Szukaj na tym blogu

sobota, 31 marca 2018

Wesołego Alleluja! 

Z okazji Świąt Wielkanocnych, życzenia zdrowia, radości, błogosławieństwa Zmartwychwstałego Chrystusa, wszelkiej pomyślności, wypoczynku w gronie rodziny...

Składam wszystkim mnie odwiedzającym.

                                       P  a  p  k  i  n

 

poniedziałek, 26 marca 2018

                         W i e l k i   T y d z i e ń

Mamy Wielki Tydzień poprzedzający Wielkanoc. Jak ten czas ucieka - dopiero grały fanfary świąt Bożego Narodzenia, a już mamy zmianę nastroju - 
powagi, aż wreszcie radości...Ale do tego jeszcze trochę czasu. Musimy zmierzyć się z czymś, czego zwykły śmiertelnik nie jest w stanie pojąć, a co dopiero doświadczyć fizycznie - z męką Pańską i śmiercią, a wcześniej z poniżeniem. 
Zbawienie przyszło przez krzyż i jeśli mamy iść tą drogą, to musimy zmierzyć się ze swoimi słabościami. Jesteśmy tylko ludźmi, którym wpisane jest być grzesznymi poprzez grzech pierworodny pierwszych ludzi...To Ten, który rozłożył swoje ramiona na drzewie krzyża, niesie nam zbawienie. Przeżyjmy ten czas godnie, abyśmy z czystym sumieniem mogli z radością zaśpiewać - "Alleluja - Chrystus żyje!" Cieszyć się radością zbawienia. Życzę refleksji i zadumy nad kruchością człowieka. "Jeżeli chcesz mnie naśladować, to weź swój krzyż na każdy dzień i chodź ze mną zbawiać świat, w kolejny już wiek..."
Serdecznie pozdrawiam.
                                             P  a  p  k  i  n


                                                  

sobota, 24 marca 2018

                                Sobota - 24 marca....

Dzisiaj dzień...."bezpłciowy," czyli nijaki (?) Troszkę pomarudzę, bo nic innego nie mam do roboty... Jak to dobrze, że mamy ciekawych polityków, nie tylko z najwyższego szczebla - zawsze można się pośmiać! Pomijam fakt udziału co niektórych we wczorajszych marszach "czarnych wdów" - temu tematowi nie warto poświęcać czasu, chyba, że...kiedyś. Do tych z sejmu już się każdy przyzwyczaił i niczego poważnego się nie spodziewa. Ale są niedoceniane "jaskółki" nawet w radach miast, gmin, czy powiatu. Mam nadzieję, że zrobią karierę i awansują do parlamentu. No choćby jeden taki oburzył się wczoraj, że za nieco ponad cztery miesiące będzie 608 rocznica bitwy pod Grunwaldem i jednocześnie w tych samych dniach planowany jest europejski przemarsz mniejszości seksualnych. Tragedia - powiadam Wam...Ogólnie wiadomo, że Ulryk von Jungingen nie był gejem, więc nie można łączyć tych dwóch okazji. Co prawda - bitwa była na polu pod Grunwaldem, a parada gejów ma być w stolicy, ale to przecież szczegół. Radni nie muszą dokładnie znać mapy Polski ani geografii - nie ma takiego obowiązku. Za to pewno doskonale szanują przepisy o zachowaniu ciszy w lesie, bo własnie do lasu proponuję przeniesienie przemarszu gejów i lesbijek. Chodzą wredne plotki, że w leśnej atmosferze, na świeżym powietrzu, wśród świergotu ptaków i biegających wiewiórek, jest większa szansa, że gejom się przestawi w głowach na dobre tory i zaczną się oglądać za panienkami, wdowami i całą kobiecą resztą płci przeciwnej. Oby tylko nie natrafili na "czarne wdowy." którym już całkiem p....ło się w głowach, czego mieliśmy dowód wczorajszego dnia.... A może nawet którąś będą mogli podglądać podczas kąpieli w...strumyku przez dziurkę od...sęka...?  Kilka razy w życiu myślałem o zostawieniu miasta i tego wszystkiego w dalekim poważaniu i uciec w diabły gdzieś daleko - pytanie tylko gdzie? Teraz w sile wieku już mam pewność, że chcę dożyć swoich dni ostatecznych w...Polsce. Mimo wszystko nie ma na świecie drugiego tak wesołego kraju, jak nasz i...polityków, którzy są zabawniejsi niż kabaret.
 
Wszystkim życzę udanego weekendu, dobrego wypoczynku w oczekiwaniu na prawdziwą wiosnę. Pozdrawiam.

                                              P  a  p  k  i  n
   
   

czwartek, 22 marca 2018

                           Kiedy ta normalność....?

Zadufany w swojej naiwności, ciągle myślę, że może jednak coś da się zmienić na lepsze w moim kraju. Chwalę zachodzące zmiany, polepszenie bytu wielu ludzi, ale nie rozumiem, dlaczego w wieloosobowej rodzinie, wspomaganej przez Opiekę Społeczną, gdzie nikt nie ma stałej pracy lub jest ona znikoma - dzieci mają komórki, a rodzice samochód. Nie potrafię zrozumieć, jak w kraju ze średnią płacą  trzy (3) tysiące złotych, większość zarabia 1000 - 1500 złotych, a średnia w małych miasteczkach, czy wsiach, jest nawet poniżej tej kwoty... Nie rozumiem, dlaczego rząd ma cały czas duże poparcie przy równoczesnych protestach grup ludzi, którym coś się w głowie poprzewracało i chcieli by protestować w nieskończoność...a ciekawostką jest to, jak my emeryci i renciści radzimy sobie z jałmużną, która zwie się emeryturą (nie wiem, jak w tym roku, ale w ubiegłym zrewaloryzowano moją emeryturę o...3 złote),  wystarczającą praktycznie na uregulowanie miesięcznych opłat, na skromne dwutygodniowe życie, nie wliczając w to drogich lekarstw. Nie pojmuję tego, że notorycznie w miastach i na wsiach motokrosowcy i quadowcy, czyli zwykli kierowcy (będzie osobna notka w tym temacie), w ewidentny sposób łamią przepisy, przede wszystkim prędkość. Są zmorą i niebezpieczeństwem dla siebie oraz mieszkańców i nikt sobie z tym nie radzi... Nie rozumiem też krążącej wciąż w Polsce jakiejś chorej zazdrości, uprzedzeń, rozrachunków, które rzucają złe cienie na ludzi i niszczą najoczywistsze prawdy oraz tego, że nie ma takiej historycznej zasługi, której nie dałoby się w czasie teraźniejszym zniszczyć...Ale tak na prawdę wkurzam się na siebie za nieprzystosowanie, na niezgodę na idiotyzmy dnia codziennego, za wielką niemoc, która podnosi mi ciśnienie, za naiwność graniczącą z infantylnością , że coś się zmieni, bo ciągle mi się zdaje, że to zależy od nas samych...Co cztery lata wyborcy stawiają krzyżyk na karcie wyborczej, a potem muszą go nosić.... Bez komentarza!
Wiosennego dnia życzę...

                                                                  P  a  p  k  i  n
   

wtorek, 20 marca 2018

                           Wiosna (17:15)

Jaskrawe słońce świecące na bezchmurnym niebie oświetla swoim odbiciem w oknach sąsiednich budynków....Zastanawiam się co będzie, kiedy mróz zelżeje już na dobre, śnieg stopnieje i zrobi się całkiem ciepło? Nocami temperatura jeszcze ujemna (-8 st,) - to całkiem nieźle jeśli zważyć, że wyższa temperatura mogła by spowodować gwałtowne reakcje naszego organizmu...Może już wreszcie nastąpią nieodwracalne zmiany w pogodzie, być może  poleją się potoki wody (deszczu), wszak wszelka roślinność tego potrzebuje. Zapewne będzie troszkę błota i wszelkiej niedogodności.

Z całą pewnością ujawnią się pozimowe szkody (dziury w jezdniach i inne)... Wiosna w przyrodzie, a jak to przełożyć na wiosnę w...sercu? Tak się zastanawiam, czy w ogóle mam jakieś serce?  Pewnie tak - serce dla przyjaciół, dla wnuków...I to jest najważniejsze...A więc szybkiej wiosny życzę - bo ta już dzisiejszego popołudnia  o godzinie 17:15 nadejdzie... 

"Życie moje jest jedną wielką nadzieją, zbiorem małych marzeń i wielu zdarzeń...A wszystko to zawarte we mnie w sercu moim, jak dziś - wiosennie...! Czy podzielę się tym, czy ktoś zechce, czy mnie zrozumie - a jeśli nie, cóż wtedy uczynię...?  Bo moje życie jest wielką nadzieją, zbiorem małych marzeń..."

Pogodnego dnia życzę i...wiosny oczywiście...

                          P  a  p  k  i  n       

                             

poniedziałek, 19 marca 2018

                        Morskie rozważania...

Dziś będzie troszkę śmiesznie. Metamorfozę zaczerpnąłem z Tryptyku (część I) obejmujący okres służby wojskowej - stąd morski motyw notki. We wspomnianym Tryptyku, motyw często gości na jego łamach. Wynika to stąd, ze poszczególne części tych przemyśleń powstały właśnie nad Bałtykiem, a konkretnie w Gdyni i na Helu...W kilku miejscach zadawałem sobie pytanie: "Jak daleko jest horyzont." Dziś powtórzę to po raz kolejny... Dwa widoki nigdy nie zawodzą na plaży - 
piękne dziewczyny i...horyzont. Różnica pomiędzy nimi polega na tym, że horyzont jest nieosiągalny,
ale odległość do niego obliczalna, natomiast z kobietami zażywającymi kąpieli słonecznych na plaży bywa na ogół odwrotny - są osiągalne, ale nieobliczalne... Kulistość naszej planety sprawia, że odległość do widnokręgu zależy od wysokości, na której znajdują się oczy obserwatora i wyraża się ona wzorem (d=2,08x) kwadratowy pierwiastek z liczby, a gdzie (d) to jest odległość w milach morskich, a (a) to wysokość oka od powierzchni morza w metrach. Oznacza to, że jeśli jesteśmy dorośli i stoimy dokładnie na brzegu (poznajemy to po mokrych stopach), to mamy na linii horyzontu około 2,8 mili, a jeśli pójdziemy pod wydmy sami, to widnokrąg odsunie się od nas na 506 mil.(?) Jeśli natomiast pójdziemy z dziewczyną, to odległość naszą do linii horyzontu trudno ustalić, bo jesteśmy zajęci o wiele przyjemniejszymi liniami, aniżeli linie horyzontu. Możemy też wejść do morza, choćby po kolana. Wtedy nasze oczy znajdą się na wysokości mniej więcej 1,2 metra, a linia horyzontu będzie oddalona od nas około 2,3 metra. jeśli woda będzie sięgała nam do pasa, to nasze oczy znajdą się na wysokości 0,6 metra od powierzchni, a horyzont 1,6 metra od nas. Na salingu Daru Pomorza do linii horyzontu jest 11,5 mili. Oczywiście - horyzont nie stanowi granicy dla naszego wzroku. Jeśli powietrze jest czyste i przejrzyste, to potrafimy dostrzec górne partie obiektów, które znajdują się poza linią horyzontu. Przy tak zwanej refrakcji dodatniej z brzegu całej Zatoki Gdańskiej począwszy od Gdyni do Sopotu, możemy dostrzec Hel. Przepiękne to widoki, które na prawdę warto zobaczyć. A jeśli ktoś chce pozbyć się dreptania po plaży, niech wejdzie na Kamienną Górę w Gdyni - tam dopiero zobaczy, jak piękne jest nasze morze...
Miłego dnia życzę.
                                         P  a  p  k  i  n    

czwartek, 15 marca 2018

Wobec nadchodzącego weekendu, z uwagi na to, że będę zajęty innymi sprawami (obecność nie obecna), gdyż muszę pewne sprawy w domu uporządkować, już dziś wszystkim składam życzenia spokojnego i udanego wypoczynku na świeżym powietrzu wsłuchując się w takt starego utworu z przed lat, w wykonaniu Piotra Janczerskiego, zmarłego przed kilkoma dniami. Wszystkiego dobrego raz jeszcze. Pozdrawiam.


                                          P  a  p  k  i  n 

                                                        

poniedziałek, 12 marca 2018

                               Metoda na...wariata (?)

