H y r l a t a...
Całą grupą pożegnaliśmy się przy grobie "Kaśki Litwinki" po czym zeszliśmy do Wetliny, aby rozjechać się do swoich miejsc zamieszkania. Sam jednak pozostałem w Wetlinie u kolegi i byłego leśniczego. Dwa dni później ruszyłem w kierunku Cisnej, aby jeszcze pobyć w Bieszczadach i wejść na Hyrlatą, miejsce tajemnicze i można rzec odludne. Bo są szlaki w Bieszczadach, gdzie znajdujesz tłumy ludzi i gwar.
Ale są też takie jak ten - Bieszczady w bardziej surowej wersji, bez tłumu, z historią ukrytą pomiędzy drzewami i trochę bez widoków, ale i to jest piękne, egzotyczne i tajemnicze. Jest więc dużo stromych podejść ścieżką ledwo widoczną, miejscami błotnisto po ostatnich deszczach, które nas nękały. Ale też dużo spokoju i zawsze nadzieja, czyli...zero niedźwiedzich spotkań. Bo jeśli w takim miejscu ktoś będzie sapał, to tylko ja. A skoro postanowiłem wybrać się w moje kochane Bieszczady, które odwiedzam od lat i jeszcze nie byłem wszędzie (do "Kaśki Litwinki') oraz na taką mało popularną, ale bardzo ciekawą wycieczkę pełną tajemniczości, to dlaczego nie? Nie trzymam więc nikogo w niepewności i wybrałem się właśnie na Hyrlatą (1103 m npm), Działem ciągnącym się od Rostok Górnych przez Rosochę (1084 m npm) i dalej przez Berdo (1043 m npm) i zejście do Żubraczego - ciekawy masyw w zachodniej części Bieszczadów.
Rozpocząłem wędrówkę właśnie w miejscowości Żubracze i szeroką, asfaltową drogą zmierzałem do miejsca, gdzie musiałem w pewnym miejscu odbić do lasu, który miał się stać moim towarzyszem przez najbliższe godziny. Hyrlata, to miejsce oddalone o kilka kilometrów od Cisnej. Górą biegnie szlak zielony, a wybrać się tu można także od strony Roztok Górnych. Trzeba też pamiętać wybierając się w tą stronę, że Hyrlata i jej okolice są matecznikiem niedźwiedzim. Szlak jest znacznie stromy i wymaga pewnej kondycji, odwagi i samozaparcia. Hyrlata zaliczana jest bowiem do grupy mniej popularnych szlaków bieszczadzkich, obfitująca w tajemnicze dziewicze przejścia i ich otoczenie. To idealne miejsce dla tych, którzy cenią sobie spokój, ciszę i odosobnienie. Ale po ostatnim spotkaniu z niedźwiedziem, na którego wcześniej natknęła się cała nasza grupa w paśmie Wysokiego Działu, będąc teraz sam, starałem się nie iść cicho lecz mówiąc głośno sam do siebie uderzając palikami będących w moich dłoniach...Kiedyś już, ale przy innej okazji mówiłem jak zachowywać się aby nie wejść w drogę jakiemukolwiek zwierzęciu. Na takich szlakach i bezdrożach, którymi wędruję, stukam czymś, kaszlę, co nie jest oznaką jakiejś potencjalnej choroby - wszystko po to, aby potencjalna zwierzyna już z daleka wiedziała, zwłaszcza na terenie lesistym, zakrzaczonym, że idzie ktoś, kto nie chce jej poznać z bliska...Szedłem tak tym lasem jak potencjalny gruźlik, z daleka słychać było, że idzie coś obrzydliwego, wręcz chorego, do kogo nie warto się zbliżać...A poranny las miał niesamowity klimat, strome podejścia nie zaburzały mojego spokoju.
Rzecz w tym, aby trzymać fason, panować nad emocjami i co ważne, nie myśleć, co może "wyrosnąć" przed oczyma w danej i niespodziewanej chwili i trzymać te emocje w...dłoni (?) Cisza, spokój i tylko widoków brakowało co do których mógłbym być przyzwyczajony. Sam też nawet nie wiedziałem jakich się spodziewać, bo z perspektywy wzroku widoki te nie były oszołamiające, a mnie zależało, aby dotrzeć do miejsca pozbawionego drzew. Hyrlata to miejsce dzikie , mało popularne, niewiele osób tu się zapuszcza, miejsce tajemnicze i te przedziwne drzewa o wyrazistych kształtach pni, koślawych i...łysych pomiędzy którymi przebłyskuje słońce - klimat który bardzo lubię. Dziewiczy las, naturalna śmierć starych drzew powalonych ze starości, w lesie tym jest po prostu bajkowo...Hyrlata nie jest górą spektakularną, a pusty szlak odstraszają niedźwiedzie. Na samym szczycie towarzyszy hulający wiatr. Bardzo rożni sie od innych popularnych szlaków w Bieszczadach takich jak Połoniny - Caryńska, Wetlińska czy Tarnica, gdzie są otwarte przestrzenie, piękne widoki, ale też tłumy gawiedzi i gwar. Tutaj są nieprzebyte lasy i łąki kołyszących się trawna wietrze, wyglądające jak morskie fale wysokie często powyżej pasa. Widoki znacznie skromniejsze za to zdecydowana cisza do tego stopnia, że słyszy się bicie własnego serca, choć często być może ze strachu (?) Ci, którzy szukają spokoju tu go właśnie znajdą, a panoramy z poziomu wzroku też się znajdą...Ale skoro wszystko co dobre kiedyś się skończy (?) tak i mnie była pora wracać. Żałuję tylko, że padła mi bateria w telefonie i dalszą trasę pokonywałem bez kontaktu z kimkolwiek. Idąc w kierunku Berda potem do doliny Solinki i na parking. Szlak na Hyrlatą nie obfituje w oszałamiające panoramy, ale jak wspomniałem, jest to miejsce dla osób utrudzonych wielkomiejskim gwarem i dla sympatyków spokoju i oszałamiającej ciszy. UWAGA tylko na niedźwiedzie!
Życząc udanego wypoczynku (deszcz i burza orzeźwiła powietrze), zapraszam na poranną kawę. Życzę zdrowia i wszystkiego co każdy sobie życzy.
Pozdrawiam.
P a p k i n




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz