Szukaj na tym blogu

piątek, 29 maja 2020

                                   Już weekend...

Nie udał się wyjazd do Krakowa wiec można zająć się sobą. Weekenduję przygotowując się do letnich wojaży. Wszystkim życzę udanego wypoczynku i ewentualnych przygotowań do urlopów. Wszystkiego dobrego. Pozdrawiam.
                                   P   a   p   k   i   n

wtorek, 26 maja 2020

                        26 maja...Dzień Matki...

                                              Kiedy Mama odejdzie,
                                           bo Bóg Nasz zechciał tak,
                                              powróci tu na ziemię,
                                             jak piękny, rajski ptak.
                                             Będzie Twoim Aniołem
                                             niczym boska ochrona,
                                              bo matczynej miłości,
                                          nawet śmierć nie pokona...

                         I ja mam taką nadzieję, że tak właśnie jest.
                Niech Cię Pan Bóg przytuli do swojego miłosierdzia.



czwartek, 21 maja 2020

                                  Hej Bieszczady...

Klamka zapadła...Nie będę dyspozycyjny dla nikogo lecz wyłącznie dla siebie. Nikt i nic mnie nie powstrzyma - tegoroczne lato jest do mojej dyspozycji. Dość marudzenia, użalania się na los, na to coś i licho wie na co jeszcze. Skoro nie można lub należy ograniczać plany wyjazdowe za granicę (może słusznie), trzeba zwiedzać nasz kraj. A jest gdzie jechać...Z racji tego, że jestem entuzjastą Bieszczad - tam jadę! Bo choć od niepamiętnych czasów odwiedzam tą piękną krainę, jeszcze do końca wszystkiego nie odkryłem. Są bowiem miejsca, gdzie nie byłem i takie, do których ciągle wracam kosztem tych pierwszych...Snuję więc plany i robię przygotowania, kopiłem nawet nowe buty, które własnie testuję...Ostatni deszczyk i siedzenie w domu skutkowały podjęciem stanowczej decyzji. Zastanawiam się tylko, jaką trasę obrać na inaugurację? Może wrócić na szlak, który szeroko opisywałem (jest do odnalezienia na blogu), czyli z Komańczy przez Chryszczatą, Wysoki Dział do Cisnej - wcale łatwy nie jest uwzględniając pominiecie znakowanego szlaku (?) Z całą pewnością chcę być ma Kińczyku w ciągu Połoniny Bukowskiej (pogranicze) - miejsce odosobnione poza szlakami turystycznymi...
Ale zanim to nastąpi, meczy mnie ten Kraków, oby jak najszybciej przeminęła ta "zmora." (?) Dziś jednak dedykuję utwór i słowa pana Jerzego i Jego klipu, z którym jak najbardziej się utożsamiam. 
Serdecznie wszystkich pozdrawiam.
                                                                       P  a  p  k  i  n    

wtorek, 19 maja 2020

                              Gdy pada deszcz...

Siąpi...cedzi się jak przez sito zraszając spragnioną ziemię...To dobrze, posucha taka, że kiedy wziąłem do ręki  grudkę ziemi, ta rozsypała się popiołem...Dobry deszczyk i oby popadał dłużej, ale taki jak teraz, jakby mu się nie śpieszyło. Ulewa nic nie wnosi, wody strumieniem spłyną do morza i będzie figa z makiem...I tak siedzę sobie w swoim grajdołku nie licząc czasu, choć on tak szybko pędzi do przodu. To życie wiodło mnie poprzez niewygody dzieciństwa, przeżyłem stan wojenny w dość burzliwy sposób, wojnę polsko-polską, reżim Jaruzelskiego, wzloty i upadki, pracę zawodową, śmierć bliskich mi osób i inne kłopoty...Nazbierało się tego trochę, a takie dni jak dzisiejszy sprzyjają do pewnych refleksji nawet, kiedy się tego nie chce. Czy czegokolwiek mogę żałować i czy powinienem (wtedy) pójść inną drogą - tylko po co i gdzie...? Bo jeśli cały świat jest naiwny jak ja, to zaręczam, że większego durnia ode mnie nie spotkasz. Nie jestem wzorem, z którego można czerpać cokolwiek (?) - nigdy bowiem nie uważałem się za kogoś lub coś, ale przynajmniej próbuję żyć tak, aby nie być nikomu kulą u nogi. Błędy popełniam jak inni, nawet ten siedząc tu i marudząc siedząc na "oceanie pustki." Wyzwolony z roli opiekuńczej żyje po swojemu i nie mam zamiaru niczego zmieniać, bo to oznaczało by "katowanie" się niepotrzebnie i prędzej bym zdechł niż osiągnął jakiś "sukces..." Marzenia - cóż, zawsze pomarzyć można, jak dla mnie tylko po to, aby urozmaicić sobie samopoczucie. Facet w moim wieku nie ma już realnych marzeń - no, może jedno, które próbuję zrealizować - mam nadzieję, że się uda...I to właśnie dziś, kiedy za oknem siąpi, mogę pozwolić sobie na durne przemyślenia, albo...podłubać w nosie, czasem, gdy faktycznie jest coś nie tak - popłakać w miejscu, gdzie nikt nie widzi i nie słyszy prócz mnie. Wtedy czuję się jak w paszczy krokodyla, tak mnie to dobija...Przynosi to ulgę - czasem. Można sobie coś napisać, coś innego z innej baczki, a gdy pokaże się słonko - pójdę przed siebie i zapomnę o tej chwili, która mnie zdołowała.
Bywajcie - do następnego. Pozdrawiam i życzę dnia radości. 
                                                                      P   a   p   k   i   n
   

piątek, 15 maja 2020

                    Refleksje weekendowe...


Usiądźcie wygodnie, jak najwygodniej, teraz na wiosnę...Usiądźcie w słońcu, a przynajmniej w tym kącie swojego mieszkania, pokoju tak, jak to ja praktykuję - gdzie najcieplej i najwidniej. Nie męczcie oczu i nie trzęście się od chłodu, który serwują nam zimni ogrodnicy i taka sama Zośka...Jeśli to możliwe - usiądźcie tak, aby popatrzeć na ulicę, na zielony trawnik, na przyrodę. Jeśli nie macie takich
możliwości - spójrzcie za siebie, tam też są ciekawe obiekty - nawet na sztuczny kwiatek w wazonie...Spróbujcie posmakować tę chwilę bycia samym - to miejsce dla każdego z Was tak swojskie, w którym jesteście. A może wspomnicie tego, co pisze te słowa, namawia, próbuje stworzyć swojska atmosferę...? Możecie mi wierzyć, a przynajmniej chciejcie uwierzyć, że własnie to miejsce jest Wam podarowane. Zaistnieliście tu, w tym czasie dlatego, że ktoś Was kocha. To nic, że w tej własnie chwili jesteście sami. Ta myśl, że jest gdzieś ten ktoś, daje poczucie wartości tej chwili...i trzymajcie się mocno tego swojego miejsca - domu, pracy, uczelni czy szkoły, swojego sposobu myślenia, odczucia i wreszcie swojego kraju - to nasz dom! Usiądźcie i pomyślcie, co możecie zrobić dla siebie i dla innych. Bądźcie życzliwi wobec drugich i wobec samych siebie...Życzę pięknego dnia, całego weekendu i nie tylko. Pozdrawiam.
                                                 P  a  p  k  i  n 

środa, 13 maja 2020

                                Nic nie robienie...

Kiedy stanę przy oknie - widzę miasto i życie tętniące tuż obok. Z tej pozycji widzę także skrawek nieba, dziś troszkę zachmurzonego, jednak wiosennego z przebłyskami słonka, które dodaje otuchy. Deszcz był potrzebny i nadal go za mało, tylko ci zimni ogrodnicy psują mi humor...Widzę też korony ulicznych drzew - jestem wyżej, ponad nimi. Mogę też ogarnąć wzrokiem nieco więcej  - budynki po drugiej stronie ulicy, ale nie tuż przy niej, zielony trawnik, ławki uliczne ufundowane zapewne przez samego włodarza miasta, z których częściej korzystają menele niż zwykli ludzie "zmęczeni" pieszymi wędrówkami po mieście...Jest to miejsce, które należy do mnie, a nie odwrotnie. Rozumiem też, że ja mam takie miejsca, do których należę, z którymi czuję się związany tak silnie, jak gdybym był częścią  składową ich krajobrazu. Chciałbym tam wyjechać - mam na myśli Bieszczady, pochodzić po wertepach, po tych nierównościach terenowych, pozaglądać we wszystkie kąty, jak to było wcześniej, czyli przed pandemią. Teraz szykuję 
się do wyjazdu do Krakowa na plan filmowy i to także krzyżuje mi moje plany...A tam w Bieszczadach - co się zmieniło? Zobaczyć te miejsca, które mimo upływu czasu, stoją w tym samym miejscu, choćby drzewa, przeróżne w swym kształcie, a jeśli się zmieniają, to tylko i wyłącznie ze względu z powodu upływającego czasu. Pochodzić sobie w wysokiej trawie "przeganiając"  pełzające w nich żmije. Popatrzeć na "utleniające" się piaskowce ruin, które opanowała przyroda- ich piękno. Ale gdziekolwiek będę wiem, że nigdy mnie nie opuści myśl, że moje miejsce na Ziemi, jest właśnie tam. Zawsze zwracam się w tamtą stronę, zawsze chcę tam być, tam wrócić...
Stoję przed tym oknem zastanawiając się, co z tym czasem zrobić? Wczoraj znowu wygrzebałem  z pod "sterty czasu" zapisane karty będące gdzieś na dnie wspomnień. Bo "siedzenie" w domu i nic nie robienie, źle odbija się na mojej psychice. Co prawda wizja bycia aktorem jest kusząca, ale aktorstwem się nie żyje, przynajmniej nie ja - to krótkotrwała przygoda. Ogólnoświatowa "zadyma" jaką zgotowała nam pandemia, zmusza do zagospodarowania sobie tego czasu. Grzebię w starych "śmieciach" swoich myśli i co rusz wygrzebuję jakieś dzieje, które nie zawsze nadają się do publikacji z różnych przyczyn, często czysto osobistych...Bo ile było tych pamiętników, tyle myśli w głowie, teraz piszę coś nowego i tylko o sobie...Znowu coś mi się rymuje i nie wiem dlaczego? Ale żeby skończyć powiem: - "Kiedy jutro stąd odejdę nikogo nie zranię, lecz głupotki z mojej głowy Wam wszystkim zostawię..." No dobrze, już uciekam...Serdecznie pozdrawiam.
                                                                      P  a  p  k  i  n

                                                   

poniedziałek, 11 maja 2020

                                 L  e  g  e  n  d  a...

Był tak skromny, aż do przesady...Nigdy się nie afiszował, nie lubił uwieczniać się na zdjęciach, zawsze cichy i spokojny usuwając się poza zasięg wzroku...choć czasem akcentował swoją obecność. Gdy był niezadowolony - bywał porywczy, w zależności od sytuacji...czasem niezrozumiale cichy...Obrywało mu się najwięcej - nasza Mama nie przebierała w środkach przymusu - to On był zawsze pierwszy do...klapsów. Pierwsza miłość i...ciężkie pobicie  do nieprzytomności przez zbzikowanego ojca dziewczyny. Małżeństwo, dziwna śmierć dwojga synków (umierali zawsze chłopcy) i wreszcie córka...Zawsze miał pod górkę...nawet w chwili odejścia. "Nieodpowiedni" jak widać był czas - okres przed i świąteczny i moim zdaniem - "pohańbienie" umęczonego chorobą człowieka...Czas szybko mija - to już miesiąc minął od Jego odejścia...i ten utwór: "Don`t Give Up," który nucił, trudny dla Niego i dla mnie także. Nawet się kiedyś śmiałem mówiąc: "coś Ci to nie 
wychodzi..." Jest mi trudno uwierzyć, że brata już nie ma...

piątek, 8 maja 2020

                                      F   i   l   m....

