Już w domu...
Czy warto cokolwiek planować na wyrost? Przekonałem się wiele razy, że nie, w tym przypadku również. Ale nie jestem tym zawiedziony - przeciwnie. Po przyjeździe do Wetliny zastałem doborowe towarzystwo osób, których nie widziałem kilka lat, choć utrzymujemy kontaktu ze sobą. Tak więc wcześniejsze plany nie doszły do skutku - odwiedziliśmy natomiast dom i grób pani Marii czyli "Kaśki Litwinki." Znalazłem się w "Niebie" i przepełniło mnie dzikie, rozsadzające pierś szczęście, dotarłem do miejsca, które odwiedzaliśmy przez wiele lat. Sam sobie wydawałem się teraz bardzo ważny na myśl, że siedzę sobie w tej głuchej ciszy słysząc miarowe bicie serca, w ulubionym miejscu z przyjaciółmi, właśnie w tym miejscu... Tu nie dociera bełkot i ohydne słowa politycznych gamoni...Cisza tu tak przejmująca, że można usłyszeć samego siebie, swoje myśli. Dobrze jest czasem uciec w takie odludzie, aby rzeczywiście odpocząć, właśnie do tej głuszy, do Puszczy Bukowej, tu do "Kaśki Litwinki" (Marii Stypułkowej), wspominając dobre stare czasy, kiedy regularnie odwiedzałem z przyjaciółmi to miejsce. Teraz ponownie stanąłem nad Jej mogiłą w samym środku pustkowia, które bardzo zmieniło się od dawnych tak szlachetnych czasów. Tylko potok "Głuchy" toczy swoje bystre wody od lat niezmiennie.
Pozdrawiam życząc wszystkiego co najlepsze.
P a p k i n
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz