Szukaj na tym blogu

piątek, 29 stycznia 2021

 

Usiądź ze mną przy stole wygodnie odprężony, zapomnij o świecie i o wszystkich smutkach, orzeźwiający napój doda Ci wigoru i w tym upojeniu doczekasz wieczoru...

Zapraszam na kawę wypoczynku życząc, zdrowia i uśmiechu w te wolne dni sobotnio niedzielne.


 Pozdrawiam

                              P   a   p   k   i   n

 

czwartek, 28 stycznia 2021

 

                             Metoda na wariata...

Nie ma to jak posiadać telefon, zwłaszcza komórkowy. W dzisiejszych czasach luksus nie do pozazdroszczenia zwłaszcza dla tych, którzy wędrują w wielbłądziej karawanie po pustyni lub innych biedaków...Mieć telefon zwłaszcza, gdy ktoś przy jego pomocy chce mi zrobić dobrze i mówi powłóczystym damskim głosem . Spotyka mnie to często w ostatnim czasie i odnoszę wrażenie,że mój numer jest jakimś cudem ogólnie dostępny, bo dzwonią  do mnie dziwni ludzie z różnymi propozycjami. Gdyby taka panienka proponowała seks, to zastanawiałbym się co i jak, bo seks przez telefon jakoś nie bardzo rozumiem, choć domyślam się o co chodzi. I nie bardzo chciałoby mi się wysłuchiwać jęczenia i stękania na odległość...Ale nie - dzwoniący proponują jakieś ubezpieczenie (jestem ubezpieczony), podróż do Egiptu czy Tunezji (nie trawie arabów i krajów pod palmami), proponowano mi już kiedyś kupno garnków...Ubezpieczenie zaproponowano mi wczoraj i to w "koszmarnej" godzinie dopołudniowej, kiedy akurat miałem wyjść z domu, dzięki któremu  miałbym być bardziej szczęśliwym...(?) K o s z m a r ! 
Może kiedyś byłbym frajerem i to naiwnym wdając się w polemikę z natrętami - dzisiaj mówię, że nie potrzebuję ubezpieczenia, ani nie mam ochoty na wykup wczasów na drugim końcu świata...Bo właśnie dziś stosuję inna metodę udając "głuchego dziada," bo babka mówi erotycznym głosem na co odpowiadam: "proszę głośniej, bo nic nie słyszę - nie zamawiałem cementu i cegieł..." 
Zastosowałem również inny kanon "wariata" pytając wprost: " skąd pani ma mój numer...?"  Pyk i rozmowa sie urywa...! Jeśli znowu ktoś zadzwoni wymyślę coś oryginalnego, choćby to: "proszę mówić szeptem, bo cały czas mnie podsłuchują, wszędzie zamontowali mikrofony - przeklęte CIA..."
Być może trafię w sedno na 99,9%...Zachęcam każdego do płoszenia wszelkiego rodzaju teleankieterów i reszty hołoty szukających frajerów.
Miłego dnia życzę. Pozdrawiam.

                                                          P  a  p  k  i  n 

poniedziałek, 25 stycznia 2021

 

                                Znowu sypnęło...

Chociaż na pogodę narzekać nie mam w zwyczaju, bo to tak samo, jakoby pomstować, że noc po dniu następuje, przecież za okno patrzając radować się trudno.Insza to rzecz, gdy komu fantazyja sanny albo nart zażyć przyjdzie, albo gdy człek potrzebą żadną nie gnany, drew do ognia podrzuciwszy przy piecu ze szklanicą siedzi...Insza zaś, gdy co dnia przez śniegi - nie dla swawoli, a za potrzebą jaką pilną, albo dla chleba brnąć musi, tedy zima już nie taka piękną porą roku się jawi...Jakiem to chyba przed rokiem był pisać, gdy tylko gościniec nieco przyprószy, zawalidrogi się pojawiają, którzy idąc pomalućku, bardzo inszych wstrzymują, a mnie jegomościa aż nadto. Najwięcej to krwi napsować może, gdy komu śpieszno, a za niedojdą takom iść trzeba, więc się jegomość zdenerwować musi, bo na wąskim chodniku wyminąć go nie sposób. Samem niegdyś przekleństwa w mich miotał i do dziś mi się zdarzy, częściej psioczyć lub inne gadki jeno sobie powtarzać wiedząc, że ze złości mojej korzyści żadnej nie będzie - przeciwnie, zdrowie tylko stracić można. Wszystkim tedy wyrozumiałość na drugich nie tak wprawnych w łażeniu po chodnikach doradzam, Tym zasię, których śnieg na drodze trwoży doradzam - by w doma ostali, a gdy już inszej rady nie ma i trzeba wyjść, by nie tylko co przed nami mieli na względzie, ale też czasem co za ich plecami się dzieje spojrzeli i widząc, że się za niemi karawana zbiera - zeszli gdziesik na bok i rychlejszych od nich przepuścili. Aliści pożytek to wielki w tej ich wyrozumiałości będzie. Tedy i jegomość na zdrowiu uszczerbka nie dobędzie i wszyscy zadowoleni pozostaną. Życzę wszystkim dobrego humora i dobrej zabawy na śniegu. Bywajcie w zdrowiu.
Pozdrawiam.
                                                       P  a  p  k  i  n