Marzenie - czy spotkało mnie coś najpiękniejszego? Czy kiedykolwiek marzyłem o roli w filmie - wątpię, ale cóż...może w życiu trzeba spróbować wszystkiego o ile to możliwe...?  Jadę do Krakowa, będę brał udział w filmie, w roli ekstremistycznego redaktora lokalnej gazety, namiętnego palacza zaabsorbowanego swoją pracą ponad stan, nie mającego czasu na nic, no może tylko dla swojej kochanki, namiętnej jak On sam - Weroniki...Cała akcja dzieje się we Lwowie, w okresie międzywojennym...Jestem spięty i w dalszym ciągu zaskoczony, bo ja, teraz, w tym wieku i ta rola tak kontrowersyjna...? Mogłem spodziewać się wszystkiego, ale roli i samej propozycji, która spadła na mnie jak grom z nieba. Mimo wszystko bawi mnie usposobienie mojej filmowej partnerki, co pokazały próbne zdjęcia, choć Ona sama niczym specjalnie nie odbiega w swoim charakterze od tej z filmu, a zdjęcia podobno okazały się obiecujące...Kraków zamieniony w filmowy Lwów ukaże prawdziwe oblicze moich umiejętności aktorskich. Byłem już Papkinem w Zemście, teraz wydawcą gazety - Teodorem...No, no - co jeszcze mnie w życiu spotka?  Zobaczymy! Życzę udanego weekendu, bo pogoda ma dopisać (podobno). Pozdrawiam.
                                                                       P  a  p  k  i  n

poniedziałek, 4 maja 2020

                              Z wizytą u...lisa...

Wybrałem się (wreszcie) na dłuższy spacer w miejsce, które uznałem - wolne będzie nie tylko od ludzi. I rzeczywiście - nie było nikogo prócz mnie i...Tak w ogóle jest to miejsce dość odosobnione, choć stosunkowo nie aż tak daleko od ludzi tu zamieszkujących. Ci natomiast siedzą w domach, a tylko wiatr hula po okolicy...Śpiew ptaków i cały czas odzywająca się kukułka. Spłoszone sarny biegnące polem czymś spłoszone i nie mną, bo odległość między nami była dość spora. Kicające zające - jeden taki dosłownie umknął mi spod nóg. Ciekawe i frapujące zjawiska, których w mieście się nie dojrzy...I ten lisek, który w pewnym momencie człapał  pośród zeschłej trawy z nosem przykutym do ziemi coś węsząc...Usiadłem wcześniej na okazałej kępie trawy sprawdzając, czy aby czasem nie jest to mrowisko - był by niezły pasztet...Siedziałem tak chwilę dialektyzując się świeżym powietrzem, lekkim wiaterkiem i słonkiem, które raz po raz wychylało się z poza chmur. Nie padało i to było największym darem, jaki mogłem sobie wymarzyć. Było miło i atrakcyjnie, mogłem po dłuższej przerwie znaleźć się na łonie natury, w miejscu oddalonym od ludzi i tej zarazy...Przyczłapał lisek początkowo mnie nie zauważając i tak zapewne było by gdybym nie sięgnął po aparat. Błąd popełniony ta czynnością zniweczył piękny widok zwierzęcia na tle dzikiej roślinności. Jeden szus i było po lisie. A szkoda - była by fajna pamiątka z wiosennej wyprawy poza dom. Bo sama majówka była krótka w dodatku w sam weekend. Nie mniej lepsze to niż siedzenie w domu. Pozdrawiam życząc dobrego samopoczucia. Niech sie ten maj wszystkim jakoś święci.
                                                                      P  a  p  k  i  n