Szukaj na tym blogu

środa, 30 listopada 2022

 

                      A  mnie  się  marzy  sroga  zima....

Chciałbym wrócić do czasów, gdy o tej porze roku królowała zima. Śniegu było po pas i szczypiący w uszy mróz. Chodziło się na sanki i na łyżwy. Zadymki śnieżne bywały tak normalne, jak dziś zimy bez śniegu i mrozu (?) Wiało i sypało przez dnie i noce, a rano z domu wyjść nie można było, bo gospodarz zaspał, a po otwarciu drzwi - stawało się przed śnieżną ścianą. Poruszaliśmy się w śnieżnych tunelach. Na ulicach zalegały góry śniegu, które po ustaniu zawieruchy, ekipy sprzątające wywoziły tony śniegu gdzieś poza miasto...To były czasy, które pozostały jedynie we wspomnieniach. Dziś słyszę, jak jakaś pani rozczula się w radio przed mikrofonem (i nie tylko Ona) - życząc sobie zimy bez śniegu, mrozu i licho wie czego jeszcze...Szanowna pani, myśmy żyli mimo wszystko radując się zimą, bo nie było innej rady. Fakt - czasy były inne przyrodniczo, nie takie dzisiejsze monsuny, bo przyrody oszukać się nie da. Wiosna przychodziła szybko, zaraz po lutowym atakiem mrozu. A ostatniego dnia marca już kąpałem się w Wisłoku (to taka rzeka płynąca przez moje miasto). Dzisiaj można sobie tylko pomarzyć, a ludzie typu tej pani, to jak widać - "zwłoki" XXI wieku, czyli wygodni i zgnuśniali...Byliśmy zdrowi, bez tabletek, kaszlu i licho wie, czego jeszcze - czegoś, co trapi dzisiejszych ludzi. Uganialiśmy przez cały dzień na dworze, wiszące gile pod nosem zamarzały na mrozie...i było git...!
Tak więc w tym roku niech będzie zimowo, podobnie jak bywało...kiedyś. Bo obecne zimy odeszły do lamusa wraz z ludźmi mojego pokolenia. I jak odnaleźć się w tej rzeczywistości....? Wszystkim życzę srogiej zimy - dwa metry śniegu i co najmniej 20 stopni mrozu - będziemy wtedy zdrowsi, to pewne. I może dlatego często uciekam z miasta, aby pobyć w naturalnym, zimowym świecie.
Pozdrawiam.
                                                                P  a  p  k  i  n

wtorek, 29 listopada 2022

                                           M o j e (n a s z e) h o b b y....

Wielu ludzi ma jakiegoś małego świra i jest z tego dumna....Miałem kiedyś sąsiada, na pozór był to normalny gość, na ulicy niczym się nie wyróżniał, nie rzucał się w oczy, nie mówił sam do siebie i nie szczekał na koty. A mimo to był uznawany  za niegroźnego dziwaka, bo kolekcjonował zepsute telewizory. Fakt, że w tamtych czasach był wybór odbiorników wszelkiej maści i nazw, nie to co dzisiaj - wszystkie płaskie jak panna na wydaniu, naszpikowane elektroniką. Tamte były lampowe, ale miały swój urok....Bo nawet ja sam oddałem sąsiadowi swój stary, w dodatku pierwszy telewizor kupiony za własne 
pierwsze zarobione pieniądze - telewizor "Lazuryt," bo jak na ówczesne czasy  była to nie zła skrzynka....Tych telewizorów miał pół piwnicy i niemal cały garaż - blaszak. Ale miał też problemy, bo kiedy w mieszkaniu ustawił cztery ruskie telewizory w tym dwa "Rubiny," to żona zagroziła rozwodem. A On je po prostu lubił mieć, upajać się ich widokiem, oglądać...problem z tym oglądaniem, bo żaden nie działał....Moje "upośledzenie" umysłowe jest mniejszego kalibru - jest to myślenie, czasem ich "kolekcjonowanie" wspomnień, podobnych właśnie do tych opisanych, czy starych zdjęć, tak jak to, które przetrwało wszystkie minione lata, czyli wspomniany telewizor "Lazuryt." Zdjęcie  czarno białe wykonane ruskim aparatem "Zorka...."  I właśnie wczorajszego wczesnego poranka, a właściwie końcówki nocy (to czas dla mnie najbardziej funkcjonalny), powstał, jak brzmi robocza nazwa - "akt bożonarodzeniowy, choć nie przypomina żadnego aktu, jakby ktoś mógł sobie pomyśleć. Tak więc co by nie pomyśleć o tych "świrowatych" pomysłach, wszystko do czegoś się przydaje. Ważne, aby spełniło się nasze hobby...A jak jest z Waszymi pomysłami? Czy też macie jakieś hobby? Może zbieracie banalne znaczki pocztowe, monety, a może stać Was na odrobinę szaleństwa i kolekcjonujecie zapałki lub puszki po rybach w oleju? Pochwalcie się - naprawdę warto!
Pozdrawiam.
                                                                           P  a  p  k  i  n