czwartek, 21 stycznia 2021


                                                     Dwa ważne dni....

Dwa najważniejsze dni w naszym życiu nas wszystkich - Dni Babci i Dziadka. W szczególny sposób ich wspominamy, ludzi o niezwykłym harcie ducha, którzy swoją dobrocią, wiedzą - ukształtowali nasze umysły, wyobraźnię...Nauczyli szacunku do ludzi, często wbrew tym, którzy czynili odwrotnie, wartości historycznych...Oni nadali ton mojemu życiu, ukierunkowali mój umysł na sprawy rodziny, jej historii. To dzięki nim dziś mogę upajać się wiedzą o tym, co dla mnie niezwykłe, co nadrzędne, święte...Jej losy zapisane w historii rodziny, to w gruncie rzeczy ich zasługa, bo to Oni zapoczątkowali moje zainteresowania tym tematem.  choć nie ma ich już wśród nas, to właśnie Im składam szczególny szacunek za wychowanie w rodzinie, za całokształt edukacyjny, jakże trudnej i wrażliwej, zbuntowanej mojej głowie, umysłowi - Im to wszystko zawdzięczam.Kocham Was Dziadkowie moi. Dziś doceniam Waszą troskę o mój i rodzeństwa los, to Wy nas ukształtowaliście - dziękuję!

                                             wnuk Papkin 

wtorek, 19 stycznia 2021

             Skutki wizyty w przychodni... 

Poszedłem, choć nie musiałem, aby dowiedzieć się, czy w mojej przychodni jest punkt szczepień, ewentualnie, gdzie takowy się znajduje (nadmienia, że w tym POZ "urzęduje" mój lekarz rodzinny), a przy okazji złożyć deklarację chęci zaszczepienia. Panią z okienka najwyraźniej coś ugryzło, bo wściekniętym głosem warkła na mnie mówiąc, że nie wie, gdzie znajduje sie punkt szczepień. To odebrało mi chęć do dalszej rozmowy. Wyszedłem wiedząc jeszcze mniej niż przed przyjściem do POZ-u...A przy okazji - miejsce urzędowania lekarza rodzinnego (mojego), to istna warownia. Zamknął się jak w twierdzy i...kozaka udaje...Wkurzają mnie baby mieniące się kimś ponad innymi. Ubolewam nad faktem istnienia pewnego rodzaju kobiety, którą nie jestem w stanie inaczej nazwać, jak po prostu głupią babą, ale dobrze, że wbrew pozorom takich durnowatych bab nie jest aż tak dużo, choć istnieją miejsca, gdzie mamy do czynienia z niezdrowym ich nagromadzeniem. Takie miejsca tgo: Urzędy Skarbowe, wspomniane przychodnie, Oddziały ZUS-u, dziekanaty, kartoteki szpitalne i jak na złość wiele innych miejsc publicznej użyteczności, gdzie przeciętny człowiek musi bywać i to wcale nie rzadko ...Charakterystyczną cechą głupiej baby jest to, że nigdy nie przyznaje sie do błędu i nie powie wprost, że czegoś nie wie, choć wie, a w moim przypadku nic nie wie, a skoro tak, to co robi w okienku tej przychodni, ale za to chętnie wywyższa się w stosunku do niedoinformowanych petentów. Ich ulubionym zajęciem jest picie kawy i spławianie ludzi, którzy wciąż przychodzą z jakimiś sprawami. Kiedy jednak ktoś okazuje się uparty (jak ja)by dać się spławić, potrafi taka baba pokazać swoje możliwości wokalne (najczęściej może liczyć na pomoc koleżanki po fachu). Staram sie niekiedy zrozumieć taką babę - wiadomo bowiem, że jej zarobki nie są aż tak wygórowane i to ja usprawiedliwia, ale jest w pracy i łaski nie robi, aby odpowiedzieć, a profesja, którą się trudni nakazuje jej mieć stosowną wiedzę co i jak...!
 Tak więc głupia baba najczęściej jest niedoinformowana, nie potrafi udzielić odpowiedzi na proste pytania, nie pomoże drugiemu człowiekowi, no chyba, że jest jej znajomym (?) Taki personel sprawia, że wizyta w takim urzędzie to dla szarego człowieka nie tylko przykry obowiązek, co koszmar...I co mi pozostaje? Wybrać numer 989 i przez godzinę słuchać muzyczki dopóki nie odezwie sie jakaś baba i nie odbierze ode mnie zlecenia, albo z frustracji rozłączyć się. I tak koło się zamyka.
Pozdrawiam i zdrowia życzę...