Będę zmuszony wyłączyć wszystkie telefony. Wszystkie, tzn dwa, bo mam komórkowy i stacjonarny. Z tego drugiego korzystam rzadziej, ale korzystam. Komórkowy jest zawsze pod ręką. Nie bawię się telefonem, bo to żadna zabawka lecz poważne urządzenie - ma służyć do komunikowania się z drugą osobą. Nie stukam, nie pukam idąc ulicą, nie wchodzę pod samochody, nie trącam ludzi. Nie chodzę więc ślepy pakując się w kłopoty - patrzę przed siebie i tylko przed siebie... dlatego jestem cały i zdrowy... Ale nie ma to jak telefon, zwłaszcza, gdy ktoś przy jego pomocy chce mi zrobić dobrze i mówi to powłóczystym damskim głosem. A ostatnio dość często mnie to spotyka. Mam wrażenie, że mój numer jest jakimś cudem ogólnie dostępnym, bo dzwonią ludzie z propozycjami ubezpieczeń, podróży do Egiptu, jakichś propozycji, czy po prostu sprzedaży garnków... Choćby dzisiaj z samego rana, czyli o koszmarnej dla mnie godzinie, zadzwoniła taka jedna i od razu się cieszy, że mnie zastała, bo ma dla mnie doskonałą ofertę...masażu (?) "Pański numer został wylosowany..." Zapytałem lekko, zaskoczony, o jaki masaż chodzi - bo jeśli o klasyczny, to dziękuję. Gdyby był erotyczny w wykonaniu pięknej damy, to się zgadzam...Pani się rozłączyła nim zdążyłem zapytać - co z tym losowaniem...Wcześniej bywały różne oferty, choćby ubezpieczeniowe, dzięki któremu miałbym być uszczęśliwiony... Kiedyś byłem naiwnym frajerem i wdawałem się w polemikę. Nie wiem dlaczego, ale uważałem za stosowne się wytłumaczyć, że nie potrzebuję ubezpieczenia od tej firmy, czy też nie mam ochoty wykupić wczasów na drugim końcu świata....Małe były z tego korzyści, bo ciężko było te osoby przegadać. Trajkotały tak nakręcone i w ogóle mnie nie słuchały. Rozmowa kończyła się tym, że brutalnie się rozłączałem - innego wyjścia nie było. A teraz...nauczyłem się, że są różne możliwości opędzenia się od natrętów. Choćby metoda na głuchego dziadka. Babka mówi erotycznym głosem o bardzo korzystnej ofercie, a ja od razu walę: - "Proszę głośniej, bo nic nie słyszę. Halllllo! Jaki cement? Ja niczego nie buduję...!" I od razu słyszę, że babeczka wymięka. Próbuje coś tłumaczyć (kojarzycie? To Ona się tłumaczy, nie ja) i już ogólnie mówiąc jest po transakcji. Coś jeszcze tam mówi o swojej ofercie, ale ja cały czas swoje: - "hallo, bardzo słabo panią słyszę - nie zamawiałem cementu ani cegieł...." I po rozmowie!  Na "do usłyszenia" nie odpowiadam, bo jak głuchy, to głuchy...! Inną metodą jest kontrpropozycja. Z doskonałym skutkiem stosuje ją mój znajomy, z którym udało mi się w tej sprawie porozumieć. On jak dostaje taki telefon z rewelacyjną propozycją zakupu czegoś tam, to od razu mówi: - "Jak dobrze, że pani dzwoni. Właśnie chciałem pani zaproponować kupno naszych doskonałych kosmetyków..." I koniec gadki.... Oczywiście - mój rozmówca nigdy żadnych kosmetyków nigdy nie sprzedawał, nie widział ich nawet na oczy! Można również udać...wariata - bardzo skuteczna metoda. Dzwoni jakaś paniusia i proponuje nam pakiet jakiejś telewizji plus Internet za pół ceny. Naiwny człowiek będzie rozmawiał normalnie i istnieje ryzyko, że da się go omotać. Ale jak człowiek udający idiotę, zepsuje handlowcom telefonicznym szyki, to dopiero bomba...! Babka zachwala zalety telewizji i opłat, a my grzecznie mówimy: - "Proszę mówić szeptem, bo cały czas mnie podsłuchują - przez ściany i drzwi. Wszędzie zamontowali mikrofony - przeklęte CIA....!"  Polecam tę metodę każdemu - skuteczność 99,9% A tak w ogóle zachęcam każdego do płoszenia wszelkiego rodzaju teleankieterów i reszty hołoty szukających frajerów... Zdrowia i miłego dnia życzę....

