucia na tę wyjątkową noc. A na cały nadchodzący rok, na wszystkie jego dni, życzę wiary w sercu i światełka w mroku. Abyście czuli się silni i wiecznie młodzi. 
Przyjemnego szumu w głowie, wygodnego miejsca w rowie no i może jeszcze potem, spokojnego snu pod...płotem. Żeby pies z kulawą nogą nie olał Cię biegnąc drogą...Duże czadu i uroku w nadchodzącym Nowym Roku...Wszelkiej pomyślności.
Bye, bye już w Nowym 2020 Roku. Pozdrawiam.
    
                                                    P   a   p   k   i   n

piątek, 27 grudnia 2019

                       Święta, święta i już po....

Boże Narodzenie przeminęło z wiatrem, deszczem i...niepogodą. Dopisywała jednak pogoda ducha, a to najważniejsze...Pozostajemy jednak nadal w duchu Świat i zbliżamy się do Sylwestra - powitania Nowego Roku. Odpoczywajmy zatem i bawmy się w miarę możliwości. Życzę udanego weekendu. Serdecznie wszystkich pozdrawiam. 

                                                P   a   p   k   i   n

środa, 25 grudnia 2019

                            P  o  k  o  l  ę  d  u  j  m  y...


Boże Narodzenie...Pośpiewajmy przy żłóbku nowo narodzonego.



"Jakaś światłość nad Betlejem się rozchodzi, 
w środku nocy przerażony świat się budzi,
dzisiaj Chrystus tutaj właśnie się narodził,
do nas przyszedł, bo ukochał wszystkich ludzi..."

Życzę udanego wypoczynku, spokoju, radości. Pozdrawiam.

                                                                P   a   p   k   i   n


poniedziałek, 23 grudnia 2019

                       Boże Narodzenie 2019....

"Jakieś światło nad Betlejem się rozchodzi, w środku nocy przerażony świat się budzi, dzisiaj Chrystus tutaj właśnie się narodził, do nas przyszedł, bo ukochał wszystkich ludzi..."
Betlejem jest w naszych sercach jeśli znajdzie się w nich miejsce, na dobro, miłość. Niech Święta Bożego Narodzenia będą wyjątkowymi dniami w całym roku. Niech choinka zabłyśnie blaskiem radości i pojednania. Niech się szczęści wszystkim moim przyjaciołom i ludziom dobrej woli. Życzę wszystkiego co najlepsze w te radosne dni świąteczne i na każdy kolejny dzień. 
  Serdecznie pozdrawiam.

                                                     P a p k i n    

piątek, 20 grudnia 2019

                 Ostatnia niedziela Adwentu...

Tak, tak...Kończy nam się Adwent już w najbliższą niedzielę...Jest taki natłok zdarzeń, że trudno nadążyć za wszystkimi, ale...Coraz bardziej udziela nam się świąteczny nastrój. Ostatnie dni przed Bożym Narodzeniem. Ten nastrój niech nas nie opuszcza nawet wtedy, gdy coś pójdzie nie po naszej myśli. Trzeba przygotowanym być na każdą ewentualność...A póki co w blasku świątecznej choinki (swoją prezentuję), w jej blasku, przy śpiewie kolęd świat wydaje nam się jeszcze piękniejszy, niż zwykle. Sam widok Maleńkiej Dzieciny w objęciach Jego Świętej Matki budzi ogromne wzruszenie, kierując nasze myśli ku ciepłu "domowego ogniska." Macierzyństwo, rodzicielstwo - to chwyta za serce. Niezwykły czar i urok świątecznych dni sprawia, że sami czujemy się lepsi, spokojniejsi i serdeczniejsi, a w sercach wielu ludzi cichną niepokoje. 
Kołysze nas atmosfera tych najpiękniejszych , najbardziej rodzinnych świat. Czujemy, że nic nam nie zagraża, że pokonamy każdy nurtujący problem. Bo przecież Pan się narodził, przyniósł nam wiarę w miłość i pokój - przyniósł nam wiarę w człowieka. Pomyślmy, jak bardzo ten pokój jest każdemu z nas potrzebny, jak człowiek odżywa w atmosferze pokoju, który jest mu niezbędny do życia jak powietrze. Zróbmy zatem wszystko, aby strzec tego pokoju, pielęgnować, zabiegać o niego. Bo prawdziwego pokoju , owocu sprawiedliwości, miłości i prawdy nie ma tam, i nie może tam być, gdzie panuje wszechwładne zło i zakłamanie...Cieszmy się radosną atmosferą nadchodzących Świat Bożego Narodzenia. Wszystkim, a zwłaszcza tym, którzy tak licznie mnie odwiedzają życzę spokojnego weekendu i oczekiwania na to wielkie wydarzenie. Pozdrawiam.
 
                                                     P  a  p  k  i  n

wtorek, 17 grudnia 2019

                                 Już za tydzień...

Coraz bliżej do Świąt Bożego Narodzenia...Dni szybko biegną, choć odnoszę wrażenie, że się wloką...Mam też uczucie pełnego przygotowania, bo cóż dla siebie samego można przygotować? Bo jeśli już, to wyłącznie duchowo. Tak! Za kilka dni zabłyśnie pierwsza gwiazdka, być może będzie wyraźniej widoczna, bo jednak nie zanosi się na śnieżne święta, a noc będzie gwiaździsta...? A ten wyjątkowy dzień rozpocznie się wieczorem, który liczy się od zmroku. Śniegu nie ma więc kłopot z głowy, a kiedyś był kulig z pochodniami i harce na śniegu...Cóż - to odległe czasy i zapewne nie wrócą. 
 Ale życie toczy się dalej i cieszmy się tą chwilą - tym co mamy. W ciszy własnych sumień przeżywajmy ten czas wesołej nowiny...Za kilka już dni karp przemówi ludzkim głosem i uśmiechnie się do nas rumianym widokiem...
                               "Idą Święta wielkim krokiem..."
Nie będę do końca cytował powyższych słów, gdyż dedykowałem je w roku ubiegłym, choć na aktualności nic nie straciły. Na tegoroczne życzenia jeszcze jest chwila (właśnie pracuję nad tekstem), więc na dziś życzę udanego tygodnia. Pozdrawiam.