                                             P  a  p  k  i  n 

sobota, 16 stycznia 2021

 


                    Wolna sobota z...Papkinem...

S o b o t a...Ciężkie powieki nie chcą się podnieść, choć radio wprost wyje...Po co je nastawiałem, skoro każdego dnia wstaję o zaplanowanej godzinie, bez pomocy tego urządzenia...? Przecież właśnie dzisiaj powinienem dłużej poleniuchować (?) Przez wszystkie dni tygodnia wstaję do dnia i mam z tego satysfakcję, bo tym sposobem dzień jest niby dłuższy...(?) Tak więc szkoda czasu - wstaję! Muszę jednak uważać, aby się nie potknąć na kapciach, które z wieczora rzuciłem w niechlujny sposób...Sprzątał dziś nie będę, nie mam co i po czym, a czego nie zrobię dziś, poprawię innym razem - żadna strata! Mój pokój, to taka "nora" - gdzieś już takie określenie słyszałem, wiem nawet, kto je wypowiedział (ale mniejsza o to), w której to norze raz jest miło i przytulnie, innym razem bezlitosny bałagan...Wypluskałem twarz dla otrzeźwienia i mogę czuć się "ozdrowiały" ze snu. Śniadanko, potem poranna kawa z aromatycznym zapachem...ubrać się i wyjść na spacerek. Obiad jest w lodówce więc w kilka chwil może być gotowy do konsumpcji, albo obiado-kolacja, w zależności, kiedy wyląduję w domu...(?) Taki sobotni spacerek po mrozie dla zdrowotności, bo o to właśnie chodzi. Jeśli zechce ktoś spędzić wolną sobotę z Papkinem w sposób podobny, to zapraszam - nie ma to jak harce na śniegu...
Życzę udanego, sobotnio-niedzielnego wypoczynku, zdrowego ducha - cieszmy się zimą.

P  o  z  d  r  a  w  i  a  m.
                                                            P a p k i n

  

czwartek, 14 stycznia 2021

 


                    Takie sobie myślątka                                                             zapiski rozsypane...

Uważam, że człowiek jest szczęśliwym wtedy, kiedy nie ugania się za szczęściem, jak za motylem, lecz jest wdzięczny za wszystko co dostaje od życia...Jeśli poszukuje tego szczęścia zbyt daleko, to ma sytuację podobną jak z...okularami. Nie widzi ich, a ma je przecież na nosie.
Bo jakże możemy być szczęśliwi, jeśli zawsze czegoś oczekuje od innych...(?)
Z innej beczki powiem tak: "Nic nie istnieje" - gdyby wrócić do tematu tego psychicznego dołka, w który popadłem kilka dni temu, ale zawsze można się "obudzić." (żaden początek ani koniec). Dzień wczorajszy jest historią, jutrzejszy tajemnicą, a dzisiejszy jest darem...
Bo na stres lub inne niepowodzenia dobrze jest znaleźć sobie jakieś zajęcie - wyjść z domu, majlepiej poza miasto, co też uczyniłem. A ponieważ przyszła (wreszcie) zima, udałem się poza "cywilizację" - do lasu. Super, choć jakiś bałwan piaskarką posypał drogę solą i zrobiła się brudna breja. Ale poza drogą i w samym lesie było całkiem przyjemnie..."Szukałem grzybów" - podobno porą zimową też można się na nie natknąć - tak kiedyś w formie żartu powiedział mi jeden z moich rozmówców. I zapewne miał rację, bo chyba bardziej chodziło o "papierzaki" niż prawdziwe grzyby. Nawet jeśli taki sie uchował, to śnieg go przykrył...Bo skoro nie można "powariować" w Bieszczadach (wspominałem o tym parę dni temu), to przynajmniej poza miastem - ważne, by nie zwariować w czterech ścianach.
Pozdrawiam i życzę udanych spacerów.

                                                          P   a   p   k   i   n





poniedziałek, 11 stycznia 2021

 

                       Psychiczny dołek...(?) 

Ogarnęła mnie jakaś głupawka, podobnie jak energia i jakaś dziwna nadpobudliwość, która toczy mój umysł...Za dużo mówię, za dużo też nic nie robię, choć jak patrzę na wszystko co mnie otacza, to jakoś tego wszystkiego nie mogę ogarnąć. Czasem zastanawiam się, czy to w ogóle ja...? Ostatnio nie poznają samego siebie - wszystko stało mi sie obojętne, nawet niczego nie traktuję poważnie. Chodzę podrażniony i często spoglądam na dwa "papierki," które raz wyjmuję na wierzch. by po chwili je schować do szuflady. Mam na uwadze zezwolenia na zimowy "podbój" Kińczyka, o które zwróciłem sie jeszcze jesienią do Dyrekcji BPN i Oddziały Straży Granicznej. Trudne to przedsięwzięcia, te zgody, zwłaszcza ze strony BPN-u...I co - mam je pozytywne, ale tu na przeszkodzie stanęło moje zdrowie. Z uwagi na "okres ochronny," jaki sobie postawiłem po przebyciu koronowirusa - wole nie ryzykować - jeszcze odczuwam "słabości." A z tego co wiem, na podejściu do Kińczyka zalega pół metrowa warstwa śniegu, nie będę ryzykował...Dołuje mnie myśl, że tracę okazję do zimowego wejścia na ten odosobniony szczyt...Zapewne było by lepiej schować się pod
kołdrę, tak przed ludźmi, a najlepiej przed samym sobą. Ile dałbym, by odpocząć od samego siebie? Potrzebuję jakiejś stabilizacji. Nie poznaję "nowych" ludzi, bo Ci, którzy pokazali mi palec tylko dlatego, że zachorowałem na to paskudztwo i omijali mnie szerokim łukiem, potraktowali mnie jak zarazę i nadal milczą...Nie chcę znać imion , twarzy, które znowu mogą zniknąć. Nie chcę wiedzieć, czy ktoś mnie robi w konia, czy też nie. Dosyć mam całej tej iluzji, ironii i całej tej "gry."Odczuwam żal, że nie mogę wyruszyć w zimowe Bieszczady - czuję się lekko zraniony (nie) przyjaciółmi i niemocą, która mnie drąży, a która zatrzymała mnie w domu. Czuję się dzisiaj jakoś cukierkowo, czyli nijako...
Ale myślę też, że może niebawem wszystko się zmieni na lepsze i wszystko wróci do normy. Oby...!
Pozdrawiam i życzę udanego tygodnia.

                                         P  a  p  k  i  n


piątek, 8 stycznia 2021

 

                   Dni zwane "po piątkiem...."

Weekend - jak ja nie lubię tego określenia - takie nie nasze, obce, które wrosło w naszą polską świadomość...I dlatego dziś zamiast normalnej notki, takiej zwykłej pisanej na kolanie - mały fragment wstępu do biografii i Genealogi czyli początkowych opisów dziejów - taki prywatny i osobisty...Działo się to dawno, tak dawno, że trudniąc się poszukiwaniem korzeni rodziny od strony Taty, miałem dylemat, od czego w ogóle zacząć. Z pomocą przyszedł mi Herbarz Polski, choć nie tylko...Było to dawno na dalekich stepach Podola, a rozproszeni ludzie kryli się w ziemiankach. Kiedy to było...jak dawno ten wie tylko, kto śledzi historię . W biografii wspominałem bitwę nad Kałką - rok 1223, maj 31...Nie - wtedy nas nie było tylko książęta ruscy, którzy swoją głupotą sprowokowali mongolskie hordy i ginęli w męczarniach. Kto wie, czy późniejsi Ukraińcy nie skopiowali metod mongołów do rozprawy z Polakami, a rodzina została zmasakrowana w Rzezi Wołyńskiej (1943 r.)...To było tak dawno,że żaden ślad nie pozostał, a może zachował się, bo to jak mówi przepowiednia - to my Polanie stworzyliśmy tą przeklętą Ukrainę...To cierpienie, łuny pożarów, mordy (do dziś nie wiemy, co się z nimi stało i gdzie spoczywają ich szczątki  prócz dwóch wiadomych przypadków...), a potem aneksja tego, co po nas zostało - naszą krwią zroszone - Kresy....!
Ale to będzie później, parę wieków dalej, cofając się w świadomości jakby do tyłu.To wtedy na bezkresach Podola kształtowała się  rodzinna społeczność. Oto wspomniany początek:
"Na początku był kamień
ostry niczym kieł, 
choć z drugiej strony był obły i gładki, w sam raz dla chwytnej dłoni,
którą stawała się moja owłosiona łapa...
Serce zwierzęcia już nie biło,
jak moje serce, jego oczy tak ruchliwe 
przed chwilą
wpatrywały sie teraz w coś, 
czego ja jeszcze nie mogłem dostrzec.
Obciąłem łeb, rozprułem brzuch,
zanurzyłem ręce w ciepłych 
i parujących trzewiach...
Odurzył mnie słodki zapach krwi,
połechtał widok czerwonego mięsa - 
przełykając ślinę dziękowałem bogom - 
znów mi się udało przechytrzyć duchy
upolowanej ofiary...
Czy przebłagały je moje modły?
A może mazidła w przedsionku naszej ziemianki...?
To zwierzę, które "śpi" w kącie mojej jamy,
jest trochę do mnie podobne,
ma w sobie mleko, którym karmi mojego syna.
Ma też gładszą skórę,
smuklejsze palce
i dziwne upodobania.
Przygląda się w spokojnej wodzie,
wpina w swoje kudły kwiat,
a kiedy moja strzała chybi jakiegoś kolorowego ptaka, to klaszcze z uciechą w łapki.
No i opowiada jeszcze niestworzone historie,
których słowa zaczynają płynąć jak mgły,
albo śpiewa jak wiatr pomiędzy drzewami.
Ale czy mógłbym sie bez tej istoty obejść,
czy utrzymywałbym to ciepło i ogień?
Może więc wymyślić dla niej jakieś ludzkie imię?
(Ciągle na wspomnienie jej rozchylonych ud zaczynam dyszeć,
rozrzewiają się moje nozdrza,
wysycha przełyk 
i czuję, jak pod moim brzuchem
nabrzmiewa męskość)...
Nie daje mi też spokoju ten kamień,
który pokazał mi kiedyś mój bardzo dziwny brat,
którego plemię uparło się nazywać szamanem...
Przypominał samicę z wielkimi piersiami - 
łonem
i jeszcze większym zadem.
Nie pozwolił mi jednak jej dotknąć,
a tylko patrzeć, jak kładą się na niej cienie ogniska
i bierze ja w posiadanie księżyc...

                         ****** 

Słowa zestawione i "ubarwione" w jedną całość (tu stanowią fragment), nawiązujące do zarania dziejów, w dalszej części do czasów współczesnych...Ale stało się też coś przekazywane z pokolenia na pokolenie, coś, co zaważyło na późniejszych losach rodziny...
Pozdrawiam życząc udanych wolnych dni. Bawcie się dobrze póki trwa karnawał.
Pozdrawiam

P  a  p  k  i  n


                               
  
 
        

czwartek, 7 stycznia 2021

                               Jak stara "Serwówka...."