                                                               P  a  p  k  i  n

    


sobota, 10 marca 2018

                Kontrowersje - czyli szlag mnie trafia...

Żyjąc w moim kraju można stać się nerwowym, słuchając paranoików. Tak ich określam, a definicja znajduje się na końcu.
Bo jak nazwać wszystkich tych "uczonych" i znawców, którzy próbują oświecić nas głosząc banalne bzdety, niemal na każdy temat? Jeśli wierzyć temu co mówią nam Ci oświeceni, niemal wszystko może spowodować moją śmierć: - smog, którego dawniej nie było, a paliło się w piecach i pod kuchniami wyłącznie węglem...Wiatr, albo końcówka banana też bywają niebezpieczne
według wspomnianych autorytetów. Do tej pory nawet nie przyszło mi do głowy coś takiego, aby przejmować się wpływem wiatru, czy fragmentami owoców na moje zdrowie. Ale teraz, gdy coraz więcej o tym się mówi, zaczynam wpadać w frustrację... 
W Polsce wiatr, który porusza się z niezagrażającą mojemu życiu prędkością jest - jak się okazuje rzadkością. Dowiedziałem się, że niebezpiecznym "zawianiem" grozi zarówno powietrze nocne, jak i powietrze przed i po burzowe. Byłem ostrzegany przed halnym, który może doprowadzić mnie do samobójstwa oraz przed szczególnie groźnymi podmuchami wiatru atakującymi mokrą głowę. Ostrzegano mnie również przed noszeniem parasola w czasie burzy (?) Nie mam pojęcia, gdzie Polska zaopatruje się w tego rodzaju powietrze, ale być może powinna zmienić dostawcę? Co ciekawe, do tej pory żadna z tych rzeczy, przed którymi mnie tak często ostrzegają Ci pseudo-eko, nie zagroziła jeszcze bezpośrednio mojemu życiu. O dwóch takich rzeczach, które takie zagrożenie spowodowały, czyli polskiej wódce i polskich kierowcach, nikt mi wcześniej nawet nie wspomniał. Moja żona kiedyś dostała niemal ataku serca widząc mnie pijącego zimną wodę tuż po zjedzeniu...barszczu. Nie wykazała natomiast żadnego zainteresowania, kiedy opowiadałem o tym, jak często kierowcy próbują mnie zabić, gdy przechodzę przez ulicę. Tak się zresztą dzieje również teraz....
Wyciągając wnioski z najczęściej słyszanych przestróg, muszę stwierdzić, że jedna z głównych przyczyn śmierci w moim kraju są bose stopy...Jeśli chcesz na prawdę zaszokować Polaków i zasłynąć jako niebezpieczny i kompletnie szalony pseudo-eko, nie biegaj nago wokół Rynku, bo ten widok nie budzi już naszego zdziwienia. Oczywiście - to bieganie nago oznacza nic innego, jak tylko wmawianie nam bzdur powtarzanych raz po raz przy nadarzającej się okazji...Bo jeśli już, to stań po prostu bosymi stopami na betonie. Gwarantuję, że widok nie"zamuruje" tu każdego, kto będzie świadkiem takiego wyczynu. Ale Wam wielce oświeconym brak odwagi, Wy jesteście mądrzy tylko w gębie...
W lecie ubiegłego roku bylem na obiedzie w pewnej restauracji, w której po konsumpcji poraczyłem się...piwem. Siedziało tam też jakieś małżeństwo, którego córka - mała dziewczynka biegała po sali boso od czasu do czasu wychodząc na chodnik przed restauracją. Nadgorliwy konsument, jak się okazało pseudo-eko zadzwonił po policję i...restaurację zamknięto z powodu skandalu...Próbowałem nieraz dowiedzieć się od moich znajomych, na czym dokładnie polega bezpieczeństwo biegania na boso po betonie, ale byli zbyt zszokowani samym pytaniem, aby udzielić sensownej odpowiedzi. Z dzieciństwa wiem, że nic takiego mnie nie spotkało, choć chodzenie na boso było czymś normalnym, tak samo, jak palenie węglem w piecu czy pod kuchnią. Na boso chodziło się także w zimie po śniegu. O ile dobrze zrozumiałem, chodzi o jakieś znajdujące się w ziemi złośliwe siły, które są w stanie przez moje stopy do całego ciała i spowodować, że umrę na....hemoroidy. Zadziwiająco mądre wnioski wypływają z ust oświeconych znawców.... W Indiach ludzie chodzą po rozżarzonych węglach, w Polsce prawdziwą odwagą wykazuje się ten, kto udaje się do kuchni bez kapci....
Kapcie swoją drogą są w moim kraju wysoko cenionym rodzajem broni przed śmiercią od bosych stóp. Ten, kto przyjeżdża do Polski (mówię o obcokrajowcach), musi być przygotowany na to, że obsługa w okienku zapyta najpierw o Twój paszport, a potem o kapcie. Ich brak do mu pełne prawo odmówić Ci wstępu...Szaleńcy, którzy odważyli się przybyć do Polski bez kapci, nie są wpuszczani. Nie zabranie tychże jest nawet większym przestępstwem niż zabranie narkotyków. Jeśli będziesz miał szczęście, uprzejmy celnik może ewentualnie wyposażyć Cię w specjalne kapcie rządowe, takie same, których używają polscy komandosi w celu obrony przed minami, czy bronią nuklearną. Ja sam takowe kiedyś dostałem lat temu...hoho - dawno temu i zakładałem je okazjonalnie, kiedy na przykład wyjeżdżałem na poligon wojskowy. No cóż - mój problem nie kończy się niestety na bosych stopach. Okazuje się bowiem, że w Polsce, aby nie wywołać paniki, nie wystarczy ukryć stopy w jakichkolwiek butach - te muszą być dostosowane do pogody i okazji. Teraz przed sezonem zmuszony będę dostosować swoje obuwie do wędrówek, bo gdyby mnie dorwał jakiś dureń z pod znaku ekologa-terrorysty, to dopiero byłoby cudownie (?) 
Mówię o tym, bo w pełnych butach dostał bym uczulenia dermatologicznego i zamiast wędrówek, latał bym jak z pypciem do lekarzy. Bo ja tak kocham lekarzy jak... tych mądrali, którzy udzielają nam tak "cennych" wskazówek. A ja nie posiadam tuzina butów na każdą okazję - w zimie pełne, w lecie sandałki...
Anglicy też nie mają wielu par butów. Ja zawsze mam dwie i tylko dwie. Z tego też powodu miewam drgawki i wybuchy "płaczu," zwłaszcza jesienną porą. Nie mam więc butów okazyjnych, jak chcieliby mi podpowiadać inni, bo to mi nie jest potrzebne. Zapewne jestem obecnie jedynym heteroseksualnym Polakiem na świecie, który posiada "więcej" par butów niż kufli do piwa. Życzę, aby nasi "mądrzy" mieli więcej tych bucików i to na każde okazje niż ja.... A swoją drogą, ciekawi mnie, czy ktoś, kto mnie czyta zrozumie, co oznaczają te buty i nie tylko w tekście? 
Brawo!! Oznaczają niestety wszystkie te mądre głowy, którym się wydaje, ze wszystko im wolno mówić, nawet bzdety...
Co jest paranoją w ich wydaniu? Paranoja - to choroba psychiczna charakteryzująca się usystematyzowanymi urojeniami nie tracąc przy tym zdolności logicznego myślenia...
Pozostaje mi nic innego, jak tylko prośba, abyście bronili się przed wszelkiego typu pseudo ekologami, znawcami (jak zwą, tak zwą) i innymi debilami.
Pozdrawiam i życzę udanego tygodnia.

                                                  P  a  p  k  i  n
             

czwartek, 8 marca 2018

WSZYSTKIM NASZYM KOBIETOM - MĄDRYM, KOCHANYM, Z PIĘKNYM UŚMIECHEM NA TWARZY, W TYM SZCZEGÓLNYM DNIU DLA NICH - SKŁADAM NAJLEPSZE ŻYCZENIA. BYŚMY ZAWSZE MOGLI JE PODZIWIAĆ, WSPIERAĆ I BYĆ PRZY NICH. 

SZANUJEMY JE NIE TYLKO W TYM DNIU, ALE PRZEDE WSZYSTKIM PRZEZ CAŁY ROK. WSZYSTKIEGO DOBREGO W DNIU WASZEGO ŚWIĘTA...


                                       **

A dla tych rozhisteryzowanych feministek i czarnych, starych wdów - tej hołoty, która ma za nic dobro wspólne, męskich "dziwek" je wspomagających - nie dla rozwydrzonych feministek - nie mam nic prócz pogardy. Jeśli mógłbym coś życzyć, to jedynie mniej pazerności, złośliwości i cwaniactwa. Aby były partnerkami, a nie odstającymi od człowieczeństwa jędzami...

                            P  a  p  k  i  n



poniedziałek, 5 marca 2018

                 Czekam na lato...chcę mieć spokój...

                             Idź - nie oglądaj się za siebie,
                          podziwiaj góry, przyrodę - knieje,
                           nieprzebyte, pokręcone potoki,
                              wiatr wiejący Ci w twarz - 
                                   cały szeroki świat - 
                                        Twój świat...
                            Drzewo samotne przy drodze,
                                tę dal, co na wschodzie,
                             niebo przykryte chmurami
                             i deszcz z dużymi kroplami, 
                              gdy cały jesteś zmoczony,
                                       ale szczęśliwy - 
                                 wolnością wiedziony
                        idziesz przed siebie zadowolony...
                                                   *
Zapewne rok będzie, jak pamiętam tytułowe słowa zapisałem. Często bowiem jest tak, że coś zapiszę (napiszę), potem wykorzystuję lub nie. Podobnych notek, które zapisane zostały w notatniku, a nie ujrzały światła dziennego jest i było wiele..."Chcę mieć spokój oznacza tylko jedno - taki spokój może dotknąć człowieka tylko poza "cywilizacją," a określenie to dotyka zawsze jednego - moich wędrówek. Właśnie wtedy staram
się być daleko od domu, daleko od czterech ścian, które "przykuwają" mnie w okresie zimy i czuć się jak wolny ptak...Bo to nie tylko zdrowie lecz przede wszystkim swoboda. Nie obciążają mnie kłopoty codzienności, jakie życie niesie, myśli mam pozytywne, wesołe, a nawet banalne. Jeśli w ogóle myślę, to raczej o głupotach, z których często parsknę śmiechem, bo to takie normalne. Co do marzeń, o których ostatnio często wspominam, które gdzieś po głowie chodzą - cóż, każdy je ma - ja również. Jakże to swojska atmosfera pośród wyobraźni, fantazji, wszelkich przemyśleń....Idzie się przed siebie wyłącznie z samym sobą, zabujany, zakręcony i "nic nie myślący," dopóki coś Ci na drodze nie stanie - wtedy dopiero zaczynasz intensywnie myśleć. Taki efekt zaskoczenia może być czymś, co postawi Cię na równe nogi, a także satysfakcjonujący - w zależności, co lub kogo spotykasz. Na końcu zawsze jest...satysfakcja. Wziąć kogoś ze sobą to tak, jakby się miało ogon. I nie mówię tego z czystej demagogi czy snobizmu, lecz podyktowane jest to odpowiedzialnością, gdyż często jest tak, że sam się pcham w..."kłopoty," które i tak wpisane są w moją naturę. Inną sprawą jest fakt, ze poza nielicznymi - jakoś nikt nie miał ochoty mi towarzyszyć wiedząc, jakimi "drogami" wiodą moje ścieżki...A tak bezstronnie - nawet nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, jaka ta
 "samotność" na szlaku może być dobra, ile daje satysfakcji? Ta samotność, która ma wiele obliczy, nie równa się tej wspomnianej powyżej - jest wpisana w moją naturę, w mój byt i...niebyt. "Samotność" nie oznacza być samotnym. Rozkładam ją na wiele sposobów...Aby coś osiągnąć, najpierw trzeba chcieć, bez tego ani rusz....Idąc tak w samotności (czasem) człowiek nie wie "gdzie jest," bo o tym akurat się nie myśli. Ale osobiście jestem szczęśliwym wędrowcem, bo w mojej włóczędze towarzyszy mi mój duch - zawsze wesoły, uśmiechnięty. Nie muszę nikomu patrzeć w oczy, a jeśli już, to we własne, jeśli potrafię je dojrzeć, choćby w "lustrze" wody w potoku. One czasem potrafią zapłakać, lecz z całkiem innego powodu - czy mam się tego wstydzić....? Zawsze sobie powtarzaj - "Ty, który idziesz moim śladem i lubisz tę "samotność," musisz być silnym, musisz wytrwać i nie udzielaj odpowiedzi - czym się kierujesz pilnując się ciągle, bo uwaga i rozwaga tu potrzebna. Ty jesteś tu najważniejszy.." Jeśli cały czas powtarzam, że się "nie boję," nie oznacza to, że tak jest. Zawsze może zdarzyć się coś, co postawi Cię na baczność. Ale ażeby się "nie bać" trzeba troszkę finezji i...praktyki... A moje zapiski rozsypane polegają właśnie na tym, że są (nie) przemyślane, a może zbyt przemyślane, swobodne, impulsywne, czasem nawet zbyt głupie. Rutyna, której raczej się nie poddaję, bo nie mogę (jest zbyt zwodnicza), polega na tym, że własnie wtedy człowiek popełnia największe błędy, które mogą kosztować...Co mi pozostaje? Tylko czekać, aż mrozy minął, wiosna nadejdzie, a potem, to już inna sprawa...
Życzę udanego tygodnia i...wiosny oczywiście. Pozdrawiam.