niedziela, 27 listopada 2022

 

                                Spuśćcie nam na ziemskie niwy....

Dzisiaj pierwsza Niedziela Adwentu - początek nowego Roku Liturgicznego w Kościele Katolickim. Wszystkim życzę spokoju i duchowego przeżywania nadchodzącego czasu.
Pozdrawiam.
                                                                   P  a  p  k  i  n

środa, 23 listopada 2022

 

Tak - jestem wkurzony, nawet na siebie samego, bo uległem decyzjom, którym byłem przeciwny - tu jednak była "siła wyższa...."  Gdyby nie to, że w ostatnich dniach uległem "rozstrojowi pogodowemu" - przewiało mnie do szpiku kości, do tego stopnia, że zmuszony byłem sięgnąć po leki przeciw przeziębieniu, to "strzelił" bym sobie ciepłe piwko z sokiem lub bez, a tak poprzestałem na herbatce z cytryną i dobrym bieszczadzkim miodem z pasieki szwagra w Solinie. Ale jak wszystko minie, zrobię sobie "wakacje" takie, których do tej pory zrealizować nie mogłem  i pojadę w miejsce, do którego nie było mi dane dotrzeć. Gdzie za oknem miał będę przedni widok gór, wielkiej wody i kolejki gondolowej. Gdzie to jest....? - jasne, że nie napiszę, chcę tam mieć świety spokój....Życzę udanego tygodnia, bo przed nami Adwent.
Pozdrawiam.
                                                                  P   a   p   k   i   n

piątek, 18 listopada 2022

 

                                       D z i e ń  P a p k i n a....

Jak co roku - dziś obchodzę "Dzień Papkina" ustanowiony wiele lat temu...Wielkimi krokami  zbliża się zima...W swych ośnieżonych gumofilcach skrywa mróz, a pod wełnianą czapką "lodowy świat..." Lubię zimę, to pora roku, na którą zawsze oczekuję, ale prawdziwą zimę, bo na każdym kroku spotykam swojego sobowtóra - czyli moje śnieżne imitacje. Bo nikt nie ma tylu pomników co ja - niestety tylko zimą. Ale teraz jeszcze króluje jesień, choć już wszystko zabielało, szkoda, że na tak krótko - taka jesień spoglądająca na mój świat z wyraźnym brakiem perioratywnej ironii...
Nastała jesień nostalgiczna, złota,
widzę ją w oczach szaro burego kota,
zrywam zasłony, by zobaczyć co w świecie,
co pozostało  po tegorocznym lecie...?
Zostawiam wszystkich w dobrym nastroju życząc pogodnego i już zimowego czasy wypoczynku.
P   o   z   d   r   a   w   i   a   m.
                                                                            P  a  p  k  i  n


wtorek, 15 listopada 2022

 

                   Refleksje na nadchodzący tydzień....

