Szukaj na tym blogu

środa, 31 marca 2021

 

                        W i e l k i   T y d z i e ń...

Wielki Post, to czas wyjątkowy, to czas szczerej pokuty, nawrócenia i pogłębienia wiary, czas pracy nad sobą oraz ofiarnością dla innych.
To czas duchowego przygotowania do godnego uczestnictwa w wielkim święcie Zmartwychwstania Pańskiego.

piątek, 26 marca 2021

 

                              "Dorwali" mnie...

I stało się to, czego mogłem się spodziewać nie prędzej, niż w drugim kwartale br...będę ukłuty igłą zapewne jakąś (nie) zwykłą, może nawet bolącą z tego co słyszę wokół opinię na ten temat...Tak, czy siak, płakać, czy się śmiać...? No, ale było troszkę zdziwienia, bo proponowano mi spotkanie z igiełką w odległości stu kilometrów od miejsca zamieszkania. Kolejna propozycja, to odległość 160 kilometrów - odmówiłem. Trzecia propozycja okazała się trafna, tuż pod nosem w odległości paru minut drogi. Zostanę ukłuty w sobotę 1 maja o godzinie 8:15 w Centrum Medycznym. Tak więc od dziś pozostało mi 37 dni egzystencji, bo nie wiadomo, czy po wyjęciu igły z mojego  ramienia, nie przyjdzie mi w ofierze złożyć moich papkinowskich członków...
Dzisiaj natomiast jest piękna, słoneczna pogoda i ciepełko. Kwitną kwiaty, jest wiosennie. Cieszmy się i wykorzystajmy wiosenne widoki póki jeszcze możemy. 
Pogody ducha życzę, wszystkiego co najlepsze. Pozdrawiam.

                                                      P   a   p   k   i   n


   

wtorek, 23 marca 2021

 


                         Takie sobie myślątka...

Bartek - mój były już sąsiad, nie kontaktuje się ze mną niemal od września ubiegłego roku, od czasu, gdy znalazł się w DPS-e (nie znam przyczyny), na swoim blogu w dniu 22 lutego zamieścił drugi już post dotyczący wszechświata. Odniosłem sie do tematu 11 marca, ale do dziś bez odzewu. Ale tu u siebie skomentuję treść Jego wpisu w inny sposób, bez wchodzenia w szczegóły, obserwując świat Kosmosu z naszej planety i w sposób bardziej optymistyczny, nie katastroficzny...
Gdy spojrzymy nocą w pogodne niebo, widzimy niezliczoną ilość gwiazd. Za dnia na ziemskim niebie króluje słońce, które bez odpowiednich przyrządów nie można bezpośrednio spojrzeć bez przeszkód dla wzroku.  Czasami, gdy chmury pokrywają niebo cienką warstwą, można swobodnie obserwować tarczę słońca. Niebo nocą i w dzień, to tak różny widok, że rzadko sobie uświadamiamy fakt, że słońce to jedna z kilkuset miliardów gwiazd naszej galaktyki. Z punktu widzenia astronoma nie wyróżnia się niczym szczególnym. Dla życia na Ziemi jest gwiazdą niezwykłą. Szczególny zestaw parametrów fizycznych na które składają się wielkości i typ naszej gwiazdy dziennej, rodzaj wysyłanego przez nią promieniowania - stosunkowo duża stabilność słońca i promień oraz kształt orbity, po jakiej Ziemia je obiega, wytworzyły na naszej planecie warunki odpowiednie do powstania życia. Gdyby słońce nagle zgasło, po około ośmiu minutach na Ziemi zapanowały by całkowite ciemności. Ustał by proces fotosyntezy, co bardzo szybko doprowadziło by do zniknięcia z ziemskiej atmosfery tlenu. Drastycznie obniżyła by sie temperatura, a nasza planeta zamieniła by się w lodowatą pustynię...
Bardzo ciekawa interpretacja końca świata na naszej planecie. I jakkolwiek Bartku, nie grozi nam w najbliższym czasie zgaśnięcie słońca, to jednak inne zagrożenia z tym związane, mogą nam "utrudnić" życie. Ale jak rozumiem, zapewne sam nie wierzysz w teorię, której jesteś autorem. 
Pozdrawiam Ciebie mając nadzieję, że mnie odwiedzisz i odniesiesz sie do mojego wpisu, jak również i ja wszystkich pozdrawiam zycząc udanego tygodnia.

