Szukaj na tym blogu

czwartek, 30 września 2021

                                      Jeszcze Kraków, ale...

"Wolę być szczery i...bezczelny, niż miły ..." Takie postanowienie mnie ogarnęło po tym, co tu zobaczyłem...Rozmówiłem sie odpowiednio z szefem ekipy, która (niechcący) uszkodziła i to poważnie tablicę na grobowcu....Będę śledził wykonanie wszystkich prac z tym związanych. Opuszczam więc Kraków w dobrej myśli udając sie do Rabki...
Rabkę odwiedzam sporadycznie i tylko w miejscu niedaleko stacji kolejowej przy ulicy Orkana. Tu pochowany jest najmłodszy brat mojej Babci - wujek Julian. Jest tu osamotniony. Ciocia - jego żona zmarła w Tyczynie koło Rzeszowa i tam została pochowana. 
Udanego dnia życzę, pozdrawiam.
                                                               P  a  p  k  i  n


wtorek, 28 września 2021

 

                                    Komu w drogę, temu....

Odkładałem zamiar wyjazdu, bo ciągle coś było nie tak....Wrzesień się kończy, a moje plany sie pokręciły nie w tę stonę co powinny. Z pogodą też zapewne będzie różnie i być może trzeba będzie poruszać się pomiedzy kroplami deszczu, a to jest mi nie na rękę - jestem po prostu zły....bo nie tak miało być....Ale trudno - Kraków idzie na pierwszy "ogień," potem Rabka, a jak mi nie przejdzie ochota, to ruszam pod Sanok. Nie mniej, cały czas będę obecny na blogu, nie mam zamiaru odpuścić swojej obecności. Mam nadzieję, że się nie znudzę.
Pozdrawiam i życzę cierpliwości.
                                                                          P  a  p  k  i  n

piątek, 24 września 2021

                                         Piątek - wypoczynku początek...

Cieszmy się - mamy wreszcie jesień. To taka odmiana od "monotonii"  lata. Nie będę więc nad ty, co lepsze - lato, czy jesień, bo każdy sam odpowie sobie na pytanie zgodnie ze swoją ulubioną porą roku. 
Życzę owocnego wypoczynku, samych serdeczności, usmiechu, zdrowia i tego, co sobie każdy życzy - oby się spełniło.Wszystkich zostawiam w dobrych rękach (tak myślę), w rękach Emily i Sheyly Rasos.
                                                    
Pozdrawiam
                                                       P  a  p  k  i  n



czwartek, 23 września 2021

 

                                   Kto słowem wojuje...

Temat już podejmowałem dawno temu. Myślę, że jest nadal aktualny i być może właśnie z tego powodu, nie publikuję lub rzadko swoje "poetyckie" myśli, co nie znaczy, że wszystko chowam w szufladzie. Ale do rzeczy...
"Litera, literka, litery, literki...Słowo, słówko, słóweczka i słowa...Zdania, zdanie - lub ich kilka, może być szereg zdań - ich ciąg...Słów moc wielka, słów moc sprawcza.... Słowa na nas oddziaływają, słowa nas ranią....A może słowa ranić nie mogą? Nie, nie, w wielu przypadkach nawet bardzo...!
Słowa są sobie, a my sobie. Zanurzamy się w słowach, taplamy się w myślach inicjowanych słowami...Nie rozumiemy słów, a może (z) rozumieć (nie) chcemy, bo i po co rozumieć (zbyt) wiele...? 
Rozumienie i zrozumienie, to co innego, ale...Co zrozumienie "cokolwiek"  nam daje? Rozumiejąc zaczynamy widzieć "co" ale nie wiemy "po co i jak." A może słowa są tylko swoistą bronią narwańców, którzy nadają im znaczenia większego niż w istocie mają...? Przecież słowa, to tylko "słowa." Puste słowa rzucane od niechcenia, bez zastanowienia, znaczenia nie mają żadnego. Tylko czyny znaczenie i wartość mają, a słowa często okazują się niczym lub nawet niekczymnością, "złudną nadzieję" w nas potęgując... 
Wiem - trudne do zrozumienia. Ale jeśli "wojuje" się słowem, jak ja to czynię - podobne refleksje dopadają mnie każdego dnia, w każdej chwili, gdy biorę długopis do ręki. Jestem świadomy tego, co za chwilę ktoś  coś odpisze, odpowie, a nawet zgania...Proszę więc przeczytać raz jeszcze, może wielokrotnie nim mnie ocenisz (osądzisz), aby Ci się te myśli utrwaliły. Wtedy zrozumiesz, o co tak naprawdę chodzi...
Dobrej nocy,  pozdrawiam.
                                                                P  a  p  k  i  n

poniedziałek, 20 września 2021


                         Gdy za oknem deszcz...

Płaczący dzień - taki bez żadnego wyrazu ze "łzami" spływającymi po szybach okna...Jestem po środku, chociaż w...środku, bez jakichkolwiek perspektyw ułożenia sobie dzisiejszego planu. Bo kiedy jestem sam (to normalność) i miałbym się gdzieś ruszyć - nie mogę! Jesienna aura pokrzyżowała zamiar rozruszania kości. Przeszła mi też ochota na jazdę rowerem, bo w taką pogodę tylko facet z niespełna rozumem wybrał by się na przejażdżkę po to tylko, aby ubabrać się w błocie. Tak więc odpocznę sobie (nie wiem tylko po czym) od tej gawiedzi na ulicach. Kiedy sie wypogodzi, kto wie - moze faktycznie gdzieś ruszę, aby nie zgnuśnieć w czterech ścianach?
Pogodnego dnia życzę.
Pozdrawiam.
                                             P  a  p  k  i  n

piątek, 17 września 2021

 
                    Zapłacz nad swoim losem...

Ludzie sami stwarzają sobie problemy...Jeszcze nie tak dawno (dwa miesiące temu), pewien chłystek, bo inaczej nie da się go nazwać, wyśmiewał mnie , nawet wyzywając (zwolennik p. Brauna), że pandemia to wymysł rządzących (tylko nie wyjawił - jakich, których rządzących - naszych, czy obcych. Oczywiście przez cały czas paradował bez maseczki, drwił, gdy zwracano mu uwagę...Nie trzeba było długo czekać. Wczoraj  po południu dowiedziałem się, że leży w szpitalu pod respiratorem...A zatem mam pytanie, czy ten osobnik nie został omyłkowo dowieziony do lecznicy? Ten chłystek jest w wieku 25 lat, na co dzień cwaniak i prześmiewca. Skoro taki zwolennik swojego guru, który też  pokazuje swoja kulturę i poniżenie dla innych i żaden argument do niego nie dociera, czy rzeczywiście winien być teraz pod opieką służby zdrowia? Cóż - może ten przypadek nauczy go respektu i szacunku dla innych...?
A dzisiaj piątek - wypoczynku początek. Życzę przede wszystkim zdrowia, bo ono jest najważniejsze. Uważajcie na siebie.
Na osłodzenie sobie życia. Serdecznie pozdrawiam.

                                                         P  a  p  k  i  n


środa, 15 września 2021

 

                             Za rok, gdy nadejdzie lato....

Moja wyobraźnia napełnia się sentymentem...Zatapiam sie w melancholii świata, który mnie otacza - las, drzewo przy drzewie, za ścianą których kryją się mary i leśne duchy. Zauważyć można oczy kryjace się za krzakiem, poruszające się gałęzie. Jeden skok, za nim drugi i następne. Tak skaczą niewidzialne  duchy lasu, zielone jak otoczenie lub szaro bure...i w żaden sposób nie można ich dojrzeć....
Siedzę przycupnięty i drętwy ze "strachu"(?) Próbuję sobie wytłumaczyć powód mojej obecności w tym miejscu, powód, który przywiódł mnie do krainy lasu, samotności, odosobnienia...Spokój tu i cisza - tylko mary od czasu do czasu "zakłócają" błogi czas, kryjace się w zaroślach....
Idzie jesień, nie ma się co czarować...Te wspomnienia, te wszystkie szmery, często fizycznie doświadczane, spotkanie z samotnym wilkiem chowam dziś
w zanadrzu wspomnień do chwili, kiedy ponownie ruszę w nieznane, na szlak bieszczadzkich kniei. 
A dziasiaj znowu mgła poranna zaległa nad światem lasu. I tak zapewne pozostanie na dłuższy jeszcze czas..
Pozdrawiam, życząc pogody ducha, uśmiechu i pomyślności.