Już kiedyś zwracałem uwagę tą myślą...One powracają jak bumerang, powtarzają się, są obecne przez cały czas, ujawniają się z większą mocą w chwilach słabości, gdy miewamy trudniejsze chwile. Dopada nas nostalgia w zależności od nastroju, który bywa różny...Nie inaczej jest ze mną. I wtedy jestem jak ta stara "Serwówka," którą wspominam często, gdy tęsknie do czasów z przed lat. Ci, którzy śledzą bloga zwłaszcza, gdy cofną się do wcześniejszych notek - wiedzą o (kogo) co chodzi. Więc dziś nie będę powracał do wcześniejszych wpisów chyba, że powrócę do tematu...Tak - jestem jak ta stara "Serwówka," po której pozostały tylko wspomnienia i ślad w postaci pustego placu, na którym parkują samochody - odarty jak ona z "płaszcza" swojej niewinności (tak wspominam rok 1986, gdy ją rozbierano). Odarty ze "skóry,"bez czci i wyrazu uznania. Jej czasy świetności minęły - moje również, bo ten czas pandemii odciska nadal swoje piętno, bo co dalej - nie wiadomo...Wspomniałem o swoich (nie) przyjaciołach i jak zachować się wobec takich osób?
Dzisiaj życie miewa nowe wyzwania pośród bezduszności ludzi. Jakże Oni sie zmienili...?! NIE..! Oni się nie zmienili - Oni wyrośli jak chwasty na żyznej ziemi jaką jest PRZYJAŹŃ, którą nieopacznie zlekceważyli. Tacy jak ja są dziś śmieciem - to popularne i często stosowane określenie (miałem okazję przekonać sięo tym w czasie tych spędów rozwydrzonych małolatów i wulgaryzujących dziwek - bo inaczej trudno ich nazwać na ulicach, kiedy zwrócilem uwagę takiej jednej laluni...) Śmiecie, które w wielu przypadkach wspierają, dają jeść, "obrządzają" i pielęgnują te zwierzątka obecnego pokolenia. Moja wnuczka też dała mi "popalić" w tym temacie. To pokolenie, które za nic ma zasady, bez określonego autorytetu, no chyba, że są nimi Ci, którzy je wykorzystali w perfidny sposób...Oni chcą być panami - wszyscy inni to śmiecie...Patrzę na starą "Serwówkę," która tuż przed "umarciem" przypominała dzisiejszego mnie. Opuszczona, dogorywająca, już niechciana. Kto ja dziś jeszcze pamięta? Może jeszcze są tacy, ale ilu nas jest..? Cofnąć się w przeszłość to podobno grzech - tak powiadają Ci, którym brak wyobraźni i motywacji, natomiast jak mówią - "walczą" o lepszą przyszłość. Jaką przyszłość - to juz osobny temat i nie na dziś, mnie natomiast zarzucono małostkowość...A moje serce jest pełne miłości i nie chowa urazy - może być mi tylko przykro z takiej postawy tej, którą nadal kocham, choć bardzo się zawiodłem...Bo od przeszłości nigdy się nie uwolnicie - ja Wam to mówię i oby nie było tak, że na wspomnienia i przeszłość będzie za późno. Ta wasza "lepsza przyszłość" zgubi Was - dobrze, że tego nie dożyję! Co do dziś - wsłuchuję się w komunikaty dotyczące szczepień. A ponieważ przeszedłem tego koronowirusa - tak - zaszczepię się dla swojego dobra i dobra innych, choć do tej pory nie szczepiłem się na żadną grypę. Poczekam na swój czas szczepienia.
Pozdrawiam.
                                                       P  a  p  k  i  n 
 

poniedziałek, 4 stycznia 2021

              Wszyscy (nie) moi przyjaciele..

"Przyjaciół poznaje się w biedzie" - cytując popularnego autora tych słów. Nawiązuję do tematu, który zszedł na plan dalszy z uwagi na Boże Narodzenie i Nowy Rok. Jest to o tyle przykre, że dopiero w chwilach, kiedy człowiek staje się bezsilnym wobec sytuacji, w której się znalazł - zostaje sam, choć tak bardzo liczył tych, których uważał za przyjaciół. Z dnia na dzień okazało się, że zostawili mnie samemu sobie. Ale ma to też pozytywną stronę - ukazało bowiem, prawdziwość i dobre intencje tych pseudo przyjaciół, którzy w ten sposób okazali sie...(nie skomentuję. Zwyciężył jakiś skrajny egoizm bez świadomości dobra dla drugiego człowieka borykającego się z pandemią...Nie wiem, cvzy skupiły sie wobec mnie wszystkie plagi egipskie, pech, czy coś zgoła gorszego? Ale jedno jest pewne - to był test na nie tylko przyjaźń, ale na coś większego, co kazało mi sobie przypomnieć to, co kiedyś mówiła moja Mama: "Miej zawsze siłę i odwagę. Wyrzuć ze swojego życia tych, którzy depczą Twoją osobowość i godność, którzy ranią Twoje uczucia. Bo nawet tych, których kochasz, nie mają prawa pozbawiać Cię szacunku i uśmiechu...Umiesz liczyć, to licz na siebie..." Jak do chwili zachorowania nie mogłem opędzić się od telefonów, nagle wszyscy zamilkli i tak jest do dziś. Niech nikt więc nie ma pretensji, jeśli nie odbiorę telefonu, a dzwoniący numer odrzucę. Mam tak, że nie odbieram nieznanych numerów, bo te, które miałem na liście abonamentów zostały wykasowane. Wolę być sam niż w towarzystwie fałszywych przyjaciół. Jestem niezależny, znam swoją wartość i potrafię sobie radzić z tysiącami spraw jednocześnie tak, jak musiałem sam sobie radzić w chorobie.
Pozdrawiam
                                        P  a  p  k  i  n