                                                   P   a   p   k   i   n 

piątek, 19 marca 2021


                                  Wolna sobota z Papkinem...

Z punktu widzenia Papkina, o tej porze (roku) - wszystkie rybki "śpią w jeziorze" (fajny rym), a może już wyzdychały i nie śmierdzą już rybą? Same rybki - pipki, a pośród nich szczupaki, czasem sandacz się trafi - (tak mi się wydaje), ale raczej rzadko. To zbyt szlachetna ryba...Można łowić sportowo jakieś płotki (to my szarzy ludzie). czasem złowi się drapieżny, choć mizerny okoń....No i powstaje pytanie o jakich rybach mówię i o czym tu pisać dalej (nuży mnie to), czy chcieć pisać na inne tematy, choć podobnych do tego mamy każdego dnia powyżej uszu, bo to było by najwłaściwsze (czyli powrót do normalności). Ale widać, że nie da się czasem normalnie żyć i trzeba takie tematy poruszać...A może wywalić to w kosmos, zmienić swoje pseudo czyli Papkina na coś bardziej oryginalnego, ale czy to coś zmieni i po co...? Ale dziś muszę to napisać, bo mie wytrzymuję, bo nie da się tego normalnie słuchać i czuję się tym zniewolony...Mój dom nie jest "oazą spokoju," taką oazą jest przestrzeń poza granicą ludzi, czyli gdzieś poza nimi. Ale powrócę do spokoju za chwilę, a potem jeszcze wróci zapewne "stare" bo takie jest życie...Z uroczym już uśmiechem wsłuchuję się w wypowiedzi naszych polityków - z uśmiechem, bo już nawet płakać sie nie da. Gadanie o polityce i wypowiadanie się w kwestiach moralności, doktrynerstwa, czy obyczajów w niej panujących , to domena zahukanych, niespełnionych i zakompleksionych facetów - osoby w postaci wszystkich Budków, Jachirów i im podobnym. I dlatego staram się nie zajmować polityką, choć jak wspomniałem - czasem trzeba. Bulwersowanie się nieprzyzwoitością polityków, "troska" o losy kraju i wypowiedzi wyrażające dezaprobatę dla poczynań hołoty (tak określam wszystkich działających przeciwko Polsce), to nic innego, jak babski magiel (one także mają swój udział w sposób obrzydliwy), w którym osobnicy przeważnie i nie tylko płci męskiej, którym wydaje się, że są prawdziwymi facetami (takie mniemanie ma o sobie Budka), pieprzą o swoich koncepcjach budowy państwa, burzą ład społeczny. I wcale nie zazdroszczę ani im, ani tym durnym kobietom wykrzykującym na ulicach wulgaryzmy i zachowującym się jak zwykłe zdziry. Sorry, może kogoś obrażam, ale trudno, one same zasłużyły sobie na takie określenie...
Państwo, to gra o sumie zerowej, czyli takie sobie kasyno. Oczywiście nie oznacza to, że owa gra jest sprawiedliwa, bowiem kasyno zatrzymuje część zysków po to, by się utrzymać i mieć pensję dla krupierów i innej maści obsługi. Obietnice wyborcze są niczym innym jak korupcja głosujących. I czasem państwo zabiera jednym, by dać drugim, budując przy tym potężne struktury urzędasów, które znajdują się już poza czyjąkolwiek kontrolą i wedle Praw Parkinsona, żyją sobie swoim odrębnym życiem. Hipokryci, czy ludzie chcący się jakoś ukazać w mediach, pokazać swoje oburzenie, bo rzeczy, które w polityce i biznesie odbywają się na co dzień, zostały nagrane i sfilmowane (?) To jest tak jak z seksem, czy załatwianiem