Szukaj na tym blogu

piątek, 31 lipca 2020

                                   Święty spokój...

Spokój rzecz święta...Bo spokój, to samo zdrowie, a stres przynosi choróbska i inne gady...Można się o tym przekonać właśnie w tym roku, bo Bieszczady są oblężone przez turystów. Pojawił się także wpis na Facebooku, zapewne przez sfrustrowanego turystę pytającego, czy na Opołonek i Kińczyk prowadzi jakiś szlak. Nie prowadzi, to miejsca poza oznakowanymi szlakami, niedostępne, jak stwierdza Dyrekcja BPN - u. Ale kto chce i dobrze orientuje się w terenie, może się wybrać tak, jak ja to robię. I jeszcze jedno ważne...Nie toleruję ważniaków i cwaniaków, którzy polegają wyłącznie na telefonie komórkowym, nie umiejąc odczytywać mapy. W terenie las, ścieżka, droga, drzewa, mech i cała reszta są takie same. Bo kiedy pada im bateria w telefonie, stają się bez mózgową masą, a niby tacy oświeceni...(?) Na mapie jest wszystko - las, ścieżka czy droga. Niestety -  wtórny analfabetyzm jaśnie oświeconej gawiedzi nie potrafiącej zachować się na szlaku, nie da się głupkowato dowartościować, ta wartość zawarta być musi w...głowie, rozumie, rozsądku...
Dobrze spędzonego weekendu wszystkim życzę. Pogoda dopisuje, pora więc na wędrowanie.
Pozdrawiam,
                                                        P  a  p  k  i  n

wtorek, 28 lipca 2020

                       Nic nikomu nie dogodzi...

Teraz, to już mi się oberwie za te słowa, bo ostatnie dni "wysuszyły" mnie z energii tak, że czuję się jak zapomniany strach ma wróble...A to wszystko przez te upały, choć tak nie dawno lało jak z cebra...Teraz dusi i dusi, a wieczorem ma znowu być jakaś wichura i ulewa. Nie tylko suche szmaty na szkielecie ze starych patyków. Człowiekowi trudno dogodzić - ani tak dobrze, ani tak źle i bądź tu mądrym. Nie mniej jednak stan fizyczny i duchowy mam zachwiany i nie dlatego, abym źle się czuł - po prostu upały mi nie służą. Tak było zawsze, tak jest teraz. Zima, to coś dla mnie - wolę zimniejszy klimat. Jutro wyjazd, krótki, ale zawsze coś i...poza domem. I tak ma być...!
Pozdrawiam.
                                                                    P  a  p  k  i  n 

piątek, 24 lipca 2020

                          Do Mrągowa czas...

Komu w drogę temu czas...Wszystkim życzę wspaniałej przygody, pogody ducha. Jeśli udajecie się do Mrągowa, życzę dodatkowo dobrej zabawy oraz wszystkiego co najlepsze. Bawcie się dobrze.
Pozdrawiam.


                                        P   a   p   k   i   n

wtorek, 21 lipca 2020

                          Moja Mała Ojczyzna...

Każde miejsce może być (jest) wyjątkowe. Bo tylko od nas samych zależy, w jaki sposób będziemy na nie patrzeć, czuć się w tym miejscu, stworzyć oazę, choćby spokoju w tych burzliwych czasach...Bo miasto tętni życiem, choć jak pamiętam, kiedyś był taki sielski spokój. Wtedy nie było tak wielkiego szumu samochodów (więcej było konnych fijakrów (dorożek), "armie" sprzątających ludzi ulice, tak w dzień, jak również nocą, same ulice były czyściutkie...Dzisiaj ten ruch daje znać o sobie, jednak i tak muszę przyznać, że prawdziwe życie jest o kilka kroków dalej - w ciszy drzew, z dala od miejskiego gwaru. I jak każde miejsce, tak i to ma 
swoją tajemnicę, historię, a nawet ten sam czar dawnych lat, a to daje poczucie prawdziwego smaku i...nieograniczonego zadowolenia - kochać to miejsce, to kochać swoją Małą Ojczyznę. Bo to tutaj dowiedziałem się, co znaczy radość, cierpienie, wszystko to, co było moim udziałem. Ta kasztanowa aleja i owoce drzew, z których kiedyś robiłem kasztanowe ludziki, a stare drzewa pamiętają dawne czasy. Tu przechadzałem się wokół Zamku, po ciasnych uliczkach, które zdobią secesyjne domki. I jeszcze coś - cukiernia, którą pamiętam od pięćdziesięciu lat, tą samą, w tym samym miejscu, gdzie do dziś (które to już pokolenie) wypieka smaczne pączki i kremówki, te prawdziwe według starej receptury, nie jakieś "papieskie," jakby niektórzy chcieli o kiepskiej konsystencji i mamlastym kremie. Tutaj zawsze jestem szczęśliwy, choć zapuszczam się w głuche ostępy bieszczadzkich bezdroży, ale wracam i jestem w tym miejscu. I chcę, aby to moje szczęście trwało i trwało...Moje miasto rodzinne - tu zawsze jestem u siebie...
Pozdrawiam

                                                           P   a   p   k   i   n 

piątek, 17 lipca 2020

Po cóż Ci Ameryka - 
Teksas i bezkresna preria,
dolary, żółte złoto,
jedziesz tam tylko po to...?
                                           A może już wcześniej
                                           wszystko zaplanowałeś (?) -
                                           tam karierę zrobisz - 
                                           życie zaliczone...

Nic bardziej mylnego...Jak czytam i słyszę wypowiedzi ludzi, którzy w żaden sposób nie potrafią pogodzić się z wynikami wyborów, to ogarnia mnie złość. Ale cóż...! Jeśli ma to być "optymistyczny" akcent - droga wolna, wielu się na tym przejechało...Niech to będzie dobrą puentą na czas nadchodzącego weekendu, oczywiście dla tych trzeźwo myślących, bo tym drugim trudno cokolwiek tłumaczyć. Ja również szykuję się do wyjazdu, ale nie za granicę lecz w inny region naszego kraju, który nazywam "gniazdem szerszeni." Pogodnego weekendu życzę, bo z tą pogodą jest coś nie tak. Pozdrawiam.
                                         P   a   p   k   i   n

poniedziałek, 13 lipca 2020

                     Prawdziwe jest to co jest...

                                      "O piękny mój dniu
                                dzięki, że powitałeś mnie,
                                    jak pięknie, że mogę,
                        w kolorach twoich widzieć cię..."
Z niepokojem patrzę na niebo obserwując burzowe chmury kłębiące się na horyzoncie. Od dłuższego czasu (z przerwami) pogoda nie może się w pełni ustabilizować. Jak tak dalej będzie, to śmiem twierdzić, że tegoroczne lato będzie mokre i nieciekawe...
"Ciągle pada..." - cytuję utwór Czerwonych Gitar i chyba wcale nie odbiegam od prawdy...Moja Przyjaciółka z pod Ciechanowa w ostatnim czasie (jak dobrze pójdzie), ma zamiar odwiedzić Bieszczady, ale nie te miejsca, które mógł bym zaproponować, no może jedno...? To kwestia kondycji zdrowotnej. Ale mimo wszystko niech Cię deszcz nie zraża i zachęcam do przyjazdu, choćby do Soliny. Bo jeśli ktoś lubi takie wyzwania, to nawet pogoda nie jest w stanie zmienić planów, chyba, że były by nadzwyczajne przesłanki do rezygnacji. Tak więc Bożenko nie ociągaj się i ruszaj skoro nadarza się taka okazja. Klip dedykuję Tobie. Mam nadzieje, że się spodoba. Pozdrawiam życząc powodzenia.

                                                    P  a  p  k  i  n

piątek, 10 lipca 2020

                               Szanowni a zacni...