                                                                   P  a  p  k  i  n

poniedziałek, 16 grudnia 2019

                    Gdzie jest nasze Betlejem...?

"Zderzyłem" się z wydarzeniem, które mnie nie tylko poruszyło, lecz oburzyło...Młokos w osobie, jak się potem okazało - studencik, ubliżał na ulicy starszej osobie, tylko za to, że ta zwróciła mu uwagę, że rowerem pop chodniku się nie jeździ...i to akurat teraz, tuż przed najpiękniejszymi Świętami...Mija nam kolejny rok...Zagonieni w natłoku swoich spraw, zagubieni - nie dostrzegamy najważniejszego - człowieka obok...Żeby było dosadniej i...weselej, w wielu przypadkach nie potrafimy zachować się jak kulturalni ludzie. Odnosimy się z pogardą, niechęcią, a nawet słowną brutalnością...Mija kolejny dzień, potem następny, miesiąc i...znowu grudzień. Coś gna nas do przodu - byle szybciej, prędzej, "przeskakujemy" przeszkody rozpychając się łokciami. Trącamy innych nie bacząc, że wyrządzamy im krzywdę bez słowa przepraszam, myśląc wyłącznie o sobie...A gdy nadchodzi ten czas, wypatrujemy gwiazdki na
niebie, ciesząc się swoimi sukcesami - często kosztem innych. A co z tymi, których na swojej drodze nie zauważyliśmy, trącaliśmy przy każdej okazji, używając niecenzurowanych, często obelżywych słów, tak bez przemyślenia...? Minął rok, a my nadal tkwimy w swoich nawykach, w samolubnej postawie, bo przez ten miniony rok nic w naszej mentalności się nie zmieniło...Nie odważam się tych słów przytaczać - było by to niesmaczne, drastyczne, a nawet nieludzkie, własnie w tym okresie. Ten przypadek, który na wstępie  przytoczyłem, ukazał brak kultury tego młokosa, wychowania, ukazał zdziczenie, braku szacunku nie tylko do starszej osoby, ale w ogóle, także dla samego siebie...Jakie więc mają być te Święta, określane jako radosne, najmilsze, najpiękniejsze, jeśli w sercach wielu ludzi tyle nieprawości, złych odruchów, złośliwości, a nawet nienawiści...?  Jakie mają być te Święta, kiedy inni z naszej przyczyny płaczą...?  W te dni poprzedzające Boże Narodzenie uderzmy się w piersi, zróbmy rachunek sumienia z naszego postępowania. Znajdźmy miejsce w naszych sercach dla Tego, co ma się narodzić w nas samych...
Ile żalu i goryczy w każdym z nas,
ile gniewu w dniu co dziennym - 
przyznaj sam,
omijamy się nawzajem,
naszym nowym obyczajem - 
ile żalu i goryczy w każdym z nas...
                              Ile złości i zawiści w słowach brzmi,
                              ile minut niegodziwych liczą dni,
                              obcy sobie i zgorzkniali,
                              niby wielcy, a jak mali - 
                              ile złości i zawiści w słowach brzmi...

Gdzie jest nasze Betlejem,
nasze polskie Betlejem,
gdzie stajenka biedna i licha,
gdzie kolęda święta i cicha?
Gdzie jest nasze Betlejem,
nasze polskie Betlejem,
gdzie tu Mesjasz ma się pojawić,
gdzie zbawienie nam ma objawić - 
gdzie jest nasze Betlejem,
sam Bóg wie...

Gdy w tej ziemi się wreszcie narodzi Pan,
może wtedy będzie ona domem nam,
domem zgody i miłości,
domem prawdy i radości,
gdy w tej ziemi się narodzi wreszcie Pan.
                              Gdy dla Boga będzie gotów polski dom,
                              gdy w kolędzie wybaczenia zabrzmi ton,
                              może tutaj miedzy nami,
                              cud się stanie nad cudami - 
                              może Bóg wybierze wtedy polski dom... 

Gdzie jest nasze Betlejem...

Serdecznie pozdrawiam.

                                                 P  a  p  k  i  n  

piątek, 13 grudnia 2019



          III Niedziela Adwentu - weekend...

Do Świąt pozostało już nie wiele, raptem dwanaście dni licząc dzisiejszy - smutny i z refleksją...czyli mniej niż dwa tygodnie i będziemy mieli Wigilię. Ale skoro jesteśmy katolikami, to własnie za te kilka dni kończy nam się Adwent, który trwał cztery tygodnie. Ja oczywiście jestem katolikiem, ale nie mam zamiaru dyskutować nad długością czterech tygodni. Wiem też, że w naszej religii jest wiele kontrowersji - widać to na co dzień, ale o taką drobnostkę nikt nie będzie sobie głowy zawracał... A więc już za dwanaście dni będą Święta, czyli tuż za pasem...Wspominałem o tych czterech tygodniach Adwentu, bo za moich młodych lat, czas ten był przygotowaniem wszelkich posiłków, wypieków itp. Widzę te czasy do dziś...Myślę, że tematyka Świąt będzie się powtarzała, bo lubię te Święta i zawsze oczekuję na nie z niecierpliwością...Oczywiście, jak już wspomniałem w swojej notce, która oczekuje na opublikowanie (prawdopodobnie dopiero w okresie pomiędzy Starym i Nowym Rokiem) - stół, niekoniecznie wigilijny, ale jako całość w rozumieniu, jest miejscem służącym nie tylko do spożywania posiłków, ale również miejscem komunikacji, dialogu, kontaktu z innymi. Ten czas przygotowania do radosnego "Bóg się rodzi moc truchleje," niech połączy nas wszystkich w jednej wspólnej sprawie - bądźmy blisko siebie. Tego życzę wszystkim i sobie samemu...