potrzeb fizjologicznych - każdy to robi - polityk, naukowiec, dziennikarz, lekarz...Tak - można się tym "onanizować" - jako pornografią, czy skandalem - nie przeczę! Tyle, że dla Papkina są to podniety i skandaliki niskiej klasy, bowiem większość tych spraw jest urządzane  przez sejmy, komisje rządowe, unijne i żyjące z nimi w symbiozie - media i rozhukani politycy. A wiadomo wszystkim przecież, że wielbłąd to nie koń, tyle, że zaprojektowany przez komisję unijną do spraw rolnictwa. Zapewne niebawem będziemy oglądać posła (a może już premiera?) załatwiającego się w toalecie sejmowej lub rządowej i okaże się, że przy robieniu kupy, pan poseł (lub premier) czyta urbanowskie "Nie," lub inny periodyk szkalujący Polskę, a tyłek podciera sobie papierem toaletowym w biało czerwone barwy...Tak, tak - to jest straszne, jeśli do władzy dojdzie taki Budka i jemu podobni. I choć jeśli papier toaletowy bedzie zaprojektowany przez komisje poselską, to osobiście chciałbym, aby była to Gazeta Wyborcza, choć ta nie nadaje się nawet do tego celu...Może zobaczymy posła Budkę wykonującego nieprzewidziane gesty patrząc na fotki w pismach porno - kto wie? W dzisiejszym zdegenerowanym świecie wszystko jest możliwe...(?) Czy wtedy odezwą sie stróże moralności i praworządności, by okazać swoje oburzenie, że to przecież skandal - nie liczył bym na to. Każdy normalny człowiek wie, ze demokracja parlamentarna i liberalna, gospodarką doskonałą nie są - one nawet nie są dobre. Ale większość w wyborach i w sejmie ma rację, bo administracja rządowa, to krupierzy kasyna, którym gracze patrzą na ręce, jakby zupełnie zapomnieli, że w polityce, gospodarce, jedni przegrywają, drudzy wygrywają i ci pierwsi nie mogą się z tym pogodzić (aż do dziś, ale zawsze zyska na tym kasyno, które przecież z tej całej gry żyje! Kasyno nie jest moralne czy niemoralne - ono jest sprawiedliwe, czy niesprawiedliwe, ono jest tylko dobre, albo złe. Przy czym "dobre" oznacza tu takie, w którym pracownicy i gracze są zadowoleni. A raczej inaczej - większość graczy jest zadowolonych...Scena polityczna jako dom gry nie cieszy się najlepszą opinią pośród graczy i niektórzy z nich trzymają swoje żetony w domu nie zaglądając wcale do kasyn. To trochę paradoksalna gra, bowiem jako udziałowcy kasyna mamy wszyscy poniekąd zapewniony zysk. Z drugiej strony natomiast wszyscy jesteśmy graczami. Jedni preferują stoły, w których krupier ładnie się uśmiecha i oszukuje nas z wdziękiem, roztaczając wokół siebie zapach dobrych "perfum," inni wybierają stoły, przy których krupier nie jest elegancki i nawet brzydko pachnie, ale jego machlojki są bardziej przejrzyste, niezręczne i przez to drobne...i przy takim stole możemy mieć wrażenie, że mamy większe szanse...Państwo nie wytwarza dóbr, by jednym dać - musi zabrać innym, tak jak kasyno. Największy problem w tym, że owo kasyno ma spore koszty działalności i nam akcjonariuszom już niewiele dywidend pozostaje do podziału. Ot i cała polityka. Kto tego nie rozumie - jest głupi i niech dokona powtórnej edukacji. Co do polityków typu Budki i jemu podobnych, niech nas Opatrzność od takich chroni.

 Serdecznie wszystkich pozdrawiam i życzę udanego wypoczynku.

                                        P   a   p   k   i   n 
 

wtorek, 16 marca 2021

 

                          Kolorowe jarmarki...

Na bąknąłem kiedyś o takich jarmarkach, na które zabierała mnie Babcia albo Mama. Taki jarmark odbywał się na wielkim placu pod Ratuszem w miejscu dzisiejszej ulicy Słowackiego. Był ogromny, na którym handlowało się dosłownie wszystkim. A błoto było tak niesamowite, że po wyjściu z tego placu - targowiska, człowiek wyglądał jakby wytaczał się w błocku. Ale to była specyficzna atmosfera, tajemnicza i za każdym razem inna. Sam też w latach późniejszych z kolegą-sąsiadem, ale już na obecnym placu i hali targowej, sprzedawałem młode buraczki, oczywiście wcześniej zerwane z ogrodu kolegi Dziadka w ogrodzie - Stanisława Serwy....Wykrzykiwaliśmy: "buraczki ćwikłowe na żołądek bardzo zdrowe..." I szły jak woda...
Tak - to były czasy! "Kupcie ode mnie to co sprzedaję - owoce, pończochy, paczkę fajek. U mnie warzywa i słodycze, u mnie kurze jaja, jak jaja indycze..."
Super czasy, kiedy straganiarz potrafił przez wiele godzin, prawie nie oddychając - zachęcał rymem do zakupów u niego. To była prawdziwa poezja miejska...
A ten oto stołeczek został zakupiony przez moją Mamę na targowisku o którym wspominam. Miałem wtedy siedem lat i chodziłem do pierwszej klasy podstawówki. Stołeczek wówczas kosztował 5 złotych i był z pięknego, białego drewna. Potem był malowany olejnicą i w takim stanie przetrwał do dzisiaj - liczy sobie ładne lata...Dziś trudno uwierzyć, że wokół najlepszych, zawsze gromadziły się tłumy ludzi zasłuchanych w głos, jak w największy przebój jakiegoś idola i jak w transie podchodzili kupując wszelakiej maści dobra na wszystko (a wiemy, że jeśli na wszystko, to znaczy na nic), czy środki na porost włosów. Mało tego - absolutnie nie miało to znaczenia, że dany środek okazywał się nieskuteczny. Tak więc włosy nie rosły, mahoniowa opalenizna po godzinie schodziła z całą skórą, a pies po spożyciu cudownej karmy śpi już czwartą dobę....Bo w tym rytuale najważniejsza była sama prezentacja produktu, potem moment zakupu, a sam towar był najmniej istotny. Wszystko - ta atmosfera, ludzie, gwar - był tak ekscytujący, że wypatrywałem sposobności, aby powtórnie znaleźć się w tym miejscu - wcześniej z Babcią lub Mamą, później oczywiście już sam lub z kolegą z podwórka...Dziś niestety o taki spektakl niezwykle jest trudno - po prostu tego krajobrazu już nie ma. Pozostały wspomnienia, choćby utwór M. Rodowicz :Kolorowe jarmarki..."
Życzę udanego tygodnia. Pozdrawiam.

                                          P   a   p   k   i   n
 
 

piątek, 12 marca 2021

                                                                  Bez celu...

"Szlifowałem"ulice plątając się bez celu, na oślep, gdzie oczy poniosą...Przedwiośnie jest trudnym czasem dla człowieka, który podobnie jak ja "szuka" czegoś, o czym nie ma pojęcia. Wędrówka po ulicach zaprowadziła mnie w pobliże Kampusu, a tu same rarytasy studenckich myśli. 
Miejsca takie jak to rzadko odwiedzam, bo nie mam tu żadnego celu, chyba, że taki jak dziś.
Zbulwersowały mnie napisy szpecące ekran oddzielający ruchliwą ulicę od zabudowań. Z tekstów "poezji" wyłania się głupota, a może rzeczywiście "poetyckie" zacięcie co niektórych jaśnie oświeconych studencików. To w takich głowach rodzą się nieprzeciętne "zdolności." Myślę, że gdyby takiego mądralę wzięto w kamasze, to może odzyskał by zdolność prawidłowego myślenia. I nie chodzi tu o jego poezje, tylko gdzie ją wypisuje...A obok tego ekranu jakiś bezdomny pozostawił swoje manele na wózku...Po drodze było też inne zdarzenie, które mnie zbulwersowało. Otóż księgarnia, którą odwiedzałem od około 30 lat - splajtowała.
Stojąc przed witryną byłej już księgarni, w pewnym momencie ktoś mnie zawołał po imieniu. Kiedy się odwróciłem, zauważyłem gościa, którego nie rozpoznałem. Okazało się, że jest to kolega jeszcze z podstawówki, z którym rozstałem się wiele lat temu. . Ale o tym w kolejnej relacji...