Nie, nie mam zamiaru przemawiać do Was językiem staropolskim takim, jakiego używałem łacno w Genealogii. Powaga tego weekendu, zwłaszcza niedzieli, to ważny dzień. Nie mam też zamiaru nikogo namawiać do czegokolwiek. Powiem tak - jak słyszę, widzę ten jazgot, ten taniec rozwydrzonych kolorowych pajacy i histerycznych zachowań, parad tęczowych, brutalności, przemocy, zadaję sobie pytanie: "gdzie doszliśmy w tej nienawiści?"
"Hulaj dusza piekła nie ma" i nie chodzi wyłącznie o treść utworu, który dziś prezentuję, on jest znacznie szerszy, to przypomina mi Sodomę...Zły duch rozpanoszył się w społeczeństwach świata. Czy nie powinniśmy się zreflektować i pomyśleć, aby nie było za późno? A tekst uważam za wspaniały i na czasie, życiowy, jeden z najlepszych, jakie do tej pory słyszałem. W jednej piosence ujęto decyzje, wybory, pokusy, jakie niesie ze sobą życie i skutki niewłaściwych decyzji...Sami ich dokonujemy - tych wyborów i innych wyborów pomiędzy dobrem i złem i za to wszystko teraz i kiedyś zapłacimy wysoką cenę, jeśli pójdziemy na łatwiznę...Dokładnie - tak Lucyfer da Ci wszystko, jeśli tylko mu się oddasz. Ale za to wcześniej czy później odbierze zapłatę - wtedy będzie już za późno, możesz być pewien...To całe awanturnictwo jakie zaistniało w naszym kraju, panoszenie się zła. Nigdy dotąd nie było w moim kraju takiego szubrawstwa, tylu nienawiści. A potem co niektórzy dziwią mi się, że uciekam, że włóczę się po pustych kniejach, że uciekam w samotność - to jest odpowiedzią, że nic tu po mnie. Tak! Wolę obcować z naturą, przyrodą, jakkolwiek ktoś to rozumie i niech tak pozostanie...Wszystkim życzę udanego weekendu. Pozdrawiam.
                                                        P  a  p  k  i  n 

piątek, 3 lipca 2020

                          Wszystko przede mną...

Gonię swój ogon i jestem pełen podziwu dla całego szeregu okoliczności, które za każdym razem , kiedy gdzieś się wybieram, powoduje "rycie nosem, a czasem całą gębą po ziemi...(?) Dzisiaj już piątek i rozpoczynający się weekend z nocnym deszczem i burzą, ale o tym za chwilę...
Do czwartku, każdy dzień mam ściśle wypracowany, wszystkie sprawy, o których pamiętam - w szeregu przebierają "drobnymi nóżkami," a niekiedy wpychają się wszystkie zapomniane elementy układanki, które tworzą logiczną całość i nie ukrywam, że robi się z tego niezły bajzel...A w takim "bałaganie" tracę oddech tym bardziej, że ta noc to czas jakiegoś koszmaru. Muszę też myśleć, aby nie zapomnieć załadować do plecaka tego, co najbardziej będzie mi przydatne...Jak wspomniałem, miałem zarwaną noc i spałem na jedno oko. Błyskawice oświetlały moje gniazdko, a huk grzmotów był tak potężny, jak by cały dom się walił. Pobudkę zrobiłem sobie o godzinie 2:30 będąc zdezorientowanym i niespokojnym na co zresztą nie miałem wpływu, a to wszystko bombardowało moją głowę jak pershingi. Leżałem tak przewracając się z boku na bok, a o czwartej nad ranem łóżko tak mnie uwierało, że musiałem wstać. Obsłużyłem się w łazience pod prysznicem utrwaliłem się do reszty, a kiedy zegar wybił pięć uderzeń zrozumiałem, że noc mam z głowy. Poranna kawa zaprawiona śpiewem ptaków uświadomiła mi, że za chwilę i tak musiał bym wstać, aby wreszcie wyjść z domu...Czas nieubłaganie płynie, słońce wyszło zza chmur i oświetla całe otoczenie, a po burzy pozostały tylko kałuże na ulicy - czas na nowy dzień...
A więc wszystko przede mną - do boju Papkinie..!
Pozdrawiam życząc udanego weekendu i nadchodzącego tygodnia mając na uwadze ważne wydarzenie, które przed nami.
                                                                     Bye, bye...