Dzisiaj z racji rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, wspominam tamten czas w smutku. Wspominam Hanię Frąckowiak będącą w tamtym czasie w czwartym miesiącu ciąży, wywleczoną z domu za włosy, pobitą...Zmarła dzień później. Spoczywaj w pokoju Haniu.

środa, 11 grudnia 2019

                      Krótka refleksja na dziś...

Cisza...Jest tak przejmująca, że aż strach pomyśleć co było by, gdyby ktoś teraz włączył wiertarkę i zakłócił mi błogi spokój? Albo, gdyby było lato, słyszał bym przelatującą muchę nad moją głową...Ta cisza, to samotność (chwilowa), nie może być "śmiertelną" raną, ani w moim, ani w innym sercu, bo daną chwilę można szybko zmienić, choćby wspomnianą wiertarką...Bo z całą pewnością nie będę krzyczał, kiedy będę odchodził - ptaki bowiem też odlatują w milczeniu, drzewa usychają bez jednego słowa, a dzień oddaje się nocy w posłuszeństwie ciszy. Można zamknąć drzwi za sobą i wyjść nie pozostawiając kartki na stole. Gdybym tak postąpił, to do kogo musiał bym ją adresować - bo chyba nie do siebie? Przerażona mina też mi nie przystoi, bo i po co? Nie pożegnam się z nikim, ani z Tobą, ani z...Pójdę sobie zwyczajnie, jakbym szedł na spacer...Wiem, może to zbyt drastyczne, jak na obecny czas, ale taki dzień może przydarzyć się każdemu, a skupienie, refleksja też jest na czasie...Kiedy tak "odchodzisz" to nic się nie zmienia - wszystko i cała reszta jest taka sama. Czy widzisz to inaczej..?  Chwila zadumy w tej przejmującej ciszy, bo nic innego do głowy nie przychodzi. Może to dobrze, bo następne dni będą o wiele lepsze, ciekawsze, radośniejsze, co nie świadczy, że ta chwila jest gorsza od pozostałych...Idźcie przed siebie z uniesioną głową, w poczuciu radości, w oczekiwaniu na nadejście najpiękniejszych Świąt, jakim jest Boże Narodzenie. Bo jeśli mogę Wam w tym pomóc słowem, będę wdzięczny - dziękuję!
Bywajcie...
                                             P  a  p  k  i  n

poniedziałek, 9 grudnia 2019

                            Już za dwa tygodnie...

Wczorajsza niedziela upłynęła (już) w świątecznej atmosferze. Bo co by nie powiedzieć, zbliżają się nieubłaganie. Co prawda jestem zwolennikiem ich "opóźniania," zgodnie z oczekiwaniem zawartym w kalendarzu, ale na pewne czynności nie mam wpływu. Wracając do ubiegłej, II niedzieli Adwentu, byłem gdzieś, gdzie atmosfera radości wypełniała całe otoczenie, zwłaszcza dzieci biorące udział w ubieraniu choinki.
Jeśli mogę dokonać porównania, to tegoroczna, jest większa pod względem wysokości, dlatego początkowo martwiliśmy się, czy wystarczy nam ozdób - ale wystarczyło, jest super! O atmosferze zbliżających się Świąt świadczą także coraz śmielsze dekoracje witryn sklepowych, choć nie widać specjalnego pośpiechu w zakupach - jest jeszcze za wcześnie (?) Za mniej więcej dwa tygodnie śmiało będziemy mogli powiedzieć - "nareszcie nadeszły!" To westchnienie wypowie wielu z nas, przeważnie Ci, którzy je oczekiwali w podobny sposób jak ja. Cała reszta zapewne będzie miała czkawkę, czyli ponad stan, zniechęcenie i licho wie co jeszcze. Ale cóż - ich sprawa...Osobiście ostatni kurz zetrę prawie w locie, a choinka zabłyśnie w kącie w dniu Wigilii w takt kolędy "Bóg się rodzi moc truchleje..."  Karp z uśmiechem powie: - "weź mnie do ust, jestem taki smaczny," bo milszego widoku, jak Wigilia nigdzie nie znajdziecie, tylko w naszym polskim kraju, w tę noc co raz w roku przychodzi...
Miłego tygodnia, pozdrawiam.
                                                 P   a   p   k   i   n   

sobota, 7 grudnia 2019

                         II niedziela Adwentu...

Jutro już druga niedziela Adwentu, czasu przygotowującego nas do Świąt Bożego Narodzenia. Wszystkim życzę spokoju i duchowego przygotowywania się do najpiękniejszych Świat. Życzę również spokojnego i udanego weekendu.
Pozdrawiam.

                                                P  a  p  k  i  n

czwartek, 5 grudnia 2019

Ten pan z siwą brodą zwany Mikołajem, nie odwiedza mnie od wielu lat. Z całą pewnością obraził się...!  Miałem kiedyś dość zabawną sytuację, kiedy liczyłem, jak nigdy wtedy, że pod choinką znajdę to na co "chorowałem, czyli...komputer. Jakże się srodze zawiodłem, robiąc mu nawet wymówkę, że nie przyniósł mi tego co chciałem...Totalnie się wkurzyłem i...postanowiłem kupić samemu wspomniany prezent. Od tamtego czasu mam już drugie takie urządzenie kupione za własne pieniądze. (bez łaski Mikołaju). Tym samym stałem się samowystarczalnym, bez oglądania się na tego, który raz w roku przychodzi lub nie. Na tego Jegomościa niech oczekują dzieci - takie jego zadanie. Pozdrawiam.
                                                  P  a  p  k  i  n   

poniedziałek, 2 grudnia 2019

                                  Podmuch zimy...?