Zachęcam do spacerów, zawsze coś ciekawego może nas spotkać. A skoro już pachnie wiosną czego dowodem są kwitnące krokusy i inne wiosenne kwiaty. Życzę dobrego i spokojnego wypoczynku sobotnio-niedzielnego.

Pozdrawiam
                                           P  a  p  k  i  n

                           






 



poniedziałek, 8 marca 2021

                        Wetlina 2021 (przedwiośnie)...

Byłem w głuszy - zimowej, jakby na przedwiośniu, choć tu jej jeszcze nie widać. Stanąłem w miejscu tak cichym, że słyszałem swój oddech wspinając się wijącą się ścieżką, która o tej porze jest nazwą umowną ze względu na głęboki śnieg...Głusza i cisza przepełniała moją radość, ze mogę choć przez chwilę być sam na sam w tym dzikim zakątku, gdzie tylko szum potoku mówi, że przyroda w tym miejscu jeszcze śpi. Słuchałem bicie serca, które po wyczerpującym marszu nie chciało się uspokoić. Odpoczywałem...Nie ma tu stolika który mogliby "okupować" ludzie o światowych nazwiskach. Bywają owszem, ale osoby skromne i...normalne. Nie ma więc stolika tylko biała wydma śniegu. W spokoju i ciszy mogę odpocząć  po pierwszej tegorocznej wspinaczce - odpocząć od zgiełku i jazgotu politycznych "szubrawców." Tutaj nie docierają ohydne słowa, bełkot tych gamoni, który poza nimi nie może przynieść nikomu ani krzty ulgi czy pociechy - słowa kłamliwe, puste i zdarte, powtarzane do znudzenia we wszystkich mediach, kiedy to znając się lub nie znając, kochając, a bardziej nienawidząc, wybuchają do siebie braterską nienawiścią. Wymieniają uściski dłoni, a z drugiej strony z zaślinionymi gębami, jeden drugiemu wbija nóż w plecy.
Już przez to tylko warto się odizolować choćby w taki sposób...A w tym miejscu cisza taka, że człowiek słyszy samego siebie, swoje myśli  i...chwilami, kiedy ocknę się z krótkotrwałej zadumy, zastanawiam się nad tym, czy aby nie jestem anomalnym facetem, gdyż wypowiadam swoje myśli na głos, do samego siebie? Myślę jednak, że tutaj akurat mogę...(?) Manewruję tymi myślami, a świat mnie otaczający patrzy na mnie swoją radosną bielą, choć jest szaro i ponuro, ale wesoło...Korony drzew chronią mnie  jakby parasolem i dają poczucie swobody. Niesamowite, jak można odpocząć, jeśli potrafi się zorganizować sobie swój własny czas?! Zastanawiam się też, czy komukolwiek chciało by się o tej porze roku wyjechać tak daleko, w tą niewygodę po to tylko, aby choć chwilę być sam na sam z sobą i z..."Kaśką Litwinką," z własnymi problemami, które można tutaj przemyśleć, zdobyć się na odwagę kompromisu i dojść do jakichkolwiek decyzji. Myślę, że warto uciec w taką głuszę, do Puszczy Bukowej i przywołać wspomnienia, stare czasy. Dzisiaj stanąłem nad mogiłą "Kaśki," pośrodku tego pustkowia, które zmieniło się, zdziczało, ale duch ten sam pozostał... 
Pozdrawiam życząc udanego tygodnia.

                                                  P  a  p  k  i  n      

wtorek, 2 marca 2021

                                                           Z g r y z o t y...