                                                                P  a  p  k  i  n

niedziela, 4 marca 2018

                            F R A G M E N T Y...

"Poplątane, pomieszane - czyli powrót do korzeni, wspomnień mnóstwo, aż się patrzy, więc powtórzę jednoznacznie...W tej historii się powtarzam, w tej historii ciągle tkwię, bo normalnie mi się zdarza - wracać, wspomnieć, czy też śnić..."

Tak to mniej więcej zapisane zostało w "Pamiętniku grzesznika," czyli w ostatnim rozdziale rodzinnej Sagi zamykający Genealogię, choć sam wątpię, czy taki facet jak ja mógłby, czy by potrafił "zgasić światło" i "zamknąć za sobą drzwi..."? Zapewne nie, a skoro tak, to kilka słów powtórki nie zaszkodzi, cofając się do roku 1978, kiedy słowa poniższe powstały i zapisane są na karcie historii rodziny mojej Babci. Oto słów kilka z podróży do Krakowa z dnia 27 czerwca 1978 roku...Miejsca, o którym wspominam nie ma już na mapie Krakowa, Swoszowic, w zależności, jak je każdy określał. W miejscu Folwarku - zajazdu w okresie późniejszym powstało zupełnie coś innego, a w pobliżu w latach 1881-1884 powstał Ford obronny. Historia Folwarku, który datowany jest z przed roku 1750, opisana została dokładnie w Genealogi rodziny...

"Zamknąłem oczy i odpoczywam zamyślony: - co przyjdzie mi do głowy i jak to wszystko pogodzić z tym, co już wcześniej zostało zapisane...? 

I siedzę sobie w wysokiej trawie nie myśląc o niczym,
lecz gdzieś na tyłach umysłu, polana zielona rozbłysła...
Tam w przodzie wieki temu żyli w swej gospodzie -
krewni i dalecy wielce...
Są jakby łza w mojej udręce, bo piszę o nich,
wydobywam dzieje,
aby ujrzały światło dzisiejszych czasów,
w tym zgiełku i chaosie, którego zewsząd dookoła
i na pamięć przodków ziemia krakowska woła - 
powstańcie...!
A Oni milczą jak zaklęci,
we wszystkich pokoleniach są już wniebowzieci
i spoczywają we złowrogiej ciszy
i zgiełku naszych czasów, nikt z nich już nie słyszy.
Na darmo ich wzywać nie ma sensu wcale,
bo Oni w swej epoce trwają nadal
i nie chcą już powrotu do świata nas żywych,
bo tylko jeden Bóg jest w stanie ożywić ich prochy,
aby byli z nami,
lecz stanie się to wtedy, gdy i my będziemy "spali"
snem wiecznym...
Darmowe myślenie - na siłę wskrzeszaniu,
my na ziemi jeszcze, 
Oni są już w Raju....
Patrzę ja na Rajsko wskroś zabudowane,
w dali widzę Kurdwanów słońcem skapany
i siedzę sobie w trawie, może mrówki liczę,
zatopiony w myślach, hałasu nie słyszę.
I siedzę tak i dumam i się zastanawiam,
od spokoju nie boli głowa,
ale od nastroju - owszem...
W cieniu sobie siedzę, w trawie na...kurhanie,
co tam jest pode mną i co się też stanie,
kiedy odejdę, gdy opuszczę Kraków...?
Nie! Nie koniec jeszcze - 
odwiedzę cmentarz, ten daleki Raków (cm. Rakowicki).
Ten, gdzie Oni wiecznym snem śpią jeszcze
i spać tak będą - ile wieków jeszcze...."