Dziwny ten dzisiejszy poniedziałek...Można by powiedzieć, że jak z jakiegoś filmu...Na dworze tak szaro, że aż ciemno, a podobno miały być przejaśnienia...? Nic z tego! Drażniąco zmienna pogoda - może nie z mżawką lecz z delikatnym śnieżkiem, a wraz z nim wiele rozdrażnionych, albo wewnętrznie rozbitych duszyczek (?) Przeciskają się one w tej nieprzyjaźnie zmiennej aurze, jak cienie, które gdzieś tam wyjść czy dojść muszą...Niemal każda dzisiejsza rozmowa, to wsłuchiwanie się w żale, smutki, jakieś dylematy lub tęsknoty...Chyba musiał bym być psychologiem dla ratowania tych duszyczek? Albo to jakiś kapryśny zbieg okoliczności, że wszystkich akurat dziś tak nagle ogarnęła wewnętrzna pustka? Przecież nie można wszystkiego obarczyć odpowiedzialnością złej pogody i uznać ją za głównego winowajcę złych nastrojów...Prawie koniec jesieni - prawie, bo do jej końca pozostało zaledwie trzy tygodnie. Teoretycznie, być może najnieprzyjemniejsze chwile w roku, ale czy w innych porach nie jest podobnie? Nawet latem zdarzają się dni deszczowe, ponure...Walczcie z tymi dylematami, bo jesień, to nie koniec świata, niezależnie od zmiennej pogody, bo najważniejsza jest pogoda ducha...Wiem - każdy ma swoje małe tęsknoty, czasem bywają one nieco większe, choć zdarzają się i takie, które się zwykłym śmiertelnikom nie śniły i oby ich jak najmniej. Ale nie miejsce i nie czas na rozwijanie tego tematu. Jesień trzeba przeżyć. Wkrótce może (oby) spadnie prawdziwy śnieg i przykryje białym puchem wszystkie nasze tęsknoty. A póki co, trwa Adwent i nie muszę przypominać na co oczekujemy. Miłego dnia wszystkim życzę.
                                                 P  a  p  k  i  n    

sobota, 30 listopada 2019

Jak szybko minął nam rok... Ani się obejrzeliśmy, doszliśmy do Adwentu, który jutro się rozpoczyna pierwszą jego niedzielą.
Adwent, to czas pokuty, nawrócenia, oczekiwania po to, aby w naszych sercach narodził się Bóg. 
Wszystkim życzę przeżywania tego okresu przybliżającego nas do Świat Bożego Narodzenia.
Pozdrawiam życząc przy okazji udanego weekendu.

                                                                   P  a  p  k  i  n

czwartek, 28 listopada 2019

Ani się obejrzeliśmy, a pierwsze dni jesieni mamy za sobą - dziś jesteśmy w drugiej jej dekadzie. Czas tak szybko mija, kończy się listopad, a na horyzoncie - ADWENT! Dni coraz krótsze, weszliśmy w te najkrótsze w roku i tak potrwa to do przesilenia, czyli około 22 grudnia...I można by tak bez celu pisać, wspominać, bo tylko to nam pozostaje. Dzisiaj jest piękna słoneczna pogoda, fenomen jesieni, ale to na krótko, już zapowiadane są opady śniegu...Tak więc o jesieni już było i chyba wystarczy, pytanie - co dalej? Z całą pewnością zima za pasem, w większości dni są ponure, mgły spętały swym mlecznym parawanem wszystko co wokół nas, a dni budzą się ospale (tylko ja z uporem maniaka budzę się około czwartej nad ranem i jestem wyspany), jakby im nie chciało się wstać... Nie spuszczam z tonu, zawsze trzymają się mnie kawały, które dla innych są powodem śmiechu, ale zdaję sobie sprawę z tego, że niektórych mogą nawet "denerwować..." Ale myśli skupione wokół mnie pozwalają na chwilę fantazji, bo jesień nie jest przecież porą do smutku. Można się odnaleźć jeśli się tego chce, można też natknąć się na "upiora," gdy w dodatku mamy bezchmurną, księżycową noc...? Hallo - wilkołaki - jesteście tam? Złoty księżyc rzeczywiście rozświeca wszystko to, co tonie w ciemnościach, po czym zapewne znowu zniknie rozpływając się za mgłą, która niespodziewanie znowu przykryje cały świat. A rano będzie tak mlecznie, że Bożego świata trudno będzie dostrzec. Jesień robi nam kawały, sprawia, że stajemy się ospali, jacyś niemrawi, zdolni do głupstw. I taką oto "głupotę" przedstawiłem, bo podobno miało już nie być nic o...jesieni (?) Ile w tym prawdy, ile fikcji myślowej niech każdy z osobna osądzi...Tak, czy siak trzymajcie fason podśpiewując sobie tak jak ja. Powodzenia - pozdrawiam.

                                                 P   a   p   k   i   n

poniedziałek, 25 listopada 2019

                Doroczny wyścig "szczurów..." 