                                                       P   a   p   k   i   n



piątek, 10 września 2021

 


                               Już tylko wspomnienia lata...

Może wszystko od początku zacząć,
od słów do gestów
poszukać nowych znaczeń?
A może już teraz zamknąć już drzwi za sobą,
by je otworzyć na wiosnę, na nowo,
jakże inaczej...?
                                   **
"Morze traw rozstępowało się jak przepaść, z każdą chwilą oddalało mnie od miejsca, które w swym spokoju przypominało m i pokój w cichym domku na skraju Wetliny. Coś kłuło serce, coś tam błysnęło w głowie....Czy jestem "emigrantem" wędrującym  po połoninach, przypominającym turystę, który znalazł się nagle we wspaniałym świecie przyrody....? Znowu patrzę kątem oka , pluję, szukam jakichś podobieństw, wyłapuję różnice, czasem płaczę z zachwytu, a potem znudzony ruszam dalej na kolejny odcinek trasy przez kolejny próg gór....Tu i ówdzie, właściwie na każdym kroku jest wygodna, miękka, choć szorstko ostra trawa - typowa dla tej krainy, po której można się ześlizgnąć, jak w zimie na sankach po śniegu...Przysiadam, wypoczywam, nikt mi tego nie zabrania, ale w trawie może czaić się zaskroniec, prędzej żmija. Płoszę obserwujące mnie zwierzę - jeleń, dzik, żbik, może nawet wilk lub niedźwiedź, którego nie chciał bym spotkać na swojej drodze, a który zdaje się mówić: - "no już dosyć człowieku - zobaczyłeś co miałeś zobaczyć , idź już sobie dalej, a mnie pozostaw w spokoju..." Zastanawiam się wtedy, kto tu jest intruzem, bo to ja nie jestem tu u siebie. Ale właśnie w taki sposób poznaję wszystkie te wspaniałe widoki, wspanialsze od zamków, dworków, cerkwi, kościółków, choć one są tak bogate w swojej treści. Nigdzie bowiem nie znajdziesz podobnego zakątka co Bieszczady, choć i w Karkonoszach bywają "zabójcze" plenery....Wcześniej, czy później jakiś wewnętrzny głos nakaże iść naprzód, dalej szukać prawdziwej przestrzeni, bo ramiona tutejszych gór, które na każdego czekają, to "usta," które nie kłamią, są jak oczy bezinteresowne, a zarazem zainteresowane pięknem tego zakątka - taki maleńki spokój w duszy człowieka....
Można powiedzieć, że to sen, bo czymże jest sen, jak nie przerwą w życiu...? Zawsze można sobie zrobić przerwę w życiu. Rzucić wszystkie nasze sprawy i ruszyć w bieszczadzkie knieje - do Puszczy bukowej, na połoniny, na Kińczyk - odludzie, które daje szansę  do przemyślenia naszego życia, albo zimową porą, lodową pustynią wędrując, zmagając się nie tylko z naturą, ale też z ludzkim charakterem. To są wyzwania, które dają siłę...Być tu, to jakby śnić - wędrować po zielonym morzy traw falujących na wietrze, wędrować po kamiennych ścieżkach lub w zupełnej ciszy Moczarnego, odnaleźć siebie, sens i to wszystko, o czymw swoim środowisku na co dzień nie pamiętamy...Być w tym miejscu o wschodzie słońca, w porannej rosie, w tropiku południowej pory, późnym popołudniem, o zachodzie słońca, czy w mroku nocy, pod namiotem z nocnymi marami. Usiąść pod drzewem pod rozgwieżdżonym bieszczadzkim niebem w towarzystwie ciszy przerywanej pohukiwaniem puszczyka., albo innym mieszkańcem tej krainy - szelestem krzaka tuż przy namiocie, świecącymi ocz ami wilka....To wszystko jest snem dziejącym się w rzeczywistości....W letnie wakacyjne dni panuje największy tłok na ścieżkach połonin. Złoto zieloną ścieżką wspinającą się na wierzchołki połonin, na okoliczne szczyty - wędrują jak mrówki kolorowi turyści. I wije się warkocz ludzkich istnień - z dala jakby niemy, w zbliżeniu rozmówiony słowami pozdrowień, czasem krzykliwy...Powoli, dalej i wyżej, choć zmęczeni, to jednak coś ich ciągnie w to nieznane, które znajduje sie gdzieś na końcu ich wędrówki. Tu i ówdzie tłoczą się, przepychają, depczą sobie po piętach, by po chwili usiąść, odpocząć, a gdzieś tam na dole, już na końcu dnia zasypiają po udanej przygodzie.....
Leniwie kryjący się mrok daje uczucie spokoju i wytchnienia. Jutro wstanie nowy dzień i nowe wyzwania przed nami. A w lesie, w namiocie pod  drzewami usypiam w poczuciu szczęśliwości. Gdzieś w poblizu odezwał się nocny ptak, coś szeleści w krzakach - nadzwyczajne miejsce do przemyśleń. Bo to własnie w takich warunkach powstają najlepsze opowieści i relacje z wędrówek po tym pięknym regionie....
                                                           *
Piątek - symboliczny początek sobotnio niedzielnego wypoczynku. Wiem, jeszcze nie tak dawno były wakacje, urlopy...ale taki dzień jak dzisiejszy także jest okazją do regeneracji sił po tygodniowej pracy....Powyżej chwila wspomnień po ty co już prtzeminęło. Życzę powodzenia, dobrej pogody (tej duchowej także), dobrej zabawy i zdrowia..
Pozdrawiam.
                                                                     P   a   p   k   i   n