Siedzę zadumany na obrzeżach miasta w miejscu, gdzie przed laty stały inne chaty, a właściwie ta jedna - folwark i zajazdy, gdzie tętniło życie, gdzie chadzały panny, gdzie psy ujadały, gdzie słońce świeciło, jakże inny folklor, jakże było miło popatrzeć na obraz minionej epoki, a teraz łza się kręci wilgotna w mym oku. Siedzę tak i myślę, uciekam od świata, mile jest czas spędzić - tutaj tego lata, gdy w pobliskiej szkole nie uczą się już dzieci, wszystko zatracone - ale ten czas leci...?
"Przeleciałem" swoje życie, tak skrótowo wielce, o czymś zapomniałem - pewnie o rozterce, która mnie trapi nie od dziś, od stale, bo taki już jestem i jest to wspaniałe uciekać do przeszłości, "bawić" się wiekami, czasem zostawić wszystko to, co już jest za nami...

                    Z horyzontu na pewno bliżej do Boga,
                    z miejsca,
                    gdzie ziemia całuje skrawek nieba
                    i miesza się biel anielskich skrzydeł,
                    z brunatną korą drzew i złotem zboża... 
                    Na pewno bliżej widnokręgu,
                    dlaczego tak trudno za nim gonić , 
                    dlaczego nie można go schwytać,
                    tak po prostu zamknąć w dłoni...?
                    Położyć przed sobą blisko na kolanach
                    i patrzeć w okno nieba,
                    a na ziemi w sen zapadać...(?)
             (w opisie zdjęcia widoku Krakowa z Rajska oraz fragment Fortu 51 w Rajsku)
                                                                    (Kraków, czerwiec 1978)

Pozdrawiam
                                 P  a  p  k  i  n
     


piątek, 2 marca 2018

"Pójdź tym pustkowiem, gdzie oczy poniosą, za siódmą górę, za słońcem - poranną rosą tam, gdzie nigdy nie byłeś, a gdzie chciałbyś być - spełnij swoje marzenia, by spokojnie żyć..."

Świat kręci się wokół mnie, a ja wokół świata...Przeciągająca się zima ma wpływ na moją psychikę. Jestem niby cały czas - raz tu, a raz tam - ostatnio w Krakowie...Jestem, ale jakby mnie nie było. Czasem brakuje mi chęci nawet do napisania notki i nie dlatego, abym nie miał weny - po prostu mi się nie chce. Lenistwo...? Zima, zmienna pogoda, teraz nas przymroziła i choć taki mrozik dla mnie jest czymś normalnym, czuję się lepiej niż latem, to jakoś tęsknię za nim, za polem, wiatrem, za lasem, za...górami. Każdego dnia wracam do normalności (co to jest być normalnym), przepraszam za "mgłę" wokół wszystkiego co robię. Te "ruchome piaski"nie są miłe.... Ale właśnie wczoraj. ktoś
poddał mi myśl - marzec - miesiąc wiosenny, szykuj się do wyjścia...! I co mam zrobić - iść z duchem czasu, sprawdzić sprzęt, plecak, buty i wszystko inne co potrzebne. To dopiero będzie, gdy wyjdę na szlak po zimowej przerwie...? Gdzie pójdę tym razem - tego nie wiem. Jest kilka propozycji, które wybiorę - o to jest pytanie...(?) 
                                  "Spakowałem już "walizki,"
                                  "urlop" zaraz się zaczyna,
                                   nikt nic nie wie, nawet bliscy,
                                   jak radosna moja mina..."
Lubię ten czas przygotowań, tej troski o niemal każdy szczegół, aby niczego nie zapomnieć. Już sama podróż jest wspaniała, sama w sobie - wypoczynek, liczyć konie, liczyć owce, sam na sam iść na...manowce. Ależ to się rymuje, czyli jest coś na rzeczy...Chłonąć niebo i otaczający mnie świat i świadomość tego, że nie muszę nic robić, że gdybym tylko chciał, mógłbym cały dzień przeleżeć na pachnącej łące pośród kwiatów i traw. Żadnych obowiązków, patrzenia na zegar...I to pytanie - co jest za tym zakrętem, za górką, za lasem, że nie muszę na nikogo czekać i że mam wszystko pod kontrolą... Wędrujący ludzie stają się 
mądrzejsi nie tylko dlatego, że doświadczają nowych widoków, wrażeń, ale przez to, że sami dla siebie stają się mijanym pejzażem, na który można patrzeć z kojącego dystansu... A słońce zachodzi za koronami drzew - wtedy można zapalić watrę...'Płonie ognisko i szumią knieje..." I w taki sposób spokojnie można podziwiać świat. Przejść kamienną ścieżką lub po mokradłach do celu, który mi przyświeca. Czekam z utęsknieniem, bo "cztery ściany," to może dobre miejsce z poczuciem własnej przestrzeni, ale mnie coś goni, pędzi, a te "cztery ściany" mówiąc potocznie sprawiają wrażenie własnego "więzienia..."  Zimo - odejdź i pozwól nadejść wiośnie.... 
Pozdrawiam.
                                                              P  a  p  k  i  n