"Wasze gały jeszcze tego nie widziały..."  Anons został zaczerpnięty z reklamy z przed 2004 roku, a która zdobiła jeden z supermarketów, konkretnie "Media Markt," który to nieco później zmienił tę reklamę na "Nie dla idiotów..." Ale być może wszyscy jesteśmy idiotami - pod tym względem od tamtego czasu nic się nie zmieniło w tej materii. Chodziło bowiem nie tyle o reklamę marketu pod względem cen, ale również o czas Bożego Narodzenia już w listopadzie. Nie możemy się wiec obrażać, gdy ktoś nazwie nas idiotą...Tak - zmanipulowałem reklamę, bo zauważyłem, że świetnie się nadaje do moich celów, jeśli chcę zawrzeć  w tym miejscu, odbierając jakby prawa autorskie wynalazcy tej reklamy z przed lat. Prócz normalnej treści rozważań, podobnych zresztą jak co roku o tej porze, zamierzam i w tym włączyć do treści złość z tego powodu, to co leży mi na wątrobie, ponieważ totalnie mnie to wkurza. Ktoś powie: "głupi jestem" - może i tak, ale głupi wyłącznie dla siebie...Bo świat pod tym względem jest do dupy. Rzygam na niego i na wszystko z czego został  zbudowany (chodzi mi nie o ten stary lecz ten obecny, niby nowoczesny!) - ciekawe pod jakim względem?  Zbudowany z pychy, obłudy, złośliwości, marnotrawstwa, ludzi przepojonych nienawiścią i tym gonieniem za pieniądzem...Tak - wyżalam się okazując swoją niechęć i burzenie moich (naszych) tradycji. Przecież do Adwentu jeszcze jeszcze tydzień (ten wyścig trwa od Zaduszek), a wokół aż roi się od Mikołajków, Aniołków, choinek i gwiazdek, że nie wspomnę o innych...Nawet choinkę już postawiono na rynku z zapytaniem: "Jak się Wam podoba?" Noże wyżaleniem się ulżę sobie, choć nie jestem co do tego przekonany i sam w to nie wierzę...Ale próbuję! Uważam też, że jednostka się nie liczy - nigdy się nie liczyła i choć ludzi tradycjonalistów jak ja jest więcej, to dzisiejsza większość robi co zechce...Unikam w tym okresie marketów, gdzie jest mi nie po drodze, a to daje mi spokój ducha. Boże Narodzenie rozpoczynam przygotowaniami na tydzień przed Wigilią, to daje mi w pełni świętować to, co innym daje poczucie zniechęcenia. Cóż - "każdy się wyśpi jak sobie pościele." I być może o to chodzi...
Pozdrawiam, życzę udanego tygodnia.

                                                                   P  a  p  k  i  n
   








wtorek, 19 listopada 2019

                           Degradacja wartości...

Pustka, która ogarnia mój umysł w ostatnich dniach, nie pozwala na wymyślenie odpowiedniego tematu, który byłby "przyjazny" dla tych, którzy mnie czytają. Taki wniosek nasuwa mi się kiedy widzę, co jest przychylne "opinii," czy też nie - widać to po ilości odwiedzinach bloga. Błądząc myślami, "zatrzymałem" się na zdarzeniu w Koninie, gdzie pan policjant z zimną krwią zastrzelił uciekającego, rzekomego dealera narkotykowego (?) Czy jednak dealera? Nie mnie osądzać i nie to akurat jest tematem. Ogólnie więc zajmę się problemem występującym w naszym codziennym życiu i tym "zderzeniem" się z rzeczywistością. Wydarzenie w Koninie jest w tym przypadku finałem tego zła, ale...w dobie degeneracji pokolenia XXI wiek, temat nadal aktualny. Żyjemy w czasach wolnościowych. Zachłysnęliśmy się tą wolnością i wydaje się nam, że wolno wszystko. Otóż nie! Osobiście trudno mi się odnaleźć w tej rzeczywistości, jakże błędnej i utopijnej, bo za chwilę okazać się może, że "obudzimy" się z głową w nocniku...! Zacznę od siebie... Jakby ktoś nie wierzył, też byłem kiedyś młody i "sikałem" do góry, na chleb mówiłem "beb," a na księdza - "Zorro." Chodziłem po owoce do sąsiednich ogrodów, spinałem się po drzewach, robiłem różne zbytki, zaglądałem pod kiecki dziewczynom, bawiłem się z nimi w różne śmieszne zabawy...Moi koledzy wcale nie byli lepsi. Jeden po cichu obciął koleżance warkocz żyletką na lekcji  przyrody, inny podłożył fizyczce pod krzesło (na siedzeniu) pinezkę, a jeszcze inny wjechał rowerem do szkolnej szatni. W klasie mieliśmy jednego "złodzieja," który miał nad sobą kuratora. W szkole zdarzały się bójki, ale to wszystko nie przybierało form, jakie dziś obserwuje się w szkołach i poza nią. Mimo tych wszystkich mankamentów natury wychowawczej, w szkołach było normalnie. Czymś nie do pomyślenia był papieros czy...alkohol, a uczniowie nie bali się budząc rano, że muszą znowu iść do szkoły. W wolnych chwilach, po lekcjach bawiliśmy się na podwórkach, na trzepakach, które zawsze były centralnym punktem naszych zainteresowań. Tak było, a dziś...?
Dzisiaj w szkołach grasują gangi, wymuszenia i pobicia są standardem dnia codziennego, a młodociani dealerzy narkotyków, są plagą wielu szkół. Używki, kiedyś nieistniejące, nagrywania przemocy na telefony, zamieszczanie zdjęć z dziewczęcych toalet w Internecie, czy też sfingowanych gwałtów, są zjawiskiem coraz częstszym. Narkotyki, chwalenie się własną głupotą, eskalacją siły i to stwierdzenie: "nic mi nie zrobisz, chroni mnie ustawa." to powszechny element stosowany przez osiłków, którym się wydaje, że nie wolno go tknąć nawet palcem. Pobicia i zastraszanie nauczycieli tak często dziś spotykane, kiedyś nie miały miejsca. Nauczyciel był autorytetem, dziś często jest wrogiem instytucjonalnym reprezentujący jakiś dziwne mniemanie o "wyższości kasty pedagogicznej..."  Tak wiele osób broni dzisiejszą młodzież, że nie jest ona gorsza niż ta naście, czy dziesiąt lat temu. Gówno prawda! Jest gorsza pod wieloma względami, choć nie mówimy tu o wszystkich. Jest to jakaś ich część, co widać na każdym kroku. Widać to po aktach wandalizmu, po uchlanych małolatach, palących papierosy pod szkołami i zero reakcji pedagogów, policji, straży miejskiej - ich tam po prostu nie ma, bo nie ma problemu (?) Nie wspomnę o oplutych chodnikach i to do tego stopnia, że przejść jest trudno nie mówiąc o obrzydzeniu. Przekleństwa i burdy w biały dzień. Rozwydrzone dziewczyny - dziwki, bo inaczej trudno wytłumaczyć ich zachowania rzucające "mięsem" co pół słowa (panowie nie są lepsi), macający krocza osiłków, jakby to było coś normalnego. Po prostu rzygać się chce na widok takich scen...Tą degenerację widać na każdym kroku, a patologia rodziny zaczęła poszerzać swój zasięg pojęciowy. Coraz częściej spotyka się rodziny, które przy powierzchownym poznaniu, wydają się być normalne, a zagłębiając się w relacje w nich panujące okazuje się, że to patologia przez duże "P." Skąd to się bierze? Myślę, że z kryzysu rodziny i olbrzymiego kryzysu świata wartości i autorytetu (nie tylko u nas w Polsce). Dziś wartością nadrzędną dla młodych staje się kasa (pieniądz) i status materialny, a nie wiedza i umiejętności. Nauczyciel przestał być autorytetem, coraz częściej przestają być nim również rodzice. Z niepokojem obserwuję swojego wnuka i to co dzieje się z jego zachowaniem (skutki bezstresowego wychowania). Kryzys wzorców sięga do najgłębszych pokładów świadomości dzieciaków. O ile Jan Paweł II dla niektórych może być wzorcem, to kto jest dla tych, dla których Kościół jest przeżytkiem? Politycy szmacą się publicznie, przestępcy żyją bezkarnie, inni z profitów jakie przynosi nierząd i narkotyki, nauczyciele boją się być konsekwentni, aby nikt im samochodu nie spalił, a rodzice w pogoni za pracą, sukcesem i...pieniędzmi są nieświadomi, co dzieje się z ich dziećmi. Dziś wzorcami (jeśli w ogóle są) stają się różni celebryci: aktorzy, piosenkarze i im podobni, których życie i postępowanie bardzo często nie są żadnym wzorcem do naśladowania lub "bohaterowie" gier komputerowych, magii, przemocy itp... Świat wzorców i autorytetów leży na dnie przykryty warstwą multimedialnego mułu. Czasem zastanawiam się, dokąd prowadzi ta droga?  Często wyrażam swój protest, za co jestem karcony, wyzywany, poniżany i co gorsze - przez najbliższych. Według mnie, droga ta prowadzi  donikąd, w ślepą uliczkę, z której wyjściem jest samobójstwo, łatwy zysk, w narkotyki, czy zdobywanie "przyjaciół" przez puszczanie się na lewo i prawo. W środkach przekazu czasem bije się na alarm, ale alarm przy okazji kolejnego pobicia, kolejnego gwałtu, samobójstwa, czy zabójstwa, tego podobnego jak w Koninie. Zastanowić może tylko, gdzie podziała się instytucja szkoły i rodziny? Instytucje, które kiedyś potrafiły sobie radzić z problemami egzystencjalnymi swoich wychowanków. Czy świat już tak wybiegł do przodu, że nikt nie potrafi tego opanować? Aż boję się pomyśleć  co będzie dalej i kiedy ten mój wnuczek mający w tej chwili dziewięć lat zacznie sprawiać podobne problemy, choć już od nich nie odbiega. Boję się, że kiedyś z tego (czasem) roześmianego lecz buntowniczego człowieczka, wyrośnie coś na wzór tych rozwydrzonych osiłków. Gdyby tak miało być, wolał bym tego nie doczekać. Przyszłość podobno jest w rękach młodych, a co, gdy nie mają Oni przyszłości...?
Pozdrawiam życząc udanego tygodnia i...refleksji.
Dobranoc.
                                                         P  a  p  k  i  n

                                                           

piątek, 15 listopada 2019

                              I znowu weekend...

"Popatrz na siebie, jaką jesteś leguminą..." Tak brzmiała moja odpowiedź na podobne stwierdzenie jakiejś paniusi. Słowa, za które Fb po raz kolejny zablokował moje konto na miesiąc, to jakieś kuriozalne...! Ręka, która to zrobiła chyba nie wie, co znaczy określenie "legumina," bo tylko to słowo mogło być według Fb - niestandardowe...A ja się śmieję, bo przestały mnie już denerwować zachowania bezmózgowców obsługujących ten portal. Usilnie szukam kogoś, kto wie, jak wyjść z tego bagna jakim jest Fb? Jaki jest sposób na usuniecie konta?  Proszę o informację..! Cóż - póki co powoli mamy kolejny weekend przed nami i chyba nic już mądrzejszego nie jestem w stanie napisać. Wszystko co miałem na wątrobie - pożaliłem się i...napisałem. Ale zawsze jeszcze coś idiotycznego wyssam z siebie, aby samemu dobrze się bawić i dać upust uciechy tym bezmózgowcom - "właścicielom"  Fb... 
 Zapraszam na poranną kawę, pozdrawiam i życzę udanego weekendu...
                                                               P  a  p  k  i  n

wtorek, 12 listopada 2019

Szanowna Pani Bądarzewska - kompozytorka...Jesteśmy w tej samej drużynie. Możemy być dumnymi Polakami...