Dzisiaj nie miało być nic - pusty ekran...Postanowiłem, że jednak pojadę mimo (nie) pewnej pogody przynajmniej do miejsca, które było wspomnieniem w poprzedniej notce. Napiszę o tym następnym razem. A dziś wygrzebałem w swojej pustej głowie kilka zdarzeń z przed lat, aby pusty ekran nie straszył golizną...Położyłem nacisk na deptak, na ulicę 3-go Maja tu, gdzie dzis stoi pomnik mojego kolegi - Tadzia Nalepy. To tuż za nim znajdowała sie kiedyś restauracja "Śródmiejska," gdzie bywałem. To były ciekawe lata 70-te, najbogatsze pod względem muzyki w XX wieku...
Obecnie ulica jest przebudowana i wygląda inaczej niż przed laty..."Nie śpiesząc się wypiłem łyk kawy, którą kelnerka podała mi do stolika w lilipuciej filiżance. Na dnie pozostał jeszcze jeden łyk...no i rachunek - 13 złotych za odrobinę czarnego jak smoła płynu i kostki ciasteczka "WZ - ki." Obserwowałem siedzących przy stolikach ludzi i czytałem w ich myślach...Wczoraj o nieco późniejszej porze mój zwariowany kuzyn popisywał sie wobec obecnych, jaki to On wykwintny bogacz mający już dobrze w czubie, przypalając sobie papierosa zwiniętym banknotem pięćset złotowym...Draństwo i żenada...!
             (Restauracja Śródmiejska - 6 czerwca 1969 r.)

"...W myślach notowałem korzystne zmiany samopoczucia - specyfiki z diazepamem dają człowiekowi miły szmerek i pewną dozę filozoficznej obojętności...3 Maja zawsze była mi przyjazną ulicą i to nie dlatego, że mieszkam tuż obok za winklem przy Jagiellońskiej...Spotykam tu i w okolicy niewidomego jegomościa, który gra na skrzypcach, zbierając drobniaki od przechodniów. Po drugiej stronie, pod ścianą budynku i olbrzymich witrynach Delikatesów, prawie pod kinem Apollo, kłusuje zgraja wypindrzałych kobiet, które przewrzaskując się ochrypłymi głosami i wymachując łapami, próbują robić zadymę. Jedną z nich znam jeszcze z ulicy Lenartowicza...Moja uwaga znowu była napięta. Próbowałem odgadnąć, czego tak naprawdę zażyły - alkoholu, naćpały się czegoś, a może ziarna słonecznika im zaszkodziły...?"
                        (ul. 3-go Maja, 23 czerwca 1969 r.)

"...Nie tylko żebracy mają swojego patrona, który rozdziela miejsca na alejce pod cmentarzem.Ten patron nie wygląda w prawdzie na człowieka okrutnego - jest mały i grzeczny, ale ci co za nim stoją, nie są wcale ani mali, ani grzeczni. To jacyś łobuzy udający żebraków, którym źle z oczu patrzy..."
                      (Cmentarz Pobitno, 1 listopada 1969 r.)

"...W tym domu żył, tworzył i zmarł Papkin - człowiek, którego nie podziwiano, choć miał podobno wartości, a których być może innym brakowało...I choć żył pośród ludzi, to swoi go nie akceptowali. Zawsze czuł się odtrącony, niedoceniony, niedowartościowany - obwiniany za wszystkie grzechy świata. Ale miał swój honor...Kiedyś powiedział za swoim Dziadkiem, że jest mu obojętne, co stanie się z nim po jego odejściu - nawet mogą go wrzucić do gnojówki...Jego Dziadek ma porządny nagrobek na wilkowyjskim cmentarzu usytuowany w miejscu, z którego może na wszystkich patrzeć...A czego Papkin się doczeka? Ale tego On sam już wiedział nie będzie..."
Gdybym przeszedł wszelkie szlaki
gdybym przeszedł cały świat,
hen za góry oraz rzeki
i z odludziem za pan brat - 
to nie doznam tam spokoju,
gdy mnie będzie dręczyć zło,
bo ja grzeszny jestem człowiek
i upadłem już na dno.
I nie mogę sie pozbierać,
zebrać myśli i w zadumie
objąć wszystkie swoje sprawy
na spokojnie, tak jak umiem.
Więc przepraszam za swe zbytki,
za ocenę, słowa, czyny,
za to, że nie byłem dobry
i że zawsze jestem winny...
        (ul. Jagiellońska, 23 stycznia 1970 r)
PS.
Zrobię sobie przerwę do soboty...Udanego tygodnia życzę i do usłyszenia. Jadę przed siebie, co mnie czeka - nie wiem, ale wrócę (mam nadzieję).
Pozdrawiam.
                                             P  a  p  k  i  n