Szukaj na tym blogu

piątek, 29 października 2021

 

                      Czas refleksji i zadumy....

Ciszą cmentarną ukołysani, 
z dala od życia i znoju, 
dobiwszy wreszcie cichej przystani
odpoczywają w spokoju.
A choć ich życia płomień zgasł,
to myśli o nich są przecież w nas....

Czas zadumy, nawet smutku, bo takie są zbliżające się dni, kiedy częściej odwiedzamy cmentarze, zapalamy znicze, wzdychamy, tęsknimy i....odchodzimy. Życie ma swój początek i swój koniec. Tylko od nas zależny, co ocalimy i o czym będziemy pamiętać. Pomyślmy przez chwilę o tych, na których grobach nikt nie zapalił lampki, nikt nie przyklęknie i nikt nie odmówi modlitwy. Weźmy ze sobą dodatkowy znicz i zapalmy go na jakimś opuszczonym, zaniedbanym, smutnym grobie i przystańmy w zadumie....
W tym roku odpuszczam sobie odwiedzenie cmentarzy w czasie największego nasilenia odwiedzających je tłumów. Będzie ciszej i spokojniej, można się będzie zreflektować, pomyśleć w zadumie...
Święto Zmarłych oraz cały przełom października i listopada, to czas szczególnej troski  o groby, choć uważam, że cmentarze odwiedza sie także w ciągu całego roku. To tutaj w miejscu spoczynku naszych bliskich, przyjaciół, znajomych, ożywają wspomnienia, dawne uczucia. Nie zapominajmy też o starych opuszczonych nekropoliach, które są pamiatkami po ludziach z przeszłości....
                                                    P a p k i n

wtorek, 26 października 2021

 

                    Dzień dobry - słońce za oknami świeci...

Drzewa sypią złotem....Pod nogami szeleści kobierzec utkany ze złotych, nagrzanych słońcem liści. Jest pięknie. To jesień, polska złota jesień...
Cieszmy się póki pogoda nam sprzyja.
Życzę spokojnego i pięknego tygodnia. Powyżej wschód słońca wczorajszego poranka. Pozdrawiam.
                                                          P  a  p  k  i  n                                                             



piątek, 22 października 2021

                       Ciesz się, choć trapią Cię problemy....

"....Nikt nie ma idealnego życia. Nie wyobrażaj sobie, że tylko nad Twoją głową wiszą czarne chmury, że inni natomiast mają słońce....Wielu ludzi czuje się podobnie. Po prostu musimy nauczyć się korzystać z tego, co  przynosi życie..."

Pięknie dmucha od wczorajszego dnia, aż strach wychylić się poza dom. Ale bądźmy dobrej myśli - idzie zima, podobno (?) ostra z mrozem i śniegiem i oby się ziściła. To będzie żywioł dla mnie - narty i wojaże...Skoro dziś początek  dni, które zazwyczaj oczekiwane są przez większość - życzę spokoju i nie poddawanie się wichurom.
Pogody ducha i dobrze spędzonego wypoczynku.
Pozdrawiam.
                                                        P   a   p   k   i   n


wtorek, 19 października 2021

 
                                P o z n a j   ś w i a t...

O c z y w i ś c i e...Nie mając specjalnego zajęcia, sięgnąłem na półkę i ze szpaleru tomików pamiętnika wyjąłem jeden z nich (34), który to na wstępie posiada motto: "Nie pytaj co robię, bo ci nie odpowiem, lecz zapytaj, gdy skończę, wtedy wszystkiego sie dowiesz..." Otworzyła sie strona 84, a tam zapisany tekścik, który w roku 2000 otrzymałem od koleżanki, a który wpisałem w tomiku, bo uważałem, ze tu jego miejsce. Tak więc zrobiłem sobie mały przegląd i oto co tam zostało zapisane....
"Raz jest tak, a raz jest nie, raz jest dobrze, a raz źle. Raz daleko jest, raz blisko, raz wysoko, a raz nisko. Raz jest noc, a raz jest dzień, raz jest światło, a raz cień. Raz jest minus, a raz plus, raz jest upał, a raz mróz. Raz wesoło jest, raz smutno, raz ciekawie, a raz nudno. Raz jest czarno, a raz biało, raz jest część, a raz całość. Raz jest słodko, a raz gorzko, raz jest sucho, a raz mokro. Raz bogato jest, raz biednie, raz coś kwitnie, a raz więdnie. Raza jest duży, raz jest mały, raz jest lichy, raz wspaniały. Raz ostatni jest, raz pierwszy, raz jest węższy, a raz szerszy. Raz jest pałac, raz chałupa, raz jest mędrzec, a raz głupiec...
To jest właśnie dialektyka i kazdego z nas dotyka. W takim świecie więc żyjemy, przez przeciwieństwa go poznajemy. 
A złota mówi życia zasada, że szczęście daje równowaga. By na zasadzie kompromisu, było po równo plusów i minusów...

Życzę pogody ducha, Pozdrawiam.
                                                                 P  a  p  k  i  n

 

piątek, 15 października 2021

 


                            Wspomnienia - marzenia....?

Letni czas zamknął swoją kartę...Ostatnio dość często zajmuję sie tym tematem, ale wcale to nie znaczy, że nie jestem odporny na zmianę nie tylko pogody, jak i nastroju. Żadna aura mi nie przeszkadza, no może tylko siapiacy deszcz czy mżawka, kiedy jest ponuro i ciemno, a na świecie (nie) ciekawie. To jedyna taka pora głębokiej jesieni, która jakoś mi nie odpowiada. Cała reszta w niczym mi nie przeszkadza....Ale teraz świat zaciągnął kurtynę, jak nad sceną teatralną i nic nie wskazuje, aby się ona choć w małej mierze podniosła wyżej - trzeba zaczekać, aż dnia zacznie przybywać, chocby minimalnie....Słuchałem w radio (III pr. PR), że tegoroczna zima ma być tą prawdziwą z przed dwudziestu lat. Powiem szczerze, że nawet mi to odpowiada, bowiem lubię zimy i te prawdziwe, których w ostatnich latach po prostu nie ma. Czy jednak możemy liczyć na spełnienie się prognozy? Osobiście nie wierzę meteorologom, bo zawsze się mylą, albo kłamią. Cóż - pożyjemy i się zobaczy....

Pogody ducha i zdrowia życzę, bo widać, że pandemia znowu daje znać o sobie, dobrego wypoczynku i jak zwykle - optymizmu i uśmiechu na twarzy.. Pozdrawiam.
                                                      P   a   p   k   i   n

środa, 13 października 2021

 

                          Czy czuję się  samotnym....?

Na codzień nie zastanawiam  się nad tym, że pozostaję sam w swoim mieszkaniu - ta codzienność jest czymś normalnym, choć nie twierdzę, że myśl taka przebiega czasem w mojej świadomości, ale nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Kiedy jednak wiedzie się samotne życie (nie z mojej winy), nie jest ono pozbawione sensu, zniechęcenia, czy innych czynników, które mogą pozbawić tego sensu, czasem frustrują (wszystko zależy od sposobu i jego ułożenia). Ale wiem też z doświadczenia, że czasem trudno pozbyć się pewnych nawyków, które narastały latami, a które weszły w krew. Myślę też, że trudno było by mi wrócić do życia, choćby z moimi dziećmi, ich rodzinami. To przyzwyczajenie do samotności ma też dobre strony, przynajmniej dla mnie. Czasem udaje mi sie porozmawiać z ludźmi na tematy, które mnie nurtują, może nawet moja frustracja jest na tyle widoczna, że sami podejmują temat, którym na zawsze jestem zainteresowany, bo losu nie da sie odmienić...Oni jednak nie widzą w tym nic zdrożnego, co i mnie sie wydaje czymś normalnym. Te sprawy rozważam nawet w rozmowie z samym sobą, przynoszą mi uspokojenie w chwilach rozterki. Ale spotykam się też z opiniami, które najwyraźniej świadczą o jakiejś zazdrości. I nie chodzi tu o przysłowiową "zazdrość"," bo jak to możliwe, aby być zazdrosnym o siebie (takiego fenomenu w życiu nie spotkałem), zazdrości, która u mnie nie występuje i której nie znam. Nie wiem więc o co chodzi, a może nie chodzi o mnie...? Ale jeśli inni mogą mi zazdrościć, to zmuszony jestem coś z tym zrobić...i robię, choć sporadycznie, a za chwilę tego żałuję. Bo jak można być zazdrosnym o to, że ktoś żyje samotnie? Dobrze radzę sobie i sie odnajduję w tym stanie rzeczy. Owszem - teraz, w tym czasie jesieni, zimy jest może to frustrujące, ale potrafię znaleźć sobie odpowiednie zajęcie, latem "uciekam" w plenery....Przeglądając swoje życie, muszę definitywnie stwierdzić, że mimo wszystko, udało mi się przejść przez te lata bez szwanku. Narzekałem, czym narażałem się na niebyt i gniew Boży, ale jakoś przetrwałem ten burzliwy okres swojego życia, wyciągnąłem wnioski, zdobywając doświadczenie. Co się tyczy bycia samemu, to kto wie - może mi odpowiada...?
Miłego dnia życzę, uśmiechu na twarzy, optymizmu, bo nie lubię ponuraków.
Pozdrawiam,
                                                            P   a   p   k   i   n

piątek, 8 października 2021

                               R o z w a ż a n i a  o p a r t e  n a...(?)

"Zakotwiczyłem" się ponownie w..ciepełku...Wreszcie i co z tego?  Plątam się po mieszkaniu, wokół stołu potrącając krzesała, a nawet podknąłem się w którymś momencie o własne nogi...Kiedyś miałem  podobną sytuację, kiedy nie miałem nic do zrobienia, żadnego zajęcia. Łaziłem bez powodu (często mi się to zdarza), a moja dorosła latorośl określiła moje zachowanie - lenistwem. Było to złośliwe, a dowiedziałem się o tym od swojej wnuczki. Dziś mam czas nawet na lenistwo, bo to czas na "wypoczynek" po trudach zawodowej pracy...Łażę tak smętnie dookoła stołu (taka trasa spacerowa), bo jakiś ruch być musi, a nie siedzenie przed telewizornią. Ale niech nikt nie myśli, ze mam tego czasu sporo - przeciwnie, czasem go brakuje. Jak ma się sporo czasu, to różne głupie myśli po głowie się plątają. Kiedyś zastanawiałem się, ile włosów na głowie ma człowiek, choć wiadomo, że wszystko zależy od wieku. Są też tacy, którzy w ogóle włosów nie mają, z różnych powodów - po prostu są łysi. Taki Szwejk, który miewał przeróżne pomysły i teorie twierdził, że normalny człowiek (konia z rzędem temu, co wytłumaczy mi, co to znaczy "normalny człowiek"?), ma 60-70 tysięcy kłaków na łepetynie. A w ogóle - skąd On wziął te rewelacje, bo sam chciałbym wiedzieć, a do tej pory wiedzy tej nie osiągnąłem. Ile ja mam tych kłaków na swojej łepetynie, tego nie wiem, gdyż wczoraj byłem u fryzjera i pozbyłem się ich znacznej ilości. A tak na marginesie - moje włosy wypadły wcześniej i rozpatrywanie tego problemu ma się jak musztarda po obiedzie...
"Wszystko stoi na lewatywie, a zwycięstwo bedzie nasze"- jak mawiał nasz bohater. Podobnie jest ze mną. Bo tak to jest, gdy ma się nadwyżkę czasu wolnego i nic do zrobienia. Człowiek jest tylko człowiekiem, więc raz jeszcze zapytam: "co to jest w ogóle być normalnym? Z całą pewnością jesteśmy ludźmi omylnymi i o zmiennych charakterach (podobno zmienić charakteru się nie da), choć może w zależności od sytuacji i...pogody. Tak więc wszystko  może być niedorzecznością. Chyba siegnę po Szwejka i raz jeszcze go poczytam, albo film obejrzę...Jednak jedno jest pewno, to na co mogę liczyć, to moje ręce, na które zawsze mogę liczyć w każdej niemal sytuacji, bez oglądania się  na kogoś innego. Mam też kawał mięsa pod żebrami zwanym sercem, które kocha wszystko i wszystkich, nawet swoich wrogów...I co jeszcze mam poza tym sercem - najważniejszym organem wrażliwym na innych...? Nie wiem, nie próbuję nawet zgadywać. I dobrze - tak trzymać! Bo na co dzień jestem zwykłym osobnikiem, mającym swoje muchy w nosie, upartym, co bardzo pomaga w zmaganiach z samym sobą i nie tylko, czyli jestem tym normalnym, której to definicji "normalności" nie potrafi mi nikt wytłumaczyć. Bo według mnie - "normalny" znaczy normalny, czyli ten, kto czuje, rozumie, okazuje swoją wrażliwość, jest sobą. A skoro tak, to widzę ten świat i otaczające mnie problemy w sposób własciwy. Również określam je po swojemu, z większą lub mniejszą trudnością...A tak na zakończenie uprzejmie donoszę, że ciągle żyję. Nie jestem świętą krową, nie trzeba mnie omijać z daleka, ani sie mnie bać...I czekam na pomoc w rozwiązywaniu problemów - nawet tych ostatecznych (?)
Ponieważ dziś początek sobotnio- niedzielnej sjesty, życzę pogody ducha, dobrego wypoczynku, przede wszystkim usmiechu na twarzy.
Pozdrawiam.
                                                  P  a  p  k  i  n




środa, 6 października 2021

 
               Lumpeks, czyli markowa odzież..
Obiecałem, że wrócę do tematu, choć akurat dzisiaj coś mnie irytuje i nie za bardzo mam wene do pisania. Ale cóż, skoro słowo sie rzekło..?Jak wspomniałem, w czasie bardzo krótkiego pobytu w Biłgoraju (sam nie wiem, po co tam sie znalazłem), zaciekawiła mnie stojąca kolejka, jak sie potem okazało...do Lumpeksu. Jeszcze dobrze sie nie przyjrzałem, zaraz za mną tłum ludzi zgęstniał. Odwróciłem głowę do tyłu (odruchowo), aby zobaczyć, kto stanął za moimi plecami, bo niemal od zaraz byłem popychany, anawet palcem pod żebro "ugodzony," nie dlatego, że odwróciłem się tak z przyzwyczajenia lub zasady, bo nie odwracam się za siebie. Przede mną kolejka falowała i słychać było głosy sprzeciwu oraz grymasy na twarzach zniecierpliwionych kolejkowiczów. Za mną jakieś babsko skowyczało, przeklinając cały świat. Zastanawialem się. po co ja tu jestem, co mnie tu trzyma, jakaś magia, czy szaleństwo lumpeksu? "Wtulałem" się w otaczający mnie zewsząd nasycone złośliwością wstrętnego babsztyla powietrze oraz ruchliwej ulicy. Powtarzałem sobie pod nosem, czy nie lepiej do licha było by pójść tej pani do markowego sklepu, a nie tutaj psioczyć i popychać innych? Mruczałem pod nosem i jak pokutnik balansowałem pomiędzy w miarę spokojnym ogonkiem przede mną i starą jędzą za mną. "Żeby kupić gacie, trzeba swoje odstać" - tak powiedziała mi kiedyś moja córka, a wszystko sprowadzało sie do jednego, że dla niej - owszem, dla mnie amen, czyli nic, bo ciuchy w lumpeksach w wiekszości są dla pań i to wyjaśnia te babskie tłumy....A co to za ziółka, te baby...? Ciekawe tylko, skąd jest to monstrum, bo jeśli z Biłgoraju, to wszystko wiadomo. Stąd wywodzi sie kolejny świrus, znany ogólnie wszystkim i nie warto nawet wzmiankować o nim...Jaka "wykształcona" w gębie ta pani za mną - czuję ja za plecami i niedobrze mi sie robi...A ja po tym cichym wystąpieniu w moich myślach, stałem jak ten baran i słuchałem wywodów anielicy spod znaku jędzy i w taki to sposób mój uroczy dzionek został zakłócony. Do blednących, jak gdyby wyrzutów sumienia ze świetlaną postacią tego babska, doszły niepokoje i rozterki już na samą myśl, że chyba nici z moich zakupów. Tacy ludzie, jak to babsko potrafią zniechęcić, a nawet sprawić wrzód żołądka, a nawet zawał serca. Takie upiorne skojarzenia legły się w mojej skołatanej głowie. Brałem je do serca, choc wiedziałem, że to tylko kompilacje rzeczywistości - wszystko jest możliwe, nawet taki wariant...! "No to sobie wejdę" - powiedziałem do siebie i wcisnąłem się pomiędzy tłum, bo drzwi nagle sie otworzyły...Ludzie rozbiegli się po całym lumpeksie, a ja "zakotwiczyłem" przy gaciach. Trwało to chwilę, a gdy stwierdziłem, ze nic tu po mnie - wyszedłem!
W taki to sposób zepsułem sobie radość dnia.