Ta młodzieńcza piękna kompozycja Tekli Bądarzewskiej - Baranowskiej, nie traci nic z niezwykłego czaru, którym już bez mała dwa wieki temu zachwycała cały świat. Mało znana ambasadorka Polski zmarła tak młodo, lecz muzyka rozbrzmiewa po całym świecie do dziś...
 

piątek, 8 listopada 2019

                           Podróż za sto złotych...

Nie ma żadnych wątpliwości - Bieszczady stanowią wyjątkowy pod każdym względem region Polski. Działają jak magnez (jestem tego dobrym przykładem), przyciągają ludzi pochodzących z różnych środowisk...Region o surowym klimacie i pierwotnej przyrodzie - dziki, mimo zmieniającego się wokół "klimatu" nowoczesności, stawiający wysokie wymagania tym, którzy tu przybywają. Stawiają surową szkołę przetrwania tym, którzy chcą je poznać dokładnie czyli od środka...Osobiście uważam, że pomimo wielokrotnych już wojaży, nadal nie byłem wszędzie i do końca wszystkich zakamarków nie poznałem. 
To tutaj najczęściej spotkać się można oko w oko z dzikim zwierzęciem, a znajomość ich mentalności, zachowań, znajomość topografii i podstawowych chociażby zasad współżycia z przyrodą oraz szlaków turystycznych, w tym również tych z poza oznakowanych, z całą pewnością ułatwi poznanie tych pod każdym względem gór...Jeśli więc idziesz pierwszy raz, a zapewne musi być ten pierwszy, zawsze idź z osobą znającą teren. Bieszczady bowiem stanowią rezerwat i schronienie dla dużych drapieżników jak: niedźwiedź, wilk czy ryś, żubr...To również bogactwo kultury - drewniana architektura sakralna i świecka, tajemnicze ruiny różnych budowli w gęsto zalesionych przestrzeniach oraz wspaniałe środowisko naturalne...
     We wpisach, jakie dokonałem w swoich relacjach są fragmenty wyjątkowe. Oczywiście - dziś z całą pewnością ujął bym je w innych , jak to mówią - nowoczesnych słowach, ale po co? Niech pozostanie jak jest...
"Jeszcze księżyc świecił na niebie,
kiedy nocą ruszyłem przed siebie,
ciemną nocą szeleści w krzakach
jakiś zwierz znalazł się w "tarapatach"
odgłosem moich stóp,
gdy idę nocą..."
A jeśli już się "zagubię" w tych Bieszczadach i będę chciał przenocować pod drzewem, rozpalić ogień i dodać sobie otuchy, to także będzie biwak w tej głuszy dzikiej na granicy własnego sumienia...I jeszcze to, co kryje się gdzieś wewnątrz człowieka - niepokój...(?) Na pewne pytania trudno sobie odpowiedzieć, wytłumaczyć coś co już dawno przełamałem w sobie (strach), choć nadal twierdzę, że należy środki ostrożności zachować...
I jak mówi popularna piosenka:
"Może się spotkamy znów po kilku latach,
może właśnie tutaj lub na końcu świata..."?
Tutaj powracam do sekwencji z początku swoich wspomnień..."Jeśli Twoje losy zawiodły Cię w Bieszczady, jeśli otwarłeś swoje oczy, serce, duszę i głowę na to co Bieszczady chcą Ci powiedzieć...Nie trać nigdy wiary, gdy przybywa Ci lat, otwórz serce i duszę, a miły stanie się świat - ten, o którym piszę..." Mając na uwadze temat, którego tym razem nie zrealizuję, a szkoda - nadmieniam, że jestem tak blisko, to i braku już czasu, tym razem nie dotrę do Górnej Solinki czyli Rezerwatu Moczarne. A swoja drogą - czasem nachodzą mnie dziwne myśli, że może to już ostatnia moja wędrówka w ogóle...(?) Potem następuje kolejna i znowu wątpliwości...Z czego to wynika - nie wiem!

Kondycja u mnie nie najgorsza, nie odczuwam specjalnego zmęczenia, przeciwnie - tu czuję się znakomicie, no czasem w "kościach łamie," ale cóż...Lat nie liczę i czuję się jak...może nie jak dwudziestolatek, ale naprawdę dobrze...
 Cóż mi pozostaje? Nic, tylko iść przed siebie, a tych co mieli (mają) jakieś wątpliwości, mam nadzieję - zaspokoiłem. Inni niech wezmą to wyzwanie jak plecak na ramiona i ruszają w te piękne, tajemnicze góry pod każdym względem...
"Moje serce zostało w Bieszczadach,
w leśnych ostępach, na połoninie,
gdzie wiatr halny śpiewa melodię
i gdzie strumień wartko płynie..."
Do zobaczenia na szlaku. Pozdrawiam...

                                                                  P  a  p  k  i  n
Wetlina, lipiec 1978 r.
PS,
Okolice dzisiejszych Sianek - "Grób Hrabiny" wygląda dziś tak, jak na filmiku. W tamtym czasie nad grobami Stroińskich był rozwalający się murek, który obecnie przykryty jest zadaszeniem. 

środa, 6 listopada 2019

                         Podróż za sto złotych...