Kiedy oglądam się wstecz, cofam się myślami do najdalszych lat młodzieńczych, a nawet wcześniej - widzę zupełnie inną osobę niż dzisiaj nią jestem...Jak ja się zmieniłem i nie tylko pod względem wizerunkowym. Kiedyś byłem nieśmiałym człowieczkiem, cichym, spokojnym, zahukanym, zamkniętym w sobie. Nie potrafiłem powiedzieć głośno tego, co myślę, przyznać się, że czegoś nie umiem. Bałem się, że będę wyśmiany, odrzucony, nie lubianym...(?) Wydawało mi się, że jeśli powiem coś co się nie spodoba innym, zachowam się po prostu niekulturalnie. Wstydziłem się poprosić nauczycielkę o powtórzenie materiału na lekcjach, nie umiałem normalnie rozmawiać - bałem się, że palnę głupstwo. I tak oto milczałem zawsze i wszędzie, do momentu, kiedy musiałem stawić czoła wyzwaniom....I żal do samego siebie o to, ze nie powiedziałem co myślę. Ale pewnego zimowego dnia, po skarceniu mnie przez zakonnicę, coś się we mnie przełamało. Ból wykręconego ucha, a następnie złość zrobiły swoje. Przypomniałem sobie odwieczne motto mojej Mamy: - "Żyj dla siebie, nie dla opinii innych." Zdałem sobie sprawę, że to co ktoś o mnie myśli, nic dla mnie nie znaczy, że to ktoś ma problem, nie ja. Jestem tylko człowiekiem, nie ideałem, mogę popełniać błędy takie same jak inni ludzie. Potem już zawsze cechowała mnie ta dewiza....Teraz jestem inny, też popełniam błędy i wcale się tego nie wypieram - nie jestem ideałem, bo by mi to przeszkadzało. Jestem dużo śmielszy, potrafię się uśmiechać, kiedy tylko jest to konieczne, nawet jeżeli z własnej głupoty stracę coś na czym mi choć trochę zależało. Mówię to co myślę prosto w oczy, nie poza plecami innych, bronię swojego zdania i trzymam się go - jestem sobą. Na śmiechy i złośliwe spojrzenia nie reaguję chyba, że taki gest ze strony innej osoby jest zbyt natarczywy. Bo to, że ktoś mnie nie akceptuje takim, jakim jestem oznacza tylko o jego niedojrzałości i egoizmie...W ostatnim czasie przeżywam rozterki z tym zagadnieniem związane i muszę zmierzyć się z wyzwaniami, oczywiście dopóki sam nie podejmę zdecydowanej decyzji co do dalszego mojego bycia w tym "bagienku."
Pozdrawiam życząc spokojnego tygodnia.

                                                                       P  a  p  k  i  n  

sobota, 12 listopada 2022

 
                                       Wolna sobota z Papkinem....

To już prawdziwa jesień, można powiedzieć: głęboka jesień, prawie połowa listopada. A ja odpoczywam po wszystkich rozterkach, które w ostatnim czasie mnie dotknęły. Dałem sobie czas do końca miesiąca, potem zobaczymy, jak będzie...Oczywiście - jeśli chodzi o mnie, to taki typ aury wcale mi nie przeszkadza, gorzej gdy mży i szaruga. Należy zadowolić się myślą, że skoro lato już poza nami, to zawsze do niego bliżej niż dalej, bo przecież trudno byłoby cofnąć sie do tyłu. A jeszcze nie tak dawno była wiosna i był maj - najpiekniejszy miesiąc w roku. I tak wszystko przemija...Odpoczywam życząc spokoju, zdrowia i pogody ducha.
Pozdrawiam.
                                                     P  a  p  k  i  n


czwartek, 10 listopada 2022

 

                             10  listopada...czwartek...

Fajnie jest czasem powspominać o tym, co dziś leży w...piwnicy lub w zakamarkach szafy, zapakowane w worek jak trup w prosektorium oczekujący na swoją ostatnią drogę...Wczoraj robiłem takie porządki i to wszędzie - w tapczanie i odkryłem (ponownie) właśnie takie zawiniątko ze swoimi wspomnieniami. Z namaszczeniem dotykałem starego opakowania, jakby za chwilę miało rozsypać się w proch. Przekartkowałem delikatnie kilka stron - starych tekstów z datami lat siedemdziesiątych, gdzie prócz dat widnieją także miejscowości, które zapisane zostały pod tekstami. To nic innego, jak moje wspomnienia (zapisy) pracy zawodowej. A jeździło się, jeździło po różnych zakątkach, czy to w dzień, czy nocami w zależności jak służba przypadła. Są też kiczowate wierszyki, czyli to co na myśl się nawinęło w danej chwili...Aby odnaleźć swoje wspomnienia, musiałem przegrzebać pakę w swoim tapczanie...Nic się w mojej mentalności nie zmieniło od lat. Nadal trudnię się wspomnieniami, pisaniem, wierszowaniem. We wspomnieniach jest też coś, czyli to, że można (czasem) o niektórych zapomnieć....
Pogodnego świętowania życzę

Pozdrawiam.
                                                   P  a  p  k  i  n

wtorek, 8 listopada 2022

                  I  d  e  a   b  y  c  i  a   s  o  b  ą....

To co napiszę, a właściwie zamieszczę w dalszej części, rozśmiesza mnie, a także bulwersuje, bo są rzeczy, których człowiek wstydzi się, ale cóż ma począć, gdy uważa się w jakimś stopniu osobą (nie) "publiczną" i bierze przykład jako wzór swojego postępowania od innych, choćby takich "idiotów," jakich można spotkać na internetowych forach...Oto idea...poznajesz ją pewnego dnia, całkiem przez przypadek. Uderza Cię tajemniczość, nieodgadnięte myśli, wypływająca łagodność i...cichy gniew. Masz szczęście - spojrzy na Ciebie zachęcającym spojrzeniem. Nie masz - będziesz do końca życia skomlał pod jej drzwiami. Lecz kiedy już zostaniesz zaproszony...(?) Idea posiada swoje zakamarki, których poznanie wymaga wejścia w jej świat, poddania się jej regułom. Nie możesz być wyznawcą, dopóki jesteś niezależny. To, kiedy jesteś w kręgu tych co wiedzą - możesz w pełni korzystać z jej łask. Im bardziej korzystasz, tym bardziej jesteś uzależniony (a może właśnie o to chodzi?). Przestajesz zadawać pytania, nie musisz - w końcu idea jest spełnieniem Twojego życia. Poza tym wypełnia Ci cały czas, czujesz się szczęśliwym i zadowolonym. Odnajdujesz swoje słabe i mocne strony. Nie cierpisz współwyznawców. Oni nie wiedzą, że ona jest tylko Twoją, a Oni są zawiedzeni. Stoisz w jej obronie, a ona...patrzy na Ciebie i głaszcząc - szepcze Ci do ucha: -"mój bohaterze..." Mógłbyś za nią umrzeć, chciałbyś za nią umrzeć! I tak do końca życia, chyba, że pewnego dnia idea umrze, co zdarza się nawet najwznioślejszym ideom. Wstaniesz rano, otworzysz oczy, ujrzysz pustkę i nie przestaniesz płakać, aż skończą Ci się łzy. Pustka w środku, pustka na zewnątrz, pustka w...kuchni i w pokoju, ludzie puści, świat pusty....Moja idea umierała wiele razy, ale wskrzeszałem ją. Bo nie sposób być sobą w takim wydaniu, diametralnie różniącym się od innych. A Ci, którzy zatracili wiarę - ich idea kopła ich w zadek (celowo nie przytaczam dosłownego określenia). Ja pozostałem sobą i cieszę się, że to zawsze ta sama idea, która przetrwała wszystkie próby czasu. Bo najgorzej, jak ma się słabość charakteru, a może jeszcze słabą psychikę. Wtedy człowiek staje się narzędziem w rękach "złoczyńców." Nie potrafiąc walczyć, staje się ofiarą i niewolnikiem. Więc zawsze bądźcie sobą...!
Wielokrotnie przy nadarzających się okazjach wskazywałem na powtarzalność słów itp. Czytający może odnieść wrażenie i wprost mi zarzucić upadłość, a nawet psychiczne zniechęcenie, depresyjny żal do wszystkiego i do wszystkich. Otóż nie - nic z tych rzeczy! Bo gdyby tak miało być, to żal do tych, którzy zatracili moją nadzieję na lepszy świat i to, co w życiu mnie spotkało - nie miałoby sensu. Oni wszyscy już "odeszli," a tym, którzy jeszcze "plątają" się w moim otoczeniu, dawno zapomniałem ich "winy." Prawda - mój żal pozostaje, to normalne w życiu człowieka, ale nie znaczy, że trzeba o tym mówić, czasem nawet przypominać. Ja mam takie szczęście, a może właśnie nieszczęście, że zawsze ktoś ma do mnie pretensje o to, że garbaty ma garba i że zawsze z łatwością mnie kopie w d...Czyni to zapewne z przyzwyczajenia oraz z powodu tego, że wie, iż ja się nie odgryzę. A może czyni to także dzięki swojej nieświadomej postawy...?
Można tylko gdybać, co by było gdyby...Nie zależnie od prawdy wiem, że nie mogę poprzestawać, bo ta "zaraza" ciągnie się za mną przez wszystkie lata, aż po dzień dzisiejszy i końca tego nie widać. Tak trudno mi dziś i czasem nie potrafię sam sobie odpowiedzieć na wiele pytań. Tęsknię do ludzi, którzy nadali mi kierunek, którzy mnie kształtowali, a których nie ma obok mnie, mających zawsze poczucie wielkiej wartości. Byli przedstawicielami radości życiowych, drogowskazem dla mnie i zapewne dla wielu innych. Lista tych osób stale się wydłuża...
Pozdrawiam.
                                                         P   a   p   k   i   n     

poniedziałek, 7 listopada 2022

                                         Jestem  na  zakręcie...

"Zmęczony" jestem....psychicznie i fizycznie i tak po prostu. To efekt zbytniego brania na siebie obciążeń wynikających z obowiązków wcześniej ustalonych, a następnie realizowanych....Jest mnóstwo tematów, o których mógłbym dziś pisać, ale gdy zabieram się do złożenia zdań, to natrętny natłok słów pchających się bez opamiętania powoduje chaos w moim umyśle. Nie stać mnie nawet na wydymane czy romantyczne uniesienia, a tak powinno być, choćby z powodu minionego już sobotnio niedzielnego czasu, który mógłbym poświęcić sobie. Niestety było to niemożliwe...Czy dogłębna analiza i doszukiwanie się drugiego, bardziej złożonego dna w zdarzeniach, czy też może wydarzeniach ostatnich dni, w związku z "walącą" się współpracą, chaosu tym spowodowanego, a nawet zaryzykuję określenia - "burd," - jakby demon zagnieździł się w moim (naszym) środowisku?! Jestem tym rozczarowany, przygnębiony, choć na pewno nie zły, nie wściekły. Jeśli cokolwiek odczuwam, to wyłącznie żal i smutek. Nie ukrywam też zawiedzenia i rozgoryczenia (kolejność dowolna), bo jeszcze kilka określeń spokojnie mógłbym zamieścić - pytanie, po co? Nie można bowiem na siłę produkować się, bo w konsekwencji daje to odwrotny skutek - szkoda zdrowia...Czy w tej sytuacji wszelka forma współpracy jest jeszcze możliwa - wątpię!
Pozdrawiam.
                                                                      P   a   p   k   i   n

czwartek, 3 listopada 2022

 

                                        "Jesień" w moim świecie....

W moim świecie nie ma już czarnych chmur - zostały już rozpędzone przez wiatr, ten sam dobroczynny wiatr, który na codzień delikatnie muska moją twarz, lecząc ją z wszelkich obaw i trosk...Ale nie zawsze tak bywa....Jesień już dawno do mnie przyszła - szepce  mi o tym wiatr wprost do ucha roznosząc po moim świecie niecodzienne jej zapachy. Mówią mi o tym drzewa  lasu, który mijam i których konary podobne do mnie, dają się ponieść  wiatrowi i jego szaleństwu....Mówią mi o tym liście, powolnymi krokami zmieniając się w "złoto" pod delikatnym dotykiem jesiennych palców...Mój świat uspokaja się powoli. Słoneczny uśmiech jest w nim stałym bywalcem....Ale nie zawsze tak jest. Zdarzają się chwile troski, a nawet smutku. Biorą się one z innych przyczyn, takich ogólnych, niekoniecznie zależnych ode mnie. Takie troski "zatruwają" moją twarz i umysł, gdy nie wiem, dokąd mnie zaprowadzą i jaki charakter swojej postawy musiał będę przyjąć...? 
Oby do wiosny...😂
Pozdrawiam.
                                                                    P   a   p   k   i   n