Szukaj na tym blogu

sobota, 27 stycznia 2024

 

                                           Dziwny jestem...(?)

Ostatnie dwa tygodnie, to czas niezbyt dla mnie pomyślny. Po chorobie trudno dojść mi do  normalności. Czuję w sobie jakąś pustkę i bezwartościowość. Czas mija, a ja nie osiągam  niczego wartościowego. W tym czasie nie zrobiłem nic kreatywnego, nic czym bym mógł się pochwalić - no może  tylko odpowiedziałem na otrzymany list i to dość obszernie przedstawiłem to co myślę, o czym zresztą wzmiankowałem w ostatnim wpisie. Fakt, że była to przesyłka polecona i mogłem ją śledzić - dotarła do adresata wczoraj  o godzinie 10:56. Ale czy mam być z tego dumny? Porażki jednak lgnę do mnie  jak pszczoły do miodu. Czuję się tak, jakbym zastawił na nie jakąś  specjalną przynętę lub wydzielał  feromony, które je przyciągają. By zliczyć wszystkie moje niepowodzenia w ostatnim czasie, to zapewne brakło by palców u rąk i nóg (?)...Na dzień dzisiejszy  niestety - nic nie zapowiada żadnych zmian....I jeszcze na dodatek ten facet w czerwonych gaciach będzie żebrał kosztem dzieci marznących na ulicach na kolejne swoje wybryki.
Bo ja oszusta nie wspieram, wpłaciłem datek na Caritas....
"Pogubiły się moje ścieżki, pobłądziły pośród życia gęstwiny, próżno zebrać  je wszystkie do reszty i uchronić od zgubnej ruiny...."
Pogoda fatalna, wieje, że spać w nocy nie można było....Życzę zdrowia i szybkiego nadejścia wiosny. 
Pozdrawiam.
                                                                              P  a  p  k  i  n

 

wtorek, 23 stycznia 2024

 

Kilka dni temu otrzymałem list o treści, która mnie mocno zastanowiła. Początkowo nie potrafiłem odpowiedzieć sobie, jaka ma być odpowiedź na sugestie zawarte w treści. Kłębiące sie myśli  rozważały każdą ewentualność, łącznie z...kidnapingiem. Chodzi bowiem o zabranie z DPS-u mojego dawnego sąsiada z młodzieńczych lat, a własciwie jeszcze z...dzieciństwa. Ja nie znam powodu, który zapoczątkował jego pobyt w takim miejscu, nie znam okoliczności, nawet  nie próbowałem zapytać, gdyż nasze obecne kontakty były do tej pory znikome, prawie żadne. Wszystko zaczęło się po śmierci mojego brata, który utrzymywał z nim kontakty, nawet gościł w swoim domu i tak na dobry sposób, to od brata mam numer telefonu i znam miejsce pobytu. Ciężka sprawa, ale jakoś sie pozbierałem i skleciłem dość obszerny list, który własnie jutro zamierzam wysłać pod  znany mi adres. Czy będzie z niego zadowolony, On sam będzie wiedział lepiej. Osobiście nie mam żadnych powodów, aby na tym etapie rozpatrywać jego prośbę wzięcia go z tego miejsca. W grę wchodzi ewentualne zakwaterowanie, na które mnie nie stać oraz inne z tym związane okoliczności. Ale choćby dla własnej wiedzy, zaczerpnę jakieś informacje, przez kogo, jaką instytucję takie sprawy się załatwia i na ile jest to możliwe. Póki co będę oczekiwał odpowiedzi na list. Co dalej, to się zobaczy. W każdym razie mam niezły pasztet do rozwiązania. W najgorszym przypadku obrazi się. Trudno, nie mam na to wpływu.  
Pogoda taka sobie, staram sie oszczędzać po chorobie (jeszcze nie wydobrzałem do konca), ale jest juz oki. Pozdrawiam i życzę zdrowia. Oby do wiosny.
                                                                                 P  a  p  k  i  n

czwartek, 18 stycznia 2024

 

Witam wszystkich zdrowych ludzi. Przepraszam, ale dopadł mnie...Covid i musiałem jakoś się ogarnąć. Przebieg choroby był diametralnie łagodniejszy niż ten, który przechodziłem trzy lata temu. Być może dlatego, że jestem po czterech szczepieniach...Jeszcze muszę dokończyć leczenie nim całkowicie dojdę do siebie. Pozdrawiam życząc zdrowia i...zimowej pogody.

                                                 P  a  p  k  i  n 

czwartek, 11 stycznia 2024

 
                                    Wszyscy moi Przyjaciele...

Z uwagi na moją nieobecność przez kilka następnych dni (nie wiem ile to potrwa), proszę o cierpliwość. Następny wpis na blogu nastąpi w nadchodzące dni sobotnio-niedzielne. Pozdrawiam i zapraszam na poranną kawę.
                                                                                                             P  a  p  k  i  n

                                                                                    

piątek, 5 stycznia 2024

 

                   Sylwester, czyli "wojna światowa...."