Sezon wakacyjny tegorocznego lata nie należy do szczególnie obfitującego w letnie upały. Może to nawet dobrze, ponieważ zbytnia "gorączka" nie sprzyja dalekim wędrówkom, zwłaszcza w otwartym terenie... Wiosna była piękna, ciepła, a kwiecie zalewało wszelkimi kolorami.  Ale już pierwsza połowa wakacji kiepsko się spisała - dominowały pochmurne i deszczowe dni. Dobrze, że ostatnie dni pogodowo się wyklarowały...i dobrze - można coś wreszcie zaplanować... W tym miejscu warto cofnąć się do wcześniejszego wpisu, w którym to okazywałem frustrację , a nawet złość, bo wszystkie wcześniejsze plany pokrzyżowała mi nie tylko pogoda, ale też...(ech, za co za ludzie?!)... Dziś nawet jestem zadowolony z faktu, że poprzednio zaplanowany wyjazd w większym towarzystwie, nie doszedł do skutku - ich strata!  Nie zawsze można sobie zamówić słoneczną pogodę na wakacyjny wypad w plener. Doświadczyłem tego czegoś w pierwszych dniach lipca, co było też powodem niepotrzebnej "szarpaniny" i nieporozumienia. Moja (nie) cierpliwość została w końcu wynagrodzono wspaniałą pogodą, również ta nocna. I jak wspomniałem - lipiec w Bieszczadach do pogodowych raczej nie należy, to jednak wyjątki mogą się zdarzyć. Mimo wszystko szkoda mi trochę straconego czasu - zapewne w pewnych momentach, kiedy przypomną mi się perturbacje, jakie wtedy przeżyłem - będę mruczał pod nosem, gderał i się użalał...Oczywiście, w międzyczasie zadzwonił do mnie szwagier z Łobozewa (zbieg okoliczności?) z propozycją, abym spędził trochę czasu w okolicy Soliny, może bym "popracował" w jego pasiece, którą jak mówi - "spustoszył" i to dosłownie niedźwiedź. Nie dałem konkretnej odpowiedzi, ale przyrzekłem, że się zastanowię. W końcu postanowiłem, że w pierwszej kolejności pojadę do Wetliny według zaplanowanego scenariusza, uzgodnionego z kolegą leśniczym - Marianem, u którego się zakwaterowałem... Zatrzymałem się w pokoiku na poddaszu, gdzie mam tak naturalne i wygodne warunki niemal do wszystkiego - wypoczynku i przemyślenia swoich spraw. Natomiast wspomniany Łobozew, jako baza wypadowa, jest doskonałym miejscem w okolicy Soliny, która w obecnych czasach przypomina mi miejski gwar z tłumem ludzi. Tu w Wetlinie mam bezpośrednie sąsiedztwo Wysokich Bieszczadów, skąd blisko do niedostępnych i dzikich miejsc, do Rezerwatu Moczarne poprzez Dział (1150 m npm), Mała i Wielka Rawka są w zasięgu ręki, czy pogranicza. Blisko tu do miejsca 
związanego z "Kaśką Litwinką, której tym razem nie odwiedzę (chyba) - Jej miejsce wiecznego spoczynku... Całą resztę zrelacjonowałem już wcześniej i w późniejszych zapisach... I tak się zastanawiam, czy w dalszym ciągu nie dokonuję jakiegoś "przewodnictwa," przed którym bronię się jak mogę. Nie wnikam w szczegóły - od tego są oficjalne przewodniki, foldery i inne publikacje, chociaż czasem trudno jest oprzeć się pokusie tworzenia czegoś takiego - piszę dla siebie (?)... Nie widzę związku słów gdzieś zawartych i tego co dziś zapisuję do swojego archiwum (?)...Potrzebowałem trochę czasu, aby je odszukać. Słowa, które być może, albo wcale nie pasują do moich czynów związanych z poznawaniem Bieszczadów, ale...? "Nie jednemu w dzisiejszych czasach udało się zrobić błyskotliwą karierę przy pomocy cudotwórczego talentu (tu z racji kultury nie wymienię w jaki sposób) - i to bez najmniejszego udziału wykształcenia, a może nawet bez dostatecznej umiejętności czytania..." (wstęp do pamiętnika)... Wielu z tych ludzi zajmowało się lub wolało zajmować się robieniem kariery. Ja także próbowałem coś robić, aby zdobyć fundusze na moje podróże - swój wolny czas poświęcałem pobytem własnie tutaj. Nigdy nie skarżyłem się na żadne dolegliwości, trudności będąc w przekonaniu, że tylko upór i determinacja zawiodą mnie do celu, choć wiadomo, że nasza "maszynka" nie zawsze może działać sprawnie...Mam satysfakcję ze wszystkich tych podróży, wędrówek, zwiedzania poznawania, choćby ta "Nekropolia na rozdrożu," jak nazywam Sianki, czyli "Grób Hrabiny," miejsce tak znane i opisywane wcześniej... "Przejdź się 
ścieżką wijącą się pośród lasów, gdzie zamiast horyzontu stoją szpalery drzew, gęstej puszczy, gdzie z jednej strony masz zaskakująca dzikość tej części Bieszczadów, niezwykle malownicze grzbiety gór wyłaniających się zza ściany lasu, a z drugiej - ta wielka niewiadoma będąca przed Tobą. Bo na tej ścieżce za każdym razem spotkać można coś nowego coś, czego nie dojrzało się poprzednim razem.
I coś kusi, żeby tak zejść ze ścieżki i znaleźć się pośród traw falujących na wietrze lub wejść w głąb lasu - tak i ja uczyniłem to wielokrotnie, także tu pod Tarnawą, by po chwili stanąć nad Sanem - ładnie tu, cicho i dziko...A na końcu wędrówki po minięciu potoku Niedźwiedzia jest cel, do którego wszyscy zdążają - grób Franciszka i Klary z Kalinowskich - Stoińskich. Nieopodal, o czym nie wiele osób zapewne wie, w zarośniętych chaszczami ruinach kapliczki spoczywają ich córki - Marysia i Bogusia. Jak wspomniałem, turyści zwą to miejsce "Grobem Hrabiny." Obecnie jest to głuche miejsce pośród lasów tuż nad Sanem, a jego źródło oddalone jest o kilkanaście metrów dalej, gdzie potoczek stanowi granicę państwa. Bo jeśli powieść Jarosława Haszka nie jest fikcją literacką, to bywał tu również sam wojak Szwejk - Czech z armii austro-węgierskiej, który dobrowolnie poszedł na wojnę, by walczyć za Najjaśniejszego Pana...
Cdn...