poniedziałek, 6 września 2021

 


                         B a r w y   j e s i e n i....

Jesień za moim oknem skrzydła rozpościera, zal za utraconym latem, żałość w gardle ściska...Jesień o tej porze szkicować zaczyna kolorowe obrazy. Szarym odcieniem skrzydeł podniebnej melancholii odbiera siłę, determinację wiosennego przebiśniegowania...
Obrazy ludzkiej pracy, by trzymać się w pionie i myśleć, że warto czekać na kolejne jutro. Pośród zaginionych rumieńców na wietrze opadłych wzruszeń, smutnych oczu, ostatnim liściem zawstydzonego drzewa, przed siebie idę, pocieszam się i trzymam jesień za rękę...
Tak, tak - czas ucieka i jesień nas goni, choć podobno jeszcze lato. 
Pozdrawiam i życzę udanego tygodnia.
                                
                                                                P  a  p  k  i  n

czwartek, 2 września 2021

 


                          Kiedy pada i pada...

Zrobiłem sobie małą przerwę, bo o czym mówić (pisać), kiedy za oknem siąpi, a nawet leją się strugi wody, jest ponuro i (nie) ciekawie...? Ale moja intuicja mnie nie zawiodła. Ostatnio miałem okazję pisać o pogodzie, ale tej negatywnej, czyli deszczowej - pod tym względem nic się nie zmieniło, choć jak wiem, w innych częściach kraju jest słońko i bezchmurne niebo - nic, jak tylko pozazdrościć. Nie trzeba też być znawcą w temacie zachodzących zmian w przyrodzie. Niestety - jesień mamy "piękną," choć podobno jeszcze lato. Myślę, że jeszcze będziemy mieli okazję do cieszenia się, choćby "Babim latem." W tej drugiej połowie tygodnia mimo wszystko życzę pogody ducha i uśmiechu. Przeżyliśmy już tylu załamań pogodowych, że powinno być nam obojętne, co będzie i jak będzie. Oby nam się dobrze działo...Miłego.
Pozdrawiam
                                                    P  a  p  k  i  n