Mamy piąty dzień Nowego Roku...Spokój, cisza, nie słychać w tle "bombardowań" imitujących działania wojenne...Rok 2024 powitałem w domowych pieleszach, gdyż od wielu lat nie uczestniczę w masowych imprezach, nigdzie nie wyjeżdżam, choćby do Zakopanego, czy gdziekolwiek. Jestem sam i podarowane mi ciasto do kawy, a sam przygotowałem bigos do obiadku w ten noworoczny dzień, oczywiście bez alkoholu. W sam Nowy Rok też nigdzie nie wychodziłem, zresztą tradycyjnie "pilnując" chaty...bo też nie chciało mi się, nie miałem motywacji, jak też nie miałem z kim iść gdzie oczy poniosą. Rozumiem też, że Sylwester jest jak każdy inny dzień i świat się nie zawali jeśli w...samotności obalę jego mit, czego jeszcze kilka lat wstecz pojąć nie mogłem. "Boję" się, że wybuchnę, nawet dziś kilka dni po Sylwestrze, bo to owe odczucie jeszcze jakiś czas będzie za mną łaziło. A Nowy Rok nie jest dla mnie przyjemny, zresztą jak dla każdego człowieka, choćby świadomość, że jest się starszym, bo ten czas pędzi na łeb na szyję do przodu...a w ogóle czuję się tak, jakbym uczestniczył w wojnie światowej, a nie witał Nowy Rok. O 24.00, gdy na zegarze wybija ta godzina, zaczyna się dla mnie walka o przetrwanie. Ludzie zaczynają totalnie wariować, skaczą, wrzeszczą, biegają, rzucają butelkami, olewają się szampanem, nie wspominając o kanonadach. Ileż to pieniędzy ulatuje bezmyślnie w powietrze, a potem mówią, że pieniędzy nie mają na to, czy tamto...Postaw się, a zastaw się - takie to porzekadło, ale głupota przewyższa rozsądek. Ja w przeciwieństwie do tych oszalałych ludzi, stoję sobie gdzieś na uboczu i się denerwuję, może bardziej niż pies, czy inny zwierzak. Usilnie czekam, aby ten cyrk szybko się zakończył, abym przeżył cały i zdrowy. Stwierdziłem swego czasu, że sztuczne ognie wystarczają mi z powodzeniem i nie skazuję się na dobrowolne katusze...Chciałbym, by wszystkim ludziom na całym świecie ten kolejny rok był szczęśliwy - wtedy byłoby fajnie. A więc Szczęśliwego Nowego roku...
Pozdrawiam.
                                                   P  a  p  ki  i  n

wtorek, 2 stycznia 2024

 

                       Telefon z...Przemyśla...

W noc Sylwestrową (zaskoczenie) odezwał się mój szwagier z Przemyśla. Zaskoczył mnie tym "najściem," bo to jest raczej rzadki, aby nie powiedzieć - bardzo rzadki abonent w moim telefonie. Dzwoni tylko wtedy, gdy coś się dzieje, na przykład pogrzeb, choć ostatnio o podobnym fakcie dowiedziałem się z innych źródeł...Prócz życzeń noworocznych było pytanie: "dlaczego się nie odzywam i takie tam trele morele...i kiedy pojawię się w Przemyślu? Cóż, tak doprawdy, wcale mi się nie śpieszy udać się w tamtym kierunku, nie abym nie chciał, ale jakoś mnie nie ciągnie. Być może jest to efekt właśnie jego opieszałości w kontaktach w ogóle. Z drugiej strony, gdyby tak pomyśleć, to może byłby to powód, aby wybyć na jakiś czas z domu, zmienić otoczenie i...atmosferę, którą oddycham...Spotkać się na rynku ze Szwejkiem i w ogóle, bo to zimy nie ma i praktycznie jest jak przedwiośnie...? Ale jakoś mnie nie ciągnie, w zasadzie nigdzie, choć mam w zanadrzu wyjazd w całkiem inną stronę, ale nie wiem, czy go zrealizuję. Po ostatnim pobycie w Olsztynie, na dłuższe podróże nie mam weny...
Praktycznie, to niczego się nie dowiedziałem, choć zadałem kilka pytań, odpowiedzi były raczej...tajemnicze. Czego więc spodziewać się można p takim rozmówcy? Uważam, że trzeba "odpocząć" po tych nieudanych Świętach i Sylwestrze, o czym już wcześniej nadmieniałem, trzeba dojść do jakiejś równowagi...
Wszystkim życzę jak najszybszego powrotu wiosny, może ona da nam więcej uśmiechu i nadziei na coś lepszego.
Pozdrawiam.
                                                                   P  a  p  k  i  n