"Przepraszam za zachowanie tej pani i za swoje,
ktore niepotrzebnie wtrąciłem ze złości,
przepraszam za mózgu pranie,
za moją słabość w szczególności.
Chcę wyleczyć się z tego nawyku
reagowania na ludzką głupotę,
wiec wybacz mi grzechy Panie
i ulecz moje dolegliwości...."
Pozdrawiam życząc zdrowia i usmiechu na twarzy.

                                         P   a   p   k   i   n




wtorek, 5 października 2021

                                                 B  i  ł  g  o  r  a  j....

Przypadek, że "wylądowałem" w...Biłgoraju, nie byle gdzie, bo w samym lumpeksie...Nie dość, że z uwagi na tłoczące się babska tak, jakby było to luksusowy sklep z niewiadomym detalem, to na domiar złego, miejscowość ta kojarzy mi się z ohydą pewnego faceta...Ten lumpeks zostawię sobie na inny czas, bo dziś mam dość wszelkich  "przepychanek" zwłaszcza w takim miejscu. Po co w ogóle sie tu znalazłem - sam nie wiem. Jutro wypoczywam po 'odpoczynku, a co będzie dalej, to się zobaczy. Jedno jest pewne - nie będę w stanie zrealizować jednego z zaplanowanych zamiarów. Od jutra też prawdopodobnie zmieni się słoneczna pogoda na deszcz.
Pozdrawiam 
                                                      P  a  p  k  i  n

piątek, 1 października 2021

 

                      O czym się myśli będąc w podróży....?

O wszystkim i o niczym, tak myślę....(?) Ale co tu dużo mówić - Mamy jesień w pełni, pogoda w kratkę - w jednym miejscu pada, nawet intensywnie, jest mglisto i nieciekawie, w innym słonecznie i nawet ciepło...Trwa "festiwal" ptasich, powietrznych tańców. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że bociany w tym roku wyjątkowo wcześnie odleciały, podobnie jaskółki...Zawodowym ruchem, zupełnie bez kolejności opadać będą liście w swoim dostojeństwie przy akompaniamencie znakomitego wirtuoza, mistrza sztuk tlenowo azotowych - wietrze. 
A ja tak pomiedzy kroplami deszczu, a słońcem - dziś "przelot" z Krakowa do Oleszyc i Lubaczowa. Soboto - niedziele spędzę nad Tanwią w okolicy Cieszanowa. W pobliżu miałem kogoś odwiedzić, ale się zagapiłem i nie znam adresu. Trudno, może innym razem...?
Umilę wszystkim czas sobotnio- niedzielnego wypoczynku przy muzyce latynoskiej, a konkretnie brazylijskiej. Życzę spokoju i uśmiechu. 
Pozdrawiam.
                                                               P  a  p